Dodaj do ulubionych

czy mężowie wam pomagają?

29.04.07, 08:28
Mój mąż świata poza Martusią (4 mies) nie widzi. I niestety na tym się kończy
moja opowieśćsad
Obserwuj wątek
    • gmajerek Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 09:26
      Witam,
      Ku pocieszeniu...moj maz takze poza naszym synem swiata nie widzi, ciagle go
      caluje i mowi jaki jest piekny, madry (3 mies smile)i tylko dodaje zdjecia do
      galerii, natomiast jak tylko maly zapiszczy lub zajeczy...oddaje go mamie.
      naprawde sie stara ale jakos mu to nie wychodzi.Wraca ok 18:00 z pracy i sie
      odluzowywuje w swoim pokoiku po ciezkim dniu, ok 19:00 kapiemy malego, potem juz
      tylko usypianko i sami idziemy spac. Troche inaczej wygladaja weekendy, ale i
      tak to ja glownie zajmuje sie synem, maz tylko od czasu do czasu przytula go i
      mowi, ze jest to najpiekniejsze dziecko na ziemi. No coz - pewnie faceci tak
      maja, broni sie tym, ze jak Piotrus bedzie mial wiecej latek to on bedzie
      zapewnial mu rozrywke, na razie jest tylko mama sad
      • szyszunka82 Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 09:36
        Mój mąż też świta poza córcią nie widzi (6 mies), ale musze przyznac, ze bardzo
        dużo mi pomaga. Nauczyłam ju go, choc było ciężko, że to on ja kąpie (a jak
        przy tym gada do niej, ja nie mam nawet takiej gadkismile) No i odkąd mała jest na
        butli czyli jakis miesiąc wreszcie wysypiam się w nocy, bo to on do niej wstaje
        ją nakarmić i z rana też przewija. Jednak uśpić i ululać jej nie potrafi, więc
        wszelkie uspokajanie należy do mamuśi, no i świetnie się bawią, wygłupia sie
        mąż tak jak i mała. Więc choc tyle mam z niego pożytku, bo resztę dnia do
        popołudnia siedzę z córcią sama a mąż pracuje.
        Pozdr.
    • noovaa Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 09:36
      Mój uważa że jak pracuje to już ojcem być nie musi... kocha - wycałuje - odda
      ... ech
      • bombastic12 Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 09:50
        nie załamujcie się mamy, mój mąż też na poczatku (tak do pół roku) sie małym
        nie zajmował, bo nie bardzo umiał i sie bał jak płakał-był przerazony. Teraz
        mały ma 8m. i mąż sam z nim zostaje jak jestem w pracy i sam na spacerki
        chodzi smile) i sam do jedzenia wszystko mu dasmile Dopóki maly sztywno sie nie
        trzymał na rękach to mąż sie bał a teraz to spokojnie moge mu powierzyć
        Filipa smile)
    • gmajerek Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 09:55
      ..no wlasnie, pocieszam sie tym troche, ze jak dzidzia rosnie to widze progres w
      zajmowaniu sie malym - im jest bardziej kontaktowy tym tata wiecej czasu z nim
      spedza a, ze maly je tylko cyca to ja sie nie wysypiam i jestem ekspertem do
      spraw zywienia smile. Jak maluch bedzie juz siedzial i jadl nie tylko mleczko ti
      bedzie latwiej, moj maz nie to, ze nie chce sie nim zajmowac, ale poki co nie
      potrafi, dopiero teraz jak maly skonczyl 3 mies i chwyta zabawki, cieszy sie do
      wszystkiego i gada to dopiero robi sie wariacja z tatusiem, a tak to bylo
      wszystko na mojej glowie..
      • bombastic12 Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 10:09
        no i dlatego sie nie przejmuj smileJak mały zacznie jesc zupki kaszki itp. to
        napiszesz mężowi godzinowy żywieniowy plan dnia na kartce i pojdziesz spokojnie
        do fryzjera wink))
    • komyszka Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 10:12
      tak. pilnuje małego kiedy ja musze pracowac w domu lub gdy po prostu chce miec
      chwile dla siebie, karmi go, bawi sie z nim, pielegnuje, potrafi ugotowac
      jedzenia dla synka. dodatkowo sprzata w domu, robi zakupy,przygotowuje obiad.
      wszystkie te czynności staramy sie dzielić miedzy siebie lecz nie ma
      przepychanek kto co i kiedy "powinien". oboje z mezem pracujemy zawodowo, oboje
      spłodziliśmy dziecko i oboje ponosimy tego pełne konsekwencje. nie miesci mi sie
      w głowie ze maz jest od rozpieszczania malucha kiedy ten nie płacze i to
      wszystko. jakie są czesto tego konsekwencje w przyszłości dla całej rodziny
      można poczytać na forach typu "młodziutkie mężatki" czy "wychowanie". ach- i
      naprawde wierzycie w deklaracje typu "mały podrośnie to bede sie nim wiecej
      zajmował"? owszem- tata pójdzie na rower,tata pogra w piłke, tata kupi loda
      czyli same relaksujace przyjemnosci a cała ciężka, wielokrotnie nieprzyjemna i
      problemowa "reszta" i tak pozostanie na waszych barkach. powtórze - nie wiem po
      raz który- SZANUJCIE SIE KOBIETY/DZIEWCZYNY! i to nie tylko dla własnego dobra
      ale równiez dla dobra swych rodzin.
      pozdrawiam!
      • bombastic12 Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 10:16
        a czy ja powiedziałam że to deklaracja? U mnie to FAKT. Mały jest wcześniakiem
        i mąż nie potrafił taką drobinką sie zajmować.I nie powiedziałam ze mąż nic
        poaztym w domu nie robi, bo mój akurat podobnie jak twój robi w domu WSZYSTKO,
        i tez dzielimy obowiazki-nie mam z tym problemu. Widocznie to zależy do faceta!
        więc zycze wszystkim mamom,którym mąż nie pomaga żeby NAGLE zaczął to robić a
        współczuje tym których mąż leży po pracy na kanapie. Może niektórzy przy
        dziecku sie zmienią? Kto wie.
        Powodzenia
        • komyszka Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 10:28
          ja akurat nie odpisywałam Tobie.
          co do wcześniaczków-nie wypowiadam sie. moje dziecko było ogromne. zatem nie
          wiem czy maz miałby jakies ewentualne problemy z "zajmowaniem" sie drobiną.
          osobiscie uwazam ze mezczyźni potrafią byc duzo bardziej delikatni niz
          my-kobiety i wielokrotnie wszystko kreci sie wokól "chęci" a nie umiejetności.
          równiez pozdrawiam!
        • gmajerek Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 13:13
          no wlasnie, zeby nie moj maz to umarlabym z glodu, owszem dzieckiem zajmuje sie
          na razie ja bo jak pisalam wczesniej jest jeszcze malutki i naz nie potrafi sie
          nim zajac tak do konca, natomiast zakupy sa zawsze zrobione i w domu posprzatane
          i bynajmniej ja sie o to nie martwie, jedno moje slowo i pomoc w kazdej kwesti
          otrzymuje bez zadnych problemow...
          • gmajerek Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 13:16
            ...dodam jeszcze, ze maluszka kapiemy razem, czasami maz wlazi z nim do wanny i
            chodzi sam na spacerki, zebym miala chwilke dla siebie w weekend, ale poniewaz
            karmie cycem nie mam zbyt wiele czasu dla siebie...
    • ola.g.79 Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 10:19
      Mój mąż pomaga mi, chociaż na początku troszkę się opierał. Teraz kąpie synka i
      ubiera do snu i podaje mi do karmienia bo mały jeszcze na piersi. Jak mąż wraca
      z pracy to też chwilkę się nim zajmie. Na spacerki sam jeszcze z synkiem nie
      wychodzi ale liczę że to się zmieni. Ale od początku nie było źle. Jak synek
      miał 2-3 miesiące (teraz ma 6) sam mi zaproponował wyjście z koleżankami
      chociaż na 2 godzinki. Mam tylko nadzieję że nie zrobił tego bo dzień wcześniej
      był na meczu. Ale został wtedy z małym. Potem też kilka razy wychodziłam bez
      dziecka, a mąż zostawał sam. Zawsze mam czas ograniczony, bo karmię piersią,
      ale ta godzinka czy dwie to też coś by odreagować. A jak ja tracę cierpliwość
      to mąż pomaga mi w uspokojeniu malca a i mnie powie coś na uspokojeniesmile) Myślę
      że nie jest źle. Często jestem sama jak mąż pracuje, ale staramy się aby
      nadrabiał ten czas jak wróci.
    • ola.g.79 Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 10:28
      Zapomniałam dodać że jak wychodziłam to mąż nie dzwonił zaraz po mnie. Sam
      wpadł na pomysł aby podać synkowi herbatki ciepłej kiedy zaczynał marudzić.
      Wtedy mały trochę się uspokajał.
      Nie poddawajcie się kobiety. Mężowie byli przy poczęciu to teraz niech nie
      zostawiają Was samych. Jeśli nie działa mówienie wprost to zachęcajcie powoli,
      sposobem. Nawet jeśli coś robi nie po waszemu to chwalcie, wszystko. Powodzenia.
      • kasia191273 Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 10:37
        dziecko mamy wprawdzie bezproblemowe, noce przesypia od samego urodzenia
        prawie, nie płacze, kolek nie miała ani innych dolegliwości, więc POMOC jako
        taka nie była i nie jest potrzebna...

        ale też jestem rozczarowana, że się sam nie garnie do dziecka i do czasu z nią.
        Jak go przymuszę (po powrocie z pracy również się 'wyluzowuje', a potem to już
        niewiele czasu, bo kąpiel), to leży koło niej i gapi się w komputer, jedną ręką
        zabawia, drugą klika myszką...
        • ola.g.79 Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 10:42
          Doskonale Cię rozumiem. Mój mąż też b.często siedzi przed komputerem. Już nie
          raz wychodząc z łazienki widziałam malca na kolanie męża wpatrzonego w ekran
          komputera. Albo w telewizor. Mężczyźni chyba już tak mają, tacy duzi chłopcy.
    • ollik83 Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 12:04
      mąż od początku był włączony w opiekę nad naszym synkiem m.in. dlatego,że tuż po porodzie zachorowałam i nie było mowy,żebym w nocy wstawała.Podawał mi małego do karmienia a sam przewijał i lulał. Teraz jest ekspertem w przewijaniu i ubieraniu synka i robi to dużo lepiej ode mnie. jak jest w domu(dużo pracuje) to jest oczywiste,że małym się zajmie. nie mogę go tylko namówić na samodzielne spacery, boi się płaczu małegosmileno i nie chce z nim sam zostać.
    • zebra12 Nie i już się nie łudzę, że to się zmieni... 29.04.07, 12:34
      Mam trzy córeczki. Przy żadnej nie pomagał, nie przewijał, nie wstawał w nocy,
      nie karmił, nie usypiał. Uważał, że jego rolą jest praca. Z tym, że i
      pieniążków nie było... Dużo by o tym pisać. w każdym razie przewinąc kupy nie
      moze, bo mu niedobrze, przy kapieli stac nie będzie, bo mu gorąco i nudno: " Po
      co ja tu jestem potrzebny"? W ciąży z drugim dzieckiem zrywałam się z rana,
      żeby starszą do żłobka zaprowadzić, a on spał... Nie wstał, nie pomógł. Ja
      zaraz pędziłam na uczelnię, bo kończyłam studia. Gdy jedno dziecko zachoruje,
      idą do lekarza wszystkie, bo nie mam z kim zostawić. Wyjeżdża na tydzien i
      wraca na jeden - dwa dni. Jak starsze były małe, to tak się nimi zajmował, że
      dziecko raczkowało i robiło co chciało, a on spał...Teraz przy trzecim o nic go
      nie proszę, na ręce córki nie daję. Sama się nią zajmuję i nie liczę na męża.
      • gmajerek Re: Nie i już się nie łudzę, że to się zmieni... 29.04.07, 13:23
        szczerze Ci wspolczuje bo przy trojgu dzieciach musi byc Ci strasznie trudno, ja
        przy jednym mam kupe zajecia poniewaz absorbuje mnie caly dzen i o kolejnym nie
        chce poki co slyszec....moze pogadaj z nim pewnie juz po raz kolejny
      • komyszka Re: Nie i już się nie łudzę, że to się zmieni... 29.04.07, 14:35
        zebra- rozumiem że Ty to tak dla info, ku pokrzepieniu serc innych piszesz.
        rozumiem, ze nie zalisz sie na swój los. bo chyba po pierwszym dziecku
        wiedziałaś na co mozesz hmm- "liczyć" ze strony meza. a i tak decydowałas sie
        rodzic nastepnych dwoje. podziwiam. hart ducha i odwage by dzielic zycie z taka
        osobą.
      • kwirynia jak najbardziej pomaga i umie wszystko zrobić 29.04.07, 19:57
        Moje dzieci są już wprawdzie duże, bo w wieku szkolnym, ale już od pierwszych
        dni miałam wsparcie męża. Czasami nawet zajmował się lepiej ode mnie, wstawał w
        nocy, nosił, gdy płakały. Gdy dzieci są chore szybciej i sprawniej ode mnie
        umie zareagować, bo ja nie umiem zachować zimnej krwi, gdy moje dziecko cierpi.
        Jednego czego przy dziecku nie robił to nie karmił piersią smile
        Pozdrawiam
        Ania
    • papiki Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 14:14
      Mojego męża muszę o wszystko prosić, nawet o to, żeby się z dzieckiem pobawił
      (przecież to sama przyjemność). Wiem, że pracuje, zajmuje się urządzaniem
      wybudowanego domu (na razie mieszkamy u moich rodziców, ale oni też mają swoje
      sprawy), ale jak wraca do domu, to powinien też trochę pobyć z małą, żeby
      wiedziała, że ma oboje rodziców. Uśmiechać do niej to się pięknie potrafi, ale
      wykąpać - to już wyższa szkoła, chociaż jestem obok w razie czego (Ojej! Ona
      płacze! Na pewno jej coś zrobiłem! Ale stres!), nawet się nie domyśli, żeby
      chociaż posprzątać łazienkę po kąpieli. Wrr! On po prostu nie przejawia chęci i
      zainteresowania. Albo taki niedomyślny, że aż boli. Jak z nim poważnie
      porozmawiałam na ten temat, to się starał 1-2 dni. I koniec. Jak rodzina,
      znajomi pytają czy mąż mi pomaga, to odpowiadam twierdząco, ze wstydu chyba.
      Ale wybieramy się na majówkę do jego rodziców (mieszkają 300 km od nas - na
      moje szczęście), będzie tam na pewno ktoś jeszcze z jego rodziny, to ja już coś
      wymyślę, żeby jemu było wstyd.
      • sebaga Zebra 29.04.07, 18:08
        To Ty masz 4 dzieci.
    • magda210682 Nie..... 29.04.07, 19:42
      ....nie i jeszcze raz nie!!!!
    • justek20 Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 19:58
      a ja znowu! jak ta zdarta płyta!!!

      jakie pomagaja????

      pomagac : «wziąć udział w pracy jakiejś osoby, aby ułatwić jej tę pracę»

      Dom i dziecię to obowiazek zarowno meza jak i zony, ale skoro my same okreslamy
      wykonywanie prac domowych przez meza jako pomoc to same zaznaczamy, ze to nasz
      obowiazek a oni moga się laskawie przylaczyc badz nie. Precz ze slowem "pomoc"
      w odniesieniu do meza i wykonywanych badz niewykonywanych przez niego obowiazkow
      domowych.
      smile
      • anika772 justek20 29.04.07, 21:09
        Tak, tak, tak! Masz sto procent racji!
        Chciałam coś takiego napisać, ale Taniec z Gwaiazdami mnie rozpraszasmile
    • anika772 Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 21:06
      Potrafi doskonale zająć się dzieckiem, (kąpiel, mleko wieczorne i usypianie to
      od dawna jego działka). Posprzątać też umie. Gotować i prasować niestety nie.
      A Ty nalegaj na to żeby się zajął Martusią. Nie krytykuj, zachęcaj, chwal,
      wyjdź z domu żeby stwarzać okazję. Wszystkim to wyjdzie na dobre.
      • papiki Re: czy mężowie wam pomagają? 29.04.07, 23:16
        Nigdy nie krytykowałam, zachęcać już nie mam siły, od chwalenia głowa mnie już
        boli, chociaż mąż mnie jeszcze za nic nie pochwalił do tej pory. Za to było coś
        takiego: "tatuś cię potrzyma, bo u mamusi zawsze płaczesz". Dobrze, że umiem
        się opanować, bo inaczej...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka