Dodaj do ulubionych

dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie...

    • erudy Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 10:37
      Spotykam mamy, które albo ciągle narzekają (widzą same złe strony macieżyństwa)
      albo ciągle się przechwalają.

      Najważniejsze więc, żeby zachować zdrowy rozsądek - nie narzekać z powodu
      drobnostek, ani też nie piać z zachwytu nad rzeczami oczywistymi.

      Muszę się przyznać, że ja z reguły nie narzekam na dzieci - mam przysłowiowe
      aniołki więc wymyślać na nich nie będę smile Ale za to często narzekam na męża, ale
      to inna bajka... (choć związana z macieżyństwem)

      I proszę - mała uwaga dla mam "wiecznie narzekających": nie narzekajcie na
      własne dzieci W ICH OBECNOŚCI. Wiem, że niemowlęta jeszcze nie rozumieją, ale
      jak mama wpadnie w nawyk narzekania to potem ani się obejrzy i będzie "nadawać
      na dziecko" przy dziecku. Piszę to z autopsji - o to mam żal do swojej mamy,
      która nie chcąc odbiegać od problemów koleżanek zawsze "musiała" ponarzekać na
      swoje dzieci. Efekt - jestem strasznie zakompleksiona i przejmuję się tym, co
      inni o mnie powiedzą. Chyba wolałabym, żeby mama w dzieciństwie więcej mnie
      chwaliła niż narzekała...

      • erudy Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 10:43
        Jeszcze mi się przypomniało, jak ostatnio spotkałam znajomą, która w czasie
        rozmowy o moim nowonarodzonym dziecku ewidentnie chciała usłyszeć "jakąś
        sensację" i tylko wypytywała czy aby nie ma kolek?, a może ma chore bioderka?, a
        pewnie nie śpi po nocach? itp. - szukała tylko powodu do stwierdzenia, że
        dziecko to ciężar. I jak z taką nie rozmawiać inaczej, jak tylko "pejąc" z
        zachwytu? smile
      • ledzeppelin3 Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 10:52
        Czym innym jest narzekanie na nieprzespaną noc, a czym innym narzekanie na
        dziecko typu: "jesteś okropny/a, do niczego się nie nadajesz", "po co ja cię
        urodziłam".
        I jakoś nie wierzę w te idealne, zawsze wyspane i uśmiechnięte mamy i idealne,
        zawsze grzeczne dzieci. Macierzyństwo ma swoje blaski i cienie, raz jest
        lepiej, raz gorzej. Wmaiwanie sobie i otoczeniu, że zawsze jest fantastycznie,
        wspaniale, cudownie, że macierzyńswo to jeden wielki błogostan i unoszenie się
        w euforii dwa metry nad ziemią trąci mi fałszewm i nie ma nic wspólnego z
        prawdziwym życiem. Raczej działa tu mechanizm wyparcia, związany z silnym w
        Polsce przekonaiem, że macierzyństwo to Stan Błogosławiony, nie wypada na niego
        narzekać. Matce Polce nie wypada być zmęczoną i mieć dość własnych, choćby
        najukochańszych na świecie, dzieci. Niezadowolenie i agresja kobiet -matek to
        temat tabu. Każe nam się być wiecznie uśmiechniętymi, łagodnymi robokopami, co
        to mają wspaniałe, zadbane, grzeczne dzieci (dzieci są wizytówką matki!!!)i są
        zawsze zadowolone, roztaczając wokół siebie woal łagodności i "kobiecości". A
        my się na to ochoczo zgadzamy...
        • wieczna-gosia Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 10:58
          a ja np nie wiem dlaczego mam sie ochoczo otoczeniu zwierzac, ze jestem
          zmeczona, dziecko ryczy non stop itd. Mezowi, rodzicom, przyjaciolkom- ok. Ale
          kiedy ktos sie mie pyta czy fajnie jest miec dzieci- a ja mowie fajnie- to
          znaczy ze klamie albo idealizuje?
          • ledzeppelin3 Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 17:11
            Dzieci mieć jest fajnie, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że stanowią one sens
            mojego życia. Co nie przeszkadza dostrzegać mi ciemne strony macierzyństwa, bo
            one są, choćbyśmy nie wiem jak temu zaprzeczali. A uskarżanie się na swoją
            ciężką dolę matki to co innego niż stwierdzenie, ze nie zawsze jest różowo i
            euforycznie. Uskarżanie, nie mylić z wyrzuceniem z siebie tego, co boli i
            uwiera, można zawsze skwitować : "Było założyć gumę na k..tasa". Natomiast
            przyznanie się przed sobą, że ma się dość, często bywa terapeutyczne i pozwala
            obiektywnie dostrzec, że mimo wielu uciążliwości, bycie rodzicem ma jednak
            sens. O nic więcej nie chodzi.
    • burza4 Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 14:09
      to taka polityczna poprawność, tak jestesmy wychowane, że nawet przed sobą
      trudno się przyznać, a co dopiero trąbić o tym głośno, że kochane skądinąd
      dzieci potrafią również doprowadzić do szału, histerii i wycieńczenia.

      Napisz gdzieś, że masz czasem po dziurki w nosie własnego dziecka i najchętniej
      uciekłabyś z krzykiem gdzieś daleko, to posypią się gromy, że nie dorosłaś, że
      nie powinnaś mieć dzieci... mamy zakodowane, że mówienie o negatywnych stronach
      macierzyństwa może być odebrane przez otoczenie jako niekochanie dziecka a nie
      jedynie chwilowy przejaw zmęczenia. Czyż matka nie powinna kochać bez względu
      na wszystko, nosem się podpierać i w żadnym wypadku nie narzekać, że dzieci ją
      męczą/nużą/irytują, przecież to jej święte posłannictwosmile

      poza tym to ma również wymiar uogólnienia - jak spotykasz dawno nie widzianych
      znajomych, to tez na pytanie odpowiadasz, że wszystko ok, bo trudno streścić
      wydarzenia paru miesięcy w kilku zdaniach.

      na pytanie czy dziecko daje mi popalić - też zapewne odpowiedziałabym
      negatywnie, bowiem bezsennie spędziłam tylko pierwszą noc po powrocie ze
      szpitala - i to bardziej z wrażenia, niż potrzeby. Dziecko miałam nierykliwe,
      co nie znaczy, że nie miałam na chwile zapomnienia, cała ta codzienność jest
      mało atrakcyjna, kupy śmierdzą, rutyna nudzi. Szczerze mówiąc nadal nie łapię
      co jest takiego fenomenalnego dla niektórych w opiece nad dzieckiem...
    • 76kitka Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 14:23

      ja miałam spokój mały jadł i spał nie chorował, kolkę miał dwa razy, jak nie spał, to sobie siedział w foteliku, śpiewałam Mu i wszystko przy Nim mogłam zrobić, prawie nic mnie nie bolało tydzień po porodzie umyłam wszystkie okna a mam ich na parterze 10, chodziłam wcześnie spać, a mały w nocy budził się raz, dwa razy. Potem zdecydowanie było duzo bardziej męcząco smile
    • pamelia Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 14:36
      Ależ naprawdę są dzieci mniej i bardziej "problemowe". jak starszy miał kolki 4
      mies. , budził się z wrzaskiem w nocy w wieku 2 lat (zreszta do teraz śpi
      niespokojnie) to owszem, skarżyłam się czasem mamie czy mężowi na niewyspanie -
      ale zawsze miałam świadomośc, ze to moje dziecko, chciane i zaplanowane, zdrowe
      i naprawdę są większe problemy. Nie opowiadałam sąsiadce o swoim zmęczeniu, bo
      po co? Nie informowałam sms-em znajomych, że jestem niewyspana - bo po co? I tak
      momenty szczęscia przeważały nad momentami zwatpienia.
      Moje drugie dziecko naprawdę jest dużo "łatwiejsze" niż pierwsze, od skończenia
      4 tyg. przesypiało w nocy 9-10 godzin (karmione piersią), przez większość czasu
      było zadowolone z życia smile umiało godzinę gruchać do zabawek od ok 3 mies. Nie
      chidziłam niewyspana, naprawdę, dzieciak nie chorował to miałam narzekać? Nie
      chwaliłam się wszem i wobec jaki to maluch cudowny ale jak ktośzapytał, to
      mówiłam, że jest naprawdę ok. I nie przyszło mi do głowy że jestem niewiarygodna
      smile)) No za to teraz się dowiedziałam...
      • pampeliszka Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 14:47
        I wszystko znosicie ze spiewem na ustach? Dzieci nie zabkują, nie sa chore, nie
        maja marudnych dni? Zawsze rewelacja? Nigdy nie macie doła, nie chciałybyscie
        zostawic tego wszystkiego na tydzien, pojechac na Karaiby i lezec do gory brzuchem?
        Moje dziecko dzis poszlo do zlobka po 2 tyg przerwy. Ja nie musialam isc do pracy.
        I nie robilam nic waznego. Posiedzialam na necie, przeczytałam gazete, wypilam 2
        kawy i pogadalm z przyjaciolka na gg.I za cholere nie zamienilabym tego na
        przedpoludnie spedzone z moja córką. I wcale nie mam wyrzutow sumienia,
        zwlaszcza, ze mała sie juz nie mogła doczekac, az pojdzie do dzieci.
        Pewnie powinnam raczej isc na forum Wyrodne Matki.
        • agnieszkas72 Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 15:22
          Wiesz,normalny dzień z dziećmi to faktycznie żadna dla mnie katorga.Jak któreś
          jest chore jest mi strasznie go szkoda,nie odczuwam zniecierpliwienia,chociaż
          chcę oczywiście ,żeby choroba się skończyła.
          W niczym mi dzieciaki nie przeszkadzają.Cieszę się,że są i wszystko z nimi w
          miarę w porządku.Może ideały mamsmile.Dlaczego zakładasz,że wszyscy,którzy
          zwyczajnie lubią spędzać czas z dziećmi i nie straszą bezdzietnych makabrycznymi
          opowieściami kłamią.
          Wszystko,co ty robiłaś w czasie wolnego dnia też mogłabym zrobić będąc z
          dziećmi-to dlaczego miałabym narzekać?
          • pampeliszka Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 16:53
            a w jakim wieku masz dzieci?
            • agnieszkas72 Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 18:17
              2,prawie 5,7 i 9.
            • agnieszkas72 Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 18:24
              Nie wiem,jaki jest stereotyp Matki Polki ale wiem,ze z marudzenia i jęczenia nie
              ma żadnego pożytku.Jestes zmęczona-zrób cos z tym,bo tak naprawdę tylko ty
              możesz to zmienic.Szukaj konkretnej rady,jak się lepiej zorganizowac albo
              konkretnej pomocy.
              • anika772 agnieszka 02.01.07, 18:27
                Napisałam, że bywam, a nie jestem, a to różnica.
                Naprawdę mam fajne dziecko, i jestem z tych energicznych i zorganizowanych,
                natomiast mam gorsze dni, jak chyba każdy. Mam wrażenie że nie dajesz mi do
                tego prawasmile
                • agnieszkas72 Re: agnieszka 02.01.07, 18:39
                  Ależ dajęsmile.Po prostu twój pierwszy post sprawiał inne wrażenie.I też może
                  faktycznie nie rozumiem potrzeby"wygadania się".Mam inną strategie na gorsze dni.
                  Odniosłam wrażenie,ze autorce wątku chodzi raczej o całokształt wrażeń
                  rodzicielskich.
                  • anika772 Re: agnieszka 02.01.07, 19:44
                    A jaką masz strategie? Bo ja przeczekujęsmile
            • agnieszkas72 post wyżej do aniki nt 02.01.07, 18:25
              • pampeliszka Re: post wyżej do aniki nt 02.01.07, 20:14
                No to Twoje dzieci juz sie potrafia same bawic. A pamietasz, jak to bylo na
                poczatku? Nie wierze, ze nie mialas gorszych dni i ze nigdy nie mialas
                wszystkiego dosc.Raczej daleko mi do osob niezorganizowanych i zalamujacych
                rece, ale kiedy mam w perspektywie tydzien z chorym, marudzacym i zabkujacym
                dziecięciem, to jestem przerazona. Bo ile zabaw jestes w stanie wymyslec bez
                wychodzenia z domu, dla 1,5 letniej dziewczynki? Na 2-3 godziny gora i co potem?
                • agnieszkas72 Pampeliszko 03.01.07, 01:01
                  Nigdy nie czułam się zobowiązana do zagospodarowywania dzieciom każdej minuty
                  ich życia!Nie wolno tego robić!Może dlatego nigdy się nie nudziły i było dla
                  nich sprawa jasną,że bawią się z mamą albo same.Nie miałam wyrzutów sumienia,że
                  niemowlak turla się na kocyku,a ja siedzę obok i się uczę albo czytam.Rozwinęły
                  się przy tym świetniesmile.
                  Mój najmłodszy syn ma 2 lata.Czy sądzisz,że mogłabym zapomnieć,jaki był kilka
                  miesięcy temu?
                  I już naprawdę ostateczne podsumowanie:gorsze dni się zdarzają ale ogólnie
                  mówiąc komuś o moim życiu z dziećmi powiedziałabym:fajnie jest je mieć,nie mam
                  dość,nie jestem nimi zmęczona.Chwilowe trudności i zmartwienia nie mają wpływu
                  na moje wrażenie,że jednak sobie radzę i jest mi dobrze.I o to mi tylko chodziło.
                  • pampeliszka Agnieszko, 03.01.07, 11:15
                    Przepraszam, myslalam, ze masz dwojke, a nie trojke. Tym bardziej podziwiam.
                    Wiesz, ja jestem ostatnia osoba, ktora lubi zagospodarowywac dziecku caly czas.
                    Tylko kiedy moja mala sie nudzi, to tym nudzeniem zamecza otoczenie tak, ze ani
                    kawa nie smakuje, ani sie czytac nie chce.Ona sie soba zajmie gora pol godziny,
                    a potem oczekuje wspolpracy. Przynosi mi bajke z piosenkami, album ze zdjeciami,
                    lale i akcesoria, klocki itp. I teksty idz sie teraz sama pobawic, a mama sie
                    pobawi z Toba pozniej, wywoluja tylko dziki wrzask. Rzecz jasna, ja od razu sie
                    nie poddaje, ona sie pobawi jeszcze z 10 min i dalej sie smeci i marudzi.
                    Latem nie ma problemu, spedzamy mnostwo czasu na zewnatrz, gdzie wszystko jest
                    ciekawe.Ale zima, kiedy jest przyziebiona, mozna zwariowac.Albo kiedy wychodza
                    nastepne zęby...
                    I to nie jest tak, ze nie lubie dzieci, z moimi siostrzenicami zawsze
                    uwielbialam sie bawic, moze dlatego, ze to nie bylo non-stop.
                    Ale mam wrazenie, ze moja corka nieznosi sie nudzic, a jeszcze nie potrafi sama
                    siebie zajac tak, zeby nudno nie było.I dlatego tak lubi żłobek, bo tam im
                    zagospodarowują cały czas.
    • rotera Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 16:19
      Gdybys zapytala mnie przy pierwszym dziecku... bylo CIEZKO
      przy drugim jest SUPER,
      przy pierwszym dziecku, chyba jak wiekszosc mam, nie majacych obok nikogo z
      malym dzieckiem z rodziny czy znajomych, powiedzialabym ze doznalam szoku.
      Wszystko bylo nowe, nic nie wiedzialam na pewno, wszysto nerwowo, dziecko
      nerwowe.
      Ja- bo naiwnie myslalam, ze koniec ciazy i porod to koniec,jak to w 9 miesiau
      sie mowi, nie moge sie doczekac, wylaz wreszcie! A potem polog, krwawienie
      gigantyczne w moim przypadku, nawal pokarmu, placzace dziecko, ja nie umiaca
      dobrze przystawic do piersi, dziecko nerwowe bo kolka, tysiac babc i cioc.
      I szok zupelny ze nic mi nie wolno...nie wolno mi spokojnie nawet zminic
      podpaski bo jak odloze na chwile to drze sie w nieboglosy, nie wolno mi zjesc
      sniadania nawet o 15, bo drze sie w nieboglosy, a jak juz spi trafia sie jakas
      babcia i ciah na raczki, ja do kuchni zeby jej herbatki zrobic, dziecko sie
      budzi, babcia ciach mi dziecko na rece, zrob cos!itp, itd
      Wszystko to moja wina byla niestety, bo chcialam wszystkim dogodzic, uparlam
      sie, ze sama sobie dam rade i zadnej pomocy nie chcialam, a dziecko ciezkie
      kolki do 6mies, no i przyzwyczajone tylko na raczkach.
      Przy drugim blogostan. Wszystko znajome i polog i karmienie i zabkowanie i
      kapanie, bajka, a dzieciatko tez super. uparty geniusz. Nic go nie obchodza
      halasy w domu, je sobie, spi spokojnie (prawie cale noce), usmiecha sie i
      zasypia...
      Teraz bardziej wypoczywam z dwojka, niz wtedy z jednym, plaza non stop i tez
      jestem tylko ja i dzieci, a wieczorami tata. Ale teraz jestem tak
      zorganizowana, ze kazdy dzwonek to wrog wkracza na moje stabilne terytorium i
      wywraca mi porzadek dnia o 180, ale teraz nauzzylam sie czasem tych dzwonkow
      nie slyszec....
    • anika772 Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 17:47
      Bo tego od nich oczekuje otoczenie, bo taki jest stereotyp Matki doskonałej.
      Ja się przyznaję- bywa, że jestem zmęczona, znużona, mam dość dziecka
      iwszystkiego. Głośno o tym mówię i spotykam się z oburzeniem, a co najmniej
      zdziwieniem.
    • mbkow Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 19:05
      jezeli chodzi o sms od tatusia, to chyba raczej normalne. mezczyzni maja malo
      kontaktu z dzieckiem, a przebywanie z nim staje sie czasem wrecz atrakcja wink
      osobiscie jednym smece, innym mowie, ze jest super. zalezy od stopnia zazylosci.
      nie bede przeciez marudzic osobie nie widzianej od roku wink
      przy pierwszym bylam czesciej wniebowzieta, wiec sie nie dziwie, ze ktos jeszcze
      moze byc. teraz z dwojka padam na pysk i zastanawiam sie, jak z jednym moglam
      czuc przytloczenie obowiazkami wink)) a czulam nierzadko. ogolnie raz jest ok,
      raz nie. normalka. nic specjalnego do opowiadania. zlwaszcza, z jest fajnie wink
      ale na pewno nie zauwazylam takiego zjawiska. jezeli juz, to raczej klasycznie -
      wiecej narzekania. w ogole nie wiem, o czym piszesz wink))
      • sir.vimes Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 19:15
        jezeli chodzi o sms od tatusia, to chyba raczej normalne. mezczyzni maja malo
        kontaktu z dzieckiem,

        Nie, to nie jest normalne. Nie wszyscy mężczyżni mają mało kontaktu z dzieckiem.
        • mbkow Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 19:24
          oczywiscie. np. moj maz zajmuje sie duzo dziecmi po pracy, np. teraz wink ale
          nigdy nie bedzie marudzil czy narzekal. dla niego bycie z dziecmi jest fajne i
          bierze sytuacje taka, jaka jest, nie ma sie czego innego spodziewac.
    • mamongabrysi Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 02.01.07, 19:11
      Witajcie w Nowym Roku!
      U nas było to tak ze gdy urodziłam pierwsze dziecko, faktycznie Gabrysia była
      jak anioł, nie było problemów kolkowych, alergicznych itp oraz cała nasza uwaga
      była skierowana na małą - sielanka istna. Gdy miała dwa latka urodził się
      Marcinek, który sam w sobie tez nie sprawiał początkowo kłopotów (potem były
      problemy z przyrostem masy ciała i inne też). Od momentu gdy pojawił się mały
      mam wrażenie ze liczba moich dzieci się nie zdwoiła lecz urosła do conajmniej
      pięciu smile) Daja mi popalić i często jestem naprawdę zmęczona, zwłaszcza że dużo
      pracuję. Dodam że teraz mają 3 i 5 lat. A więc jak miałam jedno dziecko tez
      mówiłam jak to fajnie i ze nie czuję się zmęczona, po urodzeniu drugiego
      zmieniłam śpiewkę. Co nie zmienia faktu że są to moje ukochania smile)
      Pozdrawiam
      Ania
      • alfa36 Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 03.01.07, 01:45
        Wypowiadalam sie już w tym wątku, jako ta nie mająca problemu z dzieckiem. Ale chcialam jeszcze napisac o koleżance, mamie jedynaczki. Otóż ta koleżanka obserwując moje dziecko stwierdziła, że gdyby jej corka byla taka jak moj syn, to na pewno mialaby rodzieństwo. Wyaje mi sie, ze zwyczajnie dzieci sa różne i w róznym wieku sprawiają większe/mniejsze problemy.
    • blekitnykoralik Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 03.01.07, 09:20
      no to może w rzeczywoistości nie jesteśmy marudzącym narodem smile Generalnie życie
      męczy, jak by tak ciągle leżeć, to by można było odleżyn dostać, oddychanie też
      jest niezwykle męczącym zajęciem. Moje przyjaciółki przyznają się do zmęczenia,
      bez przesady, nikt nie koloryzuje... Czasem sobie pomarudzimy wink Ale z drugiej
      strony trochę bez sensu jest wieczne marudzić, że moje dziecko mnie męczy, a w
      taki ton można szybko wpaśćwink Poza tym co ono winne? Kiedyś ja będę stara, może
      mi trzeba będzie basen zmieniać... Żeby bardzo przy tym nie marudzić, trzeba
      kogoś kochać, a miłość to poświęcenie.
    • zazazi Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 03.01.07, 11:47
      Dziewczyny, wszystko, dokładnie wszystko, zależy od dziecka i jego samopoczucia
      w pierwszych dniach życia, od matki, a raczej jej odpornosci na zmęczenie i
      stres, od tego czy ma wsparcie w bliskich... Ja należalam do tych marudzących,
      a pierwsze dwa miesiące były tragiczne. Moja mała urodziła się przez cc. Rana
      nie chciała się goić przez dwa mieiace, bolało itd. Ja sama w domu z
      dzidziusiem od przyjścia ze szpitala. Mąż w pracy od 7 do późnej nocy. Zero
      snu, maluszek chorował, biegałam z bolącą raną i maluszkiem na rękach po
      lekarzach, a żaden z nich nie potrafił stwierdzić, ze objawy, ktore ma moje
      dziecko to wynik alergii. Ale.. teraz jest cudnie, mała ma dietę, śpi
      spokojnie, ja jestem wypoczęta i uśmiechnięta. Ups znów psioczyłam, ale to
      ostatni raz smile
      • blekitnykoralik Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 03.01.07, 12:02
        e tam zazazi, czasem człowiek ma dość i ma prawo popsioczyć. Ja też nie wierzę w
        idealne dzieci, jak i w idealnych mężów i w ogóle idealnego świata to można
        szukać w niebie, jak ktoś w to wierzysmile Dlatego zachwyconych rodziców trzeba
        słuchać z przymróżeniem oka i chyba sympatiąsmile, i nie brać czasem tego do
        siebie, że to z nami coś nie tak.
        • aguskin Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 03.01.07, 13:02
          ach jak cudownie ze niektórym tak cudownie,
          ach jak fajnie że są bezproblemowe dzieci,
          ach jak pięknie że jest tyle zachwyconych i szczęśliwych mam,
          ach jak szkoda że moi nie są tak bezproblemowi,
          ach jak fatalnie że ja taka niezadowolona czasem matka,

          ciesze się że takie jak ja też są,
          ciesze się że sa też tylko zadowolone,
    • marghe_72 Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 03.01.07, 13:25
      eee tam
      koszmarnie było
      big_grin
      ale minęło
    • blanez16 Re: dlaczego mamy zazwyczaj nie przyznaja sie... 03.01.07, 13:49
      Dlaczego się nie przyznają ? Bo jak kiedyś Agnieszka Chylińska napisała w
      Machinie, co czuje naprawdę jako młoda matka, to reszta mało jej nie
      ukamienowała. Dlatego.

      PS> Chylińskiej nie lubię akurat, a jej felieton w Machinie by może był
      prowokacją, co i tak nie zmienia istoty rzeczy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka