k1234561
07.06.07, 11:52
Witam
Chciałabym się wyżalić i jednocześnie poprosić Was jako osoby patrzące z boku
na moją sytuację o pomoc.Sprawa wygląda tak: przed 5 miesiącami brat mojego
męża miał bardzo poważny,prawie śmiertelny wypadek.Cudem wychodzi z
tego,można by powiedzieć bez szwanku.Ma problemy z mowieniem i pamięcią ale
to podobno wszystko da się wyleczyć,tylko potrzeba czasu.Mój mąż jest z
bratem bardzo związany.Prowadzili razem firmę.W tej chwili wszystkie
obowiązki spadły na mojego męża.To on załatwia wszystko co jest potrzebne do
funkcjonowania firmy oraz do opieki w szpitalu nad swym bratem.Na zmianę
dyżurują w szpitalu mama mojego męża oraz żona brata,ponieważ szpital jest w
Poznaniu,a my mamy do niego ok.60km,jazda w tą i zpowrotem to dodatkowa
upierdliwość.Mąż mój wynajął więc dla teściowej i żony brata mieszkanie
niedaleko szpitala.Sam jest u brata tak często jak się da.I tu pojawia się
mój problem.Mąz robi wszystko aby tylko gdy ma wolną chwilę spędzić ją w
szpitalu.Nie liczy się wtym momencie,to że jeszcze ma własną rodzinę,czyli
mnie i dziecko, które widzi go rzadko,a w zaistniałej sytuacji jeszcze
rzadziej.Dodam,że wypadek któremu uległ mój szwagier można zaliczyć do tych "
na własne życzenie",bo pędził jak oszalały autem,stracił panowanie nad
kierownicą,trzasnął w drzewo i wylądował w rowie.Dobrze,że nikt inny nie
ucierpiał.Próbowałam rozmawiać z mężem na ten temat,aby starał się i nam
poświęcać trochę swego czasu,bo my też go potrzebujemy,ale zbył mnie tym,że
on nie widzi problemu w swym postępowaniu,to jest jego brat i koniec.Dodam,że
żona brata i teściowa też podchodzą w ten sposób do tematu.Tylko,teraz brat
męża się liczy, a mój mąz ma rzucić wszystko w diabły i pomagac im jak tylko
może o każdej porze dnia i nocy,7 dni w tygodniu wliczając niedziele i
śwęta.No i dopilnowywać interesu co by pieniążków na rehabilitację nie
zabrakło.W związku z tym chciałabym się Was zapytać czy ja się czepiam,czy ja
czegoś nienormalnego wymagam od męża.Nie zakazuję mu jeżdzić do brata i brać
wszystkiego na głowę,ale chciałabym aby czasami i dla nas poświęcił swój
cenny czas.Mówiłam mu żeby chociaż w niedzielę był z nami,no parę razy się
udało.Dziś jest Boże Ciało,więc my do kościółka a potem szanowny mąż i ojciec
pojedzie braciszka podtrzymywać na duchu w szpitalu,choć tam już jest i jego
żona i jego matka,więc nie jest sam. I tak spędzamy każdy wolny dzień.No ale
może ja jakaś paskudna baba jestem co się czepia,ale jest mi naprawdę
smutno,kiedy cały tydzien jesteśmy z córką same,przychodzi jakiś wolny dzień
i też jesteśmy same.Proszę więc Was o radę jak Wy byście zachowały się w
takiej sytuacji.
Dzięki z góry
Anika