anik801 Re: Jak to jest umierać? 21.04.07, 16:02 Ja się boję bardzo,bo od prawie roku ciągle na nią patrzę.Mój tata umiera w hospicjum na raka mózgu.Ile tam już osób umarło.W tym młoda dziewczyna na raka jelita grubego(osierociła pięcioletnią córeczkę i starszego syna).Boże ile ja się tego cierpienia i bólu już naaoglądałam!Kiedyś w ogóle nie myślałam o raku. Teraz boję się tej choroby panicznie!Szybka śmierć to łaska!Powolne konanie miesiącami to najgorszy koszmar! Odpowiedz Link Zgłoś
vatum może mamy w genach 21.04.07, 16:59 zapisana tajemnice śmierci... To co ja myślę, to, że na ziemi jesteśmy oczyszczani: dla jednych życie jest rajem, dla innych piekłem, dla pozostałych czyśćcem. Tylko, że nic z tego nie wynika, bo co dalej? Skad bierze się dusza i dokad odchodzi? I czy ewoluuje? Dużo mam pytań. Ludzie boja się zyć potem boja się umrzeć. Sa różne teorie, religie, które pomagaja iść dalej .. ale dokad, nikt nie wie. Ale na pewno dowiemy się. Mój ojciec chory na raka podobno pięknie umarł, bez skręcania się z bólu: poprawił się na łóżku, zamknał oczy i już. I nie można mówic o załatwianiu spraw bo to czego nie załatwisz na pewno nigdy nie zostanie załatwione: niewyjaśnione, niewytłumaczone itp. Tak ma być i nie należy myśleć o tym. Nigdy nie widziałam ducha i myślę, że duchów nie ma i że zmarły nie jest z nami, nie widzi nas (czy jakoś siętrzymamy itp). Nie ma zerkania wstecz, odchodzi na prawdę, na zawsze. Dużo by pisać... Odpowiedz Link Zgłoś
mamamaxia1 Re: może mamy w genach 03.05.07, 23:27 ciesze sie,ze nie jestem sama z tymi myslami.tez boje sie i czesto o tym mysle,co bedzie ,jak zabraknie kogos z rodziny,rodzicow,babci,a ma 92 lata.co bedzie ze mna ,jak przyjdzie moj czas,co bedzie ,jak mnie nie bedzie,co bede czuc,a czego nie,moglabym dlugo tak wymieniac,bo pytan i watpliwosci mam wiele.boje sie bardzo zwlaszcza od czasu wypadku,bo poczulam,jak ulotne moze byc zycie....niestety Odpowiedz Link Zgłoś
agulka242 Re:z autopsji 21.04.07, 17:05 Towarzyszyłam bliskiej mi osobie w ostatnich dniach.Rak tzustki,bez pzrerzutów,ale spowodował marskość watroby.Od rozpoznania do śmierci trwało to wszystko ok.4m-cy.Umierał 4,5 dnia.Do końca był świadomy,rozmawiał z nami,był...Pytałam,co czuje.Mówił:ulgę,że nie będzie cierpiał.Pytał;dlaczego tak ciężko jest umrzeć?Chciał,żeby trzymać Go za rękę.Mowił,że wie,czuje,że "idą po niego",że się nie boi.W nocy skonał przytulony do swojej żony i syna... Po raz pierwszy dotarł do mnie fakt,że ja też kiedyś umrę,że to kiedyś może być juz teraz,już za chwilę...Śmierć stała się tak samo materialna,niemal namacalna,jak narodziny.Dwa zupełnie różne bieguny życia. Jestem młodą osobą,ale ta obecność przy nim,przy niej-śmierci,spowodowała,że zupełnie inaczej postrzegam moje życie... Ja walczyłam do końca(onkolodzy,hepatolodzy,chirurdzy).On poddał się.Wielkim darem było dla mnie(dla nas wszystkich),bycie przy Nim.O śmierci rozmawiał tak świadomie,bez emocji,ot przejście stąd-tam... Minęły 3 tygodnie.Najgorsze-fakt,ze rano życie toczyło się dalej.Ludzie spieszyli się do pracy,dzieciaki do szkoły,a ja zawisłam w próżni.Nic się nie skończyło-wszystko jest takie same,jak dzień wcześniej... Odpowiedz Link Zgłoś
misinka81 Re: Jak to jest umierać? 21.04.07, 18:45 Pracuję w hospicjum jako psycholog i można powiedzieć, że na codzień mam do czynienia z umieraniem i śmiercią. Wydaje mi się, że umieranie zależy od naszej postawy wobec życia i śmierci, wobec tego, jak się postępowało w życiu, co dobrego się zrobiło, czego się żałuje. Są ludzie, którzy dobrze oceniają swoje życie i odchodzą spokojnie, często czekają na śmierć, bo nic innego ich już nie czeka (to przeważnie ludzie starsi), śmierć najczęściej uwalnia ich od bólu, niesprawności, cierpienia, bezradności wobec własnej niemocy... Jeśli ktoś źle ocenia swoje życie, wtedy często ma żal do siebie, że czegoś nie zrobił, kogoś skrzywdził i ciężko mu pogodzić się z końcem, bo już nie zmieni nic w swoim życiu. Dla osób młodszych to przeważnie troska o bliskich, małe dzieci, niezałatwione sprawy. Chyba umieranie jest trudniejsze dla rodziny i bliskich, niż dla samych pacjentów, bo to oni zostaną z tym bólem, są bezradni wobec choroby i spustoszęń, jakich ona dokonała, często w krótkim czasie. Czesto śmierć to ulga, że już koniec, bo się nie męczy nasz bliski... Uczę się od moich pacjentów, że trzeba w życiu być dobrym człowiekiem, szanować i kochać innych ludzi, bo później właśnie to okazuje się być najważniejsze...Dopiero teraz boję się, że moi bliscy mogą zachorować tak poważnie, tak cierpieć, a ja nie będę mogła im pomóc...To jest dla mnie najgorsze. Nie boję się swojej śmierci, ale teraz bardziej o niej myślę, bo nie chcę zostawić synka, chcę widzieć jak rośnie i nie sprawić mu bólu moim odejściem. Myślę jednak, że moje życie by się skończyło, gdybym straciła swoje dziecko.. Dziwnie mi chodzić do pracy, mam małe dziecko, jestem w ciąży. Ja czekam na życie, oni na śmierć...Ale tak chyba już musi być, nic nie poradzimy... Odpowiedz Link Zgłoś
siasiuszek Re: Jak to jest umierać? 21.04.07, 21:13 >Myślę jednak, że moje życie by się skończyło, gdybym straciła swoje > dziecko.. Kiedyś bardzo bałam się śmierci, myślę, że popadałam w depresje. Strach był tak wielki ze nie pozwalał mi żyć, wieczorami umierałam ze strachu w dzień nic dla mnie nie miało sensu, po co używać kremu, po co chodzić do pracy skoro i tak umrę. Żyłam jakby w zawieszeniu. Przed tym niewyobrażalnym strachem uratowało mnie dziecko. Odkąd zaszłam w ciąże przestałam się bać. Ale zaczęłam się bać o dziecko. Też mi się wydaje, że nie przeżyłabym straty swojego synka, ale znam kobiety, które straciły dzieci i choć strasznie cierpią żyją dalej a nawet po jakimś czasie potrafią żyć normalnie. Odpowiedz Link Zgłoś
pacia811 Re: Jak to jest umierać? 21.04.07, 19:06 nie wiem... dwa dni po świętach zmarła moja koleżanka, może bardziej daleka znajoma, dziewczyna miała 26lat...od ponad roku zmagała się z jakąś chorobą, bo tak właściwie nikt nie wie na co zmarła....kilka razy podczas tego okresu umierała i powracała do życia, stawiano ją przed dramatycznymi decyzjami: próbą amputacji nogi, wycinanie różnych narządów... co czuła podczas tego okresu....nie wiem .....boje się o tym myśleć.... Odpowiedz Link Zgłoś
gacusia1 Re: Jak to jest umierać? 21.04.07, 19:59 Nie boje sie smierci.Wiem,ze w kazdej chwili cos moze mnie "zaskoczyc". Boje sie umierania w bolu.Boje sie cierpienia,ale nie smierci.Nie wiem,co sie czuje- odchodzac...pewnie zal,ze to juz.Pewnie zal,ze sie czegos nie zrobilo. Odpowiedz Link Zgłoś
elza78 Re: Jak to jest umierać? 21.04.07, 22:07 kazdy po sobie cos zostawia jak to mowi madre przyslowie "non omnis moriar" smierc jako calkowite unicestwienie nie istnieje w moim pojeciu smierc jest czyms nieuniknionym ale jedynie czlowiek ma taka sile aby moc sie jej przeciwstawic dzieki temu co stworzyl czy sie boje - boje sie tego czego nie znam, mysle, ze to normalne, ale kiedy te moment nadejdzie mysle ze nie bedzie dramatu, przeciez w przyrodzie nic nie ginie a energia zmienia jedynie swoje formy, jest gdzies tam miejsce do ktorego po smierci sie udajemy - w tej cyz innej formie to czysta fizyka - smierc nie istnieje Odpowiedz Link Zgłoś
edycia274 Re: Jak to jest umierać? 21.04.07, 22:17 moja ciocia umiera a raka piersi........straszna męczarnia, tylko tyle powiem Odpowiedz Link Zgłoś
jowita771 Re: Jak to jest umierać? 22.04.07, 06:55 kiedyś myslałam, że chciałabym umrzec młodo. teraz nie mogę sobie wyobrazić, że zachorowałabym i umierała ze świadomością, że zostawiam dziecko. mój tata umierał parę lat temu na raka płuc. usłyszałam, że może sie udusić. bałam się, że będzie się męczył. jednak miał lekką śmierć, po prostu przestał oddychać, wyglądało to, jakby zasnął. przed samą śmiercią przestał się bać, odłączył sobie tlen. wcześniej wpadał w panikę, jak choć na chwilę wypadła mu z nosa rurka z tlenem, zaraz brakowało mu powietrza. Odpowiedz Link Zgłoś
ankab29 Re: Jak to jest umierać? 22.04.07, 11:02 dlugo sie zastanawialam, czy pisac o tym na forum...Czytam od Wasze watki i w wiekszosci z nich piszecie o przerazeniu, leku, niewiadomej...Ja wiem jak to jest umierac...7lat temu otarlam sie o smierc - pomylilam dawkowanie bardzo silnych lekow. Pamietam do tej pory kazdy szczegol, kazda chwile i wszystkie moje odczucia. Nie bylo leku tylko wszechogarniajacy spokoj. Nie widzialam tunelu ani swiatel - za to mialam poczucie obecnosci OSOBY kochajacej mnie bezgranicznie i czuwajacej nade mna.I czulam (tak czulam raczej niz slyszalam) glos, ktory zawiadamial mnie, ze musze zrobic bilans wlasnego zycia, ktore jeszcze sie nie konczy i mam wracac, bo jest jeszcze COS waznego na ziemi, co jest mi dane zrobic...Mialam tez wizualne i dzwiekowe odczucia ale o tym wole nie pisac, bo to nic nie wniesie do watku...i jest dosyc osobiste. Od tamtej pory nie boje sie smierci. Wiem natomiast, ze kazdy dzien powinien sie konczyc poczuciem, ze dobrze go przezylam. Dodam, ze nie jestem gorliwa katoliczka...Po tym wydarzeniu pozostala mi rowniez PEWNOSC, ze jakosc religijna mojego zycia nie zalezy od mojej obecnosci w Kosciele...Bardziej od tego jakim jestem czlowiekiem dla innych... Odpowiedz Link Zgłoś
joanna35 Re: Jak to jest umierać? 24.04.07, 09:40 Nie czytałam większości postów więc mogę się powtarzać. Moja mama zmarła w ciągu miesiąca od zabiegu na mięsaka narządów rodnych(rak).Zmarła nad ranem, podobno we śnie - tak twierdzi lekarz, a ja bardzo chcę mu wierzyć. Chce mu wierzyć, bo na samą myśl, że umierała w strachu, może cierpieniu i samotności odczuwam ból i OGROMNE wyrzuty sumienia. Nigdy nie miałam z mamą dobrych relacji, była osobą despotyczną, wszystkowiedzącą, bardzo trudną we współżyciu, ale było mi jej tak bardzo żal, mimo tego, że umierała w wieku 59 lat na własne życzenie, przez własną głupotę. Była dzielna, starała się taka być, ale myślę, że bała się potwornie i chyba szukała oparcia we mnie, ale go nie znalazła, bo...kilka godzin przed śmiercią nie potrafiłam poradzić sobie z jej bólem, rozklejeniem. Uciekłam ze szpitala tłumacząc to sobie tym, że muszę wrócić do dzieci, a mogłam zostać na noc. Dzieciom pod opieką tatusia nic by się nie stało, z pewnością tę jedną noc beze mnie by przeżyły. Idąc na przystanek, mając świadomość tego, że uciekam, że się boję i wstydząc się tego obiecałam sobie, że w nastepną noc zostanę, ale następnej nocy nie było. O 7.00 zadzwonił telefon. Wiedziałam co usłyszę jeszcze zanim podniosłam słuchawkę. Nie powiem, że żyję w ustawicznym poczuciu winy i rozczarowaniu samą sobą, ale czasami wspomnienia mnie dopadają, tak jak dzisiaj przy lekturze tego wątku. Najbardziej chyba boli świadomość, że jestem pielęgniarką i byłam przy śmierci wielu obcych ludzi....W czasie swojej wieloletniej praktyki zawodowej nie spotkałam chorego, który czekałby na śmierć. W obliczu śmierci ludzie chwytają się życia jak tonący brzytwy. Owszem, słyszałam i czytałam o przypadkach , w których ludzie chorzy przyjmują śmierć jak wybawienie od np. bólu, ale sama się z taką postawą nie spotkałam, a żegnałam pacjentów bardzo, bardzo chorych. Odpowiedz Link Zgłoś
agacz2905 Re: Jak to jest umierać? 23.04.07, 12:52 czasem się mówi, że jakie życie taka śmierć... Niedawno zmarła moja Ciocia. Bała się umierać i jakby walczyła ze śmiercią - właściwie tylko niezgoda na własne umieranie trzymała ją po tej stronie, bo była już bardzo, bardzo chora. Boję się nie tyle samej śmierci, co niepogodzenia się z losem, przeznaczeniem, przemijaniem. Boję się sytuacji, w której przed śmiercią powstrzymywać mnie będzie tylko paniczny lęk przed nieznanym, a nie chęć życia. Odpowiedz Link Zgłoś
bozenka12 Re: Jak to jest umierać? 24.04.07, 03:49 Sa ludzie , ktorzy przezyli smierc kliniczna. Kiedys czytalam ich wypowiedzi. Tu tez ktos o tym wspomnial. Ponoc smierc nie boli. Ponoc, bo jednak sa ludzie, ktorzy umieraja z bolem i strachem wypisanym na twarzy. Mi sie dwa razy snilo, ze umieralam. Dokladnie we snie czulam jak to jest...Wiem to tylko byly sny, ale to odczucie jakie wtedy mialam, bylo takie prawdziwe, intensywne...Ja akurat wierze w reinkarnacje. Myslalam, ze moze moje sny to jakies przypomnienie sobie o poprzedniej smierci. No nie wiem. Odpowiedz Link Zgłoś
laurka2000 Re: Jak to jest umierać? 24.04.07, 08:05 Pół roku temu zmarł nagle mój mąż. Też miał 32 lata. I cały czas zastanawiam się co czuł kiedy umierał, czy wiedział, że odchodzi. Reanimacja trwała 10 min. Kiedyś też bałam się śmierci, teraz już się nie boję, bo wierzę, że jeszcze się spotkamy. Musimy się spotkać pozdrawiam wszystkich Odpowiedz Link Zgłoś
danielitka Re: Jak to jest umierać? 24.04.07, 09:13 Jestem pielęgniarką i jakiś czas pracowałam w hospicjum. Widziałam różne rodzaje śmierci. Można umrzeć po cichutku, spokojnie oddając ostatnie tchnienie, albo można umierać nie godząc się na to. Zapamiętałam szczególnie jeden przypadek. Starsza pani, rak przewodu pokarmowego (już dokładnie nie pamiętam czego). Była przy niej rodzina, a ona nie chciała odchodzić, walczyła o każdy oddech, pytała się ciągle czy to JUŻ. Nie będę opisywała jakie inne rzeczy pod kątem fizjologicznym u niej występowały, bo to zbyt drastyczne. Nie chciałabym tak umierać. Ja jestem osobą wierzącą i chyba.... nie boję się śmierci. Wiem, że po tamtej stronie czeka na mnie Bóg, który mnie kocha i którego ja kocham, oraz wszyscy moi bliscy, którzy już tam są. Jeszcze kwestia, dlaczego Bóg pozwala na to aby zdarzały się te wszystkie okrucieństwa. Kiedyś też zadawałam sobie to pytanie, do momentu kiedy po zamachu na World Trade Center, usłyszałam w telewizji odpowiedź pewnego księdza na to pytanie. Otóż powiedział on , że Bóg na to nie zezwala, ręka, która np. powoduje pchnięcie noża w brzuch jest ręką człowieka a nie Boga. To człowiek jest za to odpowiedzialny, nie Bóg. Odpowiedz Link Zgłoś
rrrenia Re: Jak to jest umierać? 24.04.07, 10:22 Ja wczoraj cudem uniknęłam śmierci. Nikomu o tym nie powiedziałam, co mi się przytrafiło. Szyby samochodu miałam oszronione, więc zrobiłam z nimi porządek. Wyjechałam do pracy o 6. 10 spod domu. Droga do mojej pracy wiedzie przez trasę szybkiego ruchu; to jedna z krajówek wyżłobionych przez tiry, z wieloma dziurami i łatami - polska klasyka komunikacji, niestety... Jechałam pewnien odcinek drogi ostrożnie. Szron na szybach nie wzbudził we mnie podejrzeń, że może być ślisko. W lesie, około 20 km od domu przycisnęłam pedał gazu, żeby wyminąć autobus i osobowego, rdzewiejącego opla. Z naprzeciwka nic nie jechało - na szczęście. Na liczniku miałam 110 lub 120 km/h. Zasygnalizowałam lewym kierunkowskazem chęć wyminięcia, nacisnęłam pedał gazu i wtedy kierowca opla też zaczął wymijać. Nie chciałam w niego uderzyć, odbiłam bardziej w lewo i zaczęłam hamować. Wpadłam w poślizg! Zakręciło mną parę razy, w głowie mi kręciło, ale starałam się panować nad kierownicą, pulsacyjnie hamowałam i gdy przez ułamek sekundy zobaczyłam, że na tym pasie, na którym kręcę piruety (pas lewy dla mojego kierunku jazdy), jedzie tir, odbiłam trochę za bardzo w lewo i wjechałam do rowu. Wpadłam lewym kołem w dziurę, którą zrobili złodzieje kabla telefonicznego. Powietrze z koła zeszło, trochę piachu mi się dostało pod kołpaki kół. Nic więcej się nie stało ani mnie, ani użytkownikom drogi, ani samochodowi. Natychmiast przybiegła do mnie jakaś dziewczyna, ale nie potrzebowałam pomocy psychicznej, mimo że w takiej sytuacji byłam po raz pierwszy, a jeżdżę 10 lat. Wyszłam z samochodu, zadzwoniłam po pomoc drogową. Paru facetów podchodziło do mnie, pytało co i jak, ale żaden mi nie pomógł.Niektórzy patrzyli wręcz z przekąsem, z ironicznym uśmieszkiem, który mówił:"Wiadomo - baba!". Od wykonania telefonu do pomocy drogowej minęło 30 minut, gdy zatrzymało mi się dostawczym dwóch chłopaków. Wyciągnęli mnie, wymienili koło, obejrzeli auto; nawet po linkę holowniczą pojechali na najbliższą stację beznzynową. Przyjazd pomocy drogowej okazał się zbędny. Pojechałam do pracy, choć spóźniłam się do pracy godzinę. W pracy jak w pracy. Sama się dziwię, że nie pękłam, że nie pogadałam z kimś o tym, co przeżyłam. A słowo daję, że wtedy, gdy mną kręciło, a ja niespecjalnie panowałam nad pojazdem, myślałam tylko o tym, jak to się skończy i niewykluczałam śmierci. Pękłam, gdy przed 16.00 poszłam po córcię do przedszkola. Gdy ją zobaczyłam, rozpłakałam się i wyszłam na korytarz, żeby ochłonąć. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że przez własną głupotę (i poniekąd przez głupotę kierowcy opla) mogłam doprowadzić do takiej tragedii! To małe dziecko mogłoby już nie mieć mamy,nie byłoby tego dnia komu odebrać dziecka z przedszkola, chyba że w porę byłby powiadomiony mój mąż. Postąpiłam tym głupiej, że jestem na finiszu 8 miesiąca drugiej ciąży. Tak niewiele brakowało...A gdybym spanikowała za kierownicą? A gdybym uderzyła w kogoś i zabiła niewinnego człowieka? A gdybym rąbnęła w drzewo(to był las!)? Teraz siedzę w domu na zwolnieniu lekarskim, którego dostałam wczoraj od ginekologa 30 dni. Czasami myślę o tym, co wczoraj przeżyłam. Czuję się tak, jakbym dostała drugą szansę na życie. Wczoraj jeszcze, zanim mąż wrócił z pracy, pojechałam do znajomego mechanika, napompował i zmienił koło, obejrzał auto pod kątem ewentualnych uszkodzeń, ale na szczęście nic nie znalazł - fakt, to nowe i porządne auto. A gdybym tak jechała "pojazdeem - trupem"? Nie koziołkowałabym? Nie wiem... Od wczoraj jeżdżę, nie przekraczając stówki. Jestem zdecydowanie milsza dla córci i męża. Otarłam się wszakże o śmierć...Nikomu tego nie życzę, żeby przeżył to, co ja wczoraj. Odpowiedz Link Zgłoś
ewa2233 Re: Jak to jest umierać? 24.04.07, 10:45 Starch przed śmiercią odczuwam jako strach przed nieznanym. Myślę o tym, że czeka na nas coś tak cudownego, czego ani "oko nie widziało, ani ucho nie słyszało"! Ale ponieważ nie jesteśmy sobie w stanie tych cudowności wyobrazić - boimy się. By zrozumieć, można sobie to przełożyć na "zwykłe rzeczy". Ileż to razy dziecko nie chce gdzieś iść, kogoś nowego poznać, bo się boi, wstydzi. Mówimy: nie bój się! A ono nie słucha. I tak jest z nami i umieraniem. Wydaje nam się, że nigdzie nie może być lepiej jak tu na Ziemi i "nie słyszymy" i nie rozumiemy, że jest dla nas miejsce piękniejsze, niż umysł sobie może wyobrazić. Pomyśl o koleżance, że jest teraz w najcudowniejszym miejscu jakie TY mogłabyś sobie dla Niej wyobrazić. I Ona tam jest! Tyle, że jest tam O NIEBO LEPIEJ! --------------------------------------------------- Odpowiedz Link Zgłoś
loganmylove Re: Jak to jest umierać? 24.04.07, 12:19 Ze śmiercią z racji pracy spotykam sie od lat. Byłam przy umieraniu najmłodszych kilkudniowych i kilkuletnich pacjentów oraz dorosłych. Obcowanie ze śmiercią uczy pokory i szacunku dla życia. Z perspektywy lat wiem jedno-to od nas najbliższych w dużym stopniu zależy jak odejdą nasi bliscy. My musimy im pozwolic odejść. Dziwię sie ludziom, którzy mając w domu chorego umierającego na nieuleczalną chorobę wysyłają go do szpitala, żeby nie umierał w domu. Babci,matce czy ojcu należy zapewnić spokój i obecność bliskich. Trzeba zrozumieć, że szpital nie uratuje już zycia a za to jest anonimowy MOja mama chorowała długo i ciężko. Umierała prawie dwie doby. Bylismy przy niej wszyscy- ja i moi bracia i nie wyobrażam sobie, że mogło być inaczej. Mama odeszła w spokoju otoczona rodziną. Do dzis mi źle z myslą, że nie mogłam tego zapewnić ojcu,który zmarł nagle w szpitalu oczekując na wyjście do domu, do kórego nie zdążył dojechać. Odpowiedz Link Zgłoś
indiaaa do Syrenaa 02.05.07, 19:54 Tak mnie teraz zastanowiło, czy wiesz skąd Twoja koleżanka miała raka płuc w tak młodym wieku? Czy paliła czy po prostu nie wiadomo skąd się cholerstwo to u niej wzięło? Odpowiedz Link Zgłoś
syrenaa Re: do Indiaaa 02.05.07, 23:54 Moja kolezanka nie paliła, nie wiem skąd się wziął u Niej ten rak płuc, jeszcze niedawno przecież parę miesięcy temu w tym roku widziałam Ją usmiechniętą, zmieniła fryzurę i ogólnie nic nie było po Niej widać, może ukrywała swoją chorobę?W każdym bądź razie nie skarżyła się na ból...Nawet nie wiem czy Ją bolało, bo czy rak może boleć?Jak to jest w środku organizmu, jakie zmiany nastepują, i czy człowiek gorzej się czuje?Tego nie wiem i chyba się nie dowiem od nikogo, bo raczej nikt kto umiera nie powie tego. Koleżanka była dość otyła, ważyła 130 kg, ale mimo swojej wagi była ładną kobietą. Nie miała Męża i Dzieci, o tyle dobrze...Pozr. Odpowiedz Link Zgłoś
asia_i_p Re: Jak to jest umierać? 02.05.07, 23:03 Też się nad tym zastanawiam, zwłaszcza że to jest do pewnego stopnia niepojęte - przed chwilą organizm był przecież tak samo chory, ale żył. I kiedy patrzę na moje babcie - 90 i 87 lat - to najchętniej zatrzymałabym czas. I myślę jak to jest - mieć tę śmierć tak o krok, być jeszcze w miarę zdrowym i zastanawiać się, z której strony uderzy, w jakiej formie. Na każdy ból życiowy szukamy sobie pocieszenia, planujemy co będzie potem - ze śmiercią tak się nie da, bo to co potem jest niewyobrażalne. I jeszcze ten żal - moja młodsza babcia wyraziła to tak - kiedy rodził się mój wnuk, chciałam tylko dożyć jego dorosłości, teraz mam prawnuczki, wiem, że ich dorosłości nie dożyję, a tak strasznie bym chciała zobaczyć na kogo wyrosną, tak bardzo żal. Wierzę w życie po śmierci, ale nie jestem w stanie go sobie wyobrazić, i nie wiem, czy będę w stanie pod koniec życia. Ale słyszałam też o ludziach, którzy pogodzili się ze śmiercią - legendą rodzinną jest mój pradziadek, który dożył wg jednych przekazów 98 wg innych 106 lat. W dzień śmierci rąbał ze swoimi 80-letnimi synami drzewo na podwórzu. Około południa stwierdził: skończycie sami chłopaki, bo ja będę umierał. Poszedł do domu, ogolił się, przebral w garnitur, położył i umarł. Skąd się bierze taka śmierć? Myślicie, że kiedy człowiek jest już bardzo wiekowy, to bardziej "widzi" tamtą stronę i już się tak nie boi? Odpowiedz Link Zgłoś
edycia274 Re: Jak to jest umierać? 02.05.07, 23:43 to cos strasznego...moja ciocia umierała w mękach...i chyba wiedziała kiedy umrzeć, w noc przed tym jak umarła pożegnała się i prosiła by jej nikt nie odwiedzał, umarła na rękach mojej matki.... Odpowiedz Link Zgłoś
joasiiik25 Re: Jak to jest umierać? 02.05.07, 23:46 Wlasnie zadzwonili rodzice moja babcia jest w szpitalu miala zawal ma 92 lata jest sprawna osoba jak na swoje lata,mieszala sama kurde......Jest w szpitalu w Zamosciu-stan krytyczny jutro rano tato jedzie do szpitala Odpowiedz Link Zgłoś
snoezelan Re: Jak to jest umierać? 04.05.07, 09:00 bardzo mi przykro z powodu twojej kolezanki. zawsze to przykre, kiedy ktos odchodzi, zwlaszcza w tak mlodym wieku. mam nadzieje, ze miala kogos przy sobie, kto jej pomogl tak, zeby nie czula sie sama. to czesto wazne w takiej chwili. czasem boli. kazda smierc jest inna. tak jak zycie. nie boj sie, napewno masz jeszcze sporo czasu, zeby sie do niej przygotowac. www.blox.pl/html Odpowiedz Link Zgłoś