Remontuję dom po dziadkach, stare budownictwo, trzeba wszystko
przerabiać, jak wiadomo to skarbonka bez dna. Ja ze względu na dwoje
małych dzieci, jestem na urlopie wychowawczym. Mąż zarabia dobrze,
ale nie aż tak, żeby starczyło na szybką przeprowadzkę. Bez kredytu
uda nam się przeprowadzić nie wcześniej niż za rok i to tylko na
jedno piętro domu.
I tu pojawia się problem. Mamy sporą działkę, na razie nie
potrzebną, bo dzieci bardzo małe. Zastanawiamy się czy nie wziąć na
nią kredytu pod hipotekę i szybko się przeprowadzić, ale wtedy
spłacali byśmy ten kredyt przez 10lat.
I sama nie wiem, czy szybko się przeprowadzić (u rodziców jest nam
trochę ciasno

) i długo spłacać kredyt, czy przemęczyć się tych
kilka lat i po kawałku (po kolei wymieniać podłogi, okna,
instalacje, ocieplić i otynkować) ale bez kredytu wchodzić do
domu…???