Dodaj do ulubionych

Kredytowe dylematy...

13.02.08, 18:15
Remontuję dom po dziadkach, stare budownictwo, trzeba wszystko
przerabiać, jak wiadomo to skarbonka bez dna. Ja ze względu na dwoje
małych dzieci, jestem na urlopie wychowawczym. Mąż zarabia dobrze,
ale nie aż tak, żeby starczyło na szybką przeprowadzkę. Bez kredytu
uda nam się przeprowadzić nie wcześniej niż za rok i to tylko na
jedno piętro domu.

I tu pojawia się problem. Mamy sporą działkę, na razie nie
potrzebną, bo dzieci bardzo małe. Zastanawiamy się czy nie wziąć na
nią kredytu pod hipotekę i szybko się przeprowadzić, ale wtedy
spłacali byśmy ten kredyt przez 10lat.

I sama nie wiem, czy szybko się przeprowadzić (u rodziców jest nam
trochę ciasnosad) i długo spłacać kredyt, czy przemęczyć się tych
kilka lat i po kawałku (po kolei wymieniać podłogi, okna,
instalacje, ocieplić i otynkować) ale bez kredytu wchodzić do
domu…???
Obserwuj wątek
    • polaola Re: Kredytowe dylematy... 13.02.08, 18:35
      10 lat na splacenie kredytu to bardzo krotko.
      Jak to tylko taki "krotki" kredyt to bierz i rob co masz do
      zrobienia aby z tego jaknajszybciej kozystac. Nie mecz sie latami w
      ciasnocie i niekonczacych sie remontach - szkoda zycia.
    • lola211 Re: Kredytowe dylematy... 13.02.08, 18:40
      Kredyt.
    • spacey1 Re: Kredytowe dylematy... 13.02.08, 18:55
      zaraz, zaraz. Bez kredytu uda wam się przeprowadzić najwcześniej za rok, a
      kredyt na remont będziesz spłacać przez 10 lat? Jeśli za rok, to znaczy, że
      przez rok zarobicie kasę potrzebną na remont (ten podstawowy), tak? To spłacać
      powinniście rok z kawałkiem, no max 2 lata.
      Moja rada to też kredyt. Co za różnica, czy odkładac przez 10 lat i robić remont
      po kawałku, czy spłacać kredyt przez 10 lat. A ceny materiałów budowlanych nie
      spadają...
      • zuzanna56 Re: Kredytowe dylematy... 13.02.08, 19:08
        Jeszcze niedawno bardzo bałam się kredytów. Pytałam nawet tu na
        forum jak innym idzie spłacanie i czy się nie boją. Teraz mam kredyt
        na 20 lat, ale też własny (na 25% wartości domu kredyt), niewielki
        domek.
        • arnikaarnika Re: Kredytowe dylematy... 13.02.08, 19:09
          nad czym się zastanawiasz oczywiście że brać
      • tyssia Re: Kredytowe dylematy... 13.02.08, 19:24
        ja na twoim miejscu wziełabym ten kredyt
    • corkaswejmamy Zdecydowanie iśc na swoje. 13.02.08, 19:09
      10 lat to nie jest tak strasznie. Ja mam na 40!!! hehehehe. I nie marudzę.
      Również mam bezczynszowe(dom) mieszkanie, nie płacę zatem czynszu tylko ratę.
      Utrzymanie trochę droższe, ale nie tak by się mogło wydawać. A jaki komfort.
    • alik74 Re: Kredytowe dylematy... 13.02.08, 19:42
      Za rok uda nam się wymienić okna, podłogi, zrobić ogrzewanie i wejść
      do dwóch pokoi kuchni i łazienki, czyli tego co mam teraz u rodziców:
      ( A następnie trzeba ocieplić, otynkować, zrobić całą górę, wymienić
      ogrodzenie, no mnóstwo rzeczy, ale to już można robić jak się
      mieszka, prawda, a więc kolejnych kilka lat życia w remoncie...
      Ale ten kredyt...obawiam się, to jest 10 lat spłacania...a jak mąż
      straci pracę, w dzisiejszych czasach nic nie wiadomo.

      Mój mąż jest bardzo na tak, cały czas mnie przekonuje, że w
      najgorszym wypadku zabiorą nam działkę…sad
      • burza4 Re: Kredytowe dylematy... 13.02.08, 20:22
        alik74 napisała:

        > Ale ten kredyt...obawiam się, to jest 10 lat spłacania...a jak mąż
        > straci pracę, w dzisiejszych czasach nic nie wiadomo.
        >
        nie histeryzujsmile może uda się go spłacić wcześniej? przecież kiedyś
        zaczniesz pracować, rynek pracy się zmienia na korzyść.
        Zdecydowanie odradzam życie na placu budowy, tym bardziej z małymi
        dziećmi. A rozkładanie na raty spraw, które mają wpływ na koszty
        eksploatacji (ocieplenie) - niekorzystnie odbije się na kieszeni.

        > Mój mąż jest bardzo na tak, cały czas mnie przekonuje, że w
        > najgorszym wypadku zabiorą nam działkę…sad

        w najgorszym wypadku - możesz dogadywać się z bankiem, niektóre
        oferują okres karencji w spłacie, do tego są ubezpieczenia na
        wypadek utraty pracy (choć trzeba dokładnie przeczytać warunki).
        W ostateczności - może będziecie mogli na krótko wrócić do rodziców,
        a dom wynająć?

    • przedszkolak2 Re: Kredytowe dylematy... 13.02.08, 20:02
      Kredyt.
      Do rat można przywyknąć- jak do miesiączki.
    • katharsisss Re: Kredytowe dylematy... 13.02.08, 20:10
      Tez mi się wydaje że kredyt. Zwłaszcza że faktycznie w najgorszym z najgorszych
      wypadku stracicie działkę. To nie tak źle w końcu jak stracic dom, prawda?
      Wydaje mi się że poczekac rok to jeszcze można, ale perspektywa życia w remoncie
      przez najbliższe kilka lat? To ja już bym wolała mieszkac z teściamitongue_out
      • katharsisss Re: Kredytowe dylematy... 13.02.08, 20:12
        Przesadziłam trochę z tymi teściamitongue_out Ale kredyt bierzcietongue_out
        • arioso1 Re: Kredytowe dylematy... 13.02.08, 20:25
          bierzcie kredyt-papranie roboty jest bez sensu a i mozna
          ubezpieczyć kredyt od utraty pracy -powodzenia bedzie dobrze
    • bea116 Re: Kredytowe dylematy... 13.02.08, 20:11
      Kredyt. W najgorszym przypadku zawsze możecie działkę sprzedać za uczciwą cenę - nie czekać aż bank wyśle komornika, bo banku nie będzie obchodzić Wasz interes tylko jego dług. To, że będzie obciążona kredytem nie jest żadną przeszkodą do sprzedaży. Dużo transakcji się w ten sposób teraz dokonuje, po prostu kupujący w pierwszej kolejności spłaca Wasze zadłużenie, Wy zwalniacie hipotekę a potem dopiero wpłaca Wam resztę.
    • novembre Re: Kredytowe dylematy... 13.02.08, 20:34
      A ja rozumiem obawy autorki watku.

      Bo jeszcze dwa lata temu bylismy malzenstwem - marzeniem kazdego banku.
      Potem mielismy wypadek samochodowy, po ktorym ja 1,5 roku jestem w domu, w tym
      czasie zostalam zwolniona z paragrafu dlugiej choroby, a moj maz mial przejscia
      w pracy, mobbing i te sprawy, zmienil prace dwa razy i obecnie ma umowe na rok.
      A ja nie mam wcale. I nagle ze zdolnosci kredytowej robi sie d..a w krzokach.

      Ja bym wziela kredyt na remont tych dwoch pokoi z kuchnia, splacila, i potem
      ewentualnie brala krecdyt na reszte, jakos stopniowo. To tak nie przeraza a
      zawsze jest argument w banku, ze raty splacone na czas i jestescie bardziej
      wiarygodni.

      Tak czy inaczej, wyprowadzalabym sie na swoje.

      Pozdrawiam serdecznie i zapros na parapetowke tongue_out
      novembre
    • alik74 Re: Kredytowe dylematy... 15.02.08, 21:14
      Zdecydowaliśmy...bierzemy kredyt...mąż dzwonił do banku...oby było
      dobrze...
      Dziękuję za wszystkie wypowiedzismile
      • ewkamak Re: Kredytowe dylematy... 17.02.08, 20:57
        Powodzenia. A ubezpieczenie kredytu na wypadek utraty pracy tez jest
        mozliwe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka