w autobusie

18.06.03, 17:19
mieszkam w duzym miescie i czasem zdaza mi si8e podroz autobusem lub
tramwajem.dzis zlapal nas deszcz wiec czekalismy na przystanku z synkiem(8
mies)aby wrocic szybciej do domku.stala tam rowniez kobieta z 3 dzieci.dwoje
mialo moze 3-4 lata a to male siedzialo w spacerowce moze mialo z rok.byly
takie troche brudne,mialy troszke smutne oczy ale nie o to chodzi...kiedy
przyszlo co do czego mnie pomogli ludzie z wozkiem,a ona sama sie bidula
trudzila.zostawilam swoje dzieciatko i razem z niz wnioslam wozek i dwojke
pozostalych dzieci.a reszta stala i patrzyla...moze ja mialam szczescie bo
mam firmowy drogi wozek,makijaz i piekne paznokcie????w czasie jazdy
najmlodszy plakal(to normalne dzieci placza)ale ludzie ogladali sie z takim
niesmakiem na tych swoich twarzach(pcha mi sie napisac mordy...)siedzialy 3
panie ,chyba nauczycielki bo kwiatki i prezenty bo to dzis chyba zakonczenie
roku.i zadna dupy nie ruszyla z miejsca zeby kobiecina sobie usiadla z tym
placzacym zasmarkanym dzieciakiem na reku...wiecie co...glupio mi bylo za
tych wszystkich ludzi ktorzy ja tak mierzyli..studiuje pedagogike za kilka
lat te brudne dzieci moga byc moimi podopiecznymi...co z tego ze to moze
jakas patologia...my tez jestesmy z nieciekawej rodziny..moj maz robil nam
straszne rzeczy,tyle tylko ze mam ladnego synka w eleganckich spodniach i
tipsy w czerwonym kolorze...skad sie biora takie uprzedzenia....chyba troche
haotycznie napisalam,ale wiecie o co chodzi prawda....?
    • agusiakraj Re: w autobusie 19.06.03, 15:53
      Wiesz ja tez ostatnio mialam taka niemila sytuacje,tzn. nie dla mnie,ale bylo
      mi przykro.Kiedy robilam zakupy na rynku z moim synkiem(byl w wozku gondoli
      zakryty wiec prawie go widac nie bylo)obok nas robily zakupy dwie inne mamy z
      dziecmi w spacerowkach.W jednej spacerowce(FIRMOWEJ)siedzial chlopczyk pieknie
      ubrany,a w drugiej spacerowce(BEZ FIRMY)chlopczyk ubrany "tak sobie" tzn.
      zwykle spioszki i czapeczka.Widac bylo jak wiele te dzieci rozni,ze pochodza z
      dwoch roznych srodowisk,jedno biedne a drugie bogate.Ale mimo wszystko z urody
      praktycznie nic sie nie roznily,bardzo podobne do siebie,oboje ladni.Ale
      ludzie zachwycali sie tylko tym jednym-ladnie ubranym oczywiscie.Nie moglam na
      to patrzec,jedna matka non stop wysluchiwala komplementow,a druga nawet
      jednego cieplego slowa.Mam nadzieje,ze ten chlopczyk nie byl na tyle duzy zeby
      zrozumiec ze nie zasluzyl na to zeby choc jeden malutki komplement ktos o nim
      powiedzial.No coz takie sa czasy,ludzie zachwycaja sie tylko tym co piekne i
      nie mysla o tym ze robia w ten sposob komus krzywde.Jestem pewna ze to sie nie
      zmieni.
      Agnieszka-mama Michalka(18.02.2003r.)
    • yenna_m Re: w autobusie 19.06.03, 16:22
      wiesz, ludzie kochają oceniac po pozorach
      podłe to było
      cholera sad

      jak sobie pomysle, jak mysla o nas, gdy wracamy ze spaceru - Klucha cały
      obklejony na bodku chrupkami i biszkoptami, Michal z piasku i ziemi, brudny jak
      prosiątko, to... smiać mi się chce smile

      Zwlaszcza, że czasem nie zdążę włosów przed wyjsciem umyc, a zgraj tu człowieku
      posiłek jednego faceta, drugiego, pogodę, chęci do zabawy z myciem włosów
      rano smile

      czasem trzeba iść na kompromis wink

      I taka "kompromisowa", z dwójką brudnych dzieci, poplamionymi spodniami (bo
      zawsze się jakieś czepi na spacerze tych spodni) wyglądam naprawde
      patologicznie. Az wstyd pomagać wink

      Pani magister wink hehe
      • edziecko_gosiah Re: w autobusie 23.06.03, 09:26
        he, he , t tak jakbym widziała siebie z dwójką moich chłopaków!!! Po spacerze i
        placu zabaw wygladamy przerazliwie, no i moje ubranie zazwyczaj tez brudne, bo
        Pat zawsze sie uczepi w najmniej odpowiednim momencie.... ale wiem, ze są
        szczęśliwi, kiedy im pozwalam na te ich szaleńcstwa, upapranie się w piasku, a
        czasami jeszcze taplanie w kałuży.... no i ten wieczny gil u młodszego... ale
        są szczęśliwi, a patologiczni nie jesteśmy, podobnie zresztą jak ta mama z
        trójką umorusanych dzieciaków...
        ja zwracam zazwyczaj uwagę ludziom, kiedy widzę takie sytuacje... w swojej
        sprawie raczej nie, ale też rzadko zdarza nam się korzystać z komunikacji
        miejskiej... ale kiedy jestem bez dzieci i widzę coś takiego, to nie
        wytrzymuję - delikatnie, ale tak by większośc słyszała mówię co myślę - niby to
        do mamy, której pomagam, albo do kogoś komu chcę zwrócić uwagę, że mamtka z
        dzieckiem na ręku stoi, a ktoś siedzi...
    • plucha32 W tramwaju 19.06.03, 19:49
      Poczytałam sobie o tych dzieciach bez kolejki i inny wątek (był podobny) i..
      potrafiłam żachnąć się w tramwaju na kobietę w zaawansowanej ciąży (KTÓRA
      ODMÓWIŁA GDY JEJ WSKAZAŁAM MIEJSCE DO SIEDZENIA):
      -niech pani siądzie, bo jak wyrżnie, to...
      i nie chodzi tu o panią!
      Spojrzała i "grzecznie" usiadła (a długo jechała).

      Za chwilę wsiadła kobieta z trzyletnim ślicznych chłopaczkiem.
      Ktoś do niej powiedział proszę usiąść, a ona "nie, ja zaraz ..." - w tym
      momencie tramwaj zahamował i wyrżnęła o rurę, i powiedziała: "jednak usiądę".
      Odruchowo w duchu się uśmiałam, że te kobiety zgrywały "coś tam, coś tam", a
      potem dziwimy się, że nas traktują źle w środkach komunikacyjnych!
      A więc ODWAGI i bądźmy ASERTYWNE!! PRZYJMOWAĆ jest też sztuką.

      Lusia.

      ps. to forum pomaga mi żyć, mimo wszystko..
      Dzięki "ebabeczki"!



    • ewunia_uk Re: w autobusie 19.06.03, 20:42
      meme1 napisała:

      > studiuje pedagogike za kilka
      > lat te brudne dzieci moga byc moimi podopiecznymi...co z tego ze to moze
      > jakas patologia...

      > skad sie biora takie uprzedzenia....

      Chyba sama sobie odpowiedzialas. Sam fakt, ze cos takiego przyszlo Ci do
      glowy: dzieci umorusane wiec a noz widelec jakas patologia, swiadczy o tym,
      ze te uprzedzenia sa bardzo gleboko zakorzenione, bo skoro nawet przyszla pani
      pedagog je powiela...
      • meme1 Re: w autobusie 20.06.03, 08:35
        wyrwane z kontekstu ale fajnie ze masz swoje zdanie
    • natunia1 Re: w autobusie 20.06.03, 09:04
      Ja urodzę dopiero w grudniu, ale czasem myślę już o wyprawce i szczerze mówiąc
      to nie wiem czy moje dziecko będzie wyglądało biednie czy bogato, pewnie babcie
      i ciocie staną na głowie żeby mu ptasiego mleka nie zabrakło (pierwsze dziecko
      w całej rodzinie mojej i męża). Ale z drugiej strony dziecko jest dzieckiem
      chce się bawić więc się brudzi. Pamiętam jak byłam mała to na podwórku
      słyszałam czasem taki tekst: Mama mi nie kazała się brudzić. (!!!???)I stał
      taki czyścioch z boku bo większość zabaw dla niego odpadała. Ja zawsze byłam
      brudna i podarta ( porządny dom) i muszę przyznać że miałam bardzo, bardzo
      szczęśliwe dzieciństwo.
      • sojanka Re: w autobusie 20.06.03, 09:12
        Ja też mam piekny firmowy wózek, a moje dziecko firmowe ubranka, co nam wcale
        nie przeszkadza wracać do domu upaćkanymi jak święta ziemia.
        Więc sama nie wiem czy my z tych lepszych, czy patologicznych?
        Dodam tylko że w dzień dziecka wiozłam w firmowym wózku dziecko z buzią
        uświnioną czekoladą, uświnione były też spodnie (ZARA), wózek, nawet trampki
        (ADIDAS). Jechaliśmy tak od parku do domu bo zapomniałam zabrać chusteczek. smile

        Dzieci są dziećmi i brudzą się i to jest normalnesmile))
        • mamboo Re: w autobusie 20.06.03, 09:34
          Ja w kwestii formalnej smile)) Biedny nie jest synonimem słowa patologiczny.
          Pozdrawiam, Basia.
          • natunia1 Re: w autobusie 20.06.03, 10:00
            Zgadzam sie z Tobą Basiuniu w całej rozciągłości. Mnie nie stać na firmowe
            ciuchy, bo jesteśmy małżeństwem na dorobku, niedawno wprowadziliśmy się do
            nowego mieszkania i je urządzamy a to pochłania dużo pieniędzy no i nie czuję
            się patologicznie hej, hej.
            • yenna_m Re: w autobusie 20.06.03, 11:03
              A ja po prostu nie kupuje dzieciom drogich ciuchów bo... w piaskownicy i tak
              wszystko sie koszarnie zniszczy.

              Takie tanie rzeczy mozna bez stresu niszczyc do woli wink
              Dyć dzieci tak mają smile
              • sojanka Re: w autobusie 20.06.03, 12:36
                Ja te nie kupuje drogichsmile Tylko firmowe, prawie nowki w ukochanym
                szmateksiesmile)) Nie powiedzialybyscie ze to szmatki za 4-5 zlotychsmile))
            • asiaasia1 Re: w autobusie 20.06.03, 12:11
              Czesc Mamy ,
              Chcialam dodac cos od siebie . Mam 23 lata , rocznik '80 smileKiedy ja i moj
              mlodszy brat bylismy mali , nasza mama na pewno nie miala tak duzego wyboru
              akcesoriow dla dzieci , jakie sa teraz w PL. Pamietam ,pewnego razu zabrala
              mnie na zakupy do Smyka i obiecala ,ze bede mogla wybrac sobie takie zimowe
              buty , jakie mi sie spodobaja . Nie moglam sie doczekac . Jakiez bylo moje
              zdziwienie i rozczarowanie , kiedy okazalo sie ,ze w sklepie sa tylko
              niebieskie lub brunatne "Relaxy" sad Pamietacie jeszcze ? Moja mama nie miala
              rowniez "firmowego "wozka , zwyczajnie wtedy takich nie bylo .Pamietam ,ze
              wychodzila z moim bratem -niemowlakiem na spacer w duzej ,zielonej gondoli .
              Oczywiscie nie tesknie do tamtych czasow , zmierzam do czego innego ...

              Mysle ,ze Polacy sa troche "skolowani" stosunkowo niedawnym pojawieniem sie na
              rynku towaru , ktory przez wiele, wiele lat byl po prostu niedostepny w naszym
              kraju .Tak sie sklada , ze przez pewien czas mieszkalam w USA .Uprzedzam ,ze
              nie chce idealizowac tego kraju , znam rowniez jego zle strony . Chcialabym
              jednak zauwazyc ,ze fajnie by bylo , gdybysmy moze przejeli stamtad kilka zasad
              zycia spolecznego , jesli to wogole mozliwe ...Po przyjezdzie do USA mieszkalam
              poczatkowo w malym miasteczku Andover , w okolicach Bostonu .Miasteczko to
              slynie z liceum , do ktorego uczeszcal GW Bush smileale poza tym niczym
              szczegolnym sie nie wyroznia na tle innych ,prowincjonalnych miasteczek : )Moja
              pierwsza pracodawczyni byla sympatyczna , mloda kobieta z dwojka malych
              coreczek : 3 latka i niemowle kilku miesieczne .Cheryl wywodzila sie z
              b.zamoznej , ziemianskiej rodziny , ktorej przodkowie byli jednymi z pierwszych
              osadnikow w Andover.Rodzina ta miala w miasteczku nawet swoja ulice - Farnum St.
              ( nazwa ulicy to ich nazwisko )Byli wlascicielami duzej farmy ,kawalka lasu ,
              sadu , laki , dwoch sklepow , stolarni . Na terenie posiadlosci mieli trzy
              domy , oczywiscie samochody , sprzet do uprawy ziemi itp.itd .Natomiast Cheryl
              nie obawiala sie "przyznac "nam pracownikom , ze swoje dzieci ubiera w sklepach
              z uzywana odzieza , poniewaz dzieci sie brudza przebywajac na swiezym powietrzu
              i ubranka sa zaraz "do wymiany ". Przypuszczam ,ze WOGOLE nie przyszlo jej do
              glowy ,zeby " wstydzic sie ", ze jej dzieci i ona nie nosza "firmowych "
              ubranek tylko te z drugiej reki .Milo wspominam Andover , wkrotce jednak
              przenioslam sie do Bostonu , poniewaz zakochalam sie w pewnym milym facecie : )
              teraz ojcu moich dzieci . Zamieszkalismy razem w Cambridge , MA , zaraz przy
              Harvard Square . Cambridge to , powiedzmy sobie , dosc elitarna , ale przy tym
              i liberalna dzielnica . Znajduja sie tam dwie , prestizowe wyzsze uczelnie :
              Harvard i MIT oraz jedne z lepszych szkol srednich .I znowu , zauwazylam ,ze
              moi sasiedzi oraz ogolnie spolecznosc tej dzielnicy sa b. wyluzowani , jesli
              chodzi o swoj wyglad i te tzw. "firmowe" ubranka .Nie zwracalam uwagi na to czy
              wozki dzieciece byly firmowe czy nie ,ale pamietam , ze spotykalam rano w parku
              rodziny z dziecmi na spacerach , ktore wygladaly calkiem zwyczajnie ,
              normalnie , niektore dzieci byly umorusane , inne nie i tyle ...Z drugej
              strony , wydaje mi sie ,ze w USA mozna kupic firmowe ubranka dzieciece taniej
              niz w Polsce ( proporcjonalnie do zarobkow ).Sama bedac w pierwszej ciazy
              kupilam mojej coreczce sliczne ubranka dobrej jakosci w BABY GAP na przecenie -
              50 %,przecena byla zorganizowana w tym sklepie z powodu wymiany kolekcji ,
              ubranka byly nowe i znakomitej jakosci . Przypadkowo zachowalam paragon i po
              przyjezdzie do Polski przeliczylam cene tych przecenionych ubranek w dolarach
              na zlotowki . Okazalo sie ,ze ceny amerykanskie sa porownywalne z polskimi
              cenami ubranek supermarketowych !!!! Serio , moge udostepnic ten paragon !!!!
              Czy to nie jest skandal , ze w PL , z tak duza skala bezrobocia i z malym
              dochodem w przecietnej polskiej rodzinie , ubranka i akcesoria firmowe sa tak
              drogie ? Dlatego tez , oburzaja mnie ludzie , ktorzy zachwycaja sie tylko tym
              dzieckiem w "firmowym " wozku , w "firmowych " ubrankach itp. Czy oni nie
              pamietaja , jak wygladaly ich dzieci jakies pietnascie lat temu , kiedy w Smyku
              byly do wyboru tylko niebieskie lub brunatne " Relaxy " ? Moze rodzice tych
              niefirmowych dzieci splacaja kredyt za mieszkanie ,placa za prywatne studia ,
              oszczedzaja na fajne wakacje albo zwyczajnie nie zarabiaja duzo , co jest
              niestety w naszym kraju norma .

              Przepraszam za dlugi post ,moze kogos znudzil .Zaraz wlasnie wybieram sie do
              Smyka moim niefirmowym wozkiem na zakupy , chce kupic mojej coreczce
              przecenioina kurtke na zime , w dodatku na wyrost he he .Ciekawe czy bede
              potraktowana jako klientka drugiej kategorii ? Mam nadzieje ,ze nie ,do tej
              pory nie moge narzekac na obsluge w Smyku .
              pozdrawiam
              asia
              • ewunia_uk Re: w autobusie 20.06.03, 13:17
                asiaasia1 napisała:

                > Mysle ,ze Polacy sa troche "skolowani" stosunkowo niedawnym pojawieniem sie na
                >
                > rynku towaru , ktory przez wiele, wiele lat byl po prostu niedostepny w
                naszym
                >
                > kraju .Tak sie sklada , ze przez pewien czas mieszkalam w USA .Uprzedzam ,ze
                > nie chce idealizowac tego kraju , znam rowniez jego zle strony . Chcialabym
                > jednak zauwazyc ,ze fajnie by bylo , gdybysmy moze przejeli stamtad kilka
                zasad
                >
                > zycia spolecznego , jesli to wogole mozliwe ...

                Asia, z ust mi to wyjelas. Ja mieszkam od bardzo wielu lat w Anglii i kiedy
                czytam te wszystkie opowiesci o "firmowych" ubrankach, wozkach i zabawkach, to
                odbieram to jak bajki o zelaznym wilku.

                W Anglii mam bardzo duzy krag znajomych z malymi dziecmi, i z reka na sercu nie
                przypominam sobie, zeby kiedykolwiek ten temat byl poruszony. Po prostu na
                takie rzeczy zupelnie, ale to zuplenie nie zwraca sie uwagi. Nawet jesli sie
                ktos pyta np. jaki wozek kupic, to mowi sie przede wszystkim o funkcjach tego
                wozka, a nie jaka marka. A juz w ogole do glowy by nikomu nie przyszlo, zeby
                wyciagac jakiekolwiek wnioski, typu: ubogi, patologia, standard zycia, na
                podstawie ubranek dzieci, wozka czy w ogole przedmiotow materialnych.
                Zwlaszcza, ze to o niczym nie swiadczy, bo sa bardzo zamozni ludzie zyjacy
                bardzo skromnie, a z drugiej strony np. ubieranie dzieci w Adidasa i Pume
                jest "modne" na tzw council estates czyli osiedlach komunalnych, gdzie
                wiekszosc mieszkancow ma bardzo niskie dochody.
                • ewunia_uk Jeszcze cos, tylko moze nie na temat 20.06.03, 13:44
                  Zapomnialam dodac, ze temat "firmowe vs nie-firmowe" jest do tego stopnia
                  nieznany w Anglii, ze nawet trudno podac angielski odpowiednik. Jest co
                  prawda "designer" vs "high street", ale to cos zupelnie innego bo np.
                  Mothercare, Marks & Spencer itp to tez jest "high street" (a w Polsce pewnie
                  zaliczane do "firmowych"), jest tez "branded" vs "unbranded", ale tez o co
                  innego chodzi.
                • sojanka Re: w autobusie 20.06.03, 13:49
                  Dziewczyny, w Polsce to wyglada troche inaczej niz sie z daleka wydaje. Zwykle
                  ubranka dla dzieci (te z supermarketow i bazarkow) sa najczesciej bardzo
                  kiepskiej jakosci.
                  Moja tesciowa kupuje malemu tylko nowe ubranka (te z dolnej polki) i po jednym,
                  dwoch praniach sa jak szmaty. dodam tylko ze ich proporcje sa czasami mocno
                  udzwnione, jakby byly zszywane z roznych rozmiarow (np. rekawki na 102 cm
                  plecki na 80 cm).

                  Ubranka markowe sa najczesniej dobrej jakosci, solidnie uszyte, ladnie
                  wyprofilowane, ciekawe kolorystycznie. Stad pewnie wieksza chce by je kupowac.
                  Niestety, polskie firmy, ktore szyja naprawde ladne ubranka cenowo dorownuja
                  tym zagranicznym (przynajmniej niektorym).

                  W innych krajach to wyglada inaczej. Przyklad: kupilam mojemu dziecku koszulke
                  w lumpexie za 3 zl jakiejs malo znanej niemieckiej firmy naprawde ladna, ktora
                  po 10 praniach wyglada jak nowa. Z polskimi modelami ten numer nie
                  przejdziesmile)) Dlatego pewnie jest jak jest z ta metkomania.
                  ps. nie wiem czemu nie dzialaja mi polskie czcionki.
                  • odalie teraz Polska :))) 20.06.03, 17:08
                    Hej!

                    Polecam bluzeczki i T-shirty jak najbardziej polskiej firmy Atut - kupuję je od
                    dawna, piorę bardzo często, kolory nie schodzą, nic się nie wygiąga - mają masę
                    różnych, ładnych wzrów w różnych wariantach (ja np. wybieram dla córeczki
                    mocne, czyste kolory i proste formy, ale ostatnio też trochę pasteli z
                    motylkami smile ) Cenowo - 17-25 za T-shirt, za spodnie do 40 zł.

                    Nigdy nie miałam dylematów "firmowe-niefirmowe". Kierowałam się zawsze wzorem,
                    estetyką, no i ocenianą najpierw na oko, a potem i po marce producenta,
                    jakością (mam także inne ulubione polskie firmy, musiałabym zapuścić żurawia w
                    komodę młodej na metki). Lubię, żeby ciuszki dla młodej były:

                    - po pierwsze, bardzo kolorowe (co nie oznacza pstrokate - czyli wybieram
                    raczej gładkie, lub z jednym motywem, a nie jakieś ciapaniny z cekinakami) -
                    sami ubieramy się raczej niekolorowo smile)), ona nie musi

                    - po drugie, wygodne dla niej do chodzenia (przewiewne, luźne, niezbyt jasne,
                    aby się za szybko nie brudziły na spacerach smile )

                    - na czasie, ale nie przegięte i nie jak dla "starej maleńkiej" - zbyt
                    młodzieżowe, czsami lekko a nawet nielekko smile erotyczne fasony dla czterolatki?
                    noo, można, ale ja wolę z tym poczekać - ostatnio i tak się sama sobą
                    zadziwiłam, kupilam młodej dżinsowy płaszczyk-niepłaszczyk (można nosić jak
                    sukienkę). Jest taki niegłupi komiks dla dziewczynek (no tia, nieco starszych):
                    Witch - bywa, że czerpię z nigo inspirację, no bo sama nie bardzo mam ochotę
                    podążać za głównonurtową modą... ale dziecko przecież nie musi nosić się tak
                    jak mama, prawda?

                    Zakupy większe robię głównie w takiej jednej pasmanterii smile osiedlowej, zresztą
                    w innej dzielnicy. Tam mam wszystko na jednym stoisku, od szlafroczków,
                    skarpetek do bandan i kapelusika, fajną przymierzalnię i miłe panie. Np.
                    spodnie jeansy chyba nawet tureckie (a bo kto wie? mamy globalizacje
                    przecie...) kupiłam tam za 70 zł i są nie tylko ładne, dobrane do sylwetki
                    młodej (z czym nie mam lekko, bo jest długa i szczupła), ale także trwałe - mam
                    zaufanie do tego, niewielkiego w sumie i niezbyt okazałego sklepiku!

                    Od czasu do czasu coś podchwycę na rynku, nie wiem, czy są to rzeczy polskie
                    czy np. chińskie albo tureckie (patrz globalizacja), kosztują (za bluzkę) w
                    granicach 25-30 zł i też nie niszczą się w praniu.

                    Sklepy dla dzieci raczej omijam. Czasem ktoś w prezencie przyniesie jej coś ze
                    Smyka albo 5-10-15, ale ja tam nie zaglądam, w sumie już nie mam po co. Wójcik -
                    owszem, ma kurtkę z Wójcika... która mi się podobała (sama bym w życiu nie
                    założyła, ale patrz wyżej - córce się podobała i według mnie była zabawna)...
                    ale tatuś nasz szanowny nas za tę kurtkę wyśmiał smile)

                    A sama mam rzeczy głównie szyte u krawcowej (boleję nad tym, że nadal nie umiem
                    sama szyć...) albo przerabiane na bazie "wynalazków" z ciucholandu. W zwykłych
                    sklepach czasem coś wypatrzę, ale główny nurt raczej mnie nie dotyczy, więc
                    rzadko. Do biegania na spacerki jakiś t-shirt i bojówki z hali targowej.

                    Aaa - ostatnio odkryłam, że bardziej lubię kupować ciuszki dla młodej niż dla
                    siebie! Chyba się starzeję... smile))




    • ania_rosa Re: w autobusie 20.06.03, 15:25
      pamietam jak raz podczas pobytu na Mazurach zatrzymałam sie w małym miasteczku.
      Mój syn był w firmowym wózku, miał na sobie ekstra ciuchy (wyprawka przechodnia
      po koleżance, która kupiła ubranka w Anglii- piekne były choć niemarkowe). Ja
      sama (wyjątkowo he he) odstrzelona. I oto przechodzi przed mną mężczyzna z
      dwójką dzieci- jedno takie trzyletnie, smiesznie ubrane w taka czapeczkę z
      antenką, w której wyglądał jak mały plemniczek wink))) a drugie w wózku
      pamiętającym czasy PRLu. Zobaczyłam w oczach tego faceta zażenowanie i wstyd...
      Ale to mnei było wstyd, choć tak naprawdę nie było czego się wstydzić. Zmierzam
      tylko do tego, że takie reakcje (patologia, wstyd, bieda) są w nas głęboko
      zakorzenione i nie kontrolujemy tego do końca. Dlaczego on poczuł się gorszy, a
      ja jeszcze gorsza bo ekonomicznie lepsza? Myslę, że jest cos na rzeczy w
      obserwacjach dziewczyn "nie stąd" ze my po prostu o tym myślimy, albo nawet
      nieświadomie tworzymy sobie takie kategorie. I trudno nad tym zapanować. W
      każdym razie w tamtej sytuacji poczułam się głupio, ze ktos mógłby tę wizualną
      róznicę odebrać na zasadzie "patologia- niepatologia". Jak widać z postu Meme1
      i opisanego wydarzenia- to sie niestety ciągle zdarza.
      Aha- co do ubranek firmowych lub nie. Mniejszą wage przykładam do metek (bo
      prawdę mówiąc nie stac mnie na dobre jakościowo ubrania) za to większą do
      gustowności zestawu. Moje dziecko nie zawsze bedzie miec pieniądze na dobre
      ubranie, ale dobry smak jest przecież niezależny od stanu portfela.
      pozdrawiam
      Rosa
      • sojanka Re: w autobusie 20.06.03, 16:17
        Ania, a ja mam pytanie jak wygląda wstyd w oczach???

        Bo mi się wydaje, że my widzimy w oczach ludzi to, co wydaje nam się, że
        czulibymy w ich sytuacji. I nawet nam do glowy nie przychodzi, że może byc
        inaczej...
        • ania_rosa Re: w autobusie 20.06.03, 17:17
          Sojanko
          Dobre pytanie- nie jestem w stanie udowodnić niepodważalności i trafności
          mojego odczucia. Tak samo nie opiszę jak wygląda zawstydzony wzrok, bo nie ma
          nigdzie arbitralnych wyznaczników zażenowanego spojrzenia. Takie było moje
          wrażenie, które z kolei wywołało inne wrażenie i tyle. Opieram się ma
          subiektywnych odczuciach, ale w tym temacie w ogóle oscylujemy wokół pojęć
          czysto subiektywnych.
          Co nie zmienia czasu,że często dostrzegamy to, co chcielibyśmy widzieć.
          pzdr
          Rosa
          • ania_rosa Re: w autobusie 20.06.03, 17:18

            > Co nie zmienia czasu,że często dostrzegamy to, co chcielibyśmy widzieć.
            > tfu, nie "czasu" a "faktu"wink)))
            Rosa
            • adzia_a Re: w autobusie 20.06.03, 17:56
              Myślę, że Ewunia trafiła w sedno.

              Widzisz, Ty jesteś przyszłym pedagogiem, a i tak poddałaś się wrażeniu: bieda,
              brud = najprawdopodobniej patologia. Pomimo całej swej wiedzy o dzieciach, o
              społeczeństwie. Czemu więc dziwisz się, że temu wrażeniu poddają się inni?
              Patologii każdy się boi i mało kto chciałby mieć z nią coś wspólnego...
              Wychodzi na to, że sama sobie odpowiedziałaś na pytanie.

              Tak jest i tak zawsze będzie. niezaleznie od tego, w jakim społeczeństwie
              żyjemy, zawsze zaniedbanie będzie się źle kojarzyć. Można z tym walczyć,
              generalnie ludzi spotykanych "na chwilę" w autobusie, na ulicy - oceniamy
              właśnie po wyglądzie, nie zaglądamy im w dusze...

              Nie mówię, że to dobrze - to źle, bardzo źle. Ale wszyscy mamy coś takiego w
              podświadomości, nawet taka Rosa wink Ja też się przyznaję. Często zanim
              zamienię z człowiekiem słowo, mam o nim wyrobione jakieś tam zdanie. Myślę, że
              warto sobie to uświadomić i z tym walczyć.

              Bo prawdziwą patologią jest to, że matka czystego dziecka ma w autobusie
              lepiej, niż matka dziecka brudnego.

              PS. Celowo nie poruszam problemu markowych ciuchów, bo ja nie wiem, co to jest,
              serio wink I dla mnie niekupowanie dziecku ubrań w Chicco czy gdzie tam, nie
              wynika z cnoty umiaru, mnie by zwyczajnie nigdy nic takiego nie przyszło do
              głowy wink Niech żyją dyskonty, gdzie można kupić ładne, aczkolwiek niewysokiej
              jakości rzeczy, zdatne w sam raz do piaseczku. I dobre szmateksy, ale u nas za
              pięć złotych to się raczej nic porządniejszego nie kupi...
            • sojanka Re: w autobusie 20.06.03, 18:26
              A ja nadal obstaję przy swoim.

              Myslę, żel udzie biedni nie wstydzą się swojego gorszego wózka - bo...
              no bo niby skąd mieli by wiedzieć, że Twój kosztował 1000 złotych??? Czy oni
              chodzą do sklepu Chicco i oglądają drogie wózki???

              Jeśli żyją w małych miejscowościach, nie mają netu itp. to jak mają odrózniać
              Chicco i Graco i wiedzieć, że one są śliczne i firmowe???


              • mama.ali Re: w autobusie 22.06.03, 23:19
                Sorry, ale ja mieszkam w małej miejscowości, mam net i wiem co to jest Chicco i
                Graco smile
                Czyżby kolejny stereotyp "mała miejscowość=zacofana" smile




                • sojanka Re: w autobusie 23.06.03, 08:44
                  Nie, nie chodzi o malą miejscowość tylko o ludzi ubogich, którzy na pewno w
                  domu nie mają komputerów i netu.a wózek jest dla nich jedynie urządzeniem do
                  przewozu dziecka.
                  • adzia_a Re: w autobusie 23.06.03, 09:09
                    Ja myślę, że tu nie chodzi też o metki, tylko o ogólną prezencję. Faktem jest,
                    że sama czuję się czasem jakaś taka "gorsza" gdy wyjdę do sklepu w starych
                    łachach i spotkam kogoś znajomego...
              • e.beata Re: w autobusie 23.06.03, 12:41
                moze niekoniecznie wstydzą się swojego wózka. Raczej jest im bardzo przykro, że
                ich dziecko nie ma takiego, że ich nie stać na kupno nowych ubranek itp. a może
                tak samo ciężko pracują, albo pracy poszukują.
                Każda matka chce dla dziecka jak najlepiej.
                Nie musi wiedzieć że ten wózek to za 1000 zł, wystarczy że jest dużo ładniejszy
                niż jej. Wie że twoje dziecko wyjedzie na wakacje, a jej raczej nie. Wie że
                Twoje dobrze się odżywia i ma ładne zabawki.
                A jej nie stać na zapewnienie tego wszystkiego własnym dzieciom i jest po
                prostu przykro....
                • e.beata Re: w autobusie 23.06.03, 12:45
                  A co do osób które pomogły ładniejszej mamie wink.
                  Meżczyźni tak mają smile.
                  Był program, coś w rodzaju ukrytej kamery.
                  Młoda kobieta wnosiła po schodach wielką walizkę.
                  Raz miała dorobioną ciążę, drugi raz była bez poduszki.
                  I co??????
                  Mężczyźni byli o wiele bardziej pomocni dla kobiety "nieobciążonej"??????!!!!!!
                  • sojanka Re: w autobusie 23.06.03, 13:55
                    Zastanawiam się co zrobić, żeby nasze dzieci nie chodowały w sobie uprzedzeń.
                    Dopóki są małe nie rozróżniaja droższych ciuszków, ani zabawek. W piaskownicy
                    dzielą się z każdym i wszystkim. A potem, cóż nasza rola w tym, żeby były inne
                    niż nasze pokolenie...
    • olik7 Re: w autobusie 23.06.03, 15:02
      Mieszkam w małej miejscowości na zachodzie Polski. W mojej okolicy mieszka
      bardzo duzo ludzi biednych, z różnych powodów. Nie pochodzę z zamożnej rodziny,
      jestem samotną mamą,pracującą, owszem, ale bez własnego lokum, auta itp.
      Wiem co to jest Chicco, Mothercare, Calvin Klein, itd. To tak na marginesie.

      Przychylam się tu do opinii utożsamiania patologii z biedą. Na codzień mijam na
      ulicach brudne, biednie ubrane dzieci, przesiadujące całe dnie na krawężnikach,
      dzieci kilkuletnie, które w starych zdezelowanych wózkach pilnują swojego
      młodszego rodzeństwa, dzieci, które zimą chodzą w mamy letnich klapkach... Ich
      rodzice... z petami w oknach, winko marki winko obalane na przeciwległym
      krawężniku, wrzaski, wyzwiska...

      Jest olbrzymia różnica pomiędzy tymi dziećmi, a dziećmi, które brudne i
      umorusane wracają z mamą z podwórkowych szaleństw, nie potrafię napisać w czym
      jest ta różnica, po prostu jest.

      I nikt nie powinien czuć się tu winny, 80% biedy rodzi się z głupoty ludzkiej.
      Pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja