Dodaj do ulubionych

Nasi rodzice

10.02.07, 13:44
Wyszlam za mąz za faceta po przejściach. Ciężko bylo sie z tym pogodzic moim rodzicom a jeszcze trudniej przyjęli do wiadomości moją wyprowadzkę z rodzinnego domu. Zostali sami w dużym domu. Widzę jak jest im coraz trudniej, jak coraz bardziej boją się starości. Mama mi powtarza, ze teraz jest dobrze, ale co będzie jak ktores z nich zostanie samo. Zaczynam mieć poczucie winy, tym bardziej, że kiedy braliśmy slub moj mąż twierdził, ze kiedys tam w dalekiej przyszlosci wrocimy do rodzicow. Teraz mąż nie wiedzi takiej możliwości, twierdzi, ze obsolutnie nie chce mieszkać z tescami, nawet w dużym domu. Rodzice natomiast caly czas mają nadzieję, ze zamieszkamy z nimi. W miarę możliwości remontują, ulepszją... Są bardzo związani ze swoim domem, więc w zasadzie nie ma możliwości, zeby gdzieś sie wyprowadzili. My natomiast musimy podjąc decyzję co do zmiany tego lokum, w ktorym jestesmy. Sama mam żal do siebie, ze zgodzilam sie tu zamieszkać (stare mieszkanie do tego nazwalabym je "z przeszlością"). Mężowi marzy się domek i nie bierze pod uwagę nic innego, ja wolalabym mieszkanie, bo to daje większe pole do manewru gdzies kiedys w przyszlości (pomijam kwestię, że moim zdaniem na dom nas nie stać, ale to temat na inny wątek). Nie wiem, czy tylko ja tak bardzo czuje sie odpowiedzialna za rodzicow, tak bardzo mi ich żal. Jak jest u Was?
Obserwuj wątek
    • mbwj88 Re: Nasi rodzice 10.02.07, 13:54
      rodzicami możesz się też opiekować nie mieszkając z nimi
      często nie ma przeciez takiej możliwości żeby mieszkać z rodzicami,
      • dlania Re: Nasi rodzice 10.02.07, 14:14
        A w jakim wieku sa Twoi rodzice? Czy chorują? Czy sa fizycznie sprawni?
      • alfa36 Re: Nasi rodzice 10.02.07, 14:18
        Pewnie jakoś można. Moja nie żyjąca juz babcia miała dwie corki mieszkjące w tej samej miejscowości. I one odwiedzialy Ją, jedna rano druga (moja mama) wieczorem, często jeszcze wnuki. Babcia i tak byla bardzo samotna, a nie chciala zamieszkac z żadną z córek. Ja po pierwsze jestem sama, po drugie mam do rodziców kilkanaście kilometrów. I wszystko jest dobrze, poki rodzce sami sobie radzą, ba teraz to ja korzystam z ich pomocy. Ale co bedzie później? Ja wiem, że nie zawsze jest możliwosc zmieszkania z rodzicami i opiekowania sie nimi. Tyle, ze mam wrażenie, że moja mama nie chce powtórzyć losu swojej mamy i jej samotności, mimo że jak napsalam wyzej babcia miala dwie córki i jeszcze kilku wnuków. Wiem też z doswiadczenia, że nie mamy zbyt wiele czasu dla starszych osob, zalatwiamy ich podstawowe potrzeby, zapominając o rozmowie, bo na to już czasu brakuje.
    • hexella Re: Nasi rodzice 10.02.07, 16:27
      Moim zdaniem naturalną rzeczą jest to, że dzieci odchodzą z domu, zakładają
      swoją rodzinę. Nie znaczy to, że mamy zapominać o swoich rodzicach, oni zawsze
      powinni być dla nas ważni, ale jednak pozostawać w tle.
      Jestem bardzo związana z moim ojcem, wychowywał mnie sam, teraz mieszka sam, a
      ma już swoje lata. Mimo to nie wyobrażam sobie wspólnego z nim mieszkania.
      Odwiedzam go tak często jak to jest możliwe i w razie potrzeby służę pomocą.
      Myślę, że Twoi rodzice nie do końca pogodzili się z Twoim odejściem i
      przeżywają coś, co się chyba zwie syndromem opuszczonego gniazda.
      Być może potrzebujecie szczerej rozmowy, rodzice powinni zrozumieć, że jesteś
      już dużą dziewczynką i chcesz/musisz żyć na własny rachunek.
      • mbwj88 Re: Nasi rodzice 10.02.07, 16:42
        to prawda dzieci powinny żyć swoim zyciem
        trzeba pamiętać o rodzicach i pomagać im, ale jak sie ma już swoją rodzinę swoje
        dzieci męża to jednak oni mają być na pierwszym planie, a nie rodzice
        a martwić sie na zapas co będzie gdy jedno z rodziców zostanie samo, to nie ma
        sensu nikt nie wie kto i kiedy będzie po kim płakał
      • bj32 Re: Nasi rodzice 10.02.07, 16:44
        Ja mam Babcię, która ma lat ponad 80 i mieszka sama. Ma 2 dzieci, pięcioro
        wnuków i troje prawnuków. Wszyscy Ją odwiedzamy, nie tylko po to, żeby pomóc,
        ale i pogadać.
        Myślę, że Hexella ma rację z tym pustym gniazdem. A Twoja mama martwi się
        bardzo na wyrost.
        Poza tym jeśli mąż nie jest do końca akceptowany przez Twoich rodziców, to
        spróbuj sobie wyobrazić, jak może wyglądać takie współmieszkanie... I dla
        niego, i dla rodziców, i dla Ciebie.
    • zojkaojka Re: Nasi rodzice 10.02.07, 17:15
      alfa36 napisała:

      Zostali sami w dużym domu. Widzę jak jest im coraz trudniej, jak coraz bardziej
      boją się starości. Mama mi powtarza, ze teraz jest dobrze, ale co będzie jak
      ktores z nich zostanie samo.


      nie ma sensu takie wybieganie myślą naprzód, bo i tak najczęściej wszystko
      układa się inaczej niż się planowało.

      >Rodzice są bardzo związani ze swoim domem, więc w zasadzie nie ma możliwości,
      zeby gdzieś sie wyprowadzili.

      jak będą musieli to się wyprowadzą, a jak się uprą że nie to będziecie mieć pod
      górkę jak my. Nasi się upierali, utrudniając nam koszmarnie życie, bo daleko i
      dojazdy , a taraz żałują bo nagle się ciężko pochorowali i gdybyśmy
      mieszkali "drzwi w drzwi" jak chcieliśmy my , to by w mieszkaniu własnym byli
      do śmierci, i dałabym radę się nimi opiekować, a tak to hospicjum i dom
      opieki sad.
      • alfa36 Re: Nasi rodzice 10.02.07, 18:44
        Z tym pustym gniazem to święta prawda. Moja mama (celowo piszę mama, bo tato niegdy sie na temat mojego zamieszkania nie wypowiadał) często teraz, gdy mam male dziecko namawiamnie na kilkudniowe pobyty u nich twierdząc, ze dziala to na nich terapeutycznie, pomaga wzmocnić im wzmocnić sie psychicznie. Nie zawsze mi to odpowiada, bo u siebie jestem bardziej poukladana, no i jednak dzieckiem zajmuje się tatus dziecka, ale robię to, bo widzę jak bardzo sie cieszą. Nie ukrywam tez, że nigdy jeszcze nie odmowili mi pomocy a i bardzo swego czasu pomogli i nadal pomagają. Chyba rzeczywiście nie pogodzili sie z moją wyprowadzką. Tylko, czy jest z tego jakieś wyjście?
    • e_r_i_n Re: Nasi rodzice 10.02.07, 20:10
      Myślę, że to niedobrze, że mama wpędza Cię w poczucie winy swoimi oczekiwaniami,
      które niebardzo jesteś w stanie spełnić.
      Dla mnie oczywistym jest, że jeśli moi rodzice będą potrzebowali pomocy, to ode
      mnie ją dostaną (chociaż dla mnie to jeszcze, mam nadzieję, bardzo, bardzo
      odległa przyszłość - rodziców mam młodych). Natomiast nie czuję na sobie presji
      mieszkania blisko (mieszkamy i pewnie mieszkać będziemy 230 km od rodziców), czy
      wręcz mieszkania z nimi.
      Twoim odczuciom się nie dziwię, a mama ewidentnie nie może się pogodzić z Twoim
      'odejściem'.
      • dlania Re: Nasi rodzice 10.02.07, 20:18
        Alfa, a czy twoi rodzice maja jakies zajęcie, hobby, cokolwiek, nawet ogródek?
        Albo psa? Czyu tylko Ty i Twoja rodzina jestescie dla nich całym światem? Bo
        jesli tak, to wymysl cos dla nich.
        ja mam szczerze powiedziawszy problem odwrotny... mam tak zajęta teściowa, że
        muszę sie dokładnie na godzine umawiać, żeby ją zastać. Z wnuczkami zostaje
        jeśli ja o to prosimy, ale o wspólnym mieszkaniu czy stałej opiece nad młodsza
        słyszeć nie chce. I choc czasem mi przykro (bo my sie tułamy po wynajetych
        mieszkaniach, a ona mieszka w 4 pokojach), to myslę, że to bardzo madre z jej
        strony: Ona ma swoje życie, my swoje. Model rodziny sie zmienia i
        wielopokoleniowe domy to juz chyba rzadkośc...
        • kamcia_ms Re: Nasi rodzice 11.02.07, 11:21
          Wiesz. Chyba doskonale Cię rozumiem, myślałam, ze znajdę tu przy okazji radę
          dla siebie, ale to chyba dla innych ciężkie do zrozumienia. Mam taki sam
          problem jak Ty, kto inny stwierdziłby że się czepiam, ale dla mnie to kłopot, z
          tym, że ja cały czas mieszkam z rodzicami i nie mam na tyle odwagi by się
          przestwić, mimo, ze mąż nalega. Początkowo było mówione na jakiś czas, potem
          było tak i dla nas wygodnie, bo mąż wyjeżdżał, ale teraz spodziewamy się
          maleństwa i chciałabym w końcu się usamodzielnić. Już raz próbowaliśmy poruszyć
          ten temat, ale był płacz, żal rodziców i obawa, co będzie gdy któreś z nich
          zostanie samo. Byłam zła, bo nie powinni wymuszać na mnie odpowiedzialności, im
          również rodzice pozwolili się usamodzielnić. Moi rodzice nie są chorzy,
          finansowo też dają sobie radę (bo co innego jeśli mieliby wszystko oplacac i
          wiązac ledwo koniec z koncem), pozatym są w wieku, gdy zdarza im się
          zorganizowac imprezę, pojsc do znajomych, przyjmowac gosci u siebie. Nie są
          samotni i jacys niedający sobie rady. Moja strasza siostra nie miała z tym
          problemu, byłam jeszcze ja i niczego od niej nie oczekiwali. A ja musze teraz
          wysłuchiwac, ze pojde gdzies na mieszkanie i bede placic obcym ludziom, jesli
          moge byc tutaj (kwestia domu wchodzi w grę, ale zanim doczekam się wlasnego
          domu, to chyba z 10 lat minie), pozatym sprawa tego, że przeciez oni urządzają
          wszystko wedle mojego gustu itp itd. Z mężem od jakiegos czasu staralismy sie o
          dziecko, dlatego potwierdzenie ciązy było radością nie tylko naszą ale i
          dziadków. Pojawia się zatem kolejna kwestia, ze teraz gdy oni tez tak bardzo
          cieszyli sie ze bedzie tu mała istotka, my chcemy sie wyprowadzic. Nie chcę ich
          ranic, ale chce miec prawo do podejmowania wlasnych decyzji bez wzgledu na to
          czy beda one słuszne czy nie. I podobnie jak Ty nie wiem jak sobie z tym radzic
          i jak z nimi rozmawiac. Wlasciwie unikam narazie tematu, bo nie chce ich ranic
          w zaden sposob.
          • mbwj88 Re: Nasi rodzice 11.02.07, 12:39
            moje duże dziecko przygotowuje się do matury, a ja do tego że dziecko pójdzie na
            studia i wyjedzie ...
            a mamy matek studentek opowiadają jak bardzo przeżyły wyjście dziecka z domusad
            kiedyś kupiłam kołdrę" bo będzie dla Basi na studia"
            Planuję kasę na wyprawkę,
            Ciężko mi będzie zwłaszcza, że czekam na Basię nawet wtedy jak idzie gdzieś ze
            znajomymi
            a ja pracuję, mam młodsze dziecko i ciągle brakuje mi czasu
            w kochających rodzinach rozstania bolą , ale chyba są też konieczne
        • kamcia_ms Re: Nasi rodzice 11.02.07, 11:24
          A kwestia zajecia (mojej poprzedniczki), moi rodzice mają zajecie, bo oboje
          pracują, mamy tez psa (którego i tak bede musiała zabrac ze sobą bo jest
          mój tongue_out, oni nawet nie bardzo chcieliby go zostawic, bo broi winkwink ) To nie są
          żadne argumenty dla nich, oni po prostu nie chcą być sami i chcą mnie miec przy
          sobie..tak juz to tłumacze bo inaczej nie potrafie. Ty chyba tez tak masz sad,
          masz tylko ten komfort, ze juz tam nie mieszkasz. Według mnie nie wracaj do
          domu, bo potem bedzie Ci jeszcze trudniej, jesli coś nie bedzie po Twojej
          myśli, pozatym bedzie to dodatkowy temat do spięć z mężem.
          • alfa36 Re: Nasi rodzice 11.02.07, 12:19
            Moi rodzice też póki co mają zajęcie. Mają dom,ogrodek, działkę rekraacyjną. Ba, mama narzeka, że na wiele rzeczy brakuje jej czasu. A ja... nie mogę uwolnić sie od poczucia winy. Tym bardziej, jak patrzę jak pali w piecu czy kopie ogródek (tato jest po operacji i nie może tego robić). Mi samej mieszka sie dobrze, tak naprawdę to jestem przekonana, ze mieszkanie z Nimi teraz nie wyszloby nikomu na dobre, bo oni robią wszystko po swojemu a mi/nam nie zawsze to sie podoba (i na odwrót). Najbardziej moją mamę przeraziła nasza (ściślej meżowska, ale to też temat na inny wątek) chęc budowy domu, bo przecież ich dom jest przeznaczony dla mnie. Z tego co zdązyłam sie zorientować to rodzice marzą o tym, żebym z nimi zamieszkala za jakiś czas (czas ich starości), żeby móc sie Nimi albo, jak podkresla mama jednym z Nich opiekować. A tak na marginesie to czy naprawdę rodziny wielopokoleniowe były takie złe?
            • dlania Re: Nasi rodzice 11.02.07, 12:28
              Ja w ogóle nie uważam, że one były złe, ja po prostu zauwazyłam, że z jakiegos
              powodu "wyszły" czy "wychodza z użycia".
            • burza4 Re: Nasi rodzice 11.02.07, 12:38
              przepraszam za brutalność, ale wasi rodzice chyba lubują się w roli wampirów
              energetycznych. Chcą zawładnąć waszym życiem po prostu, bo w ich własnym jest
              nudno. Tu nie chodzi nawet o opiekę, koszty, samotność tylko zapełnienie pustki
              w życiu, które jest jałowe. Coś jak kobieta-bluszcz, tylko w podwójnym wydaniu.

              przerażający jest ich egoimzm, bo to JEST EGOIZM, domaganie się
              podporządkowania życia córki i całej jej rodziny ICH potrzebom, wpędzanie w
              poczucie winy. Czy to normalne, żeby kochający rodzic oczekiwał że córka
              poświęci dobro własnej rodziny na rzecz ich komfortu? czy oni nie widzą tego,
              że ściągając córkę do siebie na długotrwale wizyty osłabiają jej związek?

              a rodziny wielopokoleniowe złe nie były - w XIX wieku i wcześniej, kiedy
              większość tak właśnie żyła i po prostu młode małżeństwa nie miały jak
              zasmakować życia na swoim. Teraz to byłoby odbierane jak wepchnięcie do złotej
              klatki. Kocham moich rodziców, ale za żadne skarby świata nie zamieszkałabym z
              nimi znowu pod jednym dachem. I nie dziwię się twojemu mężowi, że przed taką
              wizją broni się rękami i nogami.
              • alfa36 Re: Nasi rodzice 11.02.07, 19:20
                Może to egoizm, może strach... faktem jest, że mi z tym źle. Może mama chce, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, osłabić moj związek... tego nie wiem. Nie okazuje mojemu męzowi niecheci, choć nie byl to wymarzony kandydat na zięcia. Dziś odboeraliśmy dziecko po kilku dniach od dziadków i usłyszalam..."znów będzie pusto, smutno". I znów zrobilo mi sie przykro.
                • monia145 Re: Nasi rodzice 11.02.07, 19:27
                  Wiesz, moja matka mówi tak samo, kiedy syn wyjeżdzasmile...ale ja to traktuję
                  naturalnie..no bo prawdą jest, że robi sie u niej trochę smutno i pusto, kiedy
                  wszedobylskie dziecko opuszcza dom. Oni po prostu mówią to, co czują w danej
                  chwili..pewnie jak przyjeżdzacie to sie bardzo cieszą i tez o tym
                  mówią...spróbuj nie traktowac takich słów jako wyrzutu w swoją stronę, wylko
                  jako wyraz emocji, które opanowują rodziców.
                  To chyba naturalne, że kiedy żegnamy kogoś, kogo kochamy to jest nam smutno.
                  Ale tak musi być.
                  • alfa36 do monia 11.02.07, 21:09
                    Pewnie masz racje, bo rzeczywiście, kiedy tuż po powrocie do domu dzwonię (że już jestem) mama ma zupelnie normalny glos. Może ja jestem przewrażliwiona?
                    • monia145 Re: do monia 11.02.07, 21:16
                      Może zbyt dużo doszukujesz się w wypowiedziach rodziców?smile
                      Moja mama czasem popłakuje przy naszym wyjeździe, ale kiedy do niej dzwonię,tak
                      jak Ty to robisz, ma już lepszy humor....
                      Nie myślę, że to moja wina, że jej jest smutno, nie.....
                      Traktuję to jak zwykłą kolej rzeczy...
                      Dzieci dorastaja i wyprowadzaja się....
                      Powroty, powitania i rozstania oraz smutek wynikający z nich, są wpisane w
                      życie człowieka.....tak ja sobie to tłumaczęsmile
                      • ledzeppelin3 Re: do monia 12.02.07, 13:14
                        A co Ci Twoi starzy sparaliżowani sa, wymagają stałej opieki? Nie? To niech
                        sobie odpuszczą wywoływanie poczucia winy w dorosłej kobicie, która ma swoje
                        życie i rodzinę. Są juz duzi, jakiś czas temu skończyli 18 lat, a więc
                        spokojnie moga sami uporać się ze swoimi emocjami, Ty nie musisz czuć się za
                        nich odpowiedzialna. Zacytuj im Pismo Święte, ze syn opuszcza matkę i ojca i
                        łączy się ze swoją żoną, tworząc z nią jedność.
    • nika_75 Re: Nasi rodzice 12.02.07, 13:44
      Wszystkim jest łatwo krytykować rodziców, bo jesteście młodzi i patrzycie tylko
      ze swojej strony. Zobaczycie jak to będzie w przyszłości, kiedy to wy
      zostaniecie sami, wasz dom dotąd przepełniony życiem, gwarem, stanie sie nagle
      pusty i zimny. To czym sie żyło przez mniej wiecej 20 lat, nagle znika. Wasz
      brak empatii jest porażający.
      Ja wyszłam za mąż 2 lata temu i mieszkam osobno, ale jestem z mężem u rodziców
      ( jednych i drugich ) co weekend, dzwonię codziennie. Staram się, aby jak
      najmniej odczuwali swoją samotność i nasze odejście. Niedługo urodzę pierwsze
      dziecko. Zadbam o to, aby dziadkowie widywali je jak najczęściej i mogli sie
      nim zajmować kiedy będę chcieli. Kiedy moich rodziców dopadnie starość i
      niedołęstwo, zamieszkamy razem. Współczuję wszystkim których bezduszne dzieci
      wpadają do nich raz na miesiąc z powodu "nadmiaru zajęć". Po prostu brak jest
      prawdziwej więzi i tyle.
      • ledzeppelin3 Re: Nasi rodzice 12.02.07, 14:03
        Wyprowadzenie się od rodziców i odcięcie pępowiny emocjonalnej jest naturalną
        koleją rzeczy
        A najtrudniejszą sprawą w miłsci rodziców do dzieci i najbardziej prawdziwym
        sprawdzianem rodzicielstwa jest pozwolenie dorosłym dzieciom odejść.
        Njagorszą rzeczą, jaką mogą rodzice zrobić swoim dorosłym dzieciom, jest
        uzaleznić je emocjonalnie i obarczyć odpowiedzialnością i poczuciem winy za
        swoje "opuszczenie"
        Takie dzieci nigdy się nie usamodzielnią, zawsze będą żyć życiem swoich
        rodziców, zawsze będą też czuć się winne
        Ty współczujesz wszystkim, którzy mają "bezduszne" dzieci. A ja współczuje
        Twojemu dziecku, które też będzie wychowywane po to, aby starzy rodzice mieli z
        niego na stare lata "pociechę"
      • burza4 Re: Nasi rodzice 12.02.07, 15:25
        nikt z nas nie wie, jak będzie w przyszłości, ale dla mnie przerażające jest
        założenie, że jak dzieci odejdą, to dom będzie pusty i zimny. To tak, jakby
        dzieci były JEDYNYM sensem życia, jakby poza dreptaniem w domu i zajmowaniem
        się ich sprawami nie było w życiu nic interesującego.

        ja nie mogę pojąć zapału młodych małżeństw do cotygodniowych wizyt i
        codziennych telefonów. O czym można codziennie rozmawiać z rodzicami? spowiadać
        się się ze wszystkiego, o której się wstało i co dziś zrobiło mężowi na obiad?
        przeciez to przypomina życie w trójkącie, gdzie jakaś prywatność w tym
        wszystkim?

        naprawdę nie rozumiem - czemu młodzi ludzie, którzy w tygodniu ze względu na
        pracę nie mają dość czasu dla siebie i własnych dzieci - w weekendy zamiast to
        nadgonić i zadbać o swój związek - wolą sami wejść w rolę dziecka? tym samym
        przyzwyczajają rodziców do tego, że są częścią ich małżeństwa, i tym bardziej
        ci ostatni nie są w stanie wyobrazić sobie innego sposobu spędzania czasu i tym
        mocniej chcą zaciskać tę więź - zamiast ją rozluźniać. Nie bez powodu biblia
        mówi "opuścisz matkę swoją i ojca" - to jest zgodne z naturą po prostu.
        • wieczna-gosia Re: Nasi rodzice 12.02.07, 15:57
          czekaj czekaj burza bo w mojej wersji jest raczej "czcij ojca swego i matke swoja smile
          • burza4 Re: Nasi rodzice 12.02.07, 16:04
            czcić można, czemu nie - ale odległość tylko temu sprzyjasmile)
    • wieczna-gosia Re: Nasi rodzice 12.02.07, 14:19
      pokolenie wyzej wlasnie przerabiamy taka sytuacje. Moj tata z babcia zawsze
      darli koty. teraz babcia ma 85 lat, wlasnie przestala chodzic, przez ostatnie
      2-3 lata strasznie zniedolezniala. Pamiec jej siada, zwlaszcza ta krotkotrwala.
      Pierwsza wersja byla taka ze babcie wezma rodzice. nawet przymiarka byla. Nikt
      dokladnie nie wie o co chodzi- moim zdaniem tata cos nagadal babci- babci- ta
      wrocila spowrotem do siebie.

      I zaczal sie lekki dramacik. babcia chodzi naprawde slabiutko, ma opiekunke na 6
      godzin dziennie i przestala wytrzymywac psychicznie noce. czyli ktos musi z nia
      byc. Tym kims jest oczywiscie moja mama, ktora pracuje (babcia mieszka w tym
      samym bloku co moi rodzice, to jedyny plus sytuacji, w kapciach mozna pojsc- no
      prawie bo to inna klatka- ale w lecie- jak najbardziej). Tata mamie nie pomaga
      (siedzi chlopak na emeryturze). Ja mamie pomagam w weekendy- posiedze z babcia
      pare godzin, dajac mamie wolne- ale po pierwsze mam 5 dzieci, po drugie mam
      godzinke w jedna strone, po trzecie mam prace. Mama jest zmeczona, sila rzeczy
      czuje sie porzucona i zla. I tak borac pod uwage stan psychiczny babcie-
      rozsadek nakazywalby, by moja mama olala tate- przeprowadzila sobie babcie do
      domu (przechodzi na emeryture pod koniec roku), rodzice maja kuuupe miejsca tata
      z babcia moga sie dwa lata nie spotkac. Moja mama jednakze nie czuje sie na
      silach tacie zrobic akcji. Ja tez srednio. A mnie ta sytuacja starsznie meczy.
      do tego stopnia ze mam ochote babcie wziac sama (srednia mam ochote bo z drugiej
      strony mam swiadomosc ze jestem jedynaczka i za 20 lat czeka mnie jazda z mama
      tylko ze wtedy to ja bede miala dorosle dzieci, a nie maluchy, ktorymi sie
      zajmowac trzeba np.), bo ja kocham. Mame tez kocham i chcialabym jej pomoc.
      Tacie mam ochote wyrabac co myse o jego postawie- ale po pierwsze to nie moj maz
      po drugie- ja mu wyrabie i wyjde trzaskajac drzwiami a mama bezie placila.... no
      nie wiem...

      slowem reasumujac mam nadzieje ze:
      moj maz nigdy mi takiej akcji nie zrobi
      moja mama tez nie bedzie taka apodyktyczna jak moja babcia (babcia charakterek
      ma oj ma).
      • aguskin Re: Nasi rodzice 12.02.07, 15:09
        to wszytsko jest takie smutne i przygnębiające,
        mam dwoch synów, mimo, że sa mali już w tej chwili psychicznie przygotowywuję
        się, że wychowuje ich nie dla siebie tylko dla "świata",
        do starości trzeba się przygotowywać całe życie, doceniając każdy jego etap,
        delektując się każdą chwilą, i do starości trzeba dorosnąć i przyjąć ją godnie,
        nie zamierzam nawet oczekiwac od moich synów opieki nade mną czy M., jeśli będą
        mieli taka potrzebę to będzie b. miło, a jeśli nie, życie bedzie trwać do
        śmierci i ani jednego dnia dłużej,
        moja mama też pewnie oczekuje, że wrazie czego...., ale nigdy tego nie śmie
        nawet zwerbalizować, dlaczego, bo wie, że skrzywdziłaby moje dzieci czy później
        moie wnuki, bo czasu nie namnoże,
        życie jest pod tym względem proste i nie możemy tego tak rozpatrywać,
        pomyśl że jesli czujesz się winna, to pewnie Twoje dzieci też będą to błedne
        koło,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka