jak czytam niektóre posty i problemy małżeńskie to mimo, że smutne są czasem,
nie do końca wzruszają mnie do łez

Czasem mam wrażenie, że biorą się z
niedojrzałości emocjonalnej do bycia we dwoje, "dzieciowate" są takie,
robienie z igły widly i melodramat z komedią w tle
Obserwując moich znajomych, w większości po rozwodach i rozstaniach sama mi
się taka myśl nasuwa, że Ci którzy związali się zbyt wczesnie (bo dziecko, bo
coś tam) nie potrafią się odnaleźć (rzecz jasna, że nie wszyscy). Wśród
innych znajomych w tym siebie, gdzie decyzja o małżeństwie zapadła mocno
późno, gdzie wyselekcjonowałam ślubnego z rzeszy przeciętniaków, gdzie mi sie
nie spieszyło, stwierdzam, że jest inaczej

Nie docieramy się poprzez
rozrzucane skarpetki

Mamy w stosunku do siebie wiekszy dystans, tolerancję
i akceptowanie siebie po prostu

Problemy, które nas naprawdę nękają
poważne, to choroba, jakiś dołek finansowy, coś w pracy i takie tam

W
innych sparwach potrafimy się po ludzku dogadać

I to nie tak, że trafiłam
na ideał

)) Po prostu w pewnym wieku odbywa się wszytsko inaczej
Takie tam przemyślenia poranne cięzarnej kobiety zamiast porannych mdłości

Miłego dnia wszytskim!