tesciowa mi pomagala, przyjezdzala raz w tygodniu. zawsze proponowala pomoc,
bo duzo pomaga swojej corce i pewnie sie czula zobowiazana. a teraz corka
miala problemy z opieka nad dziecmi i esciowa poki co nie przyjezdza. zawsze
pytala, czy ma przyjechac, ale odmawialam. bo najpierw mowila, ze corka
potrzebuje, ale 'czy ma przyjechac". a ja poki co siedze w domu,wiec nie
naciskalam. umowilam sie z siostra meza, ze w ten jeden dzien poprosi swoja
tesciowa, ale jednak ciagle to nie wychodzilo. w ogole tak jakos glupio to
wychodzilo. tesiowa narzekala,ze zmeczona i stwierdzilam, ze nie bede jej
ciagac. ale jak mowilam, ze nie trzeba tosobie jeden dzien odpocznie,to i tak
tam jezdzila. nic nie wiedziala nigdy, czy bedzie miala jechac, czy nie, co
planuja, bo ona sie nie pyta. wiec czekala na telefon, a jakby co, to dzwonial
do mnie, zeby odmowic.
teraz nie chce, zeby przyjezdzala, po prostu jestem na nia zla. obrazona tez.
ale z nia gadam normalnie

wiem, zejak odmowie, to bedzie ona z kolei
urazona. ale wkurza mnie, bo tak jest,ze ta sytuacja sie powtarza. gada na
corke, ale leci tam na skrzydlach.
wlasciwie to teraz sciemniam tak, zeby sprawa tej pomocy "umarla smiarcia
naturalna". ale wiadomo, ze tesciowa nie jest glupia, domysli sie, ze cos nie
gra. choc nic nie powie.
tak napisalam o tym, zeby zapytac, czy tez sie unosicie duma. a moze olewacie
i korzystacie z pomocy, nawet gdy trzeba sie napraszac.
pomarudzilam na najstarszy tenat na forum, sorrrry