Dodaj do ulubionych

Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie tylko.

19.06.03, 09:15
Dziewczyny kochane - mam pytanie. Może ktos miał, albo ma tak jak ja - a może
nie miał i nie ma, ale byłby chętny podzielić się refleksjami? Będę
wdzięczna...

Sprawa wygląda następująco:
trzy lata temu byłam w szóstym miesiącu ciąży. od początku trwałam w
zacgwycie nad tym cudem - było głaskanie brzuszka, przemówienia do fasolki,
śpiewanie i puszczanie Bacha (czemu Bacha? Nie wiem, ot zachcianka wink ). od
samego początku rzadkie były chwile, kiedy nie myślałam o dziecku. Śniło mi
się po nocach (i wyglądało tak, jak teraz - a ja myślałam, że to chłopak
będzie wink ). Płakałam ze wzruszenia na myśl o tym, że będę Człowieka uczyć
życia...

Teraz zaczęłam czwarty miesiąc drugiej ciąży. I wiecie co - jakoś tak
zwyczajnie jest. Oczywiście dbam o dzidziusia, odzywiam się zdrowo, wódki nie
pijam, witaminki karnie łykam smile Ale nie ma już tego przejęcia, ekscytacji,
nie ma projekcji, wyobrażeń...Jest inaczej...

A może właśnie tak ma być? może ta miłość jest teraz dojrzalsza, prawdziwsza -
analogicznie, jak prawdziwsza i dojrzalsza jest miłość do mężczyzny na
etapie, gdy już nie jest "podkręcana" endorfinami?

Dodatkowo - Bozia dał dziecko, dał i na dziecko - a dał nieskończone pkłady
miłości, czułości i cierpliwości. I...całą pulę zgarnia Dominika smile od
jakiegoś czasu tak sobie aniołkujemy i gołąbkujemy, jak nigdy.
Czy po porodzie to się "przeniesie" na drugie dziecko?
Nie powiem, żeby ta kwestia spędzaia mi sen z powiek - ale powiedzcie, czy to
jest typowe i zdarza się też Wam?

pozdrawiam Agnieszka
Obserwuj wątek
    • agusiah Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 19.06.03, 11:16
      Adzia - choc post nie do mnie, bom jednodzietna, przynajmniej na razie....

      Tak sie boje tego, ze macierzynstwo mi spowszednialo, ze ten zachwyt nad bezzebnym usmiechem, pierwszymi kroczkami nie stanie sie udzialem drugiego dziecka, ze wszystko juz zgarnal Bartek, ze milosci nie starczy dla dwojga, ze przeciez mojego synka juz kocham najbardziej, wiec kazde nastepne sila rzeczy musi byc mniej.........

      Co gorsza znam z zycia smutne przyklady nierowno kochanych dzieci - to naprawde rzutuje na cale zycie...

      Drogie mamy dwojki i wiecej dzieci - napiszcie, jak przestawalyscie byc matkami jedynakow, powiedzcie, jakich zachowan sie wystrzegac, na co uwazac. Uspokojcie matki przy nadziei.
      • yenna_m Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 19.06.03, 15:16
        Adziu, pierwszą ciążę to ja przehisteryzowałam, bo raz:
        mąż w rocznej delegacji, a ja praktycznie sama
        dwa: ginekolog, slawny Pan Profesor, tak prowadzil ciaze, ze trzy razy bylam
        pewna, ze dziecko zyje (nie sluchal bicia serca Michala a ja umieralam ze
        strachu od jednego do drugiego usg).

        Drugiej ciazy, poniewaz Michal byl malutki (roznica miedzy dziecmi - rok i 3
        kwartaly wink ) nawet nie zauwazylam. Nie mialam czasu.
        Bylo inaczej, ale i ja bylam pewniejsza, wiedzialam czego sie spodziewac.

        Pomimo tego, ze ciąża z Wojtkiem taka ksiazkowa nie byla, trzeba bylo bardzo na
        siebie uwazac i bylo realne zagrozenie przedwczesnym porodem (od 6 miesiąca
        rozwarcie).

        A jednak... pracowalam (w ciazy z Michalem prawie od poczatku bylam na
        zwolnieniu). I bylam jakas bardziej do życia, mniej rozhisteryzowana,
        spokojniejsza.

        Az dziwne.

        Co do "Bog dal dziecko, da na dziecko".
        Jak sie Michal urodzil, mielismy naprawde niezlego farta. Forsa po prostu
        sypala nam sie sama do kieszeni. Bylo na absolutnie wszystko, a nawet bylo
        jeszcze wiecej tego pieniadza.
        Jak sie urodzil Wojtek, okazalo sie, ze nie zawsze "Bog dal dziecko, da na
        dziecko" jest prawdą.
        Mąż stracil jedną pracę, Wojtek jest alergikiem, więc nutramigen dla dwojki
        dzieci (20 puszek miesiecznie) i sinlac kosztuja niebotyczną kasę..
        Bylismy poremontowi (remont robilismy na gwalt zanim sie Wojtek urodzil, bo
        przy dwojce malutkich dzieci z generalny remont to juz nierealna egzotyka), bez
        grosza na boku smile Ciągle w sumie jestesmy.

        Ale.. jakos sobie radzimy, choc faktem jest, ze bywalo o niebo lepiej.

        I czekamy na lepsze czasy smile

        Pozdrawiam
        YennaM
    • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 19.06.03, 16:41
      Też jakoś tak niepostrzeżenie minęła mi druga ciąża, bez zachwytów. A miłość
      się mnoży (też miałam wątpliwości).
      Co mnie zaskoczyło:
      - starsze dziecko po powrocie ze szpitala (gdzie przez kilka dni oglądało się
      noworodka) wydaje się starsze o jakieś 10, no może 15 lat wink; jest OGROMNA
      pokusa, żeby wymagać od niego rozumienia sytuacji ("przecież widzisz, że
      dzidziuś płacze, a ty taka już duża jesteś")
      - przeżywałam okropnie, że młodsza odebrała całą miłość starszej, że starszej
      (!!!) już nie potrafię kochać; ważne, żeby się tym nie martwić, na początku
      jeszcze człowiek trochę skołowany nową sytuacją; potem miłość się mnoży: teraz
      mam więcej czułości i ciepła dla każdej, niż przdtem dla jednej (czyli
      pomnożyło się przez więcej niż 2)
      - nie wpada się w panikę przy ciut innym kolorze kupki wink
      - nie zważa się na sprawy typu "przyzwyczai się" (np. do spania z
      rodzicami/smoczkiem itd.), większy luz, mniejsza panika
      - nie jesteś w stanie (ale to dopiero jakiś 8-10 miesięcy po porodzie)
      kontrolować poczynań obu dzieci na raz: dzieci mają więcej swobody=mają sznsę
      żyć własnym życiem.

      Wnioski końcowe: chciałabym ponożyć liczbę dzieci jeszcze przez przynajmniej
      2 smile, ale to już trochę nie na temat wink. Trzymaj się Adziu.

      Pozdrawiam seredcznie smile

      PS Adziu, kiedy przeprowadzka, bo my już za półtora tygodnia (28.06).
    • lolyta Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 19.06.03, 20:09
      Wiesz co, tez jestem w drugiej ciazy (5 miesiac) i odczuwam roznice miedzy ta i
      ta pierwsza dokladnie tak samo, jak Ty. Ale nie boje sie, ze mi "sie milosc nie
      rozmnozy". Po prostu w pierwszej ciazy dochodzila ekscytacja faktem, ze zostane
      mama - to byla dla mnie absolutna egzotyka, wiele rzeczy musialam w sobie
      przewstawic i sie jakos do tego przygotowac. Druga ciaza przychodzi juz niejako
      na gotowe - juz jestes mama, nie musisz wchodzic w nieznana dla siebie role i
      tyle.
    • mirka17 Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 20.06.03, 10:00
      Nawet dla trzeciej dzidzi starcza miłości i będzie jej całkiem sporo, więc nie
      martw sie drugą. Wiem to z własnego doswiadczenia. A powiem nawet więcej. Moj
      trzeci - Marcinek - był trafiony przypadkowo (i to przy antykoncepcji). Powiem
      szczerze, że go nie chciałam. Owszem dbałam o siebie w ciązy tak jak poprzednio
      ale wcale nie chciałam 3 dziecka (az do końca ciąży), w planie była dwójka i
      koniec. Ale gdy tylko sie urodził... To była miłośc od pierwszego wejrzenia. Od
      pierwszych minut beczałam ze szczęscia że go mam. Zupełnie to pokręcone.
      Najbardziej przeżywa się pierwszą ciążę. Czytałam ksiązki na ten temat,
      czasopisma, sprawdzałam wg kalendarza ile ma cm, czy już patrzy, drapie itd.
      Chodziłam po sklepach w poszukiwaniu ciuszków, leżaczka, pieluszek i reszty.
      Przy drugim też czytałam, przypominałam sobie to i owo, ale to juz inaczej, bo
      sporo pamietałam (acha - minęły dwa lata więc wszystko mniej wiecej swieże).
      Miałam wszystkie ciuszki, dokupiłam parę ale już bez emocji w sklepach, bez
      zachwycania się jaki to malutkie, sliczne, kolorowe. Przeciez juz to znałam.
      Wychodzi na to że tylko raz mozna przezywać ten pierwszy raz. Ale dzieci są tak
      samo kochane i wychuchane jak to pierwsze. No z tą różnicą że nie trzęsę się
      już nad katarkiem, psikaniem, długim spaniem, krótkim spaniem, piciem, moim
      niby jałowym pokarmem i innymi wyolbrzymionymi problemami. W końcu praktyka
      robi swoje. Wszystko co nowe jest straszne i potem już jest ok. Pozdrowienia
      Mirka17
    • dziubelek2 Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 20.06.03, 10:58
      dołaczę do moich poprzedniczek. u mnie druga ciąża była nieplanowana i do
      pewnego momentu(tak ok.4 m-ca niezbyt chciana).zachwytów takich jak przy
      pierwszej też nie było, ale też nie przeżywałam takiego stresu jak przy
      pierwszej, zagrożonej. z kolei trzecią ciążę, mimo tego, że była znowu
      zagrożona znosiłam najspokojniej.miałam jakieś takie wewnętrzne przekonanie,
      że wszystko musi być dobrze. do tego stopnia byłam 'ufna", że w czwartym
      miesiącu pozwoliłam sobie na jazdę rowerem, co się oczywiście skończyło w
      szpitalu.
      najbardziej bałam się przy drugim dziecku, że nie poradzę sobie z dzieleniem
      miłości, czasu pomiędzy dzieci. trzeci maluch jakoś już takich dylematów nie
      wywołał. kocham ich wszystkich, staram się poświęcać im tyle czasu, ile
      potrzebują.
      i prawdą jest, że przy drugim i kolejnym dziecku jest się bardziej "na luzie" -
      nie przejmujesz się każdą bzdurą, uczysz się większej tolerancji(tak, tak, jak
      się trafi dziecko z zupełnie innym charakterkiem niz pierwsze, to przestajemy
      patrzeć na rozbrykane dziecko sąsiada -"ależ to mały łobuziak").
      i poza tym - weselej jest w domu po prostu, gdy jest rodzinka większa.
      pozdrawiam.anka
    • adzia_a Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 20.06.03, 11:08
      Matko, dzięki, dziewczyny smile
      Agusia, więc nie jestem jedyna, uch co za ulga smile liczyłam właśnie na
      wypowiedzi przyszłych drugich mam (Silije, a Ty to gdzie jesteś wink ) i widzę,
      że nie tylko ja mam podobne wątpliwości.

      Gosiu, gratuluję i zazdroszczę - my szykujemy się za rok - nie będziemy się
      ściskać, tym bardziej, że za rok będzie kanalizacja. nie wyobrażam sobie
      zestawu niemowlak plus pralka plus szambo wink

      Yenna, z tym ,ze dał dziecko, da i na dziecko - nie chodziło mi bynajmniej o
      pieniądze, tylko o zwiększoną dawkę miłości, empatii i - siły po prostu. Gdyby
      tak sypał kaską z nieba, to mielibyśmy hiperinflację, zresztą, komu ja to
      tłumaczę wink

      Lolyta, mam nadzieję, że to tylko to, co piszesz - fascynacja nowością...Na
      marginesie - masz najlepszą sygnaturkę, jaką w życiu widziałam.

      Dzięki smile
      • agacz2905 Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 20.06.03, 11:20
        Adziu, jak wiesz, jestem w drugiej ciąży, obecnie 33. tydzień. Chcę tylko
        napisać, ze jestem tak skołowana i spanikowana jak sobie poradzimy Z TYM
        WSZYSTKIM, że kochanie drugiego dziecka jest dla mnie wielką abstrakcją. Ale
        mam nadzieję, co więcej - jakąś wiarę, że skoro Bóg (jak pisałaś) dał drugie
        dziecko, to da i na dziecko....tej miłości, cierpliwości i otwartości, bo na
        forsę z nieba jakoś tak realistycznie nie liczymywink) To chyba normalne, ze
        pierwszą ciążę przeżywa się inaczej, wszak wszystko jest nowością. W drugiej
        ciąży człowiek jednak myśli, uczucia, intencje czy działania kieruje przede
        wszystkim do dziecka, które już jest na świecie - ciężko jakoś wsłuchiwać się w
        sygnały organizmu, ruchy dziecka, gdy pierworodne np. właśnie myje ręce w
        kibelku, prawda? Pozdrawiam
        Agnieszka
      • silije.amj Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 03.07.03, 14:44
        Jak to gdzie Adzia jestem - w szpitalu leżałam jak kłoda. Było mi bardzo ciężko
        rozstać się z córeczką, żeby ratować siebie i fasolkę, choć codziennie mnie
        odwiedzali z tatusiem, więc ja tych wątpliwości drugociążowych też mam mnóstwo.
        • adzia_a Do Silije 04.07.03, 07:49
          Ania, wiem, znaczy, teraz już wiem, wtedy nie wiedziałam. Mam nadzieję, że już
          wszystko dobrze i możesz się tylko cieszyć.
          Ja się cieszę, szaleńczo, naprawdę. Odwróciło mi się smile
    • gemma.v Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 20.06.03, 12:08
      Tu ja z doskoku smile
      Też tak mam, Adzia. Bez ochów i achów, ale uznałam, że tak ma być, bo w końcu
      juz doświadczona jestem w kwestiach ciążowych, hehe wink))
      Zapisałam się do szkoły rodzenia, mąż mówi, że jestem tam recydywa - siedzę
      sobie, spoglądam na te rozgorączkowane przyszłe mamy z uśmiechem pobłażania i
      zastanawiam się, o co tyle krzyku. wink)))) A tak poważnie - całą tę ciążę
      przeżywam tak spokojnie, że aż strach. wink Wiadomo, że sie czasem martwię
      (jeszcze nie widziałam kobiety w ciąży, która by sie niczym nie martwiła), ale
      generalnie wszystko przyjmuję spokojnie. Najpierw spokojnie (przynajmniej w
      porównaniu z pierwsza ciązą) czekałam, aż mdłości mi sie skończą - bo
      wiedziałam, że się skończą. Potem spokojnie i bez nerwówy czekałam na pierwsze
      ruchy, teraz spokojnie czekam na poród, ale wszytsko to bez typowego dla
      ciężarnych debiutantek "nie mogę się już doczekać". Cieszę się samym byciem w
      ciąży, choć przyznaję, że tak jak u Ciebie, teraz ta ciąza jest jakby obok
      wszystkiego, a nie w centrum, jak poprzednim razem.
      Myślę sobie, że to nieco mniej zaangażowane przeżywanie drugiej ciąży ma także
      związek z tym, że nie da sie już tak całkowicie skupic na tym nowym - przyszłym
      członku rodziny, bo jest już ktos, na kogo całe pokłady miłości mozna przelać
      (czyli starsze dziecko). W dodatku łatwiej je przelać, bo starszak to
      juz "konkret" - jest kogo przytulić, wycałować itd. smile

      Jedyna rzecz, którą się nieco martwię, to kwestia zostawienia Zuzki na te
      minumum trzy dni, jak juz nadejdzie pora. smile Tłumaczę jej, że pójdę do szpitala
      urodzić dziecko, że wtedy będzie sie nią zajmował tylko tatuś, ewentualnie
      babcia, ale ona jeszcze nie do końca rozumie, co to znaczy. Ostatnio mąz mnie
      podwoził do szpitala na zajęcia do szkoły rodzenia, wysiadłam, oni z Zuzką
      odjechali ze 100 metrów, po czym Zuzka radosnie oznajmiła "mama poszła do
      szpitala urodzić dzidzię i zaraz wróci". Heh, potem była zawiedziona, jak
      wróciłam z brzuszkiem. wink)
      Dobra, odeszłam od tematu.
      Pozdrawiam cieplutko smile))
      to mówiłam ja, gemma wink
    • agab51 Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 20.06.03, 23:04
      wszystkie te wątpliwości- ja też to znam, pocieszające dla mnie jest to, że z
      każdym dniem coraz więcej mam dobrego humoru, a raczej to nie o humor chodzi,
      a moje nastawienie do tego co się dzieje we mnie. nic dziwnego, powolutku
      wkraczam w II trymestr (14-15 tydzień) i hormony jakby mniej buzują,że niby
      teraz to będzie najfajniej. bo początkowo, to nawet nie cieszyłam się. ta
      ciąża była bardzo chciana (pierwsza zresztą też) i te nastroje o których
      piszecie, i ktore też mam, bardzo mnie zaskoczyły. ale ja to sobie tłumaczyłam
      zmęczeniem, bo dość trudno o chwilkę chociaż relaksu przy roczniaku. ale
      zauważyłam też, że jestem dużo słabsza fizycznie, wymagam większej dbałości o
      siebie niż przy pierwszej ciąży.

      w każdym razie nawet ślepy widzi że mam brzuch, bo to już jest widoczne
      bardzo - wizualnie dałabym 5-6 m-c.
      czy to prawda, że w drugiej ciąży brzuch szybciej
      rośnie i jest większy?
      bo ja od razu zrobiłam się taka, no jakby tu powiedzieć, ciężarna wink
      i chodzę w ciążowych ciuchach, wcale nie starająć się brzuszka ukrywać, nawet
      podobam się sobie (pewnie tylko do czasu), parapoks, bo przy poprzedniej ciąży
      nie mogłam patrzeć na siebie!
      poza tym czuję się w swoje roli jakby nieco pewniej. przy pierwszym porodzie
      mąż nie był ze mną, trochę zbieg okoliczności mu w tym pomógł, przypuszczam,
      że zbytnio naciskałam,zbyt dużo prosiłam, za dużą nagonkę zrobiłam na jego
      osobę, on tak w każdym razie uważa,a teraz to już kategorycznie odmówił mi
      swojej obecności w tym wydarzeniu. i wiecie co - pies go drapał! nie to nie!
      nie będę się prosić! wtedy sobie poradziłam, teraz też dam radę. jestem dużo
      bardziej wystraszona i bardziej się boję niż przed pierwszym razem, bo poród
      to rzecz straszna!!! ale jak widać żyję. bez jego udziału i pomocy mam
      nadzieję, że i tym razem przeżyję. zaproponowała mi pomoc i swoją obecność
      koleżanka (ona rodzi na pocz. sierpnia), więc jakoś może pójdzie.
      acha i jeszcze jedno:
      mąż tylko stwierdził- "to co? w ciąży jesteś?"
      od mamy słyszałam tylko: jak ty sobie teraz poradzisz? jak ty sobie dasz radę?
      a teściowa była zmartwiona, że jej pierworodna wnusia ukochana tak szybko
      została zdetronizowana.
      i żadnego pytania : a jak się czujesz? wszystko dobrze?
      gdyby mi najbliźsi radośniej na tę nowinę zareagowali, to
      przypuszczam i ja większą radością i entuzjazmem bym reagowała.
      i staram się chociaż mieć dobry nastrój i dbać o siebie, i tak sobie myślę,
      że już niedługo będę kochać zamiast jednego, dwa dzieciaczki. a to napradwę
      poprawia mi humor.

      pozdrawiam wszystkie po raz drugi ciężarne, a zwłaszcza gdy dzieci
      będą 'jedno po drugim'
      aga
      • asiaasia1 Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 20.06.03, 23:21
        Czesc ,
        Jestesmy w troche podobnej sytuacji .
        Moja "starsza " coreczka wlasnie dzisiaj skonczyla 11 miesiecy , a dzidzius w
        brzuszku ma 19 tygodni i 4 dni . Tata moich maluchow jest od miesiaca za
        granica i pracuje . Jestem wlasciwie sama z Maja i dzidziusiem .Nie moge sie
        doczekac , kiedy bedzie COS widac . W moim przypadku nie potwierdza sie
        fakt ,ze w 2. ciazy brzuszek jest szybciej widoczny . Nie przytylam jeszcze
        nic ,tak zreszta bylo i w pierwszej ciazy i tym sie wcale nie martwie . Chodze
        na dlugie spacery z coreczka . Rzadko mysle o tym ,ze JESTEM w ciazy , moj 11-
        miesieczniak nie daje mi czasu na refleksje .Chcialabym , aby moj partner byl
        ze mna w czasie porodu i on tez by bardzo chcial .Niestety dzieli nas na razie
        ocean sad( pozdrawiam , asia ....
        • adzia_a planowane, nieplanowane... 21.06.03, 08:24
          Wiecie, mnie się wydaje, że ten zachwyt - lub jego brak - nad ciążą, nie zależy
          od tego, czy dziecko było planowane, czy nie. Moja córeczka nie była (chociaż,
          hm, kto dziecka nie planuje, powinien trochę czasem pomyśleć wink ) ale bylismy
          niesamowicie szczęśliwi, dziecko było dla nas czymś zupełnie naturalnym na tym
          etapie związku.

          Podobnie, jak to drugie - już planowane, chociaż bez kalendarzyka i
          termometru wink Chociaż rozsądni mówią, że powinnismy poczekać z nim na
          przeprowadzkę, ale my tam wiemy swoje wink

          Może rzeczywiście to jest tak, że człowiek ma dużo zajęć i nie ma czasu
          na "przeżywanie". U mnie: starsze dziecko, praca zawodowa i dom, a w domu
          nieczęsto mogę liczyć na pomoc męża, bo on spędza wiekszość czasu na budowie,
          że nie wspomnę o delegacjach, które ostatnio go przywaliły, jedna za drugą sad
          Podobnie jak Ty, Aga, jestem w 15 tygodniu i ostatnio dostałam niesamowitego
          energetycznego kopa, więc wyrabiam bez trudu, marzę tylko, żeby mi tak już
          zostało wink .Na marginesie - też już mam widoczny brzuszek, podczas gdy w
          poprzedniej ciąży jeszcze w siódmym miesiącu zaczepiali mnie żołnierze z koszar
          koło mojej pracy wink

          Jedyną osobą, którż rozrzewnia fakt mojej ciąży, jest właśnie wyżej wymieinona
          Dominika - głaszcze mnie po brzuszku, całuje i składa deklaracje wszechstronnej
          pomocy przy dzidziusiu wink łącznie z noszeniem na rękach smile ale będzie czad smile
          • beata32 Re: planowane, nieplanowane... i inne jazdy 24.06.03, 16:45
            Agnieszko,

            W mojej drugiej ciąży miałam bardzo podobne odczucia - nie przeżywanie, nie
            wsłuchiwanie się w siebie mniejsze przywiązywanie wagi do zdrowego trybu życia
            (pizze, hamburgery, czekoladka i niekiedy 1 kieliszeczek winka wieczorami - aż
            dziwne, że wyniki badań zawsze rewelacyjne) i trochę mam wrażenie, że były one
            spowodowane właśnie trochę 'nieplanowaniem' tego drugiego. Czasami niemal nie
            pamiętałam że jestem w ciąży, aby chwilę później popadać w otchłanie poczucia
            winy z tego powodu.

            Ponadto sen z powiek spędzały mi straszne wizje zazdrosnego starszego
            czychającego tylko aby wsadzić palec w oko biedniutkiemu i bezbronnego
            młodszego ... lub biedniutki starszy płaczący w kąciku z poczuciem ogromnego
            odrzucenia od kochającej do tej pory mamusi, która za dużo czasu poświęca
            małemu wrzeszczącemu zawiniątku.

            rzeczywistość okazała się nie (aż wink ) tak straszna - na szczęście big_grin

            Pozdrawiam
            Beata32 mama Maciusia 2 i 4 mies i Adasia 4 mies
    • mamapoli Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 25.06.03, 08:09
      Adziu,
      mam zupełnie podobne odczucia dotyczące przeżywania pierwszej a drugiej ciąży
      jak Tysmile Z tym, że obie były w 100% planowane.]
      Będąc w 1. ciąży człowiek jakoś tak bardziej chuchał i dmuchał na siebie,
      czytał książki, kupował masę gazet dotyczących ciąży i porodu. A teraz
      kompletny spokój.
      I brzuszek jakoś tak szybciej rośniesmile
      W przeciwieństwie do większości Was nie prześladują mnie myśli w stylu "jak my
      sobie poradzimy z tym wszystkim, z dzieleniem miłości na dwoje dzieci, z
      ewentualną zazdrością starszego maluszka". Ja podchodzę do tego tak: nie my
      pierwsi i nie ostatni. Jeśli będzie gorszy okres to na pewno niezbyt długi.
      Może moje podejście do sprawy wynika może z tego, że generalnie jestem życiową
      optymistką cokolwiek by się nie działo. I bynajmniej nie wynika to z faktu, że
      życiowo zawsze mi się powodziło.
      Mam nadzieję, że tak jak poprzednio będę mogła pracować do końca.
      Tak jak w poprzedniej ciąży nie boję się specjalnie porodu choć przy pierszym
      wcale nie było kolorowo.
      Jestem zachwycona, że będzie tak jak sobie zaplanowaliśmy. Pola będzie miała
      niecałe 2 lata gdy w styczniu zostanie starszą siostrzyczką.
      I również czeka nas przeprowadzka - jesienią - więc zdążymy jeszcze przed
      narodzinami drugiego szkraba.
      Serdecznie pozdrawiam
      Anka
      • grajka11 Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 25.06.03, 12:15
        A mnie spotkało coś całkiem odmiennego od odczuć jakie miało większość mam
        przy drugim. U nas przerwa trwała 10 lat i gdy naszło nas na drugie nie było
        tak łatwo, nawet się denerwowałam, że nie zajdę w ciążę. Gdy się udało byłam
        tak podekscytowana jak przy pierwszej ciąży. Oczywiście też byłam
        spokojniejsza, nie bałam się czy podołam jako mama, ale ciekawa była reakcja
        Kasi - to ona przeżywała emocje jak to będzie mieć rodzeństwo, jak sprawdzi
        się jako siostra, czy go pokocha itd. Przeżywała to samo co mama w pierwszej
        ciąży, ona głaskała brzuch, śpiewała maluszkowi i gilgotała miejsca, które on
        wypychał. Miłości mam dla każdego, choć jest to różna miłość na miarę potrzeb
        i oczekiwania każdego z dzieci. Kasia do teraz potrafi wgramolić się na kolana
        i poprzytulać i jakieś sekrety wszeptać mi do ucha. A Grześ mały rozbójnik co
        potrzebuje weźmie sam.
        Pozdrawiam wszystkie mamy spodzewające się drugiego maluszka i baaaardzo
        zazdroszczę, bo to niepowtarzalne chwile.
        Grajka
    • milorzab Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 30.06.03, 09:00
      Jakbym czytała siebie sprzed jakiegoś czasu. u mnie dodatkowo były obawy o to,
      że mały człowiek zabiera cos Ignasiowi. Czyli starszemu(prawie 3 lata). I co?
      Od 13 dni jest z nami Tosia i nadal jest normalnie. Ale pokochałam ją tak
      łatwo. Bez dylematów, co robi ten stwór u mojego boku. Patrzę teraz na nią i
      też wzruszenie mnie dusi wink A jak Ignaś ją przytula, to nie naprawdę trudno nie
      płakać. Jakoś płynnie wchodzi do naszego życia i już cieżko sobie życie bez
      niej wyobrazić. Pozdrawiam. Tych na zewnątrz i w środku. Asia
      • grzalka Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 30.06.03, 10:54
        Post zdecydownie nie do mnie, ale też się wypowiem (a, co, mam wenęwink) Ja tylko
        raz byłam w ciąży i przez cały czas nie czułam ani ciut, ciut więzi z dzieckim,
        więcej, jak dziecko się zaczęło ruszać to kojarzyło mi się to z filmem "Obcy".
        Zero jakichś ciepłych uczuć, wybierania ubranek, zero emocji. Co się zmieniło w
        chwili ujrzenia malucha na sali porodowej diametralnie. I teraz tak sobie
        wyobrażam, że z drugim dzieckiem to właśnie się będę rozczulaćsmile
        • adzia_a Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 30.06.03, 11:02
          Czego Ci serdecznie życzę. I dodam, że i ja się zaczęłam rozczulać, tak po
          troszkę wink
    • balbinkaa Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 03.07.03, 18:07
      A ja boję się trochę o siebie wink. Z moimi histeriami trudno mi będzie z dwójką
      dzieci i to na obcym terenie. Właściwie wszystkie myśli zaprząta mi teraz
      remont (też mam w planach przeprowadzkę smile ) Ten dzidziuś jest, ale trochę tak
      jakby go nie było; jest małodokuczliwy i gdyby nie powiekszający się brzuszek
      chyba bym nie pamiętała. Liczę na miłość od pierwszego wejrzenia po porodzie.
      Pozdrawiam
      Balbinka mama Grzesia i Zarodka. smile
    • kasiajan Re: Do więcej - niż - jedno - dzietnych ale nie t 04.07.03, 20:13
      O, a zobaczysz jak to fajnie nie dostawać pięc razy dziennie histerii,że
      dzieku przy kąpieli wleciała kropla wody do ucha, że przy siusianiu dziwnie się
      otrząsa, że za długo spi,że za mało śpi itd,itp.
      A przy trzecim jest jeszcze fajniej. I obyśmy tylko zdrowi byli!!!!!!!!!
      kasiajan

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka