poleczka2
18.07.03, 21:52
Witam, postanowiłam podzielić się tym z wami:
Byłyśmy w tym samym czasie w ciąży, Nicky i ja. Ona urodziła w lipcu, ja
miałam małego w maju więc spotkałyśmy się dopiero po naszych macierzyńskich
pod koniec zeszłego roku. Od tego też czasu zaczęłyśmy się przyjaźnić. Ona
pracowała dzikie godziny tak jak ja, więc czasami siedziałyśmy do 20ej w
pracy rozmawiając o naszych dzieciach. Jej Jasmine raczkowała, była bardzo
gadatliwa i zabawna. Oluś wtedy już zaczynał już sam stawać.
Na początku czerwca poszłam na tydzień na urlop. Po powrocie do pracy
przeczytałam email, że córka Nicky jest ciężko chora w szpitalu. Od kolegów
dowiedziałam się, że po dwóch dniach od przewiezienia do szpitala odłączyli
maszyny. Mała zmarła na zapalenie opon mózgowych. Pogrzeb odbył się w
następny piątek. Poszłam wydelegowana przez pracę i żałuję bo nie zapomnę
widoku tej małej trumienki. Właśnie wróciłam od niej i pomimo iż stało się to
miesiąc temu nadal o tym myślę a ona nie potrafi sobie poradzić ze swoim
bólem. Nie potrafię sobie wyobrazić jak bym żyła gdyby Olusiowi coś się
stało. Wy pewnie też tak samo myślicie o waszych dzieciach.
Chciałam, żebyście przeczytały i pomyślały jakie kruche jest życie ludzkie.
Pozdrawiam.