kalendarzowa_wiosna
09.03.07, 14:12
Dziewczyna - 29 lat, rodzice nie żyją, od dawna radzi sobie sama i naprawdę
świetnie sobie radzi. Skończyła studia, dobra praca, mieszkanie (kredyt
oczywiście).
Nagle dziewczyna dowiaduje się, że jest w ciąży, wpadka - najprawdopodobniej
nie zadziała tabletka anty, dziewczyna pamięta, że miała lekki rozstrój
żołądkowy.
Ojciec dziecka (jak to często bywa) ulatnia się.
Dziewczyna długo się waha co zrobić, w końcu decyduje się urodzić dziecko.
Bierze pod uwagę swój wiek, samotną przyszłość, sumienie. Nie wspominając o
łamaniu prawa antyaborcyjnego które przecież nie pozostawia jej wyboru.
Przez całą ciążę dziewczyna pracuje. Wreszcie na świat przychodzi śliczna,
zdrowa dziewczynka. Szczęście, nieprzespane noce, cud natury, zapalenie
piersi, pieluchy itd. same wiecie jak to jest.
Młodej mamie trochę trudno, w końcu jest sama, jej całkiem niezła jakby się
wydawało pensja, już nie wydaje się niezła. Ledwie starcza na wyprawkę,
pomagają znajomi.
W 10 tygodniu urlopu macierzyńskiego dziewczyna dostaje korespondencyjnie
wypowiedzenie umowy o pracę. Jej firma została przejęta przez inną, a nowy
właściciel postanawia zlikwidować kilka działów. Bez pracy zostaje ponad
setka ludzi w tym, nasza bohaterka.
Złość, niedowierzanie. Dziewczyna radzi się prawnika - postępowanie firmy
zgodne z prawem. Rozczarowanie, strach.
Do końca urlopu macierzyńskiego zasiłek wypłaca ZUS a co dalej? Ktoś podpowie
zasiłek dla bezrobotnych. I dziewczyna właśnie tak postępuje, idzie do PUP,
rejestruje się i dostaje zasiłek który nie starcza nawet na opłacenie czynszu.
Jednocześnie czytając ustawę o przeciwdziałaniu bezrobociu zdaje sobie
sprawę, że jest bliska łamania prawa. Punkt pierwszy ustawy mówi: osobą
bezrobotną jest osoba g o t o w a do podjęcia pracy.
Dziewczyna nie jest gotowa do pracy, ma przecież czteromiesięczne dziecko,
które wymaga nieustannej opieki.
Ale sytuacja jest jaka jest, zaczyna się "polka" z odhaczaniem w urzędzie,
nie przyjmowaniem ofert pracy typu 3 zł za godzinę itp. itd. Pojawia się
groźba cofnięcia zasiłku, wyrejestrowania z urzędu.
Dziewczyna próbuje walczyć o swoje macierzyństwo. Pozywa ojca dziecka o
alimenty. Facet jest za granicą, sprawa trochę potrwa. Zasiłek wychowawczy.
Nie przysługuje. Nie jest osobą pracującą. Inne pomysły? – brak.
Mijają 3 miesiące. Pojawia się monit z banku w sprawie zaległości w spłacie
kredytu. Próby negocjacji z bankiem zakończone niepowodzeniem. Dziewczyna
wyprzedaje to, co ma wartościowego. Zapożycza się u znajomych.
Wreszcie, po długich wahaniach, zwraca się o pomoc do Pomocy Społecznej. A
owszem, dobrze trafiła, istnieje pomoc społeczna, w takich przypadkach.
Przychodzi pani z MOPS w celu zbadania sytuacji mieszkaniowej i materialnej.
Jest zachwycona nowym, pachnącym świeżością z gustem urządzonym mieszkaniem,
choć już nieco ogołoconym. Zdziwiona oczekiwaniem pomocy. Po jej wyjściu
dziewczyna czuje się jak szmata wyzyskująca podatników - uczciwych ludzi
pracy.
Jednak kryterium dochodowe spełnione, dziewczyna dostaje pomoc! Całe 128 zł
miesięcznie! na co przeznaczyć tak zawrotną kwotę? Regulować długi? Kupić
pieluchy?
Dziewczyna już wie, że musi znaleźć pracę, inaczej bank zabierze jej
mieszkanie i nie będzie miała za co utrzymać siebie i dziecka. O opiekunce
nie ma co marzyć ale przecież są żłobki.
Tak, to jest wyjście. Znajdzie pracę i odda dziecko do żłobka.
Pracę znajduje szybko, po miesiącu poszukiwań, wprawdzie na drugim końcu
miasta ale w jej sytuacji nie ma co wybrzydzać. I pensja całkiem niezła 1200
zł netto, jak na polskie warunki to nawet świetna. Po opłaceniu czynszu,
energii, gazu, kredytu, żłobka, biletu miesięcznego i czort wie, czego
jeszcze zostanie jej całe 83 zł na życie. Może lepiej zostać na zasiłkach? A
co kredytem na mieszkanie?
Żłobka nie znajduje się tak łatwo jak myślała. Udaje się dopiero za czwartym
podejściem, żłobek zupełnie nie po drodze, cóż robić. Dodatkowa godzina
spędzona nie z dzieckiem, a w miejskiej komunikacji.
Pierwszy dzień dziecka w żłobku. Ciągły galop myśli, czy płacze, czy zjadła,
czy śpi? Tęsknota zagłuszająca wszystko inne. Zamyka się w firmowej toalecie,
odciąga pokarm i płacze. Czuje do siebie wstręt i wręcz fizyczny ból. Czuje,
że zawiodła, że nie spełniła się jako matka. Nie może spojrzeć na siebie w
lustrze.
Po tygodniu dziecko łapie w żłobku jakiegoś wirusa i dziewczyna idzie na
zwolnienie lekarskie. Po dwóch tygodniach wraca do pracy. Pracuje 10 dni i
mała córeczka znowu jest chora. W firmie nie ma co marzyć o następnej umowie.
Dziewczyna zaczyna szukać następnej pracy...
Wiecie co będzie dalej? Wiecie...
Dziś dziewczyna ma 2-letnią śliczną, cudowną córeczkę i tylko ona trzyma ją
przy życiu.
Jak wygląda jej życie? Potworne zmęczenie, długi, stara baba w lustrze,
samotność, depresja, myśli samobójcze.
Jak to się stało? Dwa lata temu była piękną, młodą dziewczyną, kochającą
życie z nadzieją patrzącą w przyszłość. Kto zabił tę nadzieję?
Przecież nie dziecko.