daga05
14.02.07, 18:08
W ciągu ostatnich kilku dni strasznie mi się wszystko skomplikowało. Zacznę od
początku. W zeszły czwartek pokłóciłam sie z rodzicami. Zaczęło się od
drobiazgu a skończyło na wyzwiskach i groźbach. Dla wyjaśnienia:
Kiedy zaszłam w ciążę byłam przed maturą. Spotykałam się z mężczyzną, który
mnie kochał, ale którego nie akceptowali rodzice. Uważali, że jestem za młoda
na związek. Nie pozwalali mi się z nim spotykać, gdyz miałam sie wykształcić.
Zawsze byłam prymusem. Przykładną córką, uczniem, wspaniałą wnuczką. Kiedy
moja mama wyszła za mąż po raz drugi (mój tata umarł 12 lat temu), nie
potrafiłam się a tym pogodzić. Tata 5 lat chorował, umarł na raka a mama
bardzo szybko zapomniała. Nie ważne. Postanowiłam ja zrozumieć i chociaż
cierpiałam byłam przy niej. No i zaczęło się. Okazało sie, że ojczym nadużywa
alkoholu. Wyzywa mamę. Pije, wychodzi bez uprzedzenia, krzyczy i terroryzuje
mnie i moja młodsza siostrę. Każdy to widział. Mama, najbliższa rodzina, nawet
jego dzieci. Wszyscy bali sie mówić głośno o tym jakim on jest człowiekiem.
Oprócz mnie. Nienawidził mnie. Nie pozwalał jeść tego co kupowała mama.
Zmuszał do jedzenia smalcu, tłustych zup, wysuszonych kiełbas. Sam jadł to co
było świeże, najlepsze. Nie dostawałam kieszonkowego, a cały weekend biegałam
po kujawiaka. Dochodziło do tego, że jedlismy tylko w kuchni ( rodzice w
pokoju), głowę mogłam myć tylko co kilka dni, bo uważał, ze przez to tracę
wodę. Ogólnie despota. Zaczęłam robić na przekór. Oszukiwałam. Wpadłam w
anoreksję. W liceum zaczęłam mieć problemy z nauką. A on krzyczał. Mama była
na mnie zła. Stałam się złym dzieckiem. Wtedy właśnie poznałam Tomka.
Pasowalismy do siebie. Tomka rodzice mieli problem z alkoholem, straszny
problem, a on wpadł w narkotyki. Wyszedł z tego. Byliśmy bardzo szczęśliwi.
Spotykaliśmy się codziennie. U mnie w domu było raz lepiej raz gorzej. Mama
robiła wszystko, bym nie była z Tomkiem. ale ja sie zakochałam, chciałam się
uwolnić z domu. Zaszłam w ciążę. Wszyscy mówili, że zrobiłam to specjalnie. A
prawda była taka, że Zuzanka pojawiła sie na świecie z miłości, prawdziwej,
szczerej. I nagle wszystko poleciało jak z górki. Ślub - za rozkazem moich
rodziców, matura. Przeprowadzka do mojej babci. Tata Tomka nawet nie był na
ślubie. W Kościele czułam ogromną niepewność. Do dziś nie wiem czy dobrze
zrobiłam. Mieliśmy z Tomkiem problemy ze znalezieniem pracy. W końcu on trafił
do marketu. Kiedy urodziła się Zuzanka ja również poszłam do pracy. Matka
pomogła mi tylko raz. Poleciła mnie u siebie w pracy. Jak na razie chyba tylko
ta praca mi sie w zyciu udała. Oczywiście nie mówię o dziecku, dziecko to
skarb, niezależnie od okolicznosci. Bez problemów mieszkalismy u babci rok. W
zeszły czwartek rodzice postawili ultimatum. Mamy sie wynosić. Jesteśmy
zadłużeni. Nasze zarobki są średnie. W tygodniu zadzwoniłam do mamy, ale ona
nie chce sie pogodzić. Nie przychodzi, nie dzwoni. Dodam, że mieszkanie jest
mojej mamy, a babcia moze w nim mieszkać do śmierci. Nic nie mamy, nic.