indra2
25.01.08, 20:29
Pisałam wczoraj o kradzieży wózka.
Sprawę zgłosiłam na policję. Wieczorem przyszła sąsiadka z klatki obok mówiąc,
że widziała jak o 3 w nocy 2 kobiety szły z wózkiem ulicą przed naszym
budynkiem. Powiedziała,że 1 z nich to była chyba sprzątaczka sprzątająca
klatkę. Tak jak wcześniej podejrzewaliśmy. Drzwi były zamknięte. Sąsiad, który
wracał z pracy o 24 na 100% zamknął drzwi a potem nikt nie wychodził aż do 5
rano. Oprócz mieszkańców klucz ma tylko sprzątaczka.
Mąż pojechał więc dziś rano na policję, by to dodać do protokołu. Pan
policjant praktycznie nie był zainteresowany. Nie zapisał nawet nazwiska i
adresu sprzątaczki. Na pytanie co i kiedy zamierzają z tym zrobić odparł,
że skoro nie usłyszał tego od świadka bezpośredniego tylko od męża to najpierw
muszą sprawdzić czy to prawda. Ok. Naiwna myślałam, że przyjadą przesłuchać
sąsiadkę a potem prosto do tej sprzątaczki (mieszka 2 kroki od naszego
"bloku") póki sprawa jest świeża i wózek nie został jeszcze gdzieś sprzedany.
Niestety cisza. Jutro zaczyna się weekend więc najwcześniej w poniedziałek
mogę iść interweniować. Zanim się ruszą to wózek pewnie będzie już na drugim
końcu polski i g... znajdą!!!
Jestem strasznie wkurzona. Policja nic nie robi w tej sprawie a mają
podejrzanego (sprawcę) dosłownie podanego na tacy.