Dodaj do ulubionych

Niemowle/male dziecko a wynajmowane mieszkanie

10.09.07, 09:52
Zakladam ten watek zeby troche sie pozalic... Czy ktoras z mam jest
w podobnej sytuacji jak ja, tzn. wychowuje swoja pocieche w
wynajmowanym mieszkaniu, a dokladnie kawalerce? Jak sobie radzicie z
organizacja zycia an tak malej przestrzeni, biorac pod uwage ilosc
gadzetow dzieciowych i to, ze ciezko, zwlaszcza na poczatku utrzymac
idealna czystosc i porzadek? No i przede wszystkim jak radzicie
sobie ze swiadomoscia ze mieszkacie juz z rodzina w nieswoim domu, i
jakie macie perspewktywy na wlasne cztery katy?

Mnie ten caly temat strasznie doluje, kawalerke wynajmujemy z mezem
od 3 lat, jest to 29m. Dla naszej dwojki wystarczalo, zwlaszcza ze
jestem pedantka i zawsze udawalo mi sie wszystko utrzymac w
nalezytym porzadku i na miejscu. Niesttey, odkad pojawila sie nasza
coreczka, nie radze sobie z tym juz tak dobrze, jest po prostu za
ciasno, ciagle gdzies cos lezy na wierzchu, bo po wstawieniu
lozeczka i komody na dzieciece rzeczy, i jeszcze trzymaniu wozka w
pokoju robi sie po prostu graciarnia.. Chcemy, wlasciwie musimy
wynajac wieksze, 2 pokojowe mieszkanie, ale chcielismy to troche
odwlec ze wzgledu na koszty. Postanowilam wczesniej zbadac rynek, i
okazuje sie, ze wynajecie mieszkania gdy ma sie melutkei dzieco nie
jest takie latwe. Dzwonilam juz w kilka miejsc, i chyba na 10 ofert
tylko jeden wlasciciel dopuszczal mozliwosc wnajecia mieszkania
malzenstwu z dzieckiem.

Najbardziej jednak w tym wszystkim doluje mnie fakt, ze jestesmy
skazani na wynajmoanie pewnie jeszcze przez pare lat co najmniej, a
co potem??? Jestesmy z Warszawy, tu pracujemy, i tu kupienie 2
pokoi, i to w kiepskim raczej stanie, do remontu to wydatek co
najmniej rzedu 300 tysiecy zlotych i rata rzedu 1800-1200 zl. A my
mamy zdolnosc kredytowa jedynie na kawalerke, w ktorej jak wlasnei
sie przekonujemy, zycie z dzieckiem to wyzwanie. Poza tym nadal
wynajmowanie mieszkania, nawet 2 pokoi jest kilkaset zlotych tansze
niz splacanie kredytu za takie samo powierzchniowo mieszkanie. Tylko
ze w dluzszej perspektywie jest to sredenio przyszlosciowe -
czlowiek i tak placi,moze mniej, ale i tak nie ma nic swojegosad

Przeraza mnie to, ze lata leca, mamy juz dziecko, staramy sie jak
mozemy jesli chodzi o prace, nie zarabiamy znowu az tak malo, a i
tak ceny mieszkan sa tak horrendalne, ze nie mamy szans na wlasne
przyzwoite mieszkaniesad((

Jak jest u Was?
Obserwuj wątek
    • deela wcale w ogole mi cie nie zal 10.09.07, 10:10
      nic a nic
      ani tyci
      bo jestem DOKLADNIE w identycznej sytuacji
      dziecko sztuk 1 11 m-cy
      kawalerka 27 m
      kupowac za chiny nie kupie nie przy tych cenach, nie bede splacac pier...ej
      kawalerki do 70 tki bo nie, bo cche miec drugie dziecko a w kawalerce to wykluczone
      mysle ze w tej pomieszkamy czas jakies jeszcze bo na swoje mieszkanie widokow na
      razie zadnych a do tesciow wroce tylko z wizja mieszkania pod mostem przed
      oczami.... i tylko ze wzgledu na dziecko, inaczej nie ma opcji.....
      myslalam o dwupokojowym mieszkaniu ale mimo iz nie zarabiamy az tak malo to na
      mieszkanie na 1500 zl m-cznie zwyczajnie nas nie stac
      jak to urzadzilam? kuchnia mikra nic sie nie miesci przedpokoj mikry ale na
      szczescie jest wbudowana szafa w ktorej sporo sie miesci (czyt. dokumenty,
      papiery odkurzacz i nasze ciuchy)
      w pokoju postawilismy w jedynym kacie jaki istnieje (taki uklad mieszkania)
      biurko narozne (kupione w jyskk za 250 zl)to oszczedza sporo miejsca, na scianie
      po lewej miesci sie jeszcze lozeczko i kanapa, po prawej barek (ktory po wielu
      chorobach malego za apteczke sluzy) pod nimw szafce poupychalam ciuchy mlodego,
      jest mala sofka dla gosci i kolumna na ksiazki, poza tym wlazla jeszcze szafka z
      wneka na tv (w ten sposob nie musimy miec stolika pod tv i w tej szafce sa tez
      ubrania) a ciuchy mlodego ktore nosi na biezaca poupychalam w pufach (jak sie
      nie zmiesci jak sie zmiesci?) w pokoju jest tez mala szafeczka krzeselko do
      karmienia (z ikei- wybrane ze wzgledu na rozmiary i cene) i wozek tez
      wszedl.... pozbylam sie gondoli najszybciej jak moglam bo mase miejsca
      zajmowala, i kupilam mala spacerowke i teraz sie chociaz ruszyc mozna
      wiec widzisz nie tylko ty jestes w takiej sytuacji tongue_outtongue_outtongue_out
      • pauli30 Re: wcale w ogole mi cie nie zal 10.09.07, 10:31
        No nasza kawalerka tez ma wneke, i tam urzadzilismy kacick dla corki.
        Musielismy np. zrezygnowac ze stolu na rzecz niewielkiej rozkladanej
        lawy bo miejsce stolu zajela nasza kanapa, ktora stala uprzednio w
        kaciku dzidzi itp. dodatkowo mieszkanie jest wrecz zawalone
        ksiazkami, praktycznie w kazdym wolnym miejscu jest jakis regal czy
        regalik.
        U nas koniecznosc wynajecia czegos wiekszego podyktowana jest tez
        faktem, ze maz czesciowo pracuje w domu, udziela lekcji metmatyki i
        fizyki, i to jest pewna czesc naszego stalego dochodu, wiec musimy
        miec osobne pomieszczenie zebym ja mogla z corka gdzies sie schowac
        te 2-3 popludnia gdy przychodza uczniowie. Dotad, gdy malej nie bylo
        na swiecie, tak to zwykle organizowalismy ze jezdzilam wtedy na
        zakupy albo na rower a z dzieckiem przeciez nie wyjde zawsze na
        spacer bo co jak bedzie padac albo beda trzaskajace mrozy, albo mala
        bedzie chora?

        Masz racje z tym kredytem, srednio usmiecha mi sie placenie 30 lat
        calej swojej pensji za 30m w w bloku z wielkiej plyty (bo tylko na
        takie mieszkanie w najlepszym przypadku nas teraz stac.) Na rodzicow
        czy tesciow tez nie mamy co liczyc, przeciez nie bedziemy czekac az
        umra i zostawia nam swoje mieszkania (yo akurat makabryczny cytat
        wypwoiedzi mojej cioci na ten temat).

        STARAM SIE MYSLEC POZYTYWNIE, ALE CIEZKO W TAKIEJ SYTUACJI.

        • deela lawa to podstawa 10.09.07, 11:14
          gdziezby tam stol.....
          ksiazki to bym chyba na polkach pstawila a polki mozna zawiesic wszedzie za
          wyjatkiem miejsca nad lozeczkiem rzecz jasna :o
          a korepetycje... hmmm wiesz milion lat temu jak bralam korepetycje to z
          kolezanka chodzilysmy do nauczycielki doszkoly ktora za mikre pieniadze
          wynajmowala pomieszczenie od szkoly po lekcjach , jeli maz jest nauczycielem to
          moze pogada z dyrektorem szkoly?

          nie stresuj sie co nas nie zabije to nas wzmocni :o
    • marysienka110 Re: Niemowle/male dziecko a wynajmowane mieszkani 10.09.07, 10:35
      tez wynajmujemy, ale nie kawalerke i bardzo nam z tym ciezko.
      jakos tak nie mam sily zeby cos fajnego w nie moim mieszkaniu robic.
      niestety przez ostatnie 7 lat przeprowadzalismy sie 5 razy, ale jak
      tylko nadarzy sie okazja wymienimy na jakies wlasne.
      Do tego trzeba wiedziec gdzie sie chce mieszkac, i gdzie sie moze
      mieszkac....
    • e_r_i_n Re: Niemowle/male dziecko a wynajmowane mieszkani 10.09.07, 10:40
      Przez 5 lat zycia mojego dziecka mieszkalam w kawalerce (chyba
      troche wiekszej, jakies 35 metrow), a potem w akademiku (pokoj tez
      tej wielkosci, podzielony na 3 czesci) i przezylam smile.
      Pewnie bylo mi latwiej, bo pedantka nie jestem. Wychodze z
      zalozenia, ze dom jest dla mnie, nie ja dla domu.
      Fakt mieszkania w nieswoim tez mnie nie ruszal - taka konsekwencja
      wczesnego rodzicielstwa.
      Teraz mieszkam w duzym (nadal wynajmowanym) mieszkaniu, na poczatku
      przyszlego roku biore kredyt na dom.
      Duuuzo pracy i sie poukłada smile.
      • dlania Re: Niemowle/male dziecko a wynajmowane mieszkani 10.09.07, 18:38
        U nas troche podobniewink:
        Z nasza starszą córką mieszkalismy w kawalerce wynajmowanej (małej, ciemnej,
        wilgotnej)ponad 2 lata, potem przez kolejne 2 lata w hotelu asystenckim.
        Gdy sie okazało, że drugie dziecko chce do nas dołaczyć, zmienilismy pokój w
        hotelu na 70-metrowy dom na wsi - ale daleko od akademickiego miasta, musiałam
        zrezygnować z planów naukowych. Nie żałuje zresztą.
        Teraz wynajmujemy 3-pokojowe mieszkanie w niewielkim mieście (za mniej niz
        kawalerke w tym duzym). A na wiosne planujemy kredyt (za 200 tysięcy jestesmy tu
        jeszcze w stanie kupić jakieś 50 metrów).
        Dom tez w planach, ale za jakies 10 lat (żeby dzieci już mogły same ze szkoły
        wracać).
        Nigdy mi bałagan nie przeszkadzał. Teraz, w 3 pokojach, jest duzo wiejszy niz
        był w jednymwink
        Korepetycji udzielałam z z dzieckiem w łóżeczku (jak spało) lub wynosiłam je do
        sąsiadki za ścianą (koleżanki zresztą).
        Wszystko sie jakos układa, tylko powoli. Jeszcze 5 lat temu słowa: kredyt na
        mieszkanie to była jakas abstrakcja. Potem pół etatu, trzy czwarte, teraz może w
        końcu będzie umowa na dłużej niż rok...
        Ja po tych chudych latach doceniam to, co mam.
        Bywało, że miałam 10 zł w kieszeni i stawałam w Biedronce zastanawiając sie, jak
        za to kupic jedzenie dwa dwojga dorosłych i dziecka na śniadanie i obiad.
        Kolacji zazwyczaj nie było.
        Bywało, że maszerowałam 8 km na nogach na uczelnie (dla zainteresowanych: 35-45
        min.), bo nie miałam na bilet.
        Bywało, że płakałam żalu, bo mi sie wózek dla dziecka złamał i zupełnie nie
        miałam na nowy (w końcu dostałam stary od koleżanki).
        Wynajmowanie kawalerki nie jest naprawde jakąs tragedią - ważne, że jesteście
        zdrowi, dziecko rosnie, oboje czy tez jedno z Was ma pracę. Trzymaj sie!
    • przeciwcialo Re: Niemowle/male dziecko a wynajmowane mieszkani 10.09.07, 10:40
      Wynajmowaliśmy kawalerke ze ślepą kuchnia mając jedno dziecko. BYło
      ciasnawo ale teraz jakomatka trójki dzieci z doswiadczenia wiem że
      dziecko ma z reguły za duzo rzeczy w stosunku do potrzeb. Wózek
      składalismy i nie było z nim problemu. A nie może stac na korytarzu?
      Skoro oboje pracujecie to szukajcie mieszkania i kredytu aby kupić
      własne. Potem bedzie trudniej.
      Znajomi kupili jednopokojowe mieszkanie 40 m i zrobili z tego 2
      pokoje.
    • majka003 Re: Niemowle/male dziecko a wynajmowane mieszkani 10.09.07, 10:42
      Myśmy nie mówili,że mamy małe dziecko-tak nam poradzili w
      nieruchomości. Po 2 m-cach jednak kobieta stwierdziła,że sprzedae
      mieszkanie,a my nie chcialiśmy go bo dla nas było za drogie,więc
      kupiliśmy na kredyt swoje 3 pok.(akurat tanie się trafiło i po
      remoncie).Do pracy dojeżdżamy ale jest ok. Powodzenia.A nie możecie
      poszukać czegoś poza W-wa??
      • bunny.tsukino Re: Niemowle/male dziecko a wynajmowane mieszkani 10.09.07, 11:06
        Ja tak żyję i nie narzekam. Wózek stoi na balkonie. Nic mu nie jest. rzeczy
        nieużywane wynoszę w kartonach do piwnicy i przynoszę jak są mi potrzebne np
        kurtki zimowe. Łóżka mamy we wnęce sypialnej, jedno koło drugiego, ( moje i
        Młodego) co zapewnia nam stosunkową bliskość przy pewnej autonomii wink Jak syn
        usypia to zasuwam kotarkę i mogę się pouczyć, posprzątać itp. Jak ma marudny
        dzień, to z w/w czynnościami przenoszę się do kuchni (na szczęście z oknem).
        Wolę to niż powrót do własnych rodziców wink Za wynajem płacę śmieszne pieniądze (
        w zasadzie po kosztach) gdyż właścicielka jest w Anglii i zależy jej tylko na
        utrzymaniu mieszkania. Choć dobija mnie fakt, że jet to mieszkanie komunalne,
        czyli przeznaczone nie na wynajem, ale właśnie osobom potrzebującym..
        • deela bunny 10.09.07, 11:09
          nie wiem jak pauli
          ale ja nie dysponuje balkonem (bo to parter i tu balkonow nie ma)
          ani piwnica (bo wynajeto mi mieszkanie ale nie piwnice)
          a na korytarzy nic stawiac nie mozna (taki regulamin, ze jka sie wqrwia to moga
          zgarnac i wywiezc "smietnik" z korytarzy)
          a ja tam nie trace pogody ducha smile
          • pauli30 Re: bunny 10.09.07, 11:37
            Mamy balkon, malutki i odkryty i stoi na nim juz rower, w ladne dni
            wystawiam tam tez wozeksmile a tak stoi we wnece, kolo lozeczka,
            zlozony. W przedpokoju niestety sie nie miesci, bo jest wielka szafa
            i regal, na klatce nie wolno. Piwnicy tez nie mamy, bo nam tez
            wynajeto mieszkanie, nie piwnice, w ktorej wlascicielka trzyma swoje
            rzeczy.

            Coz rzec, przypuszczam, ze najgorej mi ze swiadomoscia, ze teraz o
            wlasne lokum bedzie trudniej i trudniej, i ze pare lat temu jakby
            przegapilam moze jakis moment, w ktorym powinnismy byli kupic
            mieszkanie. Za cene dziejszych kawalerek spokojnie mielibysmy ladne
            dwupokojowe w nowym budownictwie. Niestety, zawsze bylo cos nie tak,
            albo umowa na czas okreslony, a to umowa-zlecenie u meza i w
            rezultacie banki nie dawaly nam kredytow, skladalismy wnioski 3 razy
            i dwa razy odrzucono w ogole a raz zdolnosc byla mniejsza niz
            oczekiwalismy. Gdybym wtedy wiedziala jak bedzie teraz, na pewno
            zdecydowalabym sie na tamten kredyt i kupila kawalerke, przynajmniej
            byloby cos na poczateksad A i tak uslyszalam juz od kilku kolezanek i
            kuzynow ze widocznie za malo sie staralam, ze to moja wlasna wina,
            ze nie mamy mieszkania. Ze dzis sie pracuje inaczej, i zarabia duze
            pieniadze przy odpowiedniej motywacji. Tyle ze ci sami ludzie w
            innym kontekscie przeklinaja swoje prace, ze zabieraja im zycie, ze
            maja dosc kieratu itp. itd.

            No tak, ja chcetnie poszlabym do pracy za 5-10 tysiecy netto, nawet
            jesli mialabym przez jakis okreslony czas pracowac po 10-12 godzin
            na dobe, jesli dzieki temu mialabym szanse na to cholerne wlasne m.
            Tyle ze nigdzie takiej pracy nie dostane, pol zycia spedzilam
            chodzac na rozne interwiew do roznych renomowanych firm, gdzie
            dobrze sie placi. Niestety, widac za malo przebojowa jestem sad, nie
            mam tez specjalistycznego wyksztalcenia i umiejetnosci((( i szczytem
            moich mozliwosci sa posady asystenckie z pensja rzedu 2000 netto, za
            ktore i tak jestem wdzieczna losowi.

            Ech, chyba wyczerpalam juz limit narzekania na dzis.

        • elske Re: Niemowle/male dziecko a wynajmowane mieszkani 10.09.07, 11:28
          Ja mieszkalam roznie:najpierw w domku przez rok z osobnym wejsciem, pozniej pol
          roku u tescia(najgorszy okres mojego zycia), pozniej mieszkanie na poddaszu, z
          osobnym wejsciem.Niby dwa pokoje , ale kuchnia rozmiar 1m x 3m,pokoje zagracone,
          bo wlascicielka nie pozwalala nic z nich wyniesc, w zimie lod na scianie w
          sypialni.wyprowadzilam sie z tamtad jak cora miala 3 mies.I wtedy trafila nam
          sie kawalerka ale duza 38 m2 :duzy pokoj z balkonem na cala dlugosc pokoju, duza
          lazienka, kuchnia, przedpokoj i do tego piwnica do naszej dysozycji.Mieszkanie
          bylo na parterze (nie musialam dzwigac wozka), a najlepsze bylo to ze w mojej
          klatce schodowej mieszkali sami ludzie mlodzi z malymi dziecmi.Mialam tylko
          jedna starsza pania, ktora mieszkala nade mna.Zawsze mnie pytala czy nie
          przeszkadza mi wieczoem telewizor jak roche glosniej oglada.A raz nawet do mnie
          przyszla zapytac czy mala spi, bo ma strasznie glosny odkurzacz i chciala
          poodkurzac mieszkanie a nie chce mi dziecka obudzic.
          To mieszkanie bylo najlepsze.Teraz wynajmujemy dom, ale juz nie mieszkam w Polsce.
          • pauli30 Od mieszkania z tesciami uchron nas panie... 10.09.07, 11:57
            My tez mielismy te watpliwa rozkosz mieszkania u tesciow w
            Pruszkowie gdy chwilowo bylam bezrobotna. Nasz pobyt tamze trwal
            rowno 2 miesiace, po ktorych zalapalam pierwsza lepsza prace jaka
            sie trafila (w sklepie Royal Collection, wszyscy znajomi sie
            dziwili, ze poszlam 'stac za lada') i pod tym pretekstem
            przenieslismy sie mieszkac spowrotem do Warszawy, do mieszkania
            ktore wynajmujemy do dzis. Jeszcze wtedy nie bylam na tyle odwazna,
            by wygarnac tesciowej (bo to o nia chodzilo) prawdziwe powody dla
            jakich nie da sie z nia mieszkac. Na szczescie szybko znalazlam
            lepsza posade, a co do mieszkania... powiedzialam wtedy tez sobie,
            ze nigdy wiecej nie bede dzielic chalupy z rodzina, chyba ze na
            okres kilku dni typu swieta czy jakies wizyty. To nie na moje nerwy.
            Przypuszczam, ze moj maz mialby te same odczucia gdyby musial
            mieszkac z moimi rodzicami. A jeszcze z dzieckiem... chyba bym
            oszalala. Juz teraz obie babcie przescigaja sie w wymyslaniu rzeczy,
            ktore mozna zrobic przy corce inaczej, lepiej i w zamartwianiu sie
            co jej moze dolegac. Wiem, ze kochaja ja do szalenstwa,i ze i tak
            ograniczaja sie jak moga w swoich naprawczych zapedach, bo znaja moj
            nerwowy charakter (obie sa takie same jak jasmile ale i tak bywa
            ostro. Wiec dla dobra wszystkich stron preferuje metode w miare
            ograniczonyh kontaktow (jesli mozna oczywiscie mowic o ograniczeniu,
            w sytuacji gdy jedna babcia mieszka w Pruszkowie, druga na Mokotowie
            a my na Ochocie... hmmm. Godzina-dwie jazdy, i tak mamy wsszystkich
            na glowie, przynajmniej 2 razy w tygodniu.
            • deela pauli w Pruszkowie? zartujesz ja tez! 10.09.07, 15:48
              pol roku po slbie i nigdy wiecej,
              zawsze cos nie tak
              niby sa spoko a potrafili sie o byle gie przyp...ic
              a to ze na gorze4 siedzimy i NIC nie robimy:oni jak czegos nie robia to sa
              nieszczesliwi a my nie mozemy filmu spokonie obejrzec......, a to ze klatka
              schodowa nie poprzatana a przeciez nia chodzimy! a to ze trawa nieskoszona
              (pieprze w piatym m-cu twae kosic na ktora w ogole nie wychodzilam, a jak raz
              chcielismy znajomych na grila zaprosic to nie bo nie, bo nie daj boze ktos piwo
              wypija a tesc alkoholik niepijacy i nie mozna go kusic, to co mam powiedziec
              ludziom, ze nie moga sobie jedego piwka wypic bo.....?) a to a tamto a owamto a
              ze moja biedna szwagierke (wtedy rozpuszczona 17latka) sie zastrasza (bo jej
              powiedzialam zeby nie robila syyfu w lazience skoro w niej nie sprzata, a
              sprzataniem to sie nie shanbila)
              zawsze jakas pie.......
              zawsze cos, nie wiem o co im chodzi... tylko tam mielismy pokoj jakies 35 m2 do
              tego NASZA kuchnia (wlasnymi silami i srodkami remontowana) i lazienka wspolna
              ze szwagierka....
              ooo to ja juz wole te 27 m na ktorych tkwimy
              i te dojazdy z Pruszkowa na bielany do pracy..... wykanczajace
              wyprowadzilismy sie jak bylam w 5 m-cu ciazy :o
              • pauli30 Re: pauli w Pruszkowie? zartujesz ja tez! 10.09.07, 17:38
                Mojej tesciowej z koli nie pasowalo to, ze nie chodzimy wszedzie
                razem... jej zdaniem para zawsze musi wychodzic razem, i ze to
                pierwszy krok do rozpadu zwiazku jak strony maja za duzo wolnosci.
                Jak np. jechalam po poludniu sama do Warszawy to od razu bylo
                wypytywanie a gdzie, a po co, a z kim, a kiedy wroce i czy ta
                kolezanka to ta ktora tesciowa poznala kiedystam na jakiejs imprezie
                u moich rodzicow. Poza tym tak samo - musielismy kryc sie z piciem
                piwa, bo maz wg niej ma zadatki na alkoholika (nie ma...) i nawet
                glupiej pizzy nie moglismy do domu zamowic bo 'po co jesc takie
                swinstwa skoro jest pyszna zupa etc.) Aha, najbardziej mojej
                tesciowej przeszkadzal fakt, ze potrafie zalozyc dwa dni pod rzad te
                same spodnie czy bluzke, i ze za rzadko kupuje sobie nowe ciuchy bo
                jej zdaniem kobieta powinna na pierwszym miejscu listy swoich
                wydatkow stawiac dbanie o siebie, zeby chlop nie polecial za inna:-
                )))
    • nulka83 Re: Niemowle/male dziecko a wynajmowane mieszkani 10.09.07, 11:44
      My niestety tez na wynajmowanym mieszkaniu bez perspektyw na kupno
      własnego. Ja dopiero studia skonczyłam i siedze z córcią w domu,
      tylko mąz pracuje i nie mamy zdolności kredytowej na kupno
      mieszkania we wrocławiu. Wynajmujemy dwu pokojowe mieszkanie ale
      malutkie 37m, ale faktycznie 2 pokoje sa niezastąpione przy dzidzi.
      sypialnia osobno, pokój dzienny osobno. czasem mysle ze tak do konca
      zycia w wynajętym bedziemy siedziec, masakra sad
      • mama.macieja poczatki zawsez trudne 10.09.07, 12:11
        my mieszkalismy w wynajmowanym w krakowie. potem urodził sie maciuś i
        przeneislismy sie do mojego rodzinnego domu. mimo ze meiszkamy z tesciami(tzn z
        moimi rodzicami) mamy cała góre domu do dyspozycji.
        jest ok. mama czesto zostaje z dzieckiem bo my jeszce konczymy studia dziennie,
        a maz moj pracuje...
        ale zaraz po obronie magisterki czeka nas dylemat... wyjazd za granize albo
        wynajmowanie mieszkania, bo na kupno narazei nas nie stac...
        • montechristo4 Re: poczatki zawsez trudne 10.09.07, 12:48
          oj, wydaje mi się, że przesadzasz trochę....
          Mieszkanie w bloku z wielkiej płyty nie kosztuje już dramatycznych
          pieniędzy (znajomi sprzedali ostatnio 66 m2, na Targówku w W-wie za
          365 tys). Zależy, czy chcesz mieć nowe i w dobrej dzielnicy czy może
          być z rynku wtórnego i trochę dalej.
          A dlaczego nie możesz poszukać mieszkania w Ząbkach, Markach,
          Legionowie, Jabłonnie? I niekoniecznie na nowym osiedlu?
          Nie wiem, ile zarabia Twój mąż, ale jeżeli porównywalnie do Ciebie -
          to chyba z kredytem na tańsze mieszkanie nie powinno być problemu.
          • pauli30 Re: poczatki zawsez trudne 10.09.07, 13:34
            Hm, ja nie mam specjalnych wymagan co do dzielnicy w ktorej mialabym
            mieszkac, moze to byc i Brodno i Targowek, choc powszechnie uwaza
            sie te rejony za niebezpieczne czy wrecz 'menelskie'. Nie musze tez
            mieszkac w nowym budownictwie. Rzecz w tym, ze wszyscy wokol lacznie
            z moim mezem sa na nie jesli chodzi o wielka plyte, i odradzaja nam
            taka inwestycje twierdzac, ze tylko na tym stracimy, ze mieszkania
            na blokowiskach beda jedynie tracic na wartosci, a my dalej bedziemy
            splacac horrendalny kredyt.

            z kolei lokalizacje podwarszawskie tez odpadaja ze wzgledu na meza,
            ktory wiekszosc zycia mieszkal w Pruszkowie i meczyl sie z
            dojazdami, do szkol, na uczelnie, potem do pracy i twierdzi ze nie
            chce serwowac tego ani sobie ani tym bardziej naszym dzieciom.
            Argumentuje tez, ze to co zaoszczedzilibysmy przy takiej opcji i tak
            wydamy, tyle ze na benzyne czy ogolnie dojazdy. Zreszta jemu tak
            naprawde nie przeszkadza to, ze mieszka nie na swoim, jest typem
            czlowieka ktory bierze zyciem jakie jest, zyje raczej dniem
            dzisiejszym i nie zamartwia sie o jutro, tak jak ja. Uwaza, ze jesli
            mamy brac kredyt to tylko na takie mieszkanie ktore naprawde nam sie
            bedzie podobalo, i ze wzgledu na lokalizacje i stan i ze jak bedzie
            nas stac na takie, to wtedy kupimy. Tyle ze ja to widze w czarnych
            barwach - nie sadze by bylo nas kiedykolwiek stac na kredyt rzedu
            500-600 tysiecy a tyle pewnie kosztowaloby mieszkanie w pelni nas (
            a zwlaszcza mojego meza) satysfakcjonujace...
            • burza4 Re: poczatki zawsez trudne 10.09.07, 18:20
              pauli30 napisała:

              Rzecz w tym, ze wszyscy wokol lacznie > z moim mezem sa na nie
              jesli chodzi o wielka plyte, i odradzaja nam > taka inwestycje
              twierdzac, ze tylko na tym stracimy, ze mieszkania > na blokowiskach
              beda jedynie tracic na wartosci, a my dalej bedziemy > splacac
              horrendalny kredyt.

              powiem tak - te same argumenty słyszę od kilkunastu lat - i jakoś
              się nie sprawdzają. To samo słyszałam kupując moje 3 pokoje w
              wielkiej płycie, teraz są warte 200 tysięcy więcej, nawet jeśli ta
              cena spadnie, to nie o tyle, żeby stracić.

              Fakty są takie - albo kupicie jak najszybciej mieszkanie najbardziej
              przystające do waszych potrzeb i możliwości, albo będziecie pakować
              w wynajem.

              Uwaza, ze jesli > mamy brac kredyt to tylko na takie mieszkanie
              ktore naprawde nam sie > bedzie podobalo, i ze wzgledu na
              lokalizacje i stan i ze jak bedzie > nas stac na takie, to wtedy
              kupimy.

              no to powodzenia, bo takie rzeczy to w Erze... tam gdzie wam się
              będzie podobało (czyli z bliskim dojazdem do centrum pewnie), w
              nowym bloku i jakieś 50 metrów - będzie was faktycznie kosztowało
              600 tysięcy. Mierz siły na zamiarysmile

              Jeśli widzisz szansę na to, żeby w najbliższym czasie zarabiać tyle,
              żeby wziąć kredyt na 30 lat i płacić raty po 2 tysiące (tyle ma moja
              koleżanka przy takiej kwocie) - to może i mąż ma słuszność. Tylko że
              to chyba mało realne?

              bieżący czynsz za wynajem to zmarnowana kasa, im szybciej, tym
              lepiej. Chyba lepiej mieć swoje, nawet w starszym bloku? jeślibyś 2
              lata temu kupiła kawalerkę w starym bloku - byłabyś teraz
              kilkadziesiąt tysięcy do przodu i wzrost cen na rynku mniej by cię
              dotykał.
    • run_away83 Re: Niemowle/male dziecko a wynajmowane mieszkani 10.09.07, 16:32
      my mieszkaliśmy pół roku na wynajmowanych za 950 zł miesięcznie 27 metrach
      kwadratowych, na 15 piętrze najobrzydliwszego bloku jaki kiedykolwiek widziałam,
      zwanego (zgadnijcie czemu big_grin) karaluchowcem. średnio co dwa - trzy dni winda nie
      działała i zachrzaniałam na to 15 piętro piechotą (nie raz i nie dwa z
      dziecięciem w foteliku w jednaj łapce i stelażem wózka w drugiej). na szczęście,
      kiedy mały miał miesiąc z hakiem, spadło nam z nieba mieszkanie mojej babci -
      też kawalerka, niewiele większa (38 m2), nieustawna, do remontu, ale luksus w
      porównaniu z tamtym, bo:

      jest na pierwszym piętrze smile
      nikt nam nie wypowie umowy najmu
      mogliśmy się tu zameldować
      nie widziałam tu jeszcze ani jednego karalucha
      na mojej wycieraczce nie sypiają menele
      nie potykam się na schodach o potłuczone butelki i zużyte strzykawki
      w klatce schodowej nikt nie szcza
      za ścianą nie ma meliny
      nikt nie podpala skrzynek pocztowych
      etc

      więcej od losu nie wymagam. fakt, jest ciasno. jak rozłożę kanapę do spania i
      jeszcze suszy mi się w pokoju pranie (a przy niemowlaku prawie zawsze suszy się
      jakieś pranie big_grin) to chodzi się "po meblach". nie zaproszę gości na wieczór, bo
      dziecko śpi, a pokój tylko jeden. wózek składam zaraz po wejściu do mieszkania
      żeby się o niego nie potykać. ale - mamy plany zaadaptowania mieszkanka do
      naszych potrzeb - kuchnię podzielimy na dwa pomieszczenia (klitki to będą co
      prawda) dzięki czemu synek będzie miał swój malutki pokoik. w naszym pokoju
      zrobimy aneks sypialny, schowany za ścianką, na podeście, pod którym będą
      głębokie szuflady na mnóstwo klamotów - i będziemy mogli zrezygnować z części
      regałów. wywalimy bezużyteczną szafę wnękową w przedpokoju i zamontujemy tam
      haki ścienne na rowery, a nad nimi pawlacz na drobniejszy sprzęt sportowy...
      oczywiście to wszystko wymaga czasu, pieniędzy i ogromu pracy, ale nie
      zamierzamy zadłużać się do końca życia żeby mieć o kilka metrów kwadratowych
      więcej, w tym mieszkaniu pomieszkamy co najmniej kilka lat, dorobimy się zapewne
      kolejnego potomka i myślę że spokojnie się pomieścimy smile zresztą - popytajcie
      rodziców w jakich warunkach mieszkało się i wychowywało dzieci 20 lat temu big_grin
      moi teściowie przez 3 lata mieszkali z dwójką dzieci na 16 m2 w akademiku big_grin to
      ja naprawdę nie mam prawa narzekać big_grin

      ahha i jest ogromny plus mieszkania na tak ograniczonej przestrzeni - oduczyłam
      się chomikowania najróżniejszych szpargałów na okoliczność "a nuż się kiedyś
      przyda" rzeczy popsute wyrzucam, niepotrzebne, ale w dobrym stanie - oddaję, nie
      gromadzę "pamiątkowych" śmieci, a za nim kupię nowy ciuch - trzy razy się
      zastanawiam czy na pewno zmieści mi się w szafie big_grin
      • pauli30 Re: Niemowle/male dziecko a wynajmowane mieszkani 10.09.07, 17:17
        Ach to chomikowanie! Ja mam z tym straszny problem, sentymentalna ze
        mnie istota i tak wszedzie mam poupychane rzeczy po prostu zbedne,
        bez jakiejs w sumie konkretnej funkcji, zwlaszcza papierzyska -
        jakies ulotki, magazyny, czasopisma, foldery, nawet zeszyty z
        liceum... po co mi to! Raz na pare miesiecy zawsze robilam czystke i
        tym sposobem oproznialam kilka szuflad i polek, ale po pol roku
        znowu to samo. Poza tym wiem, ze mamy po prostu za duzo rzeczy (np.
        kupe naczyn, ktorych nie uzywam zbyt czesto, a kupilam bo mi sie
        podobaly albo stosy nietrafionych czy nie do konca zuzytych
        kosmetykow) i juz planuje popakowac te naczynia, poza tym ciuchy
        letnie i czesc ksiazek i powywozic do rodzicow do piwnicy... do tej
        pory mi bylo szkoda bo 'zwilgotnieja' w piwnicy, ale coz, przekonuje
        sama siebie ze jak sie dobrze zapakuje to nic im nie bedzie...
        Moj maz smieje sie ze mnie gdy np. kupowalam ostatnio posciel, ze
        przeciez mamy co najmniej 5 kompletow (mamy chyba z 8!, 2 kompletnei
        na szmelc) z czego uzywamy tylko 3 a gosci raczej nie przyjmujemy na
        noc, wiec po co mi kolejny skoro potem narzekam, ze mi ciasno. Taki
        straszny chomik ze mnie!

        Pocieszam sie tylko, ze chyba ten balagan w domu to glownie ja sama
        widze, bo rodzina i znajomi i chwalili mnie nie raz, ze niby przy
        dziecku taki porzadek mamysmile)
        • pauli30 A co z dzieleniem wiekszego mieszkania z kims inn 10.09.07, 17:30
          Tak mi sie jeszcze przypomnialo... moja kolezanka, jeszcze z liceum
          jest w podobnej sytuacji, tez wynajmuja z mezem kawalerke, i tez
          maja dziecko, tyle ze 1.5 roczne. No i ostatnio moja kolezanka
          wpadla na szalony pomysl zebysmy zamieszkali razem... maja jakiegos
          znajomego, ktory wyjezdza z rodzina za granice na jakis paroletni
          kontrakt i zostawia ponoc ogromne 4 pokojowe mieszkanie w tym 2
          pokoje dzieciece, 2 lazienki, duza kuchnia, jakies luksusowe osiedle
          na kabatach. Mieszkanie ponoc super urzadzone itp. No i chce wynajac
          to komus zaufanemu, stad i cena atrakcyjna ponoc jak na takie
          warunki (1800 zl plus prad, reszta mediow w cenie). Kolezanka sie
          napalila, ze to idealne wyjscie dla naszych rodzin... a ja nie wiem
          co jej odpowiedziec, bo nie wyobrazam sobie mieszkania z nia! Dla
          mnie to za bardzo studencki klimat, mimo wszystko brak prywatnosci,
          i nie daj Boze jeszcze bysmy sie sklocily i koniec znajomosci.
          Bardzo sie lubimy, wiem, ze nie jest typem balaganiary ale mimo
          wszystko nie widze nas mieszjkajacych na stale razem. Ona caly czas
          mnie meczy, twierdzi ze to swietny uklad, bo tylko kuchnie w sumie
          mialybysmy wspolna a ta ponoc jest duza i nie obijalybysmy sie o
          siebie itd. ... poszlybyscie na taki uklad?
    • eilian Re: Niemowle/male dziecko a wynajmowane mieszkani 10.09.07, 22:18
      Słuchaj, a może pomyślcie o TBS? Sama jestem raczej przeciwniczką tego
      rozwiązania, choć z niego właśnie teraz korzystamy (planujemy budowę domu,
      dlatego traktujemy je jako tymczasowe), ale jeśli póki co nie macie zdolności
      kredytowej, to jest w sumie nie taki zły układ. Czynsz mniejszy niż na wolnym
      rynku i trochę takie wrażenie, że jesteś u siebie. Nie wiem jak w W-wie, ale u
      nas podobno są długie listy na te mieszkania...
      My na początku też mieliśmy kawalerkę w dodatku z grzybem na ścianie(nieraz
      dziwimy się jak udało się nam poupychać tam tyle gratów, chyba była z gumy), ale
      na szczęście nie długo, potem jeszcze kilka innych wynajmowanych, ale większych
      i teraz właśnie mieszkanie w TBS. Nie mogę się doczekać kiedy wreszcie będę
      miała swoje własne 4 ściany, nie tracę nadziei, że w końcu to nastąpi. Powodzenia!
      • deela TBS ma kijowy uklad 10.09.07, 22:39
        ja myslalam
        do horrendalnego czynszu dorzucaja ci rate kredytu ktory placisz bez zdania
        racji i nic z tego nie masz
        koszt wynajmu niwiele nizszy niz wynajem od osoby prywatnejindifferent
        • eilian Re: TBS ma kijowy uklad 11.09.07, 00:25
          Co do czynszu, to nie wiem jak jest gdzie indziej, ale my płacimy niecałe 500
          zł. Normalnie za wynajęcie 3-pok. mieszkania trzeba by było pewnie zapłacić 3
          razy tyle.
          Jak już napisałam, sama mam do TBS wiele zastrzeżeń (raczej mnóstwo) i na ogół
          odradzam, niż polecam, ale w takiej sytuacji gdy ludzie gnieżdżą się w kawalerce
          z dzieckiem a nie mają zdolności kredytowej na kupno własnego mieszkania to
          wydaje mi się że przynajmniej na jakiś czas to może być rozwiązanie godne
          rozważenia.
          • veronia Re: TBS ma kijowy uklad 11.09.07, 09:23
            A nie myśleliście żeby wynająć jednak 2 pokoje? Cene niewiele wyższa, moglibyście np ciut dalej od centrum niż obecnie mieszkacie i wyjdzie na to samo. A jednak 2 pokoje przy dziecku - to dla mnie absolutne minimum. Można spokojnie wieczorem posiedzieć, zaprosić znajomych.
            Pomijajac że nie zasnęłabym w pokoju w którym jest włączony telewizor lub komputer.
            No dodatek piszesz o korepetycjach. Mąż kilka godzin więcej posiedzi, ale komfort będziecie mieć zupełnie inny.

            Też jestem z Warszawy, też wynajmujemy mieszkanie, ale nie brałam pod uwagę innego niż dwupokojowe. Płacimy 1200 zł za wynajem (w tym czynsz 500 zł), mamy 55 m, 2 pokoje w nowym budownictwie, z balkonem i komórką. Na trójkę spokojnie nam wystraczało.
            Z tym że nam w lutym rodzina się powiększy więc zobaczymy jak to będdziesmile
          • deela eilian 11.09.07, 09:44
            a jak ja sie dowiadywalam to wychodzilo inaczej, jakies 800 zl plus czynsz plus
            oplaty i tak poltora tysiaca jak w morde strzelil
            my may inna opcje.....
            na dzialce rekreacyjnej stawiamy caloroczny domek, ocieplony itp mozna postawic
            35 mw podstawie do wysokosci 5 m, jak w morde strzelil wyjdzie nam 68 m
            powierzchni uzytkowej, a ze na dzialkach? komunikacja tam jest, a ze nie mozna
            sie zameldowac to trudno
            poczekamy sobie ze 4-5 lat az ceny na rynku nieruchomosci przestana sie
            wyglupiac, koszty utrzymania domu wyjda nam okolo 300 zl m-cznie <srednio> wiec
            bedzie mozna wreszcie zaczac oszczedzac :o

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka