o ja się wyżalę.
Mam prawie 26 lat, mój mąż 33, jesteśmy małżeństwem od sierpnia.
„Utrzymuję”mnie maż, ja jestem w takiej dziwnej sytuacji, bo weszłam w
konflikt z promotorką i musiałam na rok zawiesić studia, naprawdę nie z mojej
winy.
Mogę je zacząć od września, wyrównać różnice programowe i mogę bronić się w
czerwcu, cholerny koszmar
Cała ta moja obrona sie tak ciągnie, dla mnie to koszmar, budzę sie nad ranem
i myślę tylko o tym, oddała bym bardzo dużo, żeby to sie kończyło. Dodam,ze
nigdy jakoś nie miałam kłopotów z nauką, ogólna katastrofa.
Nie mamy dzieci. Chociaż ja chętnie tylko właśnie mąż twierdzi, aby poczekać
jeszcze.
Podsumowując.
Ja nie pracuje i siedzę w domu, szukam pracy (cholernie bezskutecznie),
jednak mój mąż jest zdania, abym posiedziała jeszcze w życiu napracuję i nie
jest nam zle.
Wszystkimi pracami domowymi zajmuje się ja, naprawdę dobrze mi z tym i jest
oki.
Za to nasze mamy są straszne, moja szaleję bo nie mam lat emerytalnych i w
ogóle ona musi kłamać, że pracuję i takie cuda. Moja teściowa tez sugeruje
żebym znalazła sobie zajęcie.
Dotyka mnie w pewnym sensie taka „nietolerancja', śmieszy mnie kiedy moje
kuzynki pracują na miejscach załatwionych (co nie jest w rodzinie tajemnicą)
i zarzucają mi ,ze jestem leniwa i jak tak można w domu siedzieć. Nawet nie
chce się z nikim utrzymywać kontaktu, wszyscy się skupiają na tym co ja robie
cały dzień.
Rozwala mnie takie sytuację typu „Ja mam dziecko to sie opiekuje, ale co ty
robisz w domu???” i to nic ,ze dziecko ma 8 lat i naprawdę jest juz rezolutne
i samodzielne.
Jednak najbardziej dobijają mnie te mamy, my z mężem nie mamy zle oboje
jesteśmy jedynakami i jakoś nam na wszystko starcza a jak juz jest krucho to
mamy nas poratują wałówką.
Ogólnie rzecz biorąc, męża mam super tylko to otoczenie mnie dobija.
Myślałam aby ten czas „wykorzystać”na dziecko, ale małżonek tylko w tej
kwestii nie chce ustąpić.
Mam wieczną depresje ciągle jem , jak się martwię to jem(tak w nocy jak sie
martwię tez jem), do lata będzie 100 kilo

Ogólnie rzecz biorąc to sytuacja to nie jest mój największy kłopot, bo mam
jeszcze problemy zdrowotne, ale nie ułatwia.
Można wieszać psy i koty, bo ja sie po prostu musiałam wypłakać.