Dodaj do ulubionych

Mój mąż pije.

18.10.07, 15:53
Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Od zawsze lubił sobie wypić, ale
na imprezach, uroczystościach. Zapić w pracy zdarzało mu się
sporadycznie. I zawsze strasznie mnie przepraszał. Teraz zaczyna się
to powtarzać za często: co mieśiąc, co 2 tygodnie, co tydzień. Wraca
w nocy, raz nawet wogóle nie wrócił na noc. Nie awanturuje się, ale
mnie to strasznie wkurza. Ostatnio syn był chory, dzwonie do niego
kiedy wróci, bo mały wymiotuje, gorączkuje, starsza córka m alekcje
do odrobienia, a on wraca o 12 w nocy. Wydaj emi się że za często te
jego pijaństwa. a jeszcze do tego czasem zdarza mu się powtórzyć na
drugi dzień. Nic nie skutkuje, ja proszę, straszę rozwodem, nie
odzywam się, nic. Już niedawno kazałam mu się wyprowadzić, ale
zrobił taki cyrk przed dziećmi, prawie płakał, zrobił im obiad,
spytał czy może się jeszcze wykąpać. Córka płacze, syn marudzi,
zmiękłam. Coraz częściej myślę że on strasznie mną manipuluje, chcę
utrzymać to małżeństwo, ale też chcę mieć swoją godność. Czuję się
głupia i wykorzystywana. Poradzcie co robić. Magda.
Obserwuj wątek
    • estel7 Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 16:14
      Mój ojciec też tak pił - przestał po 2 latach.
      Powiem tylko jedno - chcesz go odzyskać działaj i mów wprost ze jest żle -
      rozmawiaj z nim gdy jest trzeźwy, zaangazuj rodzine.
      A jak to nie poskutkuje to NAPRAWDĘ go wyrzuc z domu i powiedz ze moze wrócic
      jak zacznei sie leczyć - idź do lekarza pierwszego kontaktu - powie Ci gdzie są
      osrodki leczenia.
      WALCZ i nie pozwól mu by czuł sie dobrze z tym piciem
      WALCZ bo warto - ja odzyskałam ojca.
      będę sie z a WAS modlić
    • nutka07 Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 16:19
      Czesc Magi!

      Radzilabym Ci poszukac poradni dla osob uzaleznionych od alkoholu. Tam zapytaj o
      pomoc dla osob wspoluzaleznionych, czyli dla Ciebie. Mozliwe, ze bedzie to w tym
      samym miejscu, jezeli nie to napewno Cie gdzies skieruja.

      Jezeli chodzi o meza to postawilabym sprawe jasno. Koniec z piciem albo ma sie
      wyprowadzic (o ile jest to mozliwe). Musisz byc konsekwentna i nie ulegac.
      Alkoholicy bardzo dobrze potrafia manipulowac. Nie daj sie wpedzic w poczucie
      winy. Maz moze obrocic sprawe tak, ze jeszcze sama zaczniesz wierzyc, ze to
      Twoja wina. Mozesz podsunac mu pomysl o wizycie w poradni i leczeniu, ale
      najpierw zacznij od siebie.

      Szkoda zycia Twojego i dzieci.
      • pikum Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 21:43
        Szkoda życia?a gdyby jej mąż był chory na ciężką lub nieuleczalną
        chorobę to też byś (nutka07)napisała,że szkoda życia-lepiej uciekać?
        Alkoholizm to paskudna choroba,którą trzeba leczyć.Napewno długa
        droga przed wami,ale jeżeli kochasz męża,to dasz rade.
        • triss_merigold6 Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 22:00
          W przeciwieństwie do np. cukrzycy czy raka piersi, alkoholizm jest
          chorba na którą delikwent osobiście pracuje ładnych parę lat
          porządnie chlając. Miłość w leczeniu jest akurat doskonale zbędna,
          bardziej przydaje się twarda dupa i skorzystanie z AA dla
          współuzależnionych. Trzeźwiejącemu alkoholikowi jak najbardziej
          nalezy pomóc jeśli o to ładnie prosi. Alkoholika w radosnej fazie
          picia należy dla dobra własnego + dzieci wystawić za drzwi.
          • mamanatalki3 Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 22:07
            nic dodać nic ująć, jest dokładnie tak jak napisałaś. W przeciwnym bowiem razie
            po kilku latach sprawa znacznie się pogorszy.
          • adellante1 Wszystkich wyrzucać.. 18.10.07, 22:08
            Czy naprawde w tym kraju tak się przyjeło ze kobieta ma zawsze prawo
            wyrzucic faceta z domu? Jakos nikt nigdy nie bierze pod uwagę opcji -
            mieszkanie jest jego smile))

            Co do alkoholizmu - wychowałem sie w środowisku alkoholików,
            dostałem skierowanie do poradni AA w wieku lat 18tu, mój "rekord" to
            278 dni w stanie permanentnego....

            Alkoholik po pierwsze MUSI SIĘ PRZYZNAĆ!!! dopóki nie przyzna sie do
            alkoholizmu wszelka rozmowa z nim jest bez sensu.
            Po drugie MUSI SAM PRAGNĄĆ wyciągnąć się z nałogu - dopóki szczerze
            sam nie zawalczy wszelkie terapie mozna o kant d... roztrzasnąć.
            Musi przestać KŁAMAĆ - musi umiec sie przyznać że sie złamał, ze coś
            łyknął itd. Wswzelkie kretactwa to oznaka że dobrze mu z tym.

            Przestałem pic z dnia na dzień Nie piłem ani grama kilka lat. Od
            18tu lat nie byłem zalany.
            Potrafię wypić dwa piwa mając pełną jego skrzynke w garazu.
            Potrafię wypić tyle co wszyscy - czyli ANI GRAMA WIĘCEJ.
            Potrafie wylac pół butelki wódki otawartej pół roku temu do zlewu.
            Bez zadnego zastanawiania się .
            Potrafię mieć pełen barek wszelkiego alkoholu.
            jesli ktoś chce przestać pić jest w stanie zrobic to radykalnie. SAM.
            • sebaga Re: Wszystkich wyrzucać.. 18.10.07, 22:21
              brawo dla Ciebie adellante, ale..
              Nie kazdy zrozumie tak jak piszesz, przyzna sie przed sobą. Dlatego to autorka
              wątku musi walczyć. O siebie i dzieci przede wszystkim. Jesli rozmowy, terapia
              nie otworzą oczu facetowi, jedyne co pozostaje odciac sie od niego zupelnie.
              • adellante1 Re: Wszystkich wyrzucać.. 18.10.07, 22:25
                > Nie kazdy zrozumie tak jak piszesz, przyzna sie przed sobą

                Dopóki tego nie zrobi wszelkie jej wysiłki sa na marne... Walczyłem
                z 10 lat o brata alkoholika. bez sensu. Facet 20 dzień z rzędu
                zalany w trupa , do nieprzytomności 21ego dnia oswiadcza ze chyba
                jestem poje... jesli mysle ze on ma jakis problem z alkoholem.
                • sebaga Re: Wszystkich wyrzucać.. 18.10.07, 22:56
                  a co jej radzisz do tego czasu az facet zrozumie?
                  • adellante1 Re: Wszystkich wyrzucać.. 18.10.07, 23:16
                    Konkretne działania.
                    Pozew rozwodowy. Pokazać, nie koniecznie od razu złożyć , ale
                    pokazac ze jest przygotowany. Wyprowadzić się. niech wróci do pustej
                    chaty.
                    Konkretne działania, alkoholik to taki pasozyt który karmi sie
                    głównie cudzą słabościa.
                    Silna postawa go przeraza. Zauwazcie ze silne, przebojowe kobiety
                    nie maja problemów z męzami alkoholikami...

                    Nie wyrzucic gościa bo to nie jest łatwe,zakładam ze jest tam
                    zameldowany, wiec wróci ci z policja. Jak nie masz nakazu eksmisji
                    to sobie kota mozesz co najwyzej za drzwi wyrzucić.
                    • tropicieltrolli hej gogusiu 18.10.07, 23:35
                      Wyrzuc no mi kota to Ci Greenpeace na kark sciagne, a co do Twojego
                      alkoholizmu to wcale sie nie dziwie skoro masz takiech kolegow i
                      lubisz brykac w blocie.
                      • makurokurosek Re: hej gogusiu 18.10.07, 23:43
                        alkoholicy to nie tylko menele, często to wykształceni ludzie,obracający się w
                        towarzystwie. Nawet nie wiesz ilu sam masz znajomych alkoholików.
                        • tropicieltrolli Re: hej gogusiu 18.10.07, 23:46
                          Pewnie sie okaze ze wszyscy moi znajomi to alkoholicy. Hmmm, pewnie
                          sie okaze ze ja tez jestem tylko jeszcz o tym nie wiem.
                          • makurokurosek Re: hej gogusiu 18.10.07, 23:53
                            ludzi bardzo późno zauważają, ze ktoś z kręgu znajomych nadużywa alkoholu.
                            Zazwyczaj dzieje sie to w jednej z ostatnich faz alkoholizmu czyli gdy długość
                            cugów przerasta przerwy między nimi.
                            • tropicieltrolli Re: hej gogusiu 18.10.07, 23:56
                              hm, ale tu mamy przecietna polska rodzine. 2 dzieci, on pracuje
                              (dobrze ze nie jest lekarzem-chirurgiem lub taxiarzem) ona sie
                              poddaje. Myslisz ze nie widziala wczesniej ze maz lubi sobie wypic? A
                              moze myslala ze to nic wielkiego jak mu sie zdazy? Pytanie tylko kto
                              tu kogo bardziej chce oszukac? Alkocholik swoja zone czy zona sama
                              siebie? Smutne bo smutne ale to sie leczy.
                              • makurokurosek Re: hej gogusiu 19.10.07, 00:04
                                alkoholizmu nie można wyleczyć, osoba która jest alkoholikiem będzie nim do
                                końca życia.
                                Myslisz ze nie widziala wczesniej ze maz lubi sobie wypic? A
                                > moze myslala ze to nic wielkiego jak mu sie zdazy? Pytanie tylko kto
                                > tu kogo bardziej chce oszukac? Alkocholik swoja zone czy zona sama
                                > siebie? Smutne bo smutne ale to sie leczy.

                                Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że druga osoba pije nie dla przyjemności
                                ale dlatego, że ma głód . granica między piciem, a alkoholizmem jest bardzo
                                cienka. Nie wiem czy nawet sam alkoholik jest w stanie stwierdzić kiedy stał sie
                                alkoholikiem.
                                • weronikarb Re: hej gogusiu 19.10.07, 08:13
                                  Dokladnie. Patrzac przeciez 1 piwo dziennie to niby nie alkoholizm -
                                  nie jest nim dopoki to jedno piwko nie staje sie tym że MUSI byc.
                                  Jesli czlowiek nie leci wieczorem do sklepu, bo przeciez niema w
                                  domu a musze je wypic.
                                  To tak jak z fajkami, tylko tu od razu kazdy mowi - to nalog.
                                  Nie zawsze bo sa osoby ktore zapala np. jednego i jest oki przez
                                  tydzien nie musi palic

                                  Alkoholizm bardzo trudno wyczuc kiedy sie zaczyna.
                                  U nas w rodzinie - dyrektorstwo oboje, nie przyznaja sie ze maz jest
                                  alkoholikiem.
                                  No jak moze byc skoro pracuje, nie idzie do neij pijany itd,
                                  Jednak wieczorem zawsze zasypia zalany, wiem bo bylam u nich na
                                  wakacjach
                                  Zawsze wieczorem pil - sam albo lecial po sasiada i jakby zona
                                  zabronila to miala by awanturke
                      • adellante1 Re: hej gogusiu 19.10.07, 10:31
                        tropicieltrolli napisała:

                        > Wyrzuc no mi kota to Ci Greenpeace na kark sciagne, a co do
                        Twojego
                        > alkoholizmu to wcale sie nie dziwie skoro masz takiech kolegow i
                        > lubisz brykac w blocie.

                        "Głupców pomijam milczeniem..."
            • weronikarb Re: Wszystkich wyrzucać.. 19.10.07, 08:07
              Adellante i w 100% przyznam Ci racje.
              Tez wychowalam sie w środowisku alkoholików, moj tata jego
              najbliższa rodzina to alkoholicy.
              Oosby te potrafia tak zmanipulowac czlowieka ze mysli iz to jego
              wina, aby moc mu pomoc trzeba byc twardym i uswiadomic ze jest
              alkoholikiem i musi on sam o tym bbyc przekonany - to juz polowa
              sukcesu smile
              Moj ojciec potrafil nie pic i rok, a jak zlapal cuga to i denaturat
              pociagal.

              Alkoholik to tez osoba czesto o bardzo slabym charakterze i taka
              jest najtrudniej wyciagnac z tego - niekiedy niemozliwe do wykonania

              Adellante gratuluje Ci samozaparcia, wytrwałości i życzę aby nigdy
              nie powróciło. Trzymaj sie
          • deatriss Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 22:25
            triss_merigold6 napisała:

            > W przeciwieństwie do np. cukrzycy czy raka piersi, alkoholizm jest
            > chorba na którą delikwent osobiście pracuje ładnych parę lat
            > porządnie chlając. Miłość w leczeniu jest akurat doskonale zbędna,
            > bardziej przydaje się twarda dupa i skorzystanie z AA dla
            > współuzależnionych. Trzeźwiejącemu alkoholikowi jak najbardziej
            > nalezy pomóc jeśli o to ładnie prosi. Alkoholika w radosnej fazie
            > picia należy dla dobra własnego + dzieci wystawić za drzwi.

            DOKLADNIE! nic dodac,nic ujac.nie daj sie zmanipulowac dziewczyno.teraz co
            tydzien,a jak poczuje przyzwolenie to bedzie horror codziennosci.mysl o
            dziedziach i walcz o siebie.nikt nie zasluguje na takie traktowanie.niestety w
            tym klimacie tylko osadzenie delikwenta na dnie moze okazac sie
            skuteczne.blaaa...obiad zrobil...smiech na sali.chcial zagluszyc wlasne
            sumienie,a jak obiad dobry i zona zadowolona to pewnie jest okazja to
            oblac.MUSISZ byc bardzo silna i stanowcza,zeby zabic robaka w zarodku.zycze ci
            tego z calego serca,choc latwo nie bedzie.trzymaj sie!
            • haja197222 Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 22:58
              Pamiętaj, że Ty i dzieci jesteście najważniejsi. Nie warto walczyć o alkoholika. Wywal z domu, a jeżeli to jego mieszkanie to wszędzie będzie Wam lepiej niż tam. Nie dopuść do sytuacji, żeby Twoje dzieci musiały oglądać jak tatuś wymiocinami paskudzi całe mieszkanie, wysprzedaje kolejno to na co całe życie ciężko pracowaliście, leje pod siebie na fotelu na którym zasnął, albo myli toaletę z szafką kuchenną lub ścianą. Staraj się je przed tym uchronić za wszelką cenę. Nawet gdybyś miała w jednej koszuli i boso w środku nocy zostawić to piekło i zdać się na obcych ludzi, to warto...., po latach dojdziesz do wniosku, że była to najtrafniejsza decyzja w Twoim życiu.
              Życzę Ci dużo spokoju, siły i pamiętaj to TY jesteś najważniejsza, bo gdy Ty będziesz szczęśliwa to i Twoim dzieciom będzie dobrze.
              • adellante1 [...] 18.10.07, 23:19
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • haja197222 Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 23:24
                  Mam pojęcie... i to duże!!! Kilkanaście lat temu uciekłam z dziećmi w środku nocy..., dwa lata później mój mąż nie żył, zapił się.
                  • haja197222 Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 23:25
                    ...aha, czytaj doładnie całe zdania, a nie wyrywki.
                • gooochab Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 23:24
                  Ale co to znaczy wyrzuć z domu!!! Co to pies??? Dlaczego wszystkie uważacie, że
                  to będzie najlepsze dla wszystkich? Nie można już inaczej? Może tak zacząć
                  walczyć o męża, zamiast walczyć z mężem? Czy już przysięga nie zobowiązuje do
                  niczego, bo jej nie pamiętacie???


                  A swoją drogą, ciekawa jestem ile z was faktycznie wyrzuciłoby męża z domu. To
                  tylko takie bezsensowne bicie piany!



                  Zgadzam się z adelante- wróci z policją- powiem więcej- będzie miał rację.
                  • makurokurosek Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 23:40
                    ja bym wyrzuciła męża z domu, może dlatego że mój ojciec pod wpływem alkoholu
                    był agresywny, a może dlatego że moja mama wyrzuciła ojca z domu,a my wszyscy
                    odetchnęliśmy, my wszyscy mogliśmy zacząć normalnie funkcjonować. Patrząc na
                    mojego najmłodszego brata wychowywanego bez ojca zazdroszczę mu tego spokoju
                    jaki ma, tej beztroski. Wchodzi w dorosł życie bez bagażu doświadczeń, bez
                    nerwic, bez strachu.
                    • gooochab Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 23:44
                      Jeśli mówimy o agresji, sprawa wygląda inaczej- trzeba odseparować i są na to
                      paragrafy. Ale nie jestem zwolennikiem wyrzucania ot tak człowieka z domu.
                      • makurokurosek Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 23:50
                        a jesteś zwolennikiem maltretowania psychicznego i fizycznego. Alkoholika nie
                        zmienisz, jeżeli on sam nie będzie tego chciał. Robienie z siebie męczennicy
                        nikomu nic dobrego nie przyniesie. Kobieta ma przede wszystkim myśleć o
                        dzieciach, o ich bezpieczeństwie.
                      • kawka74 Re: Mój mąż pije. 19.10.07, 00:03
                        Mieszkałaś kiedyś z alkoholikiem? Jego człowieczeństwo znika na rzecz promili
                        alkoholu we krwi. Powiem więcej - ludzkie odruchy wobec takiego alkoholika, o
                        ile się nie jest kretynką o dobrym serduszku i zerowym instynkcie
                        samozachowawczym, również znikają.
                        Jeśli się nie leczy, należy wywalić go na zbity pysk. Albo zmądrzeje, albo się
                        zapije i będzie spokój.
                        Moja ciotka, która wiele lat mieszkała z mężem alkoholikiem, była świadkiem
                        zapaści alkoholowej małżonka, zresztą tuż obok stacji pogotowia. Lekarz
                        oznajmił, że gdyby pacjent wypił jeszcze jeden kieliszek, zmarłby. Na co ciotka
                        odparła, że gdyby wiedziała, podałaby mu ten kieliszek bez mrugnięcia okiem.
                    • weronikarb Re: Mój mąż pije. 19.10.07, 08:21
                      Adellante ma racje - nei mozna go wyrzucic z domu nawet jak
                      maltretuje fizycznie i psychicznie - a ma meldunek smile
                      Wiem, moj ojciec mial wyrok : psychiczne znecanie sie nad rodzina.
                      Mieszkal nadal z nami - bo wyrok nie onzacza mozliwosci go
                      wyrzucenia - musisz mu dac lokal zastepczy. Zglaszasz tez do
                      spoldzielni. jak beda miec cos to go wyprowadza - nierealne.

                      Na szczescie tata jak byl w cugu, to wymeldowal sie za flaszke

                      moj brat byl chroniony przeze mnie i maja mame, ja przejelam
                      calkowita role glowy rodziny jako wtedy 9-latka. niewiem co to
                      dziecinstwo.
                      Jednak jako dziecko powiem jedno, ojciec to ojciec walczylam z jego
                      choroba bardzo dlugo - i zaluje ze mi sie nie udalo. Od 5 lat chodze
                      na jego grob - zginal po pijanemu pod kolami auta
                      • triss_merigold6 Re: Mój mąż pije. 19.10.07, 08:29
                        Nie wszyscy mają meldunek, nie wszyscy mają wspólną chatę z mężem -
                        Adellante tego nie bierze pod uwagę. Istnieje coś takiego jak
                        majątek posiadany przed zawarciem małżeństwa albo np. rozdzielność
                        majątkowa.
                        Cóż, moge powiedzieć tyle, że spośród moich dawnych znajomych -
                        kiedyś fajnych ludzi - połowa przynajmniej bardzo konsekwentnie się
                        zapija. 30+ letni, kiedyś przystojni, faceci to teraz smętne żule,
                        którym wstyd podać rękę na ulicy.
                        • weronikarb Re: Mój mąż pije. 19.10.07, 08:34
                          Triss ja mowie o sytuacji gdy jest meldunek, gdy niema i jest tak
                          jak piszesz, to ja bym najpierw postawila sprawe jasno i byla
                          twarda - oni swietnie graja na uczuciach. Poszla z nim do AA i tam
                          po rozmowie meza z psychologiem bym zadecydowala co dalej.
                          • triss_merigold6 ? 19.10.07, 11:17
                            Ej a Adellente co ubodło?
                            Samo życie, niektórzy się staczają do poziomu żula a inni nie.
                            Optymistycznie: trzeźwych alkoholików równiez znam i full respect
                            dla tych, którzy zaczęli trzeźwieć jednak wczesniej niz po 20 latach
                            marnowania życia żonie, dzieciom i sobie.
                            • adellante1 Re: ? 19.10.07, 14:13
                              chyba zostałem wycięty za to ze napisałem ze z całej wrzawy jaka tu
                              panuje tylko twoje Triss wypowiedzi cenię za logike i trzeźwe
                              rozumowanie... smile
                              Cóż grunto to bezkrytyczne spojrzenie na siebie smile))
                        • adellante1 [...] 19.10.07, 10:26
                          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • kawka74 Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 23:56
                    > A swoją drogą, ciekawa jestem ile z was faktycznie wyrzuciłoby męża z domu. To
                    > tylko takie bezsensowne bicie piany!

                    Ja.
                    Zabezpieczyłam się na tę okoliczność bardzo starannie.
                • makurokurosek Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 23:35
                  ona zaproponowała wyprowadzkę kobiety. Dla ciebie " wywalić męża " znaczy tylko
                  jedno wystawić mu walizki za drzwi, tak naprawdę oznacza to wyrzuć go z serca i
                  zacząć życie na nowo, bez niego. Każdy wie, ze nie można wyrzucić osoby
                  zameldowanej, dlatego te kobiety które decydują się na odejście, same pakują
                  walizki i sie wyprowadzają.
                  Co do konsekwencji, nigdy nie jesteś w stanie w 100% ich przewidzieć. Pozostanie
                  z alkoholikiem moze spowodować załamanie psychiczne dzieciaków lub matki, może
                  doprowadzić któregoś z nich do samobójstwa, to samo tyczy sie opuszczonego
                  alkoholika. Jest wiele scenariuszy od radosnych, alkoholik się ocknie i zacznie
                  się leczyć ( rzadkość ) po bardziej drastyczne, morderstwo, samobójstwo.
                  Każda kobieta sama powinna zadecydować, co w danej sytuacji zrobić, nie ma dwóch
                  identycznych sytuacji, dwóch identycznych alkoholików, każdy scenariusz choć
                  podobny jest inny. pomoc można uzyskać w poradni AA, ale tak naprawdę tylko ty
                  znasz cała sytuację i pomimo wszystko jesteś jedyną osobą mogącą obiektywnie ją
                  ocenić. Kazdy kto ci będzie doradzał będzie opierał sie na wcześniej poznanych
                  przypadkach, a nie na twoim. Niestety nie ma złotego środka.
                  Jestem córką alkoholika, który kilka miesięcy po wyprowadzce z domu popełnił
                  samobójstwo.
                • tropicieltrolli Kazdy czlowiek powinien pic 2l dziennie. 18.10.07, 23:51
                  Kobiety obraza, bande to chyba Ty tam masz pod tym swoim Poznaniem co
                  sie bo blotach rozklekotanymi Lazami rozbija. Adelanete, nie bierz
                  tego tematu o alkoholizmie tak personalnie..
        • kali_pso Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 23:50
          Życia to szkoda, na trwanie w przekonaniu, ze dobrymi chęciami w tej
          sytuacji mozna cos zdziałać.
          Alkoholik nigdy, w subiektywnym odczuciu, alkoholikiem nie jest.
          Przyznanie się do uzaleznienia, to juz krok do terapii.
          Bez szoku spowodowanego odejściem żony, złożeniem pozwu rozwodowego
          itp.... odczucia straty..on się nie zmieni.

          Domyslam sie, że gdyby pan był do tego wszystkiego jeszcze
          agresywny, inaczej byś śpiewała...wtedy wszystkie zalecałybyście
          drastyczne krokiwinkP A tak? Toż autorka watku DA radę, musi dac rade,
          jesli kocha męża, co?....z mężem sobie da radę? Z jego alkoholizmem?
          Czy z sama sobą?
        • brak.polskich.liter Re: Mój mąż pije. 18.10.07, 23:51
          Urzekl mnie Twoj wpis. Sugerujesz, ze to zona jest (wspol)odpowiedzialna za
          nalog meza-alkoholika? I ze sila uczuc (zony) ma moc leczenia uzaleznien
          (malzonka). Ciekawe, ciekawe...
          Proponuje udac sie do najblizszej poradni leczenia uzaleznien i podzielic sie
          tymi rewelacjami - mysle, ze spowoduja one u specjalistow tam pracujacych
          olsnienie poznawcze tongue_outP
        • nutka07 Droga/i Pikum! 19.10.07, 00:04
          pikum napisała:

          > Szkoda życia?a gdyby jej mąż był chory na ciężką lub nieuleczalną
          > chorobę to też byś (nutka07)napisała,że szkoda życia-lepiej uciekać?

          Droga/i Pikum!

          Gdyby maz autorki watku byl chory na ciezka lub nieuleczalna chrobe to nie
          napisalabym ''szkoda zycia''.

          Podpisuje sie pod postem Triss.
          • makurokurosek Re: Droga/i Pikum! 19.10.07, 00:15
            a słyszałaś może o czymś takim jak biała gorączka, radzę poczytać, choć wiedza
            książkowa jest mało wyraźna. Może wiec droga pani przejdzie sie do dzielnicy
            bardziej zdegenerowanej i wytłumaczy zastraszonemu sześciolatkowi, że zapity
            ojciec który właśnie teraz tłucze jego mamę jest chory. Wytłumacz mu, że to nie
            wstyd że jego ojciec pod wpływem alkoholu zaczął wypróżniać się na środku
            chodnika, po czym przewróciła się i teraz leży w swoich fekaliach.
            Alkoholizm w przeciwieństwie do innych chorób, tak jak narkomania jest choroba z
            wyboru. Dodatkowo zarówno alkoholik jak i narkoman podejmują decyzje za innych,
            świadomie niszczą życie najbliższych.
            • weronikarb Re: Droga/i Pikum! 19.10.07, 08:30
              Makurokurosek, ale u tego chlopa jest jeszcze nadzieja, niech ida
              razem do AA i tam ona bedzie widziec czy warto probowac, czy lepiej
              zaczac kombinowac i sie go pozbyc nim on sie o tym zorientuje.

              Ja chcialabym aby maz mnie w takiej sytuacji nie zostawil tylko
              staral sie wyciagnac z bagna, jednak gdyby nei bylo mozliwosci i
              odpuscil nie mialabym za zle smile

              Widzialam to wszystko co opisujesz, czesc przezylam wiec wiem co
              pisze
              • makurokurosek Re: Droga/i Pikum! 19.10.07, 08:36
                Oczywiście pierwszy krok jaki powinna autorka postu zrobić to zaproponować
                wizytę w przychodni AA, problem w tym, że niewielu alkoholików zgodzi się na
                taką wizytę
                • weronikarb Re: Droga/i Pikum! 19.10.07, 10:31
                  Jezli da mu wybor, albo ja i dzieci (czyli spotkanie w AA), albo
                  zacznij radzic sobie sam bo ja nie widzes ensu w walce o nasza
                  rodzine jak ty tego nei chcesz.

                  Poki mozna lepiej wyciagnac z dolka, a jak sie nie da to zostawic
                  niech opadnie na dno, jesli bedzie silny odbije sie jesli nei
                  niestety zostanie i skonczy na nim
    • tropicieltrolli Mój mąż pije, a moj pali i jest kobeta 18.10.07, 23:59
      Kazdy ma w zyciu wesolo, i tak jak sobie posciela, a jak mawiala moje
      pani od polskiego w szkole podstawowej, przyslowia sa madroscia
      narodu.
      • makurokurosek Re: Mój mąż pije, a moj pali i jest kobeta 19.10.07, 00:17
        powiedz to kilkuletniemu dziecku, którego ojciec czy matka jest alkoholikiem.
        Czy on sam ich wybrał na rodziców, nie sądzę.
        • kasiaok3 Re: Mój mąż pije, a moj pali i jest kobeta 19.10.07, 08:45
          Droga Magi! Jeszcze niedawno byłam w takiej samej sytuacji jak ty -
          teraz jestem w znacznie gorszej. U mnie zaczynało się dokładnie tak
          samo - picie coraz częstsze, później przepraszanie niewielka poprawa
          i wszystko od nowa, tyko okresy czeźwości męża były coraz
          krótsze.Bardzo ważna w twoim postępowaniu musi być konsekwencja -
          jeśli zdecydujesz się odejść od męża i postawić go pod ścianą to
          musisz być na to zdecydowana. Jeśli to tylko straszenie męża to w
          konsekwencji tylko pogorszy twoją sytuację (wytrącasz sobie z ręki
          bardzo silny argument).Postaraj się zawczasu o wsparcie rodziny -
          nie ukrywaj przed nimi jego picia - gdy sytuacja będzie bez wyjścia
          łatwiej ci będzie uzyskać od nich pomoc. Co do mieszkania - jeżeli
          masz szansę je zatrzymać to realnie myśl o wystawieniu mężowi
          walizek za drzwi. Zrób to ze wsględu na dzieci, dlaczego one mają
          się tułać po obcych ludziach i wynajętych mieszkaniach a tatuś
          którego one nic nie obchodzą ma mieszkać w komfortowych
          warunkach.Zaraz zostanę zakrzyczana - ale wiem co muwię. Kilka
          miesięcy temu sama musiałam się wyprowadzić z domu i to było
          straszne. Dzieci straciły resztki poczucia stabilizacji a moi
          rodzice wykończyli mnie psychcznie. Natomiast mój mąż spokojnie
          zamieniał nasz dom w chlew. Trafiało mnie gdy na to patrzyłam - to
          ja przez 10 lat opiekowałam się tym domem i pracowałam na niego i
          dzieci, podczas gdy M.prowadził beztroskie życie (żona o wszystko
          zadba). Myśl o dzieciach i o ich dobro walcz ze wszystkich sił, twój
          mąż to dorosły człowiek i sam podejmuje decyzji.Gocha pisze, że
          powinnaś o niego walczyć - kobieto ty to właśnie robisz ale kosztem
          twojego życia i twoich dzieci. Wiem co mówię, jestem córką totalnie
          nieodpowiedzialnego pijaka i żoną alkocholika.
          • magi731 Re: Mój mąż pije 19.10.07, 08:55
            Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Myślę że może spróbuję go namówić
            na wizytę w poradni AA. Może tam mi coś doradzą. Jak nic z tego nie
            wyjdzie, to poradzcie tylko skąd wziąć siłę żeby jego wyrzucić albo
            się wyprowadzić. Chcę spokojnego życia a nie ciągłego strachu kiedy
            znowu przyjdzie pijany. Nie jest agresywny po wódce, ale sam fakt
            mnie boli. Córka ma już 7 lat i zaczyna się wstydzić żeby czasem
            któraś z jej koleżanek go zobaczyła.
            Pozdrawiam i dzięki.
            • triss_merigold6 Re: Mój mąż pije 19.10.07, 09:01
              Jeśli nawet nie namówisz męża na wizytę w AA to idź sama,
              porozmawiaj z terapeutą, wejdź sobie na fora poświęcone problemowi
              alkoholowemu. Warto porozmawiać z kimś kto profesjonalnie zajmuje
              się alkoholizmem i współuzaleznionymi.
              Wiesz Magi, zbyt wielu takich mężczyzn widziałam. 10 lat temu fajni
              kumple, przystojni, inteligentni i mocno zabawowi. Dziś część ma
              rodziny i chla. Oczywiście jakoś pracują, jakoś jeszcze funkcjonują
              ale wyglądają już tak, że wstyd przywitać się na ulicy. Single
              stoczyły się jeszcze szybciej, bo mają zero hamulców. Normalnie 30+
              letnie żule.
    • triss_merigold6 W ogóle to dziewczynki powinny być uczone 19.10.07, 08:56
      Uważam, że dziewczynki powinny być uczone, że warto zawsze posiadać
      wyjście awaryjne: zabezpieczenie finansowe, wykształcenie
      umożliwiające szybkie podjęcie pracy, własne i tylko własne
      mieszkanie. Największe love może się skończyc przykro ale fakt
      posiadania zaplecza lokalowego i finansowego ułatwia podejmowanie
      decyzji.
      IMO należy również dziewczynom wpajać sensowne poczucie własnej
      wartości i unikać przekazów o dobrym serduszku, miłosierdziu czy
      poświęceniu.wink
      • guderianka a chłopcy to nie? 19.10.07, 09:03
        poczucie własnej wartości wpajać należy każdemu dziecku niezależnie
        od płci. nie samymi kobietami świat żyje wink
        • triss_merigold6 Re: a chłopcy to nie? 19.10.07, 09:06
          90% mężczyzn zostawia żony alkoholiczki i bez wyrzutów sumienia
          odchodzi w siną dal. U kobiet proporcja jest odwrotna. Mężczyźni
          mają lepiej wkodowany instynkt samozachowawczy.
      • weronikarb Re: W ogóle to dziewczynki powinny być uczone 19.10.07, 10:37
        O Triss bardzo dobrze radzisz smile
        Choc powiem Ci, ze na ogół wlasnie dziewczynki ojców alkoholików juz
        to wiedzą smile

        Pamietam jak ksiadz chodzil po koledzie, spytal sie o ojca.
        Mama powiedziala ze jest po rozwodzie z powodu alkoholu, zaczal
        swoja nauke wykladac - wzielam go za reke do drugiego pokoju
        zaprowadzilam gdzie lezal i powiedzialam ze niech jego poucza bo
        mnie zycie juz nauczylo smile

        A wlasnie gadal jak to zona powinna byc posluszna, meczyc sie bo to
        jej krzyz widocznie itd......
        • triss_merigold6 Oj chyba nie 19.10.07, 11:38
          Dziewczynki ojców alkoholików bardzo często powtarzają drogę życiową
          ich matek. Niektóre ale oczywiście ale bardzo wiele powtarza.
          • makurokurosek Re: Oj chyba nie 19.10.07, 11:50
            i znów sie z tobą całkowicie zgadzam ( to jest niestety udowodnione badaniami ).
            Wynika to z faktu, że podświadomie w przyszłym mężu poszukujemy cech ojca,
            poszukujemy tego co znamy.
            • triss_merigold6 Re: Oj chyba nie 19.10.07, 11:54
              Tych samych napięć i sposobów ich rozładowania. Tego samego schematu
              miodowego miesiąca a potem narastającego napięcia, które musi być
              rozładowane zapiciem i awanturą.
              BTW alkoholicy w fazie nieżulerskiej bywają czarujący, rozluźnieni,
              rozrywkowi, z gestem i na balowanie są atrakcyjnym towarzystwem. Na
              balowanie. Nie do trzymania w domu.
              DDA powinny przechodzić obowiązkową terapie na okoliczność
              wyzwolenia się z takich kodów.
          • weronikarb Re: Oj chyba nie 23.10.07, 11:33
            Triss w wiekszosci tak sie dzieje, a dlaczego?
            Bo biora przyklad z matki - poslusznej i zleknionej kobiety.
            u mnie bylo inaczej, jestem silniejsza psychicznie i mame
            wyciagnelam z dolka - ojca sie nie dalo niestety
      • 18_lipcowa1 o tak Triss, 100 % racji... 19.10.07, 11:17
        triss_merigold6 napisała:

        > Uważam, że dziewczynki powinny być uczone, że warto zawsze
        posiadać
        > wyjście awaryjne: zabezpieczenie finansowe, wykształcenie
        > umożliwiające szybkie podjęcie pracy, własne i tylko własne
        > mieszkanie.

        Poki co sa uczone ze swietoscia jest zostac zona i matka. Maz
        utrzyma, szkola fajnie, ale po co? Nie rozumiem takich ludzi. Mi od
        zawsze rodzice tlukli do glowy - ucz sie, pracuj, szanuj sie, a co
        do kazdego mojego faceta mimo iz lubili - zawsze przestrzegali przed
        wspolnymi drozszymi zakupami, to co na kogo jest kupione, zapisane
        itp. To tylko moi tacy byli ? W sytuacji kryzysowej jakies pare
        miesiecy temu, gdy zostalam sama poradzilam sobie swietnie -
        odeszlam, pracowalam wiec mialam srodki na kupienie nowego auta-
        stare zostalo z facetem, wynajecie mieszkania, umeblowanie go - i to
        bylo najwieksza satysfakcja w moim zyciu, szybko otarlo lzy po
        zawodzie na kims....


        Największe love może się skończyc przykro ale fakt
        > posiadania zaplecza lokalowego i finansowego ułatwia podejmowanie
        > decyzji.


        dokladnie, tak jak napisalam wyzej, gdybym tego nie mialam pewnie
        bym nie odeszla, zwlaszcza ze bylam w Anglii, sama, bez pomocy
        rodzicow i przyjaciol.

        > IMO należy również dziewczynom wpajać sensowne poczucie własnej
        > wartości i unikać przekazów o dobrym serduszku, miłosierdziu czy
        > poświęceniu.wink

        swieta racja Triss, wszystko ma swoje granice
    • karolina33331 Re: Mój mąż pije. 19.10.07, 09:17
      Mój brat jest "trzeźwym alkoholikiem" Nie pije od 4 lat. Prze kilka
      lat pił codziennie, niszczył swoją rodzinę, stosował przemoc. Moja
      bratowa zaszczuta, bardzo młoda dziewczyna ukrywała i bagatelizowała
      przede mną problem. Mój ojciec chociaż jest pracodawcą mojego brata
      też olewał sprawę. Ja pewnego dnia nie wytrzymałam patrząc na
      krzywdę moich bratanków i postanowiłam działać. Pierwszy krok :
      odbyłam rozmowę z ojcem - powiedziałam mu, ze ma powiedzieć bratu,
      ze jeśli będzie pił w pracy będzie zwolniony(brat często był pijany
      w pracy, ale ojciec przymykał na to oko), zmusiłam ojca, aby
      załatwił bratu wizytę u psychiatry (specjalista od uzaleźnień)
      Ponieważ psychiatra to syn znajomego mojego ojca to już na drugi
      dzień mieli wizytę. Brat nie mógł odmówić, ponieważ siedliśmy na
      niego wszyscy: głównie ja, ale też mój ojciec, moja mama, bratowa,
      mój mąż. Został skierowany natychmiast na leczenie dzienne. Było mu
      bardzo ciężko, opowiadał mi wiele rzeczy z terapii, miał potrzebę
      dzielenia się ze mną przeżyciami. Mogę powiedzieć, ze praktycznie
      zaraz na początku odzyskałam brata...Ten okres to był dla niego
      ogromny stres, walka z uzależnieniem nie tylko psychicznym, ale i
      fizycznym, tym bardziej,że bardzo wielu jego kolegów szybko
      rezygnowało z terapii. Mój brat jako jeden z nielicznych w ciągu
      kilku miesięcy terapii ani razu się nie złamał. Mogę powiedzieć, ze
      jest teraz zupełnie innym człowiekiem.
    • gooochab Nie zrozumiałyście mnie 19.10.07, 10:22
      Nie chodziło mi o to, żeby walczyć za wszelką cenę. Odniosłam się do tej
      sytuacji, którą opisuje autorka. Jej mąż chyba jest na początku tej drogi i może
      warto zawalczyć? Autorka pisze, że nie jest agresywny, zdarza mu się popadać w
      cug. Może to jest jeszcze moment, kiedy da radę go wyrwać z tego? Myślę, że
      warto spróbować, nie za wszelką cenę, ale spróbować.
      • makurokurosek Re: Nie zrozumiałyście mnie 19.10.07, 11:18
        jak sama napisałaś
        "Autorka pisze, że nie jest agresywny, zdarza mu się popadać w
        > cug. "
        Osoby które wpadają w cug nie są na początku drogi do alkoholizmu, oni są już na
        tej drodze od dawna i bliżej jest im do końca niż jej początku. Przerwy miedzy
        cugami sie nie wydłużają, a skracają. Pomoc alkoholikowi polega na uświadomieniu
        mu problemu, czyli na pokazaniu że niszczy rodzinę niszczy najbliższych, a nie
        na opiekowaniu się nim, wspieraniu w chorobie. Alkoholika wspiera sie w leczeniu
        , a nie w chorobie.
        • gooochab Re: Nie zrozumiałyście mnie 19.10.07, 11:25
          ok, nie znam się na tym, na jakim etapie jest. Nie twierdzę też, że trzeba go
          głaskać po głowie za to, co robi. Ale są inne sposoby walki z alkoholizmem, niż
          wyrzucenie go z domu. Czy nie ma innej drogi na uświadomienie mu problemu?
          Trzeba go upodlić jak tylko się da? Ok, wiem, że On sam się poniża pijąc. Ale
          wyrzucenie go z domu nie spowoduje, że podda się leczeniu.
          • triss_merigold6 Re: Nie zrozumiałyście mnie 19.10.07, 11:35
            Widzisz oczywiście z reguły wstępne etapy mają identyczny
            scenariusz: subtelne zwracanie uwagi, prośby, "umawianie się" na
            ograniczenie alkoholu, przeprowadzanie poważnych rozmów, prezentacja
            własnego zdania odnośnie częstotliwości i skutków picia, pretensje,
            płacze, awantury, ciche dni, narastające pretensje w połączeniu z
            groźbami odejścia itd.
            Jesli ktoraś z tych metod skłoni pijącego do zaprzestania picia -
            super! Gratuluję, proponuję wysłać opis przypadku do pisma
            medycznego z listy filadelfijskiej.
            Jeśli natomiast nie skłoni i pan pije dalej to pozostaje odcięcie
            się emocjonalne, finansowe i fizyczne od jego choroby i skutków.
            Najprostszym wyjściem jest izolacja przez wyprowadzkę/wyprowadzenie
            pana. Wtedy być może przezyje pewien wstrząs i zacznie się leczyć.
            Równie dobrze, nie przeżyje żadnego wstrząsu i będzie zapijał w
            poczuciu niesprawiedliwego potraktowania.
            W obu przypadkach kobieta zyskuje - w pierwszym ma człowieka, który
            się leczy i jest szansa, że zostanie trzeźwy. W drugim - pozbywa się
            garbu z życia.
          • makurokurosek Re: Nie zrozumiałyście mnie 19.10.07, 11:45
            może właśni dlatego, ze nie znasz tego problemu, nie miałaś z nim kontaktu
            traktujesz alkoholizm jak normalna chorobę. Alkoholizm nie jest chorobą podobną
            do raka czy HIV, to jest choroba umysłu nad którym panuje alkohol. Wielu
            terapeutów jak i trzeźwych alkoholików twierdzi, że trzeba sięgnąć dna aby móc
            powstać.
            "> Trzeba go upodlić jak tylko się da? Ok, wiem, że On sam się poniża pijąc. Ale
            > wyrzucenie go z domu nie spowoduje, że podda się leczeniu. " kolejny błąd
            świadczący o twojej nieznajomości tematu.
            Po pierwsze alkoholik nie upadla się pijąc, ale tracąc całkowita kontrolę nad
            sobą, kontrolę nad swoimi potrzebami fizjologicznymi, kontrolę nad swoimi
            uczuciami, kontrolę nad hierarchią wartości.Samo picie nie jest złe, zły i
            upadlający jest brak kontroli nad nim, prowadzący do tego że alkoholik za
            kieliszek wódki potrafi zabić, potrafi zrobić wszystko, potrafi sprzedać nie
            tylko dorobek swojego życia ale i własne ciało. Zachowuje się jak zwierze, a
            jego jedynym celem jest zaspokojenie swojego głodu alkoholowego.

            Wyrzucając z domu wbrew temu co piszesz, może przyczynić sie do podjęcia przez
            alkoholika leczeniu. Alkoholik jest człowiekiem który w okresach trzeźwości
            myśli logicznie, kieruje sie pewnymi wartościami, które całkowicie giną w
            okresie cugu. Pozostawienie alkoholika ma naceluj uzmysłowienie mu w okresie
            trzeźwości,że zniszczył wszystko co miał, że jedyną drogą jest leczenie.
            Alkoholik ma wtedy dwie drogi do wyboru zapić sie na śmierć lub poddać leczeniu.
            Jeżeli wybierze ta pierwszą to oznacza, że niezależnie od tego co byśmy zrobili
            nie poddał by sie leczeniu. To jest choroba o której decyduje pacjent , a nie
            jego rodzina. To co ty proponujesz to jest właśnie głaskanie alkoholika po
            głowie, to jest ciche akceptowanie jego choroby. W ten sposób nie pomożesz
            alkoholikowi, w ten sposób go zniszczysz.
            • triss_merigold6 Re: Nie zrozumiałyście mnie 19.10.07, 11:51
              Yyy pozwoli mu pić dłużej. Dobre żarcie złagodzi skutki alkoholu,
              czasowe odtrucia również, komfort bycia w domu ograniczy narażanie
              się na napady i pobicia, kasa domowa pozwoli na chlanie mniej
              destrukcyjnych alkoholi niż denaturat. Spox może dociągnąć do
              marskości wątroby w wieku 50+ lat. Dobrze, że alkoholikom się nie
              przeszczepia.wink
          • makurokurosek Re: Nie zrozumiałyście mnie 19.10.07, 13:30
            jeszcze jedno, nigdy nikomu nie doradzaj w sprawie alkoholizmu,jeżeli nie miałaś
            z nim bezpośredniego kontaktu.
            Takimi radami całkowicie oderwanymi od rzeczywistości możesz tylko doprowadzić
            do tragedii. Poczytaj sobie ile jest morderstw i samobójstw wynikających z
            tłumionej nienawiści i strachu do alkoholika, ile kobiet zabiło pijanego,
            awanturującego się męża, ile dzieci powiesiło sie mając dość gehenny w domu.
            O alkoholizmie może wypowiadać się tylko osoba, która kiedykolwiek przeżyła to
            piekło . W sytuacjach gdy w grę wchodzi życie ludzi nie ma miejsca na
            teoretyzowanie.
            Głupimi radami w stylu, powinnaś go wspierać nie powinnaś go opuszczać, możesz
            być współodpowiedzialna za śmierć członków rodziny alkoholika. Czy jesteś gotowa
            na przyjęcie tego?Czy jesteś gotowa poświęcić życie rodziny alkoholika dla
            swoich teorii całkowicie oderwanych od rzeczywistości? czy jesteś gotowa na
            wzięcie odpowiedzialności za ich śmierć? Czy będziesz potrafiła żyć ze
            świadomością, że jesteś odpowiedzialna za śmierć osoby która za twoją namową
            pozostała przy niepoczytalnym alkoholiku? zastanów sie zanim komukolwiek
            będziesz radziła w tej sprawie, bo słów i czynów nie da sie cofnąć.
            • gooochab Re: Nie zrozumiałyście mnie 19.10.07, 13:37
              Zaraz, zaraz!!! Nigdzie nie napisałam, żeby go wspierać i nie opuszczać. Nigdy
              też nikomu nie radziłam, nawet w związkach bez problemu alkoholowego, czy ma
              zostać, czy partnera opuścić. Samo to w sobie jest zbyt dużą odpowiedzialnością
              dla osoby postronnej, jaką jestem ja.
              Neguję tylko sposób walki, jaki proponujecie z chorobą.
              Napisałam też, że nie warto walczyć za wszelką cenę, co pewnie Ci umknęło, kiedy
              rozwijałaś swoje czarne wizje. Nie atakuj mnie, tylko przeczytaj dokładnie to co
              napisałam.
              • gooochab Re: Nie zrozumiałyście mnie 19.10.07, 13:38
                Aha, nie twierdzę też, że nie masz racji.
              • makurokurosek Re: Nie zrozumiałyście mnie 19.10.07, 14:10
                atakuję ciebie bo piszesz o czymś, o czym nie masz zielonego pojęcia, atakuję
                ciebie bo przeżyłam piekło zgotowane przez alkoholika, bo sama byłam bliska
                śmierci, bo czuje ulgę że mój ojciec alkoholik zmarł, a wraz z jego śmierciom
                skończyła sie nasza gehenna.
                Problem alkoholizmu znasz tylko z filmów i niedzielnych kazań, nie masz pojęcia
                ani co niesie ze sobą alkoholizm, ani o tym jak z nim walczyć.
                Atakuję ciebie, bo mówisz słowami kościoła, który wmawia kobietą, ze Bóg chciał
                je w taki sposób doświadczyć, że trzeba godzić się na ten krzyż. Gó.. prawda,
                tak samo jak gó.. prawda to co piszesz. Alkoholik sam musi podjąć terapię, sam
                musi walczyć i nie jest do tego potrzebna mu ani rodzina , ani lekarz.
                mam nadziej, że nigdy nie doświadczysz życia z alkoholikiem i związanego z tym
                strachu, niepewności, całkowitej bezsilności i bezradności. Jednak nie
                wypowiadaj sie o tym o czym nie masz pojęcia. życie z alkoholikiem to piekło
                • gooochab Re: Nie zrozumiałyście mnie 22.10.07, 23:11
                  "mówisz słowami kościoła, który wmawia kobietą, ze Bóg chciał
                  > je w taki sposób doświadczyć, że trzeba godzić się na ten krzyż"


                  Nigdzie nic podobnego nie napisałam, cos sobie ubzdurałaś. Nie uważam, żeby
                  jakikolwiek Bóg, czy jakikolwiek Kościół chciał tak uraczyć kobiety.



                  "Problem alkoholizmu znasz tylko z filmów i niedzielnych kazań,"


                  Możliwe, ale w przeciwieństwie do Ciebie nie jestem pewna jedynego słusznego
                  rozwiązania- wyrzucenia człowieka na bruk. To nie jest terapia i Ty dobrze o tym
                  wiesz.



                  "Jednak nie
                  > wypowiadaj sie o tym o czym nie masz pojęcia."

                  Rozumiem, że Ty jesteś ekspertem w dziedzinie leczenia uzależnień?
                  Bo ja nie wypowiadam się jak leczyć- o tym faktycznie w przeciwieństwie do
                  Ciebie pojęcia nie mam!

                  "Alkoholik sam musi podjąć terapię, sam
                  > musi walczyć i nie jest do tego potrzebna mu ani rodzina , ani lekarz."

                  Jasne, a kto jest mu potrzebny? Kawałek asfaltu z chodnika, jak rozumiem...
                  świetna terapia!



                  A atak na mnie na niewiele Ci się zda, ja nie zmienię zdania, że to nie uleczy
                  alkoholika.

                  Nie odpisuj na mój post, nie ma po co.
    • 18_lipcowa1 no wlasnie , a ile latwiej by bylo gdybys.... 19.10.07, 11:11
      wykopala go ZANIM zostal twoim mezem, widzialas juz wczesniej ze
      zawsze lubil pociagnac. Tacy sie nie zmienianiaja, z czasem pija
      wiecej, zwlaszcza gdy pojawi sie rodzina.
      Dlatego wlasnie zakonczylam swoj zwiazek, mimo iz facet poza jedna
      wada - piciem bylo ok, nie mam zadatkow na nianke alkoholika,
      poszkodowana zone, czy wspoluzalezniona.

      NIe, on sie nie zmieni.
      • magi731 Re: no wlasnie , a ile latwiej by bylo gdybys.... 19.10.07, 12:49
        Może by było łatwiej, ale życie bywa trudne. Może macie rację że on
        się nie zmieni. na początku naszego małżeństwa, czyli 8 lat temu,
        taki wybryk zdarzał mu się może 2 razy do roku. Od może 2 lat
        zdarzało się trochę częściej a teraz ostatnio co tydzień, dwa.
        A co do mojej sytuacji. Pracuję, zarabiam, nie jestem zależna
        finansowa od męża. Mam wyższe wykształcenie. Chcę żeby dzieci miały
        ojca, ale nigdy się z tym nie pogodzę żeby on pije. Będę walczyć, a
        jak nie dam rady to odejdę. Wiem że moja cierpliwość tego długo nie
        wytrzyma. Rodzice, teście i jego siostry mnie wsperają więc myślę że
        dam sobie radę.
        Pozdrawiam.
        • kasiaok3 Re: no wlasnie , a ile latwiej by bylo gdybys.... 19.10.07, 14:30
          Magi! To będzie bardzo trudne, bo musisz stoczyć walkę z samą sobą i
          uwolnić się od M.pod względem psychcznym. Pamiętasz jeszcze piękne
          chwile jakie razem przeżyliście, jeszcze nie przestałaś go kochać
          ale teraz musisz dbać o siebie i o dzieci. Bardzo bym chciała aby ci
          się udało i mąż zaczoł się leczyć ale jeśli nie to nie miej wyrzutów
          sumienia.Życie twoje i dzieci nie jest warte poświęcenia dla
          zapewnienia bezpiecznego zaplecza dla alkocholika.
          • mikweg kolejna z problemem 23.10.07, 11:00
            Problem z którym się borykam, to mąż z którym ciągle dochodzi do
            awantur, czasami do przemocy fizycznej i psychicznej. Mąż raz w
            tygodniu pije zazwyczaj w piatek a potem w sobote i neidziele
            awanturuje sie, w tygodniu jak mu cos nie podpasuje to mnie wyzywa i
            tez robi awantury. JEgo ojciec jest alkoholikiem i sytuacja która
            była u niego w domu powtarza sie u nas.
            Niestety ja nie mam na tyle siły żeby nie reagować, mam temperament
            spory i jak on sie awanturuje to ja potęguje tą awanturę, on jedno
            wyzwisko ja tez, on dwa, ja tez, on mnie raz uderzy, ja go tez.
            Nienawidze tego.
            A ja już nie mam siły mu tłumaczyć, być z nim, chociaż go kocham. On
            nie rozumie problemu, nei chce się wyprowadzic.
            Ja nei chce mowić swojej mamie, ani sie do niej wyprowadzac, bo
            powie "a nie mowilam", maz mowi ze jak dostanie pozew to sie
            wyprowadzi.
            Miożecie mi coś doradzic?
            • weronikarb Re: kolejna z problemem 23.10.07, 11:17
              Zlozylabym pozew - neich sie wyprowadza
      • weronikarb Re: no wlasnie , a ile latwiej by bylo gdybys.... 23.10.07, 11:28
        Lipcowa i tu sie mylisz, z wlasnego podórka znam co najmniej dwa
        przyapdki, gdy wydawaloby sie degenerati nic z niego nie bedzie po
        slube maz ideal smile
        Moj wuja, znany jako pierwszy do bitki i wypitki.
        Wszyscy ciocie uprzedzali niech sie zastanowi co robi.
        Obecnie sa 20 lat po slubie dorobili si edomu i 6 dzieci., dorabia
        produkacja bimbru (ekstra smak) a sam prawie wcale nie pije - nigdy
        nei widzialam go pijanego, a latem spedzalam u nich 2 miesiace
        wakacji.

        Wszystko zalezy tylko wylacznie od czlowieka jak jest podatny na
        uzywki i czy naprawde ocha - dla milosci naprawde mozna gory
        przenosic smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka