mama_kamila
21.08.03, 13:14
Cześć,
Na pewno każda (-y) z Was ma jakieś ciekawe, oryginalne wspomnienia z
dzieciństwa. Nie mam na myśli zabawnych powiedzonek (takie tematy już były na
Forum), ale takie ciekawe, typowo dziecięce rozumienie świata. Jak wiadomo,
dziecko wiele spraw rozumuje po swojemu, co często nam, dorosłym, wydaje się
zadziwiające, a niektóre dziecięce skojarzenia wręcz nieprawdopodobne.
Proponuję więc otworzenie kącika wspominek. Myślę, że pomoże nam zrozumieć
nasze pociechy, a może nawet ustrzec je przed niektórymi zagrożeniami.
Zaczynam:
Gdy byłam mała (ok. 3-4 lata) myślałam, że w telewizorze siedzą takie małe
ludziki i jeżeli stłukę ekran, to do mnie wyjdą i będziemy się bawić. Przed
wykonaniem tego planu uchronił mnie tylko strach przed gniewem rodziców
(teraz drżę na myśl, że mój mały Kamil może mieć podobne pomysły).
Gdy byłam nieco starsza (ale jeszcze w przedszkolu) byłam przekonana, że
jeżeli np. zgubię się rodzicom na mieście, to bez problemu trafię do domu
idąc po prostu cały czas przed siebie (przecież ziemia jest okrągła).
Gdy byłam już w podstawówce (około 2 – 3 klasa) bulwersowałam się na myśl, że
aktorzy i aktorki muszą mieć bardzo dużo nieślubnych dzieci, bo przecież
dzieci biorą się z całowania i przytulania.
Również w podstawówce (ale będąc już w starszych klasach) chciałam założyć
zeszyt, w którym miałam zapisywać wszystkie naganne, moim zdaniem, zachowania
nauczycieli a także rodziców. Następnie zeszyt ten miałam przechowywać przez
najbliższe lata, żeby zajrzeć do niego, gdy będę już dorosła i nie zachowywać
się w podobny sposób względem swoich dzieci, ewentualnie uczniów, gdybym
została nauczycielką. Niestety, zeszyt nie powstał, a ja teraz już nie
pamiętam, co w owym czasie tak bardzo mnie denerwowało.
Jako małe dziecko byłam bardzo ciekawska. Najbardziej nie lubiłam, gdy na
moje pytania, słyszałam odpowiedź: „Zrozumiesz to (ewentualnie: pogadamy o
tym) gdy będziesz starsza”. Okropieństwo! Co za tortura dla ciekawskiego
brzdąca! Mam mocne postanowienie nigdy w życiu nie powiedzieć tak do swojego
syna.
I jeszcze jedno:
Gdy zaczęłam sama chodzić do szkoły, mama przestrzegała mnie, żebym po drodze
nie rozmawiała z obcymi. Szczególny nacisk kładła na to, żebym w żadnym
wypadku nie dała się skusić np. na czekoladę i nie poszła z obcym mężczyzną
do piwnicy, domu, czy gdziekolwiek indziej. Mama tłumaczyła mi, że są tacy
panowie, którzy mogą mi zrobić krzywdę i dlatego powinnam być ostrożna.
Pewnego razu długo nie wracałam ze szkoły i mama poszła mnie szukać. Znalazła
mnie niedaleko naszego bloku, rozmawiającą z pewnym starszym panem (na
szczęście okazał się on tylko niegroźnym staruszkiem, któremu nudziło się
siedzieć samemu na ławce). W domu zdenerwowana mama bardzo na mnie
nakrzyczała, a ja w ogóle nie rozumiałam o co jej chodzi. Przecież byłam
grzeczną dziewczynką, grzecznie odpowiadałam na pytania tego pana (jak się
nazywasz? gdzie mieszkasz? do której klasy chodzisz?) i cały czas myślałam o
tym, że jeżeli tylko powie, żebym gdzieś z nim poszła, to się nie zgodzę.
To tyle, co mi się na razie kojarzy. A jak to u Was było? Myślę, że macie
dużo podobnych historyjek do opowiedzenia. Pozdrawiam.
Mama Kamilka.