Dodaj do ulubionych

wolność w małżeństwie-granice

13.07.07, 00:28
Mój mąż wyjechał na 4 dni na typowo męskie wakacje.Wraca w sobotę i jedziemy
razem nad morze. Nie zapytał mnie o zdanie, a raczej postawił przed faktem
dokonanym. I tu moje pytanie? Jak Wy byście zareagowały na informacje o
wyjeździe. Wprawdzie wiedziałam, że planuje taki wyjazd, ale jakiegoś
oficjalnego pytania nie było. Mam do męża zaufanie. jeszcze nigdy go nie
nadużył. jesteśmy ze sobą 9 lat, 2 po ślubie. Nie czuję się jakoś szczególnie
dotknięta jego samotnymi wakacjami-jeśli te 4 dni można tak nazwać. Myślę
nawet, że takie krótkie rozstanie może korzystnie wpłynąć na związek-chociaż
nam układa się ok. Moja mama zareagowała chwilowym oburzeniem, że zostałam
sama z dzieckiem podczas, gdy mąż "rozkoszuje się" kawalerskim życiem. Co wy
na to?
Obserwuj wątek
    • marysienka110 Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 00:37
      ewulaw1 napisała:

      > Mój mąż wyjechał na 4 dni na typowo męskie wakacje.Wraca w sobotę i jedziemy
      > razem nad morze. Nie zapytał mnie o zdanie, a raczej postawił przed faktem
      > dokonanym. I tu moje pytanie? Jak Wy byście zareagowały na informacje o
      > wyjeździe.

      Co to sa typowo meskie wakacje?

      > Moja mama zareagowała chwilowym oburzeniem, że zostałam
      > sama z dzieckiem podczas, gdy mąż "rozkoszuje się" kawalerskim życiem.

      Na prawde sie rozkoszuje? Pzeciez to nie twoja mama zostala sama z waszym dzieckiem, wiec skad to
      oburzenie?


      Co wy
      > na to?

      Jak na lato.
      Daj w sobote znac w jakim stanie wrocil.
    • lila1974 Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 00:48
      Nie lubię stawiania przed faktem dokonanym.
      Gdyby mąż miał ochotę wybrać się gdzieś z kolegami, to jednak chciałabym, by
      wziął pod uwagę moje zdanie. Byłoby mi miło, gdyby zapytał, czy nie mam nic
      przeciwko temu i uzgodnił ze mną czas tego wyjazdu.

      Przeciwko takiemu wypadowi nie mam zastrzeżeń, ale miałabym je, gdyby mąż
      stwierdził wtedy i wtedy jadę, bez refleksji, zamiast zagadnąć "kochanie, czy
      nie masz nic przeciwko, ze wyjadę z chłopakami na parę dni?"

      Dokąd będę czuła, że mąż lubi dom, a jego wyjazd jest miłą rozrywka a nie
      ucieczką, dotąd nie będę stawała okoniem.
    • kiwi1910 Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 02:37
      mój mąż po alkoholu jest przygłupiasty i w zyciu nie chciałabym żeby wyjechał
      na takie męskie wakacje bo bankowo skończył by się nie ciekawie dla mnie. Ale
      całe szczęście najbardzie lubimy sobie razem jeździć na imprezki ( ostatnio
      baaardzo rzadko mamy okazję).
      a Tobie doradzam zaplanować podobny wyjazd i zapowiedzieć mężowi tylko nie
      złośliwie a tak samo jak on potraktować jako oczywista sprawę. Jak on pojedzie
      to ty też wal śmiało!
    • wieczna-gosia Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 05:52
      Moj maz jedzie jutro na zlot.
      Ja tez wyjezdzam sama czasami, chociaz przyznaje ze ja po prostu LUBIE jezdzic z
      dziecmi. Ale za to nie lubie wychodzic z dziecmi- i wychodze sama- do kina, do
      kolezanki, na basen itd itp.
      nie pyta mnie o zdanie tylko o dostepnosc terminu. Ja robie tak samo.
    • monia145 Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 06:43
      Mój pewnie zapytałby mnie o zdanie, a ja zapewne w przypływie dobrej woli bym
      się zgodziławink. Nam takie osobne wyjazdy tylko na dobre moga wyjść.....
    • coco.a Mój jeździ 13.07.07, 08:19
      raz w roku, w wakacje (szaleją sportowo głównie, choć i procenty są wink), na ok
      tydzień. W ogóle by mi do głowy nie przyszlo zastanawiać się czy
      mu "wolno"???? Ustalamy wszystko razem, więc akcja "fakt dokonany" nie wchodzi
      w grę, ale prosić się o zgodę nie musi (co to za pomysł?). Ja też nie proszę o
      zgodę. No ludzie! Szacunku dla cudzej wolności, zaufania i pogody życzę wink.
    • mam_to_w_nosie Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 08:31
      ewulaw1 napisała:

      > Mój mąż wyjechał na 4 dni na typowo męskie wakacje.Wraca w sobotę i jedziemy
      > razem nad morze. Nie zapytał mnie o zdanie,

      O zdanie czy zgodę nie pytam, ani mój mąż nie pyta, ale jak napisała wieczna-gosia
      o dostępność terminu owszem.

      > a raczej postawił przed faktem
      > dokonanym. I tu moje pytanie? Jak Wy byście zareagowały na informacje o
      > wyjeździe. Wprawdzie wiedziałam, że planuje taki wyjazd, ale jakiegoś
      > oficjalnego pytania nie było. Mam do męża zaufanie. jeszcze nigdy go nie
      > nadużył. jesteśmy ze sobą 9 lat, 2 po ślubie. Nie czuję się jakoś szczególnie
      > dotknięta jego samotnymi wakacjami-jeśli te 4 dni można tak nazwać. Myślę
      > nawet, że takie krótkie rozstanie może korzystnie wpłynąć na związek-chociaż
      > nam układa się ok. Moja mama zareagowała chwilowym oburzeniem, że zostałam
      > sama z dzieckiem podczas, gdy mąż "rozkoszuje się" kawalerskim życiem. Co wy
      > na to?
    • gosika78 Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 08:41
      Mój niemąż też jeździ. Rzadko się zdarza, ale się zdarza - zazwyczaj jest to jakiś obóz sportowo-treningowy. Planuje to w miarę rozsądnie i nigdy nie miałam nic przeciwko - on o tym wie ale o zdanie zawsze spyta.
      Gdybym się nie zgodziła to by nie pojechał ale nie widzę celu ani sensu zabraniania sobie nawzajem czegokolwiek.
    • mg31 Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 08:49
      Mój nie jeżdzi, ni było jeszcze takich sytuacji a gdyby były...hmmmmmmm?
      Nie wiem...
      Ale za to wyjścia z kolegami i owszem... smile)
      (wczoraj był na coca-coli wink )
    • justi54 Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 08:49
      Typowo męskie 4 dniowe wakacje a ja sama z dzieckiem. No proszę bardzo pomagam
      się spakować ale na zawsze, zmieniam zamki niech jego wakacje trwają całe życie.
      • coco.a Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 09:01
        fajnie macie, nie ma co ;/
      • lila1974 justi54 13.07.07, 09:02
        Czemu tak kategorycznie?
        • justi54 Re: justi54 13.07.07, 09:13
          Zasadnicza jestem. Jak chciał się koniecznie ożenić i mieć dziecko to nie po to
          aby teraz z kolegami balować, pieniądze i urlop tracić.
          • coco.a Albo troll 13.07.07, 09:15
            albo wspólczuję
            • justi54 Re: Trollem nie jestem 13.07.07, 09:26
              a gadamy na tym forum od dawna.
          • gryzelda71 Re: justi54 13.07.07, 09:19
            justi54 napisała:

            Jak chciał się koniecznie ożenić i mieć dziecko to nie po to
            > aby teraz z kolegami balować, pieniądze i urlop tracić.

            To po ślubie musi pozrywać wszelkie kontakty?A zarobione pieniadze moze wydać tylko na cel rodziny?
            • coco.a Re: justi54 13.07.07, 09:21
              nie no, może... za łaskawym pozwoleniem, jak zarobi i zasłuży...
              żenada
              Ciekawe czy w drugą stronę tez mają taki układ...
              • justi54 Re: justi54 13.07.07, 09:34
                W drugą stronę układ jest zbyteczny bo ja nigdy nie zostawiałabym własnego
                dziecka na 4 dni. Raz musiałam wracać do pracy wcześniej jak byliśmy na urlopie
                w Rabce i przepłakałam te dni bez małego. Wtedy sobie obiecałam nigdy więcej i
                zawsze jak się trafia delegacja w pracy to idę na chorobowe. Tylko coś się
                ostatnio podejrzliwi zrobili. Do SPA z koleżankami ja nigdy, tracić cenne dni z
                dzieckiem ja nigdy.
                • lila1974 Re: justi54 13.07.07, 09:36
                  Justi wręcz przeraża mnie to co piszesz surprised
                  • justi54 Re: lila 13.07.07, 09:40
                    Nie jest tak źle. Taki mamy model życia.
                • coco.a Re: justi54 13.07.07, 09:36
                  O Boże...
                • e_r_i_n Re: justi54 13.07.07, 12:31
                  justi54 napisała:

                  > Wtedy sobie obiecałam nigdy więcej i zawsze jak się trafia delegacja w pracy
                  > to idę na chorobowe. Tylko coś się ostatnio podejrzliwi zrobili. Do SPA z
                  > koleżankami ja nigdy, tracić cenne dni z dzieckiem ja nigdy.

                  DLA DOBRA DZIECKA warto odciąć pępowine.
            • justi54 Re: justi54 13.07.07, 09:28
              Kontaktów to zrywać nie musi, ale co innego wypad z kolegami na mecz przy piwku
              do pubu a co innego wydawanie kasy na wyjazd z kolegami, a strata 4 dni urlopu
              to już dla mnie zupełnie nie do przyjęcia. Pieniądze zarabia się na rodzinę.
              • lila1974 Re: justi54 13.07.07, 09:35
                A na swoje przyjemności to już nie?

                Rozumiem, gdy jest ciężko związać koniec z końcem, ale w normalnych warunkach,
                gdy mąż dostraja swoje wypady do możliwości finansowych też nie?

                Gdyby mojemu zamamił się wyjazd na Biegun Północny, na który nas nie stać, to
                pewnie, ze wniosłabym weto, ale jeśli chce pojechać na ryby nad jezioro i pod
                namiot, to czemu nie?
                • justi54 Re: lilia1974 13.07.07, 09:42
                  Ale on wydaje kasę na siebie. Lubię żeby to robił tu na miejscu.
                  • coco.a Re: lilia1974 13.07.07, 09:50
                    .. pod nadzorem...dodaj
                  • lila1974 justi 13.07.07, 09:53
                    Więc gdyby zapytał, czy może pojechać na dwa dni na ryby z przyjacielem, to
                    Twoja odpowiedź brzmiałaby "nie"?

                    (fakt, czy wędkuje nie ma tu znaczenia tongue_out )
                    • justi54 Re: Byłabym wściekła n/t 13.07.07, 09:55
                      • coco.a Naprawdę musisz być okropnie zaborcza 13.07.07, 09:56
                        to nie jest dobre ani zdrowe, niestety
                        • justi54 Re: Naprawdę musisz być okropnie zaborcza 13.07.07, 10:00
                          To prawda jestem bardzo zaborcza. To moja główna wada. A najgorsze jest to że
                          jestem taka wobec syna pomimo, że jest bardzo samodzielny.
                          • lila1974 Re: Naprawdę musisz być okropnie zaborcza 13.07.07, 10:03
                            Czyli widzisz, sama odbierasz tę swoją cechę jako wadę - postaraj się zatem z
                            nią walczyć, a nie pozwalasz na to, by rządziła Tobą.
                            • justi54 Re: nie potrafię n/t 13.07.07, 10:08
                              • lila1974 Re: nie potrafię n/t 13.07.07, 10:11
                                Skoro sama nie potrafisz, to zwróć się z prośbą o pomoc - choćby do własnego
                                męża.
                                Nie udawaj przed nim, ze Ci z tą zaborczością dobrze. Przyznaj się, że jesteś
                                zaborcza, a chcialabyś by ci pomógł z tą zaborczością zawalczyć.
                                A moze pomyśl o psychologu?
                                Masz pomysł, skąd się tak w Tobie zadomowiła ta cecha?
                                • justi54 Re: nie potrafię n/t 13.07.07, 10:16
                                  Psycholog jest zbyteczny. Nie mam zamiaru nabijać komuś kasy.
                                  A skąd ta cecha. To chyba wynik późnego małżeństwa i macierzyństwa. Nidgy nie
                                  chciałam wychodzic za mąż i mieć dzieci, ale jak już to się stało to oszalałam
                                  na punkcie małego. Druga sprawa nie mam rodziców, rodzeństwa i oparciem dla
                                  mnie jest tylko najbliższa mi rodzina (mąż, dziecko).
                                  • lila1974 Re: nie potrafię n/t 13.07.07, 10:21
                                    Justi zaczynam rozumieć, ale nie popierać.
                                    Podejście do psychologa tez błędne.

                                    Kiedy zobaczylam, że swoją postawą robię krzywdę moim dzieciom poszłam do
                                    psychiatry. Uważam to za jedną z mądrzejszych decyzji w moim życiu.
                                    • justi54 Re: no lila 13.07.07, 10:26
                                      Teraz to Ty mnie zaszokowałaś. napisz jesli możesz tak oględnie co takiego
                                      miałabys robić że aż oparło się o psychiatrę.
                                      • lila1974 Re: no lila 13.07.07, 10:32
                                        Nie mogłam zrozumieć dlaczego dorośli nie wyprowadzają mnie z równowagi, a
                                        potrafię drzeć japę na własne dzieci. Widzialam, ze liczenie do 10 i inne
                                        metody samouspokajania na mnie nie podziałaly, więc nie wahałam się ani chwili
                                        dlużej. Poszłam do psychiatry. Co prawda ona nie odpowiedziała mi na moje
                                        zasadnicze pytanie, bo to wymagałoby wizyt u psychologa, ale dała mi leki
                                        wspomagające układ nerwowy, dzięki którym udało mi się ujarzmić ataki scieku
                                        macicy.
                                      • lila1974 wścieku macicy miało być :)))))) 13.07.07, 10:33

                                  • coco.a Re: nie potrafię n/t 13.07.07, 10:26
                                    Bardzo egoistyczne podejście. Psychologa potrzebujesz tak dla swojego, jak i
                                    dla dobra Twojej rodziny, która albo już cierpi (maż) z powodu Twojej postawy,
                                    albo zacznie (dziecko). I o ile maż może Cię zostawić, to dziecko nie ma na to
                                    szans, więc będzie w tym rosło.
                                    A Ty jestes dla nich oparciem, czy przeszkodą w budowaniu tej szczęśliwości?
                                    • justi54 Re: zaczynasz być agresywna coco.a n/t 13.07.07, 10:27
                                      • coco.a gdzie ;)? 13.07.07, 10:28

                                        • justi54 Re: gdzie ;)? 13.07.07, 10:34
                                          Chyba powinnyśmy trochę ochłonąć. Wyskakuję z parcy odebrać męża koszule z
                                          pralni (miały być na wczoraj, ale okres urlopowy i personelu nie mają). Jak
                                          wrócę to może jeszcze podagamy jak będziecie chciały.
                                          • lila1974 Justi 13.07.07, 10:36
                                            Ja tez musze zmykac, a rozmowa z Tobą mnie wciągnęła.

                                            I nie bocz się na coco.a, ona nie chce Ci dokuczyć - prawdę prawi smile
                                  • malila Re: nie potrafię n/t 13.07.07, 10:38
                                    justi54 napisała:
                                    > Psycholog jest zbyteczny. Nie mam zamiaru nabijać komuś kasy.

                                    Czy to znaczy, że nie wierzysz w skuteczność psychoterapii?
                                    • justi54 Re: nie potrafię n/t 13.07.07, 12:03
                                      Psychofachowcy są mniej więcej tacy jak politycy. Będą cię karmić sloganami,
                                      które i tak już znasz, a jeszcze ty masz im za to płacić.
                                      • malila Re: nie potrafię n/t 13.07.07, 12:16
                                        justi54 napisała:

                                        > Psychofachowcy są mniej więcej tacy jak politycy. Będą cię karmić sloganami,
                                        > które i tak już znasz, a jeszcze ty masz im za to płacić.

                                        Wydaje mi się, że zbudowałaś sobie obraz psychoterapii na podstawie artykułów w
                                        tzw. babskich gazetach, które tyle mają wspólnego z psychoterapią, co artykuły
                                        o chorobach z indywidualną konsultacją u lekarza. Psychoterapia nie ma z
                                        przekazywaniem sloganów nic wspólnego. Psychoterapeuta niczego nie narzuca.
                                        Pomaga docierać w miarę bezpiecznie do tych rejonów duszy, które są zamknięte
                                        bądź niezauważane. Dobry psychoterapeuta wart jest wydanych nań pieniędzy.
                                        • justi54 Re: malila 13.07.07, 12:26
                                          Babskich gazet nie czytuję. To dla mnie brukowce, na które tak samo szkoda
                                          wydać pieniądze jak na "lekarza od dusz". Zdanie może krzywdzące dla tego
                                          środowiska to raczej wyrobiłam sobie po aferze Samsona. A tak na marginesie jak
                                          w miarę bezpiecznie ma mi pomóc "dojść do rejonów mojej duszy, które ......"
                                          człowiek który mnie zupełnie nie zna. Wyznacza kolejne wizyty im więcej tym
                                          lepiej bo kasuje forsę. Z każdym odbytem spotkaniem ja mam się poczuć lepiej a
                                          po wielu, wielu sesjach mam puścić męża na męskie wakacje. Sorry dla mnie
                                          paranoja.
                                          • malila Re: malila 13.07.07, 12:53
                                            justi54 napisała:

                                            >
                                            > środowiska to raczej wyrobiłam sobie po aferze Samsona.

                                            Ale to tak jakby zdyskredytować środowisko lekarskie na podstawie historii
                                            lekarza, który przychodzi na dyżur do szpitala zapromilowany. W aferze Samsona
                                            duży udział miał fakt, że Samson nie miał superwizora, czyli kogoś, kto by
                                            kontrolował.

                                            A tak na marginesie jak
                                            >
                                            > w miarę bezpiecznie ma mi pomóc "dojść do rejonów mojej duszy, które ......"
                                            > człowiek który mnie zupełnie nie zna. Wyznacza kolejne wizyty im więcej tym
                                            > lepiej bo kasuje forsę.

                                            Po pierwsze - nie wiem, czy po iluś tam sesjach puściłabyś meża na męskie
                                            wakacje, bo to nie jest celem psychoterapii. Celem psychoterapii jest
                                            dowiedzenie się, dlaczego boisz się go puścić i czy Twoje obawy mają realne
                                            podstawy. To coś w rodzaju szukania zaklęcia, które sprawiło, że taki wyjazd
                                            jest dla Ciebie zagrożeniem. To zaklęcie należy odnaleźć i odczarować.
                                            Po drugie - psychoterapeuta dlatego właśnie nie moze skończyć sprawy na jednym
                                            posiedzeniu i wyznacza kolejne wizyty, żeby osobę, która zwróciła się o pomoc,
                                            lepiej poznać. Aczkolwiek już po pierwszej wizycie jest w stanie sporo
                                            powiedzieć - a na pewno tyle, żeby móc w stanie przewidzieć, jak długo mniej
                                            więcej będzie trwać terapia. Żeby pomóc dotrzeć komuś do zakamarków jego duszy,
                                            nie musi ich znać. Wystarczy że w odpowiednim miejscu zada pytanie, którego
                                            człowiek nigdy wcześniej sobie nie zadawał, bo odpowiedź wydawała się
                                            oczywista. To mniej więcej tak jakby chodzić codziennie z różowym balonikiem
                                            przymocowanym do torebki i nie zastanawiać się dlaczego, bo ten balonik jest
                                            tam od zawsze. Albo wracać do domu czterema ulicami zamiast jedną, bo jest sie
                                            przekonanym, że to jedyna droga. Nie trzeba człowieka znać, żeby go zapytać,
                                            dlaczego idzie tędy a nie tamtędy.
                                            • justi54 Re: malila 13.07.07, 12:59
                                              Coś za dużo wiesz na ten temat. Czy Ty przypadkiem nie jesteś "w zawodzie"? I
                                              ja zupełnie tego nieświadoma rozmawiam niczym na skórzanej kanapie. Jeśli tak
                                              to chociaż za darmo się leczę.
                                              • malila Re: malila 13.07.07, 13:24
                                                justi54 napisała:

                                                > Coś za dużo wiesz na ten temat. Czy Ty przypadkiem nie jesteś "w zawodzie"?

                                                Na temat pracy położnej i instruktora taiji też trochę wiemwink - nie trzeba do
                                                tego być w zawodzie.
                                                Nie, nie jestem psychoterapeutką. Mam wśród bliższych znajomych sporo
                                                terapeutów, kilku psychiatrów, a emocje to mój konik. Swego czasu sama
                                                przechodziłam terapię. I jak przyjdzie czas, wrócę do tych wizyt - ale już nie
                                                w celu terapii.
                                                • marina2 Re: malila 13.07.07, 14:07
                                                  termin się ustala to chyba oczywiste.to cywilizowania forma komunikacji.i tyle.
                      • lila1974 Re: Byłabym wściekła n/t 13.07.07, 09:58
                        Justi błagam ... to nie może być prawdą?
                        Nie widzisz w swojej postawie na prawdę niczego niepokojącego?
                        • justi54 Re: Byłabym wściekła n/t 13.07.07, 10:02
                          To jest prawda przecież "znamy" się nie od dziś i wiesz jakie mam podejście
                          głównie do dziecka. W swojej postawie to widzę wiele niepokojących cech, ale
                          nie potrafię się powstrzymać.
                          • coco.a Re: Byłabym wściekła n/t 13.07.07, 10:22
                            proponuję poszukać pomocy u specjalisty, niestey toksyczny rodzic to piętno na
                            całe życie. Przed Wami dopiero wszystko się otwieta. Nie spapraj tego.
              • coco.a Re: justi54 13.07.07, 09:35
                Strata urlopu??? To on ma tylko 4 dni roku czy jak? Jak na rodzinę to rozumiem,
                że Ty też do fryzjera/kina/kosmetyczki nie chodzisz sama.
                W ogóle najbardziej poruszyło mnie to kategoryczne stwierdzenie o tym, ze nie
                ma prawa p.o.m.y.ś.l.e.ć o sobie 8). Niby dlaczego? Bo się ożenił?
                Nie no wytłumacz mi, bo pojąć nie mogę.
                Mój jeździ, ja jeżdżę, jeździmy razem. Wydajemy pieniadze nie tylko "na
                rodzinę". Jesteśmy szczęśliwi.
                • justi54 Re: coco.a 13.07.07, 09:46
                  Urlopu to on ma bodaj ponad 40 dni (taka praca), ale zawsze trudno mu go dotać
                  więc jak już się uda to nie chciałabym by go marnował dla kolegów. Nawet teraz
                  jak mamy wyjechać ja mam przez szefa podpisany urlop od 2 tygodni a mąż ma
                  dopiero o niego "walczyć".
                  • lila1974 Justi 13.07.07, 10:02
                    To tym bardziej pomyśl, jaką zrobiłabyś mu przyjemność, gdybyś zaproponowała,
                    by wybral się może z kumplami na ryby, grzyby czy kajaki (nie mam pojęcia, co
                    lubi). Podejrzewam, ze sam by z tego nie skorzystał, bo jawi mi się jako osoba,
                    która bardzo Was kocha, więc byłoby mu szkoda tych kliku dni, skoro ma ich malo
                    dla rodziny, ale jakże byłoby mu miło na wieść, ze żona dostrzega jego prawo o
                    decydowaniu o sobie.

                    Justi, tak w ramach eksperymentu, porozmawiaj z nim o takim dwudniowym
                    wyjeździe z kolegami i wysonduj, co on na prawdę o tym myśli, a nie tylko co
                    mówi pod Ciebie, znając Twoje podejście do sprawy.

                    Kurcze, mam ochotę sama z nim pogadać big_grin
                • justi54 Re: coco.a 13.07.07, 09:59
                  Do fryziera, kosmetyczki chodzę regularnie i to wtedy jak tatuś z synem mają
                  swoje męskie wypady. W kinie nie byłam od urodzenia małego, sama nie pójdę a
                  nie mamy go z kim zostawić.
                  • lila1974 Re: coco.a 13.07.07, 10:13
                    Jak to nie masz z kim? Mały zostaje z tatą, a Ty idziesz z psiapsiółą do kina.
                    Osobiście rzadko wychodzę sama, ale cieszy mnie sama świadomość, że mąż nie
                    miałby nic przeciwko. Myślę, ze Twój mąż też by tak miał. Nie korzystałby
                    nagminnie, ale cieszyłby się, że żona pozwala mu na odrobinę swobody.
                    • justi54 Re: coco.a 13.07.07, 10:19
                      Ale ja nie mam ochoty tracić czas z koleżanką bo nie sprawia mi to przyjemności.
                      • lila1974 Justi 13.07.07, 10:22
                        Ok, Twoje prawo.
                        Jednak nie wiesz, czy w skrytości ducha Twój mąż nie marzy o partii szachów
                        wyłącznie w towarzystwie przyjaciela.
              • gryzelda71 Re: justi54 13.07.07, 09:37
                justi54 napisała:
                Pieniądze zarabia się na rodzinę.

                Czylinowy tuz do rzęs,to kwalifikuje sie do wydatków na rodzine?
                • justi54 Re: justi54 13.07.07, 09:47
                  Tusz do rzęs kwalifikuje się.
                  • gryzelda71 Re: justi54 13.07.07, 09:50
                    To dobrze,bo już miałam wizje w głowie,że tylko dla dziecka wszystko kupujesz,bo reszta to fanaberiasmile
          • lila1974 Re: justi54 13.07.07, 09:32
            W sumie, jeśli oboje wyznajecie takie zasady, to mnie nic do tego.

            Ja nie umiałabym jednak tak zyć. Nie wyobrażam sobie po prostu, że nie mogłabym
            pojechać do koleżanek, bo mój mąż wyznaje zasadę, ze od ślubu nie mam prawa do
            samodzielnego poruszania się po świecie.

            Trzymanie mnie na smyczy odebrałabym jako brak zaufania, co absolutnie
            popsułoby moje małżeństwo. Skoro ufam mężowi, nie widzę powodu dla którego nie
            miałby odrobiny czasu spędzić z kolegami.
            • justi54 Re: lilia1974 13.07.07, 09:37
              Tak obojgu nam to pasuje (no mąż się czasem buntuje)jesteśmy już "starzy". Był
              czas w młodości na szaleństwa na swobodę teraz jest czas dla dziecka tym
              bardziej, że ten czas tak szybko upływa.
              • coco.a Re: lilia1974 13.07.07, 09:40
                Zupełnie bez złośliwości - przemyśl to jeszcze...
                • justi54 Re: Dziewczyny 13.07.07, 09:52
                  Padło pytania o granice wolności w małżeństwie to dałam odpowiedź. Szczerą,
                  prawdziwą. Wiem, wiem dziwna jestem zreszta taka opinie mam w pracy, w rodzinie
                  wsród znajomych. Tudno nie możemy być wszystkie takie same - prawda.
                  • lila1974 Re: Dziewczyny 13.07.07, 09:57
                    Justi, oczywiście, że każdy jest inny, jeden pozwoli sobie na więcej drugi na
                    mniej, ale z tego, co Ty piszesz wynika, że nie pozwalasz na wolność -
                    przypominam, ze jest ona podstawowym i nawet konstytucyjnie zagwarantowanym
                    prawem każdego człowieka.

                    Wolność, ktorą ograniczamy sobie sami w imię miłości do drugiego czlowieka jest
                    słodką niewola, ale wolność ograniczona przez z góry narzuconą zasadę jest
                    cierpieniem - czasami cichym, niedostrzegalnym, ale rodzącym prawdziwe
                    frustracje.

                    Zastanów się, skoro tak wielu ludzi postrzega Cie jako dziwną, więc może coś w
                    tym jest?
                    • coco.a Re: Dziewczyny 13.07.07, 10:00
                      Lila, właśnie miałam napisac to samo. Ton wypowiedzi (wystawię walizki, byłabym
                      wściekła, etc.) wskazuje, że to jest nienormalne podejście. Jak dla mnie
                      toksyczne. Naprawdę nie chodzi mi tu wyłącznie o krytykę, choć dezaprobata
                      takiego podejścia sama się cisnie, ale o to, ze warto z tym coś zrobić. Szkoda
                      nawet aby to ukochane dziecko patrzylo na taki "szczęśliwy", SKAZANY na siebie,
                      a nie będacy ze sobą z wolnego wyboru model.
                      • justi54 Re: coco.a 13.07.07, 10:07
                        Tak to prawda jestem toksyczna co już nie raz zarzucano mi na tym i innych
                        forach.
                      • lila1974 coco.a 13.07.07, 10:09
                        Poruszyląś tu coś, co dla mnie osobiście jest niezwykle istotne.
                        Nawet ostatnio powiedziałam o tym moim rodzicom.

                        Jednym z darów jakie od nich otrzymałam była świadomość, że są ze sobą dla
                        siebie. Przez całe życie miałam swiadomość, ze moi rodzice się kochają. Nie są
                        ze sobą dlatego, ze mają nas (swoje dzieci) i wywiązują się z obowiązku bycia
                        idealną rodziną. Wiedziałam, ze kochaliby się tak samo, gdybyśmy się na tym
                        świecie nie pojawili.

                        Gdy to mówiłam, mój mąż zapytał mnie, jak jest z nami. I na szczęscie
                        uświadomiłam sobie, ze z nami jest podobnie. jesteśmy razem dla siebie i
                        kochalibyśmy się równie mocno, gdyby nie dane było nam posiadanie dzieci.
              • lila1974 Re: lilia1974 13.07.07, 09:51
                A widzisz, czyli mąz jednak czasami wyraża sprzeciw. podejrzewam, że bardzo
                subtelny, bo nie chce sprawiać Ci przykrości, ale to nie ludzkie takie
                trzymanie go w klatce.

                I nie chodzi tu o szczeniackie szaleństwa, ale o zwykła i naturalną swobodę.

                Dwjka moich przyjaciół ustaliło taki model, jak Twój i widzę jak się z tym
                męczą. Właściwie to on go narzucił, bo ma podobną wizję rodziny do twojej. Ona
                przez to jest praktycznie ubezwłasnowolniona. Nie może nawet wyjechać na wyjazd
                zorganizowany z pracy, bo wie, z jakim fochem spotka się po powrocie.

                W sumie on ukręcił bat na włąsny tyłek, bo dla podkreślenie tej zasady, sam
                sobie też nie pozwala na wyjazdy, na które ma chęć. Ostatnio miał okazję
                pojechać do Norwegii na dorsza. Wyjazd zorganizowała firma współpracująca z
                jego działem, więc nic by go to nie kosztowało i był już blisko podjęcia
                decyzji na tak, wówczas ona mu wytknęła, że zasady obowiązują inne i nie
                pojechał.

                Oboje mają do siebie cichy żal, ale żadne nie chce się z tego wycofać, co jest
                dla mnie niepojęte. Do tego wszystkiego rodzi frustracje u obojga.
      • wieczna-gosia RJak przeczytalam wypowiedzi justi 13.07.07, 11:31
        to prawde mowiac zaczelam sie dusic. paradoks polega na tym ze moj maz
        prawdopodobnie takie cos by wytrzymal. Ja zwialabym po tygodniu. Przez wiele lat
        to ja bylam strona szwendajaca. Teraz moj maz znalazl sobie wlasne kumpeltswo i
        wiecej sie zaczal szwendac.

        Bo z drugiej strony- maz teraz zmienil prace urlopu nie ma. A wyjazdy byly
        zaplanowane- dla nas obojga bylo oczywiste ze ja pojade a nie bede jak Kaja
        tkwic przy jego boku. Wyjechalam z czescia dzieci. Za tydzien wyjezdzam z
        kolejna czescia dzieci, on wtedy zostanie sam. Caly czas wacham sie czy moze
        jednak pojechac sama- ale raczej nie pojade bo ja po prostu luibie jezdzic z
        dziecmi.
    • alusia_b Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 09:04
      To zdrowo jak facet pobeka w męskim towarzystwie od czasu do czasu. A jeszcze
      zdrowiej jak ja na 3 dni jade do SPA np z 7 kolezankami ))
    • joanna_poz Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 09:07
      moj parter co roku z kolegami wyjeżdza bez nas na tydzień zima na narty.
      ja na nartach nie jeżdzę i nie pałam chęcią nauki, dlatego zostaję sama w domu
      z dzieckiem i psemsmile

      nie mam nic przeciwko tym wyjazdom, bo nie widzę powodu, aby on z powodu mojej
      niechęci do nart rezygnował ze swojej pasji.
    • aluc Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 09:28
      no i znów IMHO nie chodzi o sam wyjazd, a sposób załatwienia sprawy smile
      nie mam nic przeciwko męskim wyjazdom, a nawet sama muszę wtedy mu zarezerwować
      samolot, hotel i inne takie, nie mam również nic przeciwko damskim wyjazdom wink
      ale jakoś nie mamy problemu z uzgodnieniem kto, dokąd i z kim, ak drugiej
      stronie coś nie odpowiada, to negocjujemy
      stawiania przed faktem dokonanym nie lubię i to jest problem

      tak na marginesie, czytając ostatnio niniejsze forum, dochodzę do wniosku, że:

      - mój związek upada (lubię babskie wakacje i nie czuję się opuszczona, jeśli on
      jedzie na męskie, oraz czerpię przyjemność ze spędzania czasu bez niego i nie
      tęsknię rozpaczliwie w każdej sekundzie)
      - jestem fatalną matką (czuję ulgę na samą myśl o perspektywie pozbycia się
      dzieci na parę dni oraz nie tęsknię rozpaczliwie w każdej sekundzie)

      na szczęście zdanie mam zgoła odmienne wink
      • ewulaw1 Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 09:48
        Mam podobne podejście do sprawy. Nieobecność męża w domu traktuję jako chwilę
        wytchnienia, chwilę dla siebie(+opieka nad dzieckiem).miałam jedynie wątpliwości
        co do sposobu załatwienia sprawy.wydaje mi się, że wypadałoby zapytać-chociaż i
        tak bym sie zgodziła.Do tego doszła wątpliwość, czy aby u mnie w
        związku-ocenianym przeze mnie jako udany-nie dzieje się coś złego, czego ja nie
        zauważam-mąż jedzie sam, ja nie mam nic przeciwko. A dlaczego? W zdecydowanej
        większości małżeństw moich koleżanek o podobnym stażu małżeńskim wyjazdów bez
        rodziny sie nie praktykuje. Widzę, że nie tylko ja jestem taka liberalna.
        A swoja drogą ciekawa jestem jak duży jest margines prywatności w Waszych
        związkach. My raczej nie mamy przed sobą tajemnic i dosyć dużo czasu spędzamy
        osobno.
    • karanissa Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 09:36
      Moj niemaz co roku tak sobie jezdzi w okolicach czerwca - skrzykuja sie z 3-4
      kumplami i jada do "domku w lesie" - a juz jak sa jakies rozgrywki w pilce
      noznej, to bankowo. ZAWSZE ustala ze mna termin (wyjazd trwa nie dluzej niz 5
      dni). Ja zostaje wtedy z synkiem - najwazniejsze, ze niemaz zabiera ze soba
      PSA. Pies bawi sie wysmienicie, spi caly dzien na drewnianym tarasie, z rzadka
      wypuszczajac na krotka przebiezke po lesie. Wiem, ze bawia sie dobrze, jest
      piwko, grill i spanie do 12.00.

      I rowniez nie czuje sie tym dotknieta. Niech se chlop pojedzie. Ja tez bym
      chetnie tak pojechala, tyle ze zadna z moich kolezanek nie ma takiego "domku w
      lesie" i kazda zarobiona jakos, czasu nie ma, zeby wyrwac sie na te pare dni
      poza sezonem...
      • denay Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 09:47
        to nie dość, że wyrodna matka jestem
        to na dodatek fatalna żona
        bo oddycham sobie pełną piersią już drugi tydzień
        "siedząc" w domu bez męża i dziecka...
    • gorzkasweetie Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 09:49
      Wyjazd byłby w pełni ok, ale oczywiście po ustaleniu. Żadnych faktów
      dokonanych. I na wymianę. Gdybyśmy wczesniej się umówili - w tym terminie
      odpoczywam sobie ja a w tym ty - bez problemu. Uważam że czasem naprawdę trzeba
      od siebie odrobinę odpocząć. Mój mąż własnie samorzutnie zaproponował że na
      czas swojego tygodniowego urlopu bierze naszą córę do swojej mamy na wieś. A ja
      owszem w tym czasie pracuję, ale jednak to trochę odpoczynku będzie tak
      samotnie w domu smile Napewno będzie mu się za to tez jakis odpoczynek od nas
      należał, bez problemu to wspólnie ustalimy.
    • soemi Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 10:05
      Kwestia indywidualna. Po powrocie wręczyłabym mężowi dziecko i sama wyjechała
      na 2-3 dni - jeśli nie będzie to ze szkodą dla dziecka, bo np karmisz piersią.
      Nie miałabym nic przeciwko temu, ale raczej po uzgodnieniu kiedy on jedzie i
      kiedy ja jadę.
    • e_r_i_n Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 10:51
      Nie akceptuje stawiania przed faktem dokonanym - sama tak nie robie i tego
      samego oczekuje od meza. Mamy dziecko, wspolne zycie, wiec nie da sie zyc jak
      za 'kawalerskich' czasow.
      Dlatego wyjscia/wyjazdy ustalamy. Nie prosimy o zgode, tylko dogadujemy.
      Wyjezdzamy sami, wychodzimy i nie widze w tym niczego zlego.
      Wlasnie dzisiaj w nocy wyprawilam meza na trzydniowa impreze, a sama jade z
      kolegami z pracy na finał Ligi Światowej do Katowic smile. A dziecko u babci
      nieteskni za nami wink.
      • justi54 Re: erin 13.07.07, 12:09
        u mnie z tą różnicą, że moi faceci chodzą tam razem od dwóch dni. Widzisz mój
        mąż woli zabrać syna na siatkówkę niż pójść tam z kolegami. Ja z powodu
        astronomicznych cen biletów zrezygnowałam z rodzinnego wyjścia.
        • e_r_i_n Re: erin 13.07.07, 12:28
          A moj maz (i ja) lubimy rownowage - czyli zapewnianie atrakcji sobie, sobie i
          dziecku, kazdemu z osobna.
          Moje dziecko na meczu bylo rok temu, w tym roku checi wyjscia nie wyrazilo. Dla
          niego meczarnia bylyby godziny w dusznej sali.
          Co do cen biletow - mam jedno hasło:
          Bilet - 250 zl. Zobaczyc Polakow w akcji - bezcenne smile.
          • justi54 Re: erin 13.07.07, 12:35
            A moi faceci to prawdziwi pasjonaci zresztą mały był na fianałach już w maju
            czy czerwcu 2001 roku jak miał 2 miesiące (chyba stąd mu to zostało). Co do cen
            biletów - mam jedno hasło: Organizatorzy i koniki oszaleli. Kasę wolę wydać na
            dobre perfumy, no ale ja nie jestem prawdziwym fanem siatkówki.
            • e_r_i_n Re: erin 13.07.07, 12:39
              justi54 napisała:

              > A moi faceci to prawdziwi pasjonaci

              Moje dziecko tez, ale woli ogladac w TV smile.

              > Co do cen biletów - mam jedno hasło: Organizatorzy i koniki oszaleli.

              Bez przesady. Mowiac szczerze moim zdaniem bilety sa tanie - 250 zł za
              najlepsze miejsca podczas finalu? Przypuszczalam, ze tyle beda kosztowac
              najtansze.

              > Kasę wolę wydać na dobre perfumy, no ale ja nie jestem prawdziwym fanem
              > siatkówki.

              I chyba w tym sęk smile.
    • lola211 Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 12:15
      Dla mnie to calkowicie naturalna sytuacja.
      Facet nie jest moja wlasnoscia i moze dysponowac swoim czasem jak uwaza.Chce
      wyjechac? Niech jedzie.Nie trzymam go na smyczy.
      • emilly4 A co na to maz justi? 13.07.07, 12:58
        Justi,a co na twoje zachowanie mowi maz?? Nieustanne oszczedzanie(z tego powodu
        nawet do psychologa nie pojdziesz:/),pilnowanie-ani twoj maz ani ty nie macie
        prywatnego zycia,a fakt,ze od kilku lat jestescie malzenstwem nie oznacza,ze
        jestescie malzenstwem syjamskimsmile,za kilka lat Twoj synek bedzie mial wiecej
        olegow,swoje tajemnice,a za kilkanscie bedzie wychodzil na noc-JAK WTEDY TO
        PRZEZYJESZ??

        CZASAMI,ABY ZATESKNIC ZA DOMEM TRZEBA NAJPIERW Z NIEGO WYJSC! NIE BADZ
        TOKSYCZNA MAMA!
        • justi54 Re: A co na to maz justi? 13.07.07, 13:07
          Mąż się trochę buntuje, ale tylko trochę. Tu nie chodzi o nieustanne
          oszczędzanie tylko o wydawanie pieniędzy z rozumem. A co do synka to masz rację
          że za kilka lat będzie miał swoje życie i właśnie dlatego teraz muszę się
          nacieszyć tym fantastycznym wiekiem. Jak mały podrośnie to niech sobie mąż
          jedzie wtedy jego nieobecność nie będzie mi tak dezorganizowała życia domowego.
          • zebra51 Re: A co na to maz justi? 13.07.07, 14:57
            justi54 napisała:

            > Mąż się trochę buntuje, ale tylko trochę.
            Jak mały podrośnie to niech sobie mąż
            > jedzie wtedy jego nieobecność nie będzie mi tak dezorganizowała życia
            domowego.



            Masakra, wybacz, ale jakbym była Twoim mężem, to chyba bym z tego wyjazdu juz
            nie wróciła.
            Ale masz farta, trafił Ci się egzemplarz bez ikry. Jest szansa, ze się jeszcze
            z rok pobuntuje i zasiądzie na stałe w bujanym fotelu.
            • justi54 Re: zebra51 13.07.07, 15:09
              Oj ikry to on ma że aż mu się wylewa. A z wyjazdu to on by wrócił do syna
              oczywiście.
              • e_r_i_n Re: zebra51 13.07.07, 15:11
                justi54 napisała:

                > A z wyjazdu to on by wrócił do syna oczywiście.

                Jakbym była swiadoma, ze w sumie to syn trzyma meza przy mnie, to bym sie
                zdecydowanie chciala zmienic.
                • justi54 Re: erin 13.07.07, 15:16
                  Źle to zrozumiałaś erin to nie syn trzyma męża przy mnie a miłość, miłość,
                  miłość.
        • lola211 Re: A co na to maz justi? 13.07.07, 13:14
          O rany, dajcie juz Justi spokoj.Skoro im odpowiada zycie w klatce na uwiezi to
          co komu do tego? Jak ktos po zawarciu zwiazku pełni juz role tylko i wylacznie
          ojca/ meza(matki/zony) to jego brocha.Jego zycie.
    • agao_72 Mój mąż jedzie 13.07.07, 14:17
      na wakacje sam. znaleźliśmy dwutygodniowy wypad na Krym w sierpniu. zawsze
      marzyło wyjeździe w tamte strony. więc pojedzie i odpocznie, od nas, od kotów
      od domu. taki odpoczynek od rutyny codziennej i realizacja marzeń nalezy się
      kazdemu.
      on, wiedząc, że ja marzę o Maroku, wypchnął mnie tam. i cieszył się jak wariat
      moją radością.
      ale my nie stawiamy się przed faktami dokananymi - raczej informujemy partnerów
      z wyprzedzeniem.
    • jusienka Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 14:52
      My mamy bardzo duzo swobody w malzenstwie. Osobne wyjazdy, moje regularne
      wyjscia do kina z jego przystojnym kolega z pracy, meza wyjazdy z kolegami np 2
      tygodnie na Syberii, wyjscie na striptiz (nie moje), jego znajomi i moi znajomi
      niekoniecznie zawsze sa wspolnymi znajomymi - dla nas zaden problem. Tylko w tym
      tygodniu maz byl sam wieczorem na kreglach z kolegami z pracy, a chwile pozniej
      caly dzien na wyjezdzie, a ja mam jutro zaplanowany caly dzien sama na zakupach.
      Mamy osobne komputery, osobne kontakty i jakos nie widzimy potrzeby przegladania
      ich. Kawal czasu dobrze nam sie tak zyje i nigdy nie widzielismy podstaw do
      jakichkolwiek zgrzytow z tego powodu. W drobnych sprawach (typu wyjscie na
      striptiz ;O) to zadnych specjalnych narad nie ma, ale osobne wyjazdy na ogol sa
      planowane przy porozumieniu stron.
      • justi54 Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 15:11
        No tobie to się wielbiciel striptizu na Syberii trafił. A na jakim filmie
        ostatnio byłaś z tym przystojniakiem z pracy?
        • jusienka Re: wolność w małżeństwie-granice 13.07.07, 15:35
          Ostatnio to chyba na Rysiu, ale ja juz nie mieszkam w pl i przystojniak
          ozeniony. Justi, czytalam co wczesniej pisalas. Ja zaborcza w ogole nie jestem,
          moj maz tez nie. I z dziesiec lat naprawde swietnie nam sie zyje, a co
          najwazniejsze mamy zdrowa i fajowa corke i czas to najbardziej lubimy i tak z
          nia spedzac.
    • justi54 Re: no to pa dziewczyny 13.07.07, 15:19
    • twojasasiadka Re: wolność w małżeństwie-granice 14.07.07, 13:39
      moje zdanie jest takie...w duszy szlag by mnie trafił..wink ale co mialabym
      zrobić?
      niech jedzie..ale pod warunkiem-że ja tak samo mogę wyjechać sama.
      Taki układ jest uczciwy-że i facet i kobieta jak ma ochotę to sam/sama gdzieś
      wychodzi czy wyjeżdża.Jesli robi to tylko jedna strona, uważając to za
      oczywiste,a przy okazji druga siedzi w domku z dziećmi to jest to dla mnie nie
      do przyjęcia.Powiedz mężowi,że tego a tego czasu chcesz mieć weekend tylko dla
      siebie i wyjeżdżasz z koleżanką-tak będzie ok..choć jak znam życie nie zrobisz
      tegowink a gdybyś zrobila to mężuś zrobiłby Ci conajmniej wykładwink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka