o-plumka
17.01.08, 11:49
Ostatnio oglądałam na Zone raelity kilka odcinkow "Opowieści o narodzinach" Są
to historie kobiet w ciąży: ostatnie tygodnie przed porodem i sam poród.
Poobejrzeniu jestem w szoku. Widzę,że Amerykanie dosłownie pojmują poród
rodzinny. Tam przy porodzie są dosłownie wszyscy: mąż, chłopak, matki,
ojcowie, siostry, bracia, przyjaciółki, sąsiadki, a nawet, o zgrozo, własne
dzieci! I nie stoją gdzieś z boku, aby powitac na świecie nowe życie ale stoją
miedzy nogami rodzącej i patrzą prosto w krocze! Dla mnie poród jest
wydarzeniem bardzo intymnym i nie wyobrażam sobie w takiej chwili widowni.
Przy pierwszym porodzie nie zgodziłam się nawet na obecność męża. Przy drugim
sprawę przemyślałam i się zgodziłam. Skoro był przy poczęciu niech będzie i
przy narodzinach. Ale postawiłam warunek: ma stać przy mojej głowie i mnie
wspierać a nie zaglądać w krocze.