o równouprawnieniu

27.01.08, 23:08
wybieramy się rano do teściów, ja biorę na ręce dziecko (12kg) i kieruję się
ku wyjściu, a mąż warczy za mną: "może wzięłabyś coś jeszcze, będziesz tak z
pustymi rękami szła??". zamurowało mnie, bo zostawiłam mu jedynie dwa
leciutkie pakunki. to jest w zasadzie codzienny problem; facet non stop
licytuje się ze mną kto wziął więcej siatek (kiedy wynosimy zakupy z
samochodu), ciągle dogryza, że ja sobie bimbam podczas gdy on musi dźwigać.
najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że to kawał chłopa, waży dwa razy
tyle co ja, jest nieźle umięśniony (swego czasu sporo trenował) i ciągle
popisuje się swoją siłą. tymczasem to ja (mimo, że chuchro i mimo że mam
problemy z kręgosłupem) zawsze wnoszę dziecko po schodach na trzecie piętro.
siatkami zazwyczaj dzielimy się na pół. nie przypominam sobie żadnych
dżentelmeńskich gestów z jego strony, a jego stała odpowiedź to: chciałaś
równouprawnienia to masz.
czy wasi mężczyźni też tak pojmują równouprawnienie?
    • fajka7 Re: o równouprawnieniu 27.01.08, 23:11
      Nie.
    • e_r_i_n Re: o równouprawnieniu 27.01.08, 23:11
      Nie dyskutuje z mezem o rownouprawnieniu smile.
      A siatki nosze, owszem, ale zawsze jestem pytana, czy cos dam rade
      jeszcze wziac wink.
    • anias29 Re: o równouprawnieniu 27.01.08, 23:12
      > czy wasi mężczyźni też tak pojmują równouprawnienie?

      Nie.
    • alanta1 Re: o równouprawnieniu 27.01.08, 23:25
      setia napisała:

      > wybieramy się rano do teściów, ja biorę na ręce dziecko (12kg) i kieruję się
      > ku wyjściu, a mąż warczy za mną: "może wzięłabyś coś jeszcze, będziesz tak z
      > pustymi rękami szła??"

      Ja bym mu wsadziła dziecko na ręce ze słowami "to teraz Ty idź z pustymi rękami,
      a ja wezmę tamte pakunki"
    • gooochab Re: o równouprawnieniu 27.01.08, 23:27
      Ja na ten tekst odpowiedziałam, że ja o równouprawnienie nie walczyłam, nie
      podoba mi się to, że muszę chodzić do pracy, bo wolałabym leżeć w domu i lubię,
      jak facet otwiera drzwi przede mną.
      Poza tym uświadomiłam mojemu mężowi, że równouprawnienie, to również
      przyszywanie guzików, mycie kibla itd. Po czym ustaliliśmy, że każde z nas
      będzie robiło to, co dobrze mu wychodzi- ja lubię prasować, a on robótki przy
      aucie. Ja myję samochód, a on gotuje.
      Ale to on nosi cięższe rzeczy.

      Jeśli masz tego dość, to zacznij udawać, że masz naprawdę coś z kręgosłupem-
      jęcz, stękaj, umawiaj się do lekarzy. I po prostu powiedz mu, że lekarz Ci
      zabronił. Skuteczne będzie to napewno, potem sie przyzwyczai, no i będziesz
      miała ten argument, że nie chcesz znów tego przeżywać- tych bóli, tej męki...
      Aha, no i to rozwiązuje Twój problem bez kłótni z mężem o równouprawnienie.
      • 18_lipcowa1 Re: o równouprawnieniu 28.01.08, 23:08

        >
        > Jeśli masz tego dość, to zacznij udawać, że masz naprawdę coś z
        kręgosłupem-
        > jęcz, stękaj, umawiaj się do lekarzy. I po prostu powiedz mu, że
        lekarz Ci
        > zabronił. Skuteczne będzie to napewno, potem sie przyzwyczai, no i
        będziesz
        > miała ten argument, że nie chcesz znów tego przeżywać- tych bóli,
        tej męki...#


        zenujace byloby takie udawanie

        > Aha, no i to rozwiązuje Twój problem bez kłótni z mężem o
        równouprawnienie.
        • gooochab Re: o równouprawnieniu 29.01.08, 00:37
          Zgadzam się, ale rozwiązuje problem. Facet może nie zrozumieć na czym polega
          równouprawnienie, do tej pory nie zastanowił się jeszcze nad tym, co mówi, więc
          trzeba go nauczyć nosić ciężkie rzeczy- żenujące, ale skuteczne
    • denea Re: o równouprawnieniu 27.01.08, 23:52
      Zacznijmy od tego, że równouprawnienie to jest zarabianie takich
      samych pieniędzy za taką samą pracę, do jasnej cholery, niezależnie
      od tego, czy jest się skażonym macicą, czy nie uncertain
      A zachowanie Twojego męża to niewyobrażalne dla mnie chamstwo,
      bardzo Cię przepraszam. Z niedyskrymonacją ma tyle wspólnego co ja z
      Marią Callas, źle zatytułowałaś wątek.
      • clas_sic Re: o równouprawnieniu 28.01.08, 01:24
        jeśli wracam z zakupów to wchodzę do domu (na piętro, po kilkunastu schodkach) i
        mówię mężowi, żeby wniósł zakupy i wstawił samochód do garażu. Nie widzi w tym
        niczego niestosownego.
        A gdyby mi zaserwował tekst o chodzeniu z pustymi rękami, to chyba by zbierał
        zęby z chodnika...
      • setia Re: o równouprawnieniu 28.01.08, 09:23
        denea napisała:
        > A zachowanie Twojego męża to niewyobrażalne dla mnie chamstwo,
        > bardzo Cię przepraszam. Z niedyskrymonacją ma tyle wspólnego co ja z
        > Marią Callas, źle zatytułowałaś wątek.

        wiem Deneo sad piszę o "równouprawnieniu" w rozumieniu mojego męża, czyli:
        dźwigasz to samo co ja, nie muszę otwierać Ci drzwi, czy puszczać przodem itp, w
        końcu mamy równouprawnienie, prawda?
        • kim5 Re: o równouprawnieniu 28.01.08, 09:52
          A kto gotuje?
    • kicia031 Re: o równouprawnieniu 28.01.08, 09:50
      Dla mnie nie chodzi tu o relacje miedzy kobieta a mezczyzna, tylko
      ilniejszym i slabszym - tak jak nie dam 5-latkowi ciezkiej torby,
      tylko sama ja wezme, tak maz miesniak powiniaen pomoc w dzwiganiu
      slabszej osobie - nawet jesli to kobieta.

      Wybacz, ale twoj maz to burak.
    • dido_dido Re: o równouprawnieniu 28.01.08, 10:09
      Wiesz co, Twój mąż to ma problem z dobrym wychowaniem i manierami a
      nie z równouprawnieniem.
      • miacasa Re: o równouprawnieniu 28.01.08, 10:53
        celna uwaga
    • triss_merigold6 Re: o równouprawnieniu 28.01.08, 11:20
      Nie, pojmują inaczej.
      Pan jest cham i burak.
    • rita75 Re: o równouprawnieniu 28.01.08, 11:36
      chciałaś
      > równouprawnienia to masz.

      ale buc
    • sebaga Re: o równouprawnieniu 28.01.08, 12:42
      ćwok straszny
      • miedzymorze Re: o równouprawnieniu 28.01.08, 15:54
        może daj mu do poczytania:
        pl.wikipedia.org/wiki/Równouprawnienie
        o ile mięśniak jeszcze umie czytać ;/

        pozdr,
        mi
    • jollyvonne Re: niekoniecznie o równouprawnieniu 28.01.08, 21:07
      Wiele tu celnych odpowiedzi poszlo, przeczytaj mezowi do poduszki, albo wydrukuj, opraw i sprezentuj na Walentynki.

      Moj sie rownouprawnieniem nigdy nie zaslanial, ale problem z siatkami tez mial. Zakupy zawsze mama robila, wiec nie kojarzyl faktu ze po zaplaceniu w kasie trzeba to ze sklepu wyniesc do auta, zanisc do domu itd.. Nasze wspolne zakupy wygladaly tak: on wyjmuje z kosza i placi, ja odbieram i pakuje, no a potem niose ... Kilka pierwszych razy dalam sie zrobic, az w koncu raz spakowalam i zostawilam calosc za kasa, idac za nim do auta z pustymi rekami. Polapal sie przy wyjsciu, pytajac gdzie zakupy. Zrobilam zdziwiona mine i zapytalam: a nie zabrales? To pewnie zostaly przy kasie ...
      Od tamtego razu mamy rownouprawnienie, poniewaz ja mam zawsze ze soba torebke, to on bierze pierwsza siate, i tak sie dzielimy obowiazkiem wink
    • zuzanka79 Re: o równouprawnieniu 28.01.08, 21:41
      > czy wasi mężczyźni też tak pojmują równouprawnienie?

      Nie wiem jak innych, ale mój na szczęście nie. I nie raz jak
      wychodzimy ze sklepu, a mam tylko małą siateczkę np z nowym
      stanikiem ( który de facto zmieściłby sie do mojej torebki) to i tę
      małą siateczkę za mnie taszczy. I do głowy by mu nie przyszło bym
      niosła coś innego niż swoją torebkę.
    • 18_lipcowa1 Re: o równouprawnieniu 28.01.08, 23:06
      smieszny ten twoj maz... tak szczerze to idiotycznie smieszny
      moj nosi wszystko co trzeba, najczesciej mam puste rece i sie kloce
      ze cos wezme, to zostawia mi najlzejsze.
    • net79 Re: o równouprawnieniu 29.01.08, 00:57
      Mój chyba pojmuje prawidłowo i nie szafuje tym słowem. Znając
      siebie, zawróciłabym, dałabym dziecko na ręce tatusia i z uśmiechem
      wzięła siatki... wiesz jak się chłopa rozpieści to potem mu się w
      tyłku przewraca i jakieś głupoty o równouprawnieniu klepie... mój
      jak ponosi małą dłużej mówi,że go łapki bolą i docenia raczej mój
      wysiłek. Może być sajgon w domu i wystarczy, że zrobię styraną minę
      nie ma problemu z tym by w ramach równouprawnienia mnie zmienić,
      albo ogarnąć sajgonwink
    • soemi Re: o równouprawnieniu 29.01.08, 08:58
      Ciążę też na dwa rozkładaliście?!
      To nie rodzaj pojmowania równouprawnienia ale kultura osobista mężczyzny.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja