majka003
09.01.08, 11:24
W końcu sie przełamuje do drugiego dziecka.W chwili obecnej mam
spokojną córcie,ma 2 latka.Narzeczony sprawia,że wszystko co złe się
zabliźnia z przeszłości i jest cudownym tata dla mojej/naszej
pysiulki

Wcześniej nie chciał słyszeć słowa o tym,że chciałabym
może w przyszłości dziecko.Odniosłam wrażenie jakby się bał mieć
własne dziecko(Emi nie jest jego,ale traktuje go jak tate,a on jak
córe,z ojcem nie ma kontaktu).Wczoraj stwierdziliśmy,że na pewno w
przyszłości zdecydujemy się na dziecko(teraz jest to niemozliwe ze
względu finansowych).Tylko teraz taki mam dylemat czy się nie zmieni
jego stosunek do małej?Czy będzie je jednakowo traktował?I
jak "teściowie" będą podchodzili wtedy do Emi(na razie jest wszystko
ok).Moja mama twierdzi,że emi zejdzie na boczny tor,ja tak nie
uważam,ale jakiś niepokój gdzies tam jest.Choć cały czas uważa,że
Emi jest jego córką i kocha ją i widać to.
Czy któraś z was miała taką syt. jak ja?Jak Wasi męzowie/partnerowie
podchodzi do pierwszego dziecka?Trochę się rozpisałam i może zawiłe
to ale mam burzę mózgu.