renia1807
03.02.07, 17:38
Minęło 17 lat jak rodziłam syna. Do szpitala nie można było nawet zabrać
własnej koszuli bo dawali szpitalne.
Z mężem i rodziną rozmawiałam przez szybkę, bo nikt nie mógł wejść na
oddział połozniczy , zeby nie wnieść zarazków z zewnątrz.
Rok temu rodziłam córkę, na sali leżałyśmy we trzy, plus nasze nowo narodzone
dzieci. Codziennie przez korytarze snuły sie grupki odwiedzających osób, a
zeby dojść na porodówkę, trzeba było pokonać labirynty róznych korytarzy.
W sali w której lezałam, codziennie przychodzili rózni ludzie, czasem było
tak ciasno, że wydawało mi się, że nie mam już czym oddychać.
Czy ludzie ci byli zdrowi, trudno powiedzieć!
Czasem miałam ochote zabrać moje dziecko i schowac się gdzieś, gdzie nie ma
nikogo. Była akurat zima i bałam się, że ktoś przywlecze jakieś choróbsko i
zarazi mi moje maleńkie dziecko.
Kto ustalił takie porządki?
Nie mówię, że to całkiem źle, bo miło jest, jak ma się przy sobie męża, ale
nie miło się robi, jak stoi nad łóżkiem po 5-6 osób!
A co najważniejsze - co jest z ochroną noworodków, które sa narażone na
kontakt z ewentualnymi zarazkami?
Powiem szczerze, ze mnie sie to nie podoba!