Dodaj do ulubionych

relacje rodzinne

31.07.07, 11:33
Sprawe mam. Otoz mój i brata ojciec od kilku lat ma nowa zone, b. spoko
babeczke, która ma z poprzedniego zwiazku corke (mezatka). Na poczatku
ukladalo się miedzy nami wszystkimi ok, spedzalismy razem czas i wydawalo się,
ze dobrze się wspolnie bawimy do momentu az miedzy nami dziecmi nagle się
popsulo. Zarówno wedlug nas mlodych, ojca, a także – co znamienne - jego zony
stalo się tak dlatego, ze tamta para zaczela być zazdrosna o to, ze wszyscy
czworo (ja mezatka, brat ma narzeczona) zaczelismy sobie lepiej radzic
finansowo. W zwiazku z tym rozpoczelo się unikanie przez nich wspolnych
spotkan rodzinnych oraz ostentacyjne izolowanie się kiedy już do nich
dochodzilo jak np. rozmowa miedzy soba kiedy tylko zaczynalismy jakis temat.
Spotkania te wiec upadly i razem widujemy się może ze 3x do roku na
oglnorodzinnych uroczystosciach („rodzice” tlumacza to tym, ze oni stosuja
taktyke „co z oczu, to z serca”, ale dlaczego musi być az tak kijowo kiedy już
się spotkamy?). Jest wiec niezbyt fajnie, co nam przeszkadza - nie jestesmy do
tego przyzwyczajeni, bo z pozostalymi czlonkami obu rodzin oraz z naszymi
znajomymi mamy swietny kontakt i taka sytuacja, w dodatku w najblizszym
gronie, jest jak z kiepskiego snu. W dodatku jestesmy teraz z tym sami,
ponieważ mój brat wyjechal na stale do Australii i dla niego problem po prostu
zniknal. Może jestem przewrazliwiona i nie powinnam w ogole się nad tym
pochylac, bo rozne ludzie maja stosunki rodzinne, tyle ze nie potrafie, bo
meczy mnie ta wiszaca w powietrzu siekiera, sztuczne usmiechy i dziwne miny za
kazdym razem kiedy już przychodzi nam się spotkac... Aha, cala ta sytuacja
jest jeszcze udziwniona kilkoma faktami. Po pierwsze, nie zaprosili nas do
siebie na rewizyte, choc "za dobrych czasow" , u brata byli 2 razy, u nas raz.
Po drugie, kiedy urodzil się nasz syn, w zasadzie go nie widzieli, ponieważ
mielismy się wspolnie umowic, co nie doszlo do skutku (w bezposredniej
rozmowie ja jako pierwsza zaproponowalam date, a oni akurat nie mogli; padlo
„no to się zdzwonimy”, no i się nie zdzwonilismy…wink. Może to ja powinnam była w
tej kwestii bardziej nalegac, ale w moich praktykowanych stosunkach
kolezenskich ten kto akurat nie moze się spotkac odzywa się nastepnym razem
pierwszy. Podobnie rozumial to również brat i nasz tata, u których upewnialam
się co do slusznosci swoich pogladow (nie wiem natomiast jak „macocha”
ponieważ się nie wypowiadala). Coz, skonczylo się wiec tak, ze zobaczyli go
dopiero na jakiejs ogolnorodzinnej uroczystosci. No a potem była jeszcze jedna
sytuacja – ich rocznica, na która zaprosili nas wszystkich oraz ogółem mnostwo
gosci, bo wydawali wielkie przyjecie zastepujace wesele, którego nigdy nie
mieli. Przy tej okazji padlo znowu odgorne stwierdzenie (ale nie pamietam z
ktorej strony, bo był rozgardiasz), ze umowimy się wspolnie na obejrzenie
zdjec z tej biby, do czego oczywiście nie doszlo. My, wiedzac jak jestesmy
lubiani, nie chcielismy sami się dopytywac, a oni nie ponowili zaproszenia,
zapewne w odwecie, choc nie wiem za co, bo roznica w odniesieniu do
poprzedniej sytuacji była taka, ze ja zaproponowalam termin, oni zas w ogole
sprawe milczeli… Poza tym w tym akurat przypadku „macocha” wyrazila do nas
opinie, ze trzeba by jakos doprowadzic to spotkanie do skutku, ale
najwyrazniej nie znalazla posluchu lub w ogole zrezygnowala, bo do niczego nie
doszlo... Konkluzja tego eseju jest taka, ze jestem pokojowa osoba i nie jest
mi z tym wrogim nastrojem dobrze (zwlaszcza ze ja do nich nic nie mam, z
wyjątkiem lekkiego zalu, ze tak się porobilo). Niezaleznie od tego co było czy
czego nie było, chcialabym zeby te stosunki wygladaly lepiej, dla zdrowia
psychicznego wszystkich nas. Nie wiem tylko czy to możliwe, zwlaszcza, ze jak
twierdza „rodzice”, bardzo chcieliby zeby miedzy nami bylo lepiej, ale
"macocha" szczerze powiedziala nasm, ze uwaza, ze ta sytuacja może się zmienic
jedynie kiedy oni będą mieli swoje dziecko, a tym samym pojawi się miedzy nami
jakis neutralny, niezapalny temat, który sprawi, ze nie będą mysleli o
roznicach, a o podobienstwach… Ja nie jestem przekonana. Nie wiem natomiast
czy ona rozmawiala tez na ten temat z nimi, bo szanuje to, ze nie wszystko
musi nam mowic, choc z drugiej strony takie jej stwierdzenie moze sugerowac,
ze sondowala sprawe i wysnula takie wnioski... Pytanie brzmi wiec: macie
jakies sugestie, czy dac sobie siana i jechac na tym wozku, czy cos
polepszajacego kombinowac, inicjowac jakis meeting, postarac sie? Tylko nie
mowcie, zebysmy z nimi o tym porozmawiali, bo niby o czym („sluchajcie, wiemy
od rodzicow dlaczego się izolujecie, choc wy się do tego nie przyznacie, no w
kazdym razie udawajcie, ze jest ok., to będziemy się wszyscy lepiej w swoim
towarzystwie czuc…”wink? Pzdr
Obserwuj wątek
    • fugitive Re: relacje rodzinne 31.07.07, 11:43
      to moja rada :daj sobie sianasmile, z tego co napisałaś wasze relację są poprawne,
      nie dochodzi między wami do kłotni czy napięć, jesteście zapraszani na imprezy
      ( typu rocznica) i myślę że jest ok. Po co na siłę próbować się zaprzyjażniać,
      widać z jakiegoś powodu nie chcą z wami spędzać dużo czasu i maja do tego prawo
      ( czy powód jest taki jak myślisz, no to trudno powiedzieć) jesli
      stwierdzenie "zdzwonimy się" kończy sie tylko takim stwierdzeniem to daj
      spokój, odpuść, jeszcze raz napiszę maja prawo tak się zachowywać i fakt że
      jesteści rodziną, nie koniecznie oznacza że musicie się przyjaźnić. Aha i na
      Twoim miejscu dałabym spokój z omawianiem tej sytuacji z rodzicami, bo i po
      co, dorośli w końcu jesteście
      • topcia27 Re: relacje rodzinne 31.07.07, 12:02
        Popieram poprzedniczkę! Olej to cienkim sikiem! Nic na siłę!
    • olimpiap Re: relacje rodzinne 31.07.07, 12:20
      Zazdrość o coś co macie a oni nie to częsta przyczyna zmiany zachowań.
      Podejrzewam ze oni nie przyznaja sie do powodów i albo bedziecie sami na siłę
      dążyć żeby było jak kiedyś (z niekoniecznie pozytywnym skutkiem) albo pogodzić
      się że raczej mogą się bardziej poluźnić Wasze relacje. Miałam podobną sytuację
      z koleżankami. I skończyło się tym że nie widujemy się i nie utrzymujemy
      kontaktów a powód hmmmmm moje szczęście.
    • burza4 Re: relacje rodzinne 31.07.07, 12:23
      Rodzina nie ma obowiązku się przyjaźnić, zresztą tak naprawdę jesteście jedynie
      skoligaceni. Nie wiem czy twoje odczucia co do powodów takiego stanu są słuszne
      czy nie, może po prostu nie odbieracie na tych samych falach?

      niezależnie od powodów - nie ma tu specjalnie powodów do rwania włosów z głowy.
      Nie widzieli twojego synka, no i cóż? widać nie interesuje ich twoje życie,
      jesteście dorośli i sami dobieracie sobie znajomych. Oni również.

      Osobiście nie widzę nic dziwnego w tym, że spotykacie się 3 razy w roku, tym
      bardziej nie widzę nic dziwnego w tym że nie doszło do rewizyty ani że nie
      przyjechali oglądać waszego dziecka. Mam wielu kuzynów, z którymi się widuję
      jeszcze rzadziej i jakoś nad tym nie płaczę. Rodzina rodziną, ale nie moje
      klimaty po prostu. Widać oni nie mają potrzeby zacieśniania więzów, stąd jeśli
      są już przyciśnięci okolicznościami - propozycje padają niezobowiązujące "się
      zdzwonimy". Jest to wystarczająco wyraźny sygnał, żeby się nie narzucać.
    • ania5558 Re: relacje rodzinne 31.07.07, 14:33
      Może oni mają problem z poczęciem dziecka? I unikają Was od momentu Twojej
      ciąży? To nie jest rzadkie w takich sytuacjach... Tym bardziej, ze matka coś
      wspominała o dziecku.
      Ale pomijając przyczyny, jeśli oni nie chcą utrzymywać, rozwijać znajomości (a
      ich zachowanie wyraźnie o tym świadczy!!!), to najrozsądniej jest się
      dostosować. Być może zmieni się to za jakiś czas, ale na pewno nie powinniście
      na siłę ich uszczęśliwiać. A z tego co piszesz nie macie problemów
      towarzyskich, więc spokojnie możecie odpuścić tą znajomość.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka