Dodaj do ulubionych

Czasem mam dość....(długie)

04.05.08, 22:03
....swojego męża.
Coraz częściej zastanawiam się czy nie odejść. Mam 24 lata, najładniejsza to
ja nie jestem, brzydka chyba też nie, taka średnia.
Może mogłabym ułożyć sobie życie na nowo?
Coraz częściej o tym myślę, niby jest dobrze ale po prostu czasem nie daję rady.
Przejdę do sedna. Byliśmy z mężem na majówce w Zakopanem od środy (dodam że
jesteśmy z okolic Gdańska). Miał jechać z nami nasz 1,5 roczny synek ale miał
gorączkę i moja mama zaproponowała że się nim zajmie a my mamy jechać.
No i pojechaliśmy...
Dziś wróciliśmy do domu. Bardzo tęskniłam za synkiem. Mój mąż niby też.
Pojechaliśmy po młodego, zabraliśmy go do domu. Ja zaczęłam nas rozpakowywać,
sortować rzeczy, mały trochę "mi pomagał", siedział na podłodze i bawił się
obok mnie. A mój mąż pierwsze co to do kompa.
Fakt trochę pobawił sie z synkiem u rodziców ale wydawało mi się że skoro tyle
go nie widzieliśmy to poświęci mu trochę uwagi.
Młody zaczął mi rozrzucać pranie więc poprosiłam męża żeby sie nim przez
chwilę zajął, dosłownie 10 min a on sie na mnie wydarł (przy dziecku) że
jestem (dosłownie) po.., głupia, i mam zamknąć mordę bo on musi odpocząć.
Fakt jechaliśmy 12 godzin ale ja byłam tak samo zmęczona jak on . Tylko że ja
nie mogłam usiąść tylko musiałam nas rozpakować, małego, ułożyć jedno pranie,
powiesić kolejne itd.
Zaczął się drzeć że nic nie robię (dodam że mąż zawsze kąpie syna) a tym razem
powiedział że ja mam to zrobić, więc sie zgodziłam. Nalałam wody do wany,
zaczęłam go myć i wpada mąż i sie drze że on to zrobi
a ja mam sie wynosić. Powiedziałam że jak jest zmęczony to ja go umyję
(naprawdę bardzo za nim tęskniłam i wszystko sprawiało mi radośc, oczywiście
to co związane było z synkiem). Poszłam po sudokrem a mój mąż zamknął mi drzwi
do łazienki żebym nie mogła wejść do dziecka, znów przy nim krzyczał.
nie chce mi sie dalej tego opowiadać, dostałam się w końcu do łazienki ale
doszło do rękoczynów.
Czasem mam ochotę zostawić męża i wrócić do rodziców. Ale wstyd mi, nie
pracuję, nie mam nic swojego (co mąż wyrzuca mi przy każdej możliwej okazji) a
nie chcę być ciężarem dla rodziców.
Mieszkam w małej wsi gdzie mentalność ludzka nie zna granic, potrafią tu
człowieka zaszczuć.
Nie wiem czy jeszcze go kocham, nie wiem czy chcę z nim być....

Dobra wyżaliłam sie. Tylko błagam nie dobijajcie mnie bardziej, bo dziś nie
mam sił. Jest mi przykro, smutno i chce mi się płakać.
Obserwuj wątek
    • mamaigiiemilki Re: Czasem mam dość....(długie) 04.05.08, 22:07
      współczuje...
    • mama-123 Re: Czasem mam dość....(długie) 04.05.08, 22:18
      Moze powinniscie powaznie porozmawiac. To na pewno jest Wam bardzo
      potrzebne. Nie, nie mow mu o odejsciu, tylko o tym, jak czujesz, o
      tym zdarzeniu z lazienkaSprobuj bez atakowania, tylko na spokojnie.
      My tez sie czasem sprzeczamy. Potem jest pare godzin ciszy, ale
      zawsze konczy sie powazna rozmowa.
      Moze w czasie waszej rozmowy odwolaj sie raczej do tego, jak wazna
      jest dla ciebie rodzina, dziecko, twoj maz i myslisz, ze moze nie
      zawsze komunikujecie sie we wlasciwy sposob. Zobacz jak on czuje,
      moze tez widzi pewne braki i tez chcialby cos zmienic.
      Trzymaj sie.
    • 18_lipcowa1 tak poza wszystkim....... 04.05.08, 22:26
      ciezko wam sie dogadac widze, tak ogolnie i w ogole
      ale powiedz mi jedno. Jechalas kiedys 12 godzin? znaczy prowadzilas
      auto 12 godzin????????????????
      Bo ja tak i potem jakby mi ktos smedzil o wywieszeniu prania to bym
      chyba zabila
      • kali_pso Re: tak poza wszystkim....... 04.05.08, 22:29
        Ano coś podobnego przyszło mi do głowywinkP
        Te walizki nie mogły postać do nastepnego dnia nierozpakowane?
        Brudy wołały o wolność? Zamiast rzucić się na podłogę i poprzewracać
        z dzieckiem- pranie... Nie rozumiem ludzi,no nie rozumiem...
        • 18_lipcowa1 Re: tak poza wszystkim....... 04.05.08, 22:33
          tez mysle, ze pranie i walizki mogly poczekac.
          Nadal mam jedno pytanie- KTO prowadzil auto?
          • nataliam2 Re: tak poza wszystkim....... 05.05.08, 09:26
            Oczywiście mój mąż.
            • 18_lipcowa1 Re: tak poza wszystkim....... 05.05.08, 11:22

              > Oczywiście mój mąż.

              To wiesz co? Rozwiedz sie z nim. Moze chlop znajdzie bardziej
              wyrozumiala kobiete.
              • lila1974 18_lipcowa1 05.05.08, 11:31
                Żadne ale to ŻADNE zmęczenie nie uprawnia do darcia na kogoś ryja,
                wyklinanie na niego i rzucanie się z łapami.

                Moze zatem i Ty wykaż większe zrozumienie dla dziewczyny?
                • 18_lipcowa1 Re: 18_lipcowa1 05.05.08, 11:36




                  Masz racje.
        • hrabina_murzyna Re: tak poza wszystkim....... 04.05.08, 22:35
          Otoż to ja bezdzietna pomyślałam dokładnie to samo co Kali_pso. I ja
          bezdzietna w życiu po 12-godzinnej podroży nie rozpakowałam walizek.
          Bez wątpliwości chłop nie powinien krzyczeć, ale zastanow się czego
          Ty od niego wymagasz? Ja nie krytykuję i pytam bez złośliwości i
          proszę na mnie nie najeżdżać, ale skoro Ty matka zostawiłaś CHORE
          MAŁE dziecko jadąc przez całą Polskę, to czego Ty przepraszam
          oczekujesz od męża?
          • 18_lipcowa1 Re: tak poza wszystkim....... 04.05.08, 22:39
            moj maz powiedzial wlasnie ze panna walnieta w czapke jak wymaga cos
            od goscia po 12 godzinnej jezdzie ( psychicznie i fizycznie mega
            meczaca). zgadzam sie z nim w 100 dlatego zapytalam. Kto prowadzil?
            • iwles Re: tak poza wszystkim....... 05.05.08, 00:32


              To jeszcze zapytaj Lipcowa, czy Twój mąz po 12 godzinach jazdy,
              podczas której mozna zmęczyć się i fizycznie i psychicznie - jako
              formę odpoczynku wybrałby komputer smile Toż to dopiero relaks dla
              oczu, zmęczonych wytężanie wzroku i skupianiem uwagi przez 12 godzin
              jazdy.

              No tak - żona hetera i rapszla - domagała się od biednego zuczka,
              zeby zajął się dzieckiem 10 minut.....

              Wyzwiska ?
              Rękoczyny?
              Agresja ?
              po 12 godzinach jazdy ?
              To co mają powiedzić żony zawodowych kierowców ???????
              • 18_lipcowa1 Re: tak poza wszystkim....... 05.05.08, 11:20
                czy Twój mąz po 12 godzinach jazdy,
                > podczas której mozna zmęczyć się i fizycznie i psychicznie - jako
                > formę odpoczynku wybrałby komputer smile


                Mozliwe, bo ja tez bym wybrala.
                Komputer to dla nas relaks. Zmywanie,pranie itp to co innego.


                Toż to dopiero relaks dla
                > oczu, zmęczonych wytężanie wzroku i skupianiem uwagi przez 12
                godzin
                > jazdy.


                Jednych relaksuje sen, innych sport, innych sprzatanie.
                Moj ojciec zawodowowy kierowca po trasie wlasnie siada do kompa by
                pograc sobie w karty.


                > No tak - żona hetera i rapszla - domagała się od biednego zuczka,
                > zeby zajął się dzieckiem 10 minut....

                Ona chciala zeby pral itp.Moze nie doczytalam.Napisalam ze maja
                problem ogolny z komunikacja, ale na boga panna siedzaca na
                siedzeniu pasazera niech nic nie mowi o 12 godzinnej jezdzie.


                >
                > Wyzwiska ?
                > Rękoczyny?
                > Agresja ?
                > po 12 godzinach jazdy ?
                > To co mają powiedzić żony zawodowych kierowców ???????

                Ja nic nie mowie, moja matka tez nic nie mowi. Bo my nie mamy na co
                narzekac. Jak ktos jest zmeczony po pracy to sie cudow nie wymaga.
                Zwlaszcza po jezdzie, bo tez jechalam i wiem jak to jest.

                >
                >
                >
                >
                • lila1974 Re: tak poza wszystkim....... 05.05.08, 11:39
                  Jazda obok może jest mniej wyczerpujaca psychicznie, ale fizycznie
                  nie widzę różnicy. Mnie fotel pasażera kojarzy się z madejowym
                  łożem, gdy muszę w nim tkwić wiele godzin ... inne atrakcje też się
                  przyczepią, np. zespół niecierpliwych nóg (zapewniam Cię, że
                  dolegliwość upiorna).

                  A babeczka nie kazała mu prać, jeno dziecko własne z lekka
                  spacyfikowac - wyczyn nie porównując jak wejście na Czomolugmę tongue_out

                  Pradą jest, że osobiście tez bym się na walizki i pranie nie
                  rzucała, tylko wlazła z dzieckiem i mężem do wyrka.
                  • dirgone Re: tak poza wszystkim....... 05.05.08, 12:41
                    Lila, czy ty kiedykolwiek prowadziłaś samochód??
                    Te 12 godzin jazdy wczoraj to było zapewne przedzieranie się przez korki.
                    • lila1974 diragone 05.05.08, 12:46
                      Nie, rzeczywiście nie prowadzę auta, ale towarzyszę mężowi, kiedy on
                      prowadzi i jeszcze NIGDY ale to NIGDY nie skierował swojej agresji
                      na warunki panujące na drodze oraz włąsne zmęczenie w moim kierunku.
                      Jeśli jest zmasakrowany i wściekły to mnie po prostu informuje o tym
                      i jest to dla mnie znak, aby nie truć mu głowy.

                      A w tym watku autorce nie idzie o to co nam, czyli o fakt
                      PRZEMĘCZENIA podróżą, ale o sposób w jaki jest traktowana.
                      • dirgone Re: diragone 05.05.08, 12:52
                        Ale ja wcale nie usprawiedliwiam pana.
                        Chodzi mi o to, że prowadzenie samochodu jest fizycznie dużo bardziej męczące
                        niż jazda jako pasażer. A w korkach to już masakra po prostu.
                        Chodziło mi o wypowiedź:
                        "Jazda obok może jest mniej wyczerpujaca psychicznie, ale fizycznie
                        nie widzę różnicy."
                        Ty nie widzisz, bo nie prowadzisz. Ci co prowadzą, widzą różnicę ogromną.
                    • kropkacom Re: tak poza wszystkim....... 05.05.08, 13:05
                      dirgone, mój mąż jechał nawet dłużej kilka razy i awantury nie było jak o coś
                      poprosiłam. To wina usposobienia tego pana co wynika dobitnie z późniejszych
                      postów autorki wątków.
                    • nataliam2 do dirgone 05.05.08, 13:19
                      Nie musiał jechać. Gdybym tylko wiedziała że jak wrócimy do domu to będzie sie
                      drzeć to ja bym prowadziła do domu. Byłam tak samo zmęczona jak on.
                      Jechaliśmy z gór nad morze a w korku ani jednym nie staliśmy. Droga po prostu
                      pusta ale tylko dlatego że wyjechaliśmy o 4 rano.
                      Poza tym on spał do 3.30 a ja nie dość że nas pakowałam do 23.30 to jeszcze
                      wstać wcześniej od niego musiałam a on na gotowe wsiadł w auto i jechał.
                      Oboje byliśmy zmęczeni.
                      • dirgone Re: do dirgone 05.05.08, 13:24
                        Jeszcze raz - nikogo nie usprawiedliwiam. Nie odnoszę się w ogóle do tej
                        sytuacji. Pan zachował się jak cham i burak i to tyle mojego w tej kwestii.
                        Odpowiedziałam tylko na stwierdzenie, że jazda jako pasażer jest w równy sposób
                        męcząca fizycznie jak prowadzenie samochodu. Nie jest, co każdy kto samochód
                        kiedykolwiek prowadził może potwierdzić.
                      • tosina Re: do dirgone 05.05.08, 15:14
                        Jest istotna roznica pomiedzy jazda jako pasazer i byciem zmeczonym
                        od slonka , duchoty a jazda za kierownica.Masz jp powiennas
                        wiedziec,.
                        oglas to moglas tamto sporo o tym piszesz ale tak naprawde na tym
                        koniec, bo nie siadlas za kierownica . Widzisz my z mezem czesto
                        wyjezdzamy wpolske sluzbowo .Np. o 4rano a wracamy ok polnocy .Ale
                        ten maraton sprawujemy oboje za kierownica , on wierzy mi jako
                        kierowcy i nigdy nie bylo problemow z zamiana na zadnym z
                        samochodow. Moze maz poprostu nie ufa ci jako kierowcy na tyle by
                        chcial pozwolic ci jechac . Droga daleka , malo wygodna.
          • lila1974 hrabina_murzyna 05.05.08, 11:33
            Próbujesz w dziewczynie wzbudzić wyrzuty sumienia???
            Nie widzę absolutnie NIC ZŁEGO w tym, że pojechali. Chłopczyk był
            pod troskliwą opieką babci, więc w czym problem?
        • gacusia1 Re: tak poza wszystkim....... 05.05.08, 06:02
          Do takich wnioskow i zachowan(prawidlowych),zeby pranie i walizy
          poczekaly,dochodzi sie czasem PO PTAKACH.
          Wyzwiska i rekoczyny sa niedopuszczalne chocby nie wiadomo jak kto
          byl zmeczony a ten drugi,jak bardzo chcialby miec poukladane
          pranie...
      • lilka69 Re: tak poza wszystkim....... 05.05.08, 08:45
        nie chcialas zeby cie dobijac ale musze o to samo zapytac- jechalas kiedys 12 godz.?
        twoj post jest jak post nastolatki. raz wkurzylas sie na meza( ni edo konca
        slusznie moim zdaniem) i chcesz sie rozstac?
        • nataliam2 I jeszcze jedno... 05.05.08, 09:31
          nie przez ten jeden raz. Chciałam tylko pokazać jak u nas jest.
          Nie chodzi o tylko ten jeden raz. Mój mąż wraca z pracy, rzuca ciuchy robocze w
          pokoju i idzie do kompa.
          Tylko to sie dla niego liczy a jak go o coś proszę to lecą w wyzwiska.
          Mam dość już poniżania.
    • kali_pso Re: Czasem mam dość....(długie) 04.05.08, 22:35
      Nikt decyzji za Ciebie nie podejmie.
      Rozstanie wymaga sporej logistyki- należałoby znaleźć pracę,
      mieszkanie.....
      Twój mąz to furiat, który nie kontroluje słownika i czynów.
      Czy to w ogóle rokuje? On Cię nie szanuje, dopóki nie zniszczył
      jeszcze Twojego poczucia własnej wartości- walcz. O szacunek dla
      siebie i o spokój w rodzinie- wszelkimi metodami- rozmową,
      postawieniem warunków co do relacji w Waszym związku... Rozstanie to
      ostateczność.
      • hrabina_murzyna Re: Czasem mam dość....(długie) 04.05.08, 22:43
        Ja już nie osądzam tak pochopnie, bo wiem, że chłopu też czasami
        nerwy puszczą. Ja też kiedyś miałam taką fazę, że zmęczona za coś
        tam się brałam zamiast odpocząć i zrzędziłam mężowi nad uchem, że ja
        taka zmęczona i muszę a on to sobie zlewa i odpoczywa. I kiedyś moj
        mąż wydarł się na mnie tak samo, bo pranie nie ucieknie, a my możemy
        sobie odpocząć i jutro zrobić to razem. I przeszło mi raz dwa,
        rozbawiło mnie to tylko. Tak więc czasami wystarczy więcej dystansu.
        A wiadomo, że jak ludzie zmęczeni to i źli i koło się zamyka. Ja mam
        tylko pytanie, on tak często ten Twoj mąż, czy tylko ten jeden raz?
    • s.z-n Re: Czasem mam dość....(długie) 04.05.08, 22:47
      Pisz do słupa słup jak doopa ...
      • sylwiawkk Re: Czasem mam dość....(długie) 04.05.08, 23:35
        słuchaj ja jechałam 28 godzin [i to nie raz] z kilkoma postojami i z
        małym dzieckiem i coś tam wiem na temat zmęczenia w podrózy, po
        wejściu do domu też miałam ochote usiąść i nic nie robić, ale po
        pierwsze było z nami dziecko i wymagało opieki ,i było jedzenie
        które trzeba było posortować i powkładać do zamrażalnika aby sie nie
        popsuło ,i gdyby mąż na mnie sie wydarł, że chce odpocząć ,to chyba
        bym mu tym miesem walnęła w pysk
        kobieta poprostu związała sie z bydlakiem i tyle ,ja bym dawno
        odeszła nawet do mamy albo domu samotnej matki aby nie mieszkać
        wiecej z kimś takim
    • edorka1 Re: Czasem mam dość....(długie) 04.05.08, 23:41
      Moje walizki stoją czasem tydzień i spokojnie czekają na rozpakowanie i pranie.
      Po co rzucać sie na to prosto po powrocie do domu? Jeśli walizka z ciuchami ma
      być powodem do rozwodu to ją zostaw w przedpokoju. Skoro jak piszesz nie
      pracujesz, możesz wrzucić szmatki do pralki w poniedziałek czy w środę rano?

      • sylwiawkk Re: Czasem mam dość....(długie) 04.05.08, 23:45
        a do tego czasu mokre zgniją w walizce
        zostaw najwyzej na 5 godzin
        • edorka1 Re: Czasem mam dość....(długie) 04.05.08, 23:52
          Pojechali na trzy dni to ileż tych ciuchów było??? Nawet jeśli przemoczyli
          wszystko z gaciami włącznie, to ciuchy tak szybko nie gniją - do rana mogą
          poczekać.Załapią może smrodek lekki ale to nic w porównaniu do rozwodu. Wypierze
          się i będzie ok. Zdarzało mi sie po górskich wyrypach prać ciuchy z pewnym
          poślizgiem - bez uszczerbku dla ciuchów. Po prostu czasem trzeba wrzucić na luz.
        • mama_kotula Re: Czasem mam dość....(długie) 04.05.08, 23:54
          sylwiawkk napisała:

          > a do tego czasu mokre zgniją w walizce

          ???
          Czy ja czegoś nie doczytałam?
          Dlaczego mokre niby są w tej walizce?

          Abstrahując od tego, że pan to kawał gnoja (skoro doszło do rękoczynów i wyzwisk), to jeżeli faktycznie było tak, że przez 12 godzin prowadził samochód, to odpoczynek należy mu się jak psu buda. Tyle, że forma domagania się tego odpoczynku nieco hmm... kulała.
          Z tym, że nie wiemy, czy jazda była samochodem (albo ja nie doczytałam). Co nie zmienia faktu, że samochodem czy pociągiem - pan zachował się jak wieprz.
          • hrabina_murzyna Re: Czasem mam dość....(długie) 04.05.08, 23:58
            Ok Kotula jego zachowanie to skandal, ale... No właśnie, a może miał
            już dość ryczącej nad głową żony, dla ktorej walizki i ciuchy są
            ważniejsze niż święty spokoj w domu? Nie pomyślałaś, może on tak
            zawsze ma po powrocie do domu. Może zaraz padło standardowe bo ty
            zawsze, bo ja nigdy, bo ja muszę. Wierz mi czasami i święty by nie
            wytrzymał. Wiem, bo miałam taką sąsiadkę i do dziś mi szkoda tego
            chłopa co z tą suchą ropuchą musiał życ
            • mama_kotula Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 00:00
              Tiiii, no ok, że miał dość.
              Ale ja jestem skrzywiona, jeśli w grę wchodzą wyzwiska i rękoczyny (hmm..
              właściwie to nie wiem, kto kogo lał, więc może się wycofam), bo mam nieciekawe
              doświadczenia w tej kwestii.

              Oboje zachowali się idiotycznie, ale pan o niebo bardziej idiotycznie.
              Zawodzi komunikacja, jak w 99% przypadków smile
              • niya Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 00:08
                mama_kotula napisała:

                > Oboje zachowali się idiotycznie, ale pan o niebo bardziej idiotycznie.
                > Zawodzi komunikacja, jak w 99% przypadków smile

                zgadzam się na całej linii.
                Gdyby mi mój mąż tak naskoczył z wrzaskiem i wyzwiskami to by szybko pożałował
                swojego wybuchu, nie daję na siebie wrzeszczeć i wyzywać się, omijam takich
                choleryków z daleka a gdyby jeszcze rękę na mnie podniósł? obudził by się w
                przykrym dla siebie miejscu smile, ale ja to ja. Pomijam fakt, że się z mężem nie
                kłócę i on chyba nawet krzyczeć nie umie smile ( przez 6 lat przynajmniej nie
                słyszałam).
                Na wszystko jest sposób, nazywa się SPOKOJNA ROZMOWA
                • edorka1 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 00:11
                  No cóż, facet zachował sie niefajnie, ale jednak dalej nie rozumiem - po co
                  rozpakowywać walizki po 12 godzinnej podróży? Należało wymyć dziecko i iść spać.
                  • sylwiawkk Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 00:16
                    a wy sie uczepiliscie akurat tych walizek
                    a kobiecie pewnie chodziło o ogólną pomoc po wejsciu do domu ,a nie
                    facet na kompa dupa do wszystkiego, a ona dziecko i dom ,jedzenie
                    kapiel itp
                    i gdyby mnie mój mąz choć raz uderzył, to by mnie wiecej nie
                    zobaczył napewno , a już napewno w obecności dziecka
                    wystarczy mi takich doświadczeń z dzieciństwa
                    • hrabina_murzyna Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 00:32
                      A na moje oko to ta kobieta sama sobie winna. Tak czytam kolejny raz
                      i myślę, że ona z tych wiecznie ucierpionych, zero luzu, zrzędząca
                      nad głową, pokrzywdzona i urobiona po pachy. W dodatku scena w
                      łazience mocno dyskusyjna. On zamknął drzwi, a ta dobija się i
                      dobija i ryczy i wali. No i co teraz byś powiedziała Sylwunia?
                      • sylwiawkk Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 00:43
                        ja to sie troche zdziwiłam tymi zamkniętymi drzwiami [zaleciało mi
                        pedofilstwem] bo po jakiego grzyba było zamykac sie z dzieckiem i
                        nie dopuszczać matki do nich, a co ona nie miała prawa wejść do
                        własnej łazienki ,choćby po coś innego niż obserwowanie jak tata
                        kąpie syna
                        może i to jest wiecznie niezadowolona babka ale to nie oznacza że ma
                        byc izolowana od własnego dziecka
                        a jesli facetowi tak ciągle źle, z ciągle narzekajaca żona to niech
                        on ją zostawi i poszuka bardziej wyrozumiałej
                        • mama_kotula Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 00:58
                          sylwiawkk napisała:

                          > ja to sie troche zdziwiłam tymi zamkniętymi drzwiami [zaleciało mi
                          > pedofilstwem]

                          RATUNKU...
                          • kali_pso Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 06:21
                            ja to sie troche zdziwiłam tymi zamkniętymi drzwiami [zaleciało mi
                            > pedofilstwem


                            RATUNKU do kwadratuwinkPP
                            • sylwiawkk Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 12:04
                              no dobra nie mam racji
                              no to weźcie i mi wytłumaczcie jaki to był ważny powód który
                              uniemozliwiał wejscie matki do łazienki i musiala dobijać sie tam
                              siłą ,bo nie rozumiem dlaczego zostala odseperowana z tak głupiego
                              powodu jak kąpiel
                              natalia ty jesteś zainteresowana to może ty odpowiesz
                              sorki jesli obrazilam cie tymi podejrzeniami
                              • lila1974 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 12:31
                                Fakt, że te drzwi zostały zamknięte PRZED NIĄ!
                                Nie dlatego, że mąż ma taki zwyczaj, ale dlatego, że chciał ją
                                ukarać.
                                Podejrzewam, że juz obie osoby były w stanie wrzenia i nie dziwię
                                się, że dziewczyna nie umiała odpuścić, tylko zawzięła się na tę
                                łązienkę.
                                • sylwiawkk Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 12:35
                                  no chyba że tak
                              • nataliam2 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 13:15
                                Kazał mi go wykąpać to poszłam to zrobić.
                                A potem zmienił zdanie, zaczął sie drzeć i gdy tylko wyszłam zamknął mi drzwi.
                                Nikt nie kazał mu jechać, ja też mam prawo jazdy i mogłam go zastąpić.
                      • s.z-n Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 01:23
                        hrabina_murzyna napisała:
                        > A na moje oko to ta kobieta sama sobie winna.

                        Dalas temu wyraz w pierwszym poscie, rozbawil mnie twoj niesprawiedliwy osad o tym,ze to _matka_ zostawila male chore dziecko, ojciec , nie, nie ? Moze rzeczywiscie rozpakowywanie sie po podrozy nie jest dla wszystkich priorytetem ale czy to znaczy, ze w porzadku jest byc za to zbluzgana ?
                        Moj maz m.in od kilku lat jest zawodowym kierowca czyzby przypadek,ze po jego powrocie i zmeczeniu trasa jeszcze w pape nie dostalam ?
                        Nie chcialabym zwierzyc sie kolezance z takiej o to przykrej sytuacji i uslyszec ,ze zal do chlopa mam niesluszny bo przeciez moglam tej walizki nie rozpakowywac.
                      • kropkacom Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 07:46
                        > A na moje oko to ta kobieta sama sobie winna.

                        Bo rozdrażniła tygryska? Bo go o coś poprosiła a nie dała mu spokojnie przy
                        komputerze siedzieć? Jak był zmęczony to mógł się położyć. I sama jest winna że
                        mąż zaczął wrzeszczeć i zabarykadował w się z dzieckiem w łazience. I dalej
                        wrzeszczał przy dziecku. Super.
    • sylwiawkk Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 00:48
      a czy ktoś pomyślał o tym dziecku ,ojciec sie drze, matka za
      drzwiami próbuje wejść ,to niezłą relaksującą kąpiel mu zafundowali
      zawsze bedzie mi szkoda takich dzieci wychowujacych sie w takiej
      atmosferze
      • gryzelda71 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 07:02
        sylwiawkk napisała:

        > zawsze bedzie mi szkoda takich dzieci wychowujacych sie w takiej
        > atmosferze

        Swoich też jest ci szkoda,jak drzesz się na nie?
        • kropkacom Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 07:36
          > Swoich też jest ci szkoda,jak drzesz się na nie?

          Ja się na przykład nie drę. Też mi szkoda dziecka. Zwłaszcza jak ojciec często
          się tak wydziera i barykaduje z dzieckiem.
          • gryzelda71 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 07:38
            Ale Sylwia drze się,co niejednokrotnie pisała,o to mi chodzi.
        • sylwiawkk Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 09:43
          owszem jest mi szkoda jesli czasem krzyknę na starszą ale robie to
          sporadycznie wiec napewno nie przyrównasz mnie do autorki wątku ani
          jej męża
          jedynym powodem który mnie zmusza do krzyku na dziecko jest jej
          dokuczanie siostrze
          nigdy nie krzyczałam jak mi zbiła szklanke rozlała mleko czy nawet
          połamała moje ukochane kwiaty
          ostatnio zbiła mi moja ozdobe na której mi zależało i też nie
          zrobiłam jej awantury a ona sie wtedy tak przejęła i pytała taty czy
          da sie skleić i czy była droga
          słuchaj ja za dużo krzyku miałam w swoim dzieciństwie i do dzisiaj
          mam na to alergie i nigdy w zyciu nie zafunduje tego moim dzieciom
          nawet jesli bedą mnie wyprawadzać z równowagi to umiem liczyć do 10
          • sylwiawkk Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 09:47
            jak bede wkurzona na dzieci to sobie pouzywam na forum i sobie
            ponarzekam jak zwykle
            a jesli chodzi o moje poprzednie wypowiedzi na temat krzyku to były
            pisane pod wpływem emocji i nadinterpretowane za bardzo przeze mnie
            a teraz cholernie tego żałuje bo ciagle sie czepiacie mnie że ja nic
            nie robie tylko leje albo krzycze
            • gryzelda71 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 13:24
              Wiesz,ja stosuję w życiu zasadę:pomyśl,zanim powiesz(na forum zanim
              napiszesz),co i tobie radzę.
              • sylwiawkk Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 13:31
                wkońcu i ja do tego wniosku doszłam szkoda że za późno o kilka
                wypowiedzi
    • michalina4 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 08:10
      No po prostu istna piaskownicasmile Po tylu godzinach jazdy wszyscy powinniście się
      rzucić do łóżka i zasnąć na kolejne dwanaście, no ale jak dziecko musi być
      wykąpane i natarte kremem choćby przeszło tornado...Po tylu godzinach nikt nie
      nadaje się do dyplomatycznej rozmowy, chociaż rękoczyny to przegięcie - niemniej
      ciekawi mnie kto komu przyłożył.
      • kropkacom Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 08:18
        My po 12 godzinach jazdy się kąpiemy smile)
        • lilka69 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 08:50
          ha ha- my tez wtedy sie kapiemy! ale tak na powaznie- latwo o sprzeczke/wojne ja
          sie jest zmeczonym a to wlasnie byla taka sytuacja.
    • luxure Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 08:20
      Skoro facet 12 godzin prowadził to był zmęczony, skoro ona nie
      pracuje to walizkami może się zając następnego dnia . Skoro jej taką
      przyjemność sprawia kąpiel dziecka to niech to zrobi bez marudzenia
      że pomoc potrzebna.
      Na dobrą sprawę niech by sobie siedział przy tym komputerze ad
      mortem defecatum jeśli tego potrzebuje po 12 godzinach za kółkiem,
      olałabym i nie byłoby całej sprawy.
      • kropkacom Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 08:30
        Kurcze, nikt mu nie odmawia prawa do zmęczenia. Walizek nikt mu nie kazał
        rozpakowywać. Jak nie chciał zrobić tego o co go poprosiła to mógł powiedzieć
        proste - nie.
        • kropkacom Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 08:38
          I żeby było jasne, nam takie jazdy samochodem zdarzają się 2-3 razy do roku. Co
          prawda torby rozpakowuje zawsze na drugi dzień ale nigdy mąż nie zrobił
          najmniejszej awantury bo go wtedy o jakąś głupotę poprosiłam.
          • gryzelda71 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 08:40
            Jakoś nie wierzę,że wybuch nastąpił na nieśmiałą prośbę żony o pomoc.
            • kropkacom Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 08:42
              W sumie w nic co tu się pisze nie musimy wierzyć, prawda?
    • taylorhayes Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 08:52
      Natalia, szukałaś współczucia na e-jędzy? No co Ty... wink Nie martw
      się chłop jest przeciez po to, żeby nas kupę zdrowia kosztował. Dziś
      już lepiej, czy trzeba te walizki z powrotem spakować? Pozdrawiam
      empatycznie. TH
    • deodyma Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 08:52
      super! nie ma co! a on zawsze taki byl? bo mnie jakos wierzyc sie nie chce, ze
      takie badz podobne sytuacje w Waszym zyciu nigdy nie mialy miejsca. te odzywki i
      do tego jeszcze jego wypominanie, ze nie pracujesz... czemu nie wrocisz do
      rodzicow? w imie czego sie z nim meczysz? lubisz to?
      • nataliam2 Dzisiejszy dzień 05.05.08, 09:46
        Zdaję Wam relację z tego co działo się jeszcze wczoraj.
        No to nie gadaliśmy ze sobą, potem mój mąż zaproponował mi Papierosa (zawsze
        wychodzimy na balkon i wtedy gadamy), byłam już wykończona, przepalona po drodze
        i mi się nie chciało.
        Kolejna awantura, bo nie robię jak on chce.
        Położyliśmy się spać i nie gadaliśmy ze sobą.
        Dziś rano, (ok 9) ja wstaję do synka, mąż leży po czym ubiera sie i idzie do
        pracy. Nie gadamy ze sobą.

        Wiem, że miałam winę, nie musiałam rozpakowywać tych walizek akurat wtedy, ale
        on ciągle mówił że nie jest zmęczony, poza tym mógł iść spać a nie siadać do
        komputera. Mógł chociaż trochę uwagi poświęcić dziecku.
        Zawsze kiedy mąż ma wybór wybiera komputer a nie rodzinę. a
        Mam dość udawania że wszystko jest ok.
        • gaja78 Re: Dzisiejszy dzień 05.05.08, 10:23
          nataliam2 napisała:

          > Wiem, że miałam winę, nie musiałam rozpakowywać tych walizek akurat wtedy, ale
          > on ciągle mówił że nie jest zmęczony, poza tym mógł iść spać a nie siadać do
          > komputera. Mógł chociaż trochę uwagi poświęcić dziecku.
          > Zawsze kiedy mąż ma wybór wybiera komputer a nie rodzinę. a
          > Mam dość udawania że wszystko jest ok.

          Mam wrażenie że mógł zrobić cokolwiek, tylko nie to, na co miał ochotę ... tongue_out

          Nie usprawiedliwiam twojego męża, brzydko wyszło że się wczoraj poszarpaliście.
          Z drugiej strony - życzę więcej luzu na przyszłość. Tak jak dziewczyny piszą -
          po podróży wszystkim należy się odpoczynek. IMHO każdy ma wtedy prawo robić to,
          na co ma ochotę. Ty masz ochotę rozpakować walizki - ok, rób to sama. On ma
          ochotę posiedzieć przed kompem - ok. A dziecko sobie poradzi wink BTW moje własne
          dziecko (zarówno teraz jak i w wieku 1.5 roku) po kilku dniach pobytu u dziadków
          i kilkugodzinnej podróży jest mega-szczęśliwe, gdy może się w świętym spokoju
          pobawić swoimi klockami. Do wanny można dziecko wrzucić razem z zabawkami,
          popilnować czytając gazetę, wyjąć, ubrać, zrobić butlę i tyle. Nie bardzo wiem,
          gdzie tu jedna osoba miałaby sobie nie poradzić. Ale tak jest z moim dzieckiem,
          a jak wiadomo - dzieci są różne.

          Na podstawie tego co piszesz mam wrażenie, że macie w swoim związku problem z
          wzajemnym szanowaniem waszych zajęć, formy odpoczynku. Nie można od nikogo
          wymagać, że w danej chwili powinien robić to i to. Można natomiast się dogadać.
          Jeśli jesteście po 12-godzinnej podróży, to IMHO odpoczynek jest priorytetem a o
          tym co jest do zrobienia, można spokojnie pogadać i podzielić się robotą. Jak
          się mężowi trafi rozpakowywanie walizek - jego sprawa, kiedy to zrobi. Tak
          uważam. Jeśli ty sama podejmujesz się wykąpania dziecka - robisz to sama. Bez
          sensu jest angażowanie dwóch dorosłych zmęczonych podróżą osób do dość prostych
          w gruncie rzeczy czynności.
        • deodyma Re: Dzisiejszy dzień 05.05.08, 14:56
          nataliam2 napisała
        • tosina Re: Dzisiejszy dzień 05.05.08, 15:20
          CZy mozesz wyjasnic dlaczego gdy maz zamknal sie wlazience ty sie od
          niej dobijalas? Wiesz przeciez nie skrzywdzilby wlasnego dziecka.
          Sama pisal;as ze zawsze go kapie wiec dlaego ?CZy nie chcialas
          postawic na swoim? Spor twgo twojego ego ..bo ty chcesz by zajal sie
          dzieckiem , domem, bo ty chesz by inaczej organizowal sobie czas, by
          inaczej spedzial wolne chwile.. macie klopot wiekszy niz wydaje ci
          sie i nie ma go on ale TY takze.
          • nataliam2 Re: Dzisiejszy dzień 05.05.08, 17:21
            Dobijałam sie do łazienki bo kazał mi go wykąpać.
            Potem do niej wszedł i sie zamknął. Poza tym ja wcale sie nie dobijałam.
            Składałam pranie a gdy tylko były mu potrzebne 2 ręce do wyciągnięcia małego to
            weszłam.
            I dostałam....
    • wieczna-gosia Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 10:33
      1. ewidentnie macie problem z wzajemnym szacunkiem. On jechal 12 godzin, on
      zapitala do pracy- ma chlop prawo odpoczac i to jak chce- nawet gapiac sie w
      komputer. Zdrugiej strony jesli ustalacie ze ty jestes w domu z dzieckiem- tez
      masz prawo do szacunku, nawet jesli twoj maz uwaza ze masz w zyciu latwiej.
      Umowiliscie sie i tyle. Chyba ze sie nie umowiliscie smile
      2. nie podejmuj decyzji w chwili zlosci, a teraz jestes wscieklai w dodatku nie
      gadacie. Moglas isc z nim na tego papoerosa i NIE palic, uwiez mi ze to jest
      mozliwe, ja tak robie cale swoje zycie- bo nigdy nie palilam a na papierosa ze
      znajomymi chodze smile skor5o nie pogadalas wczoraj- pogadaj dzisiaj. Tylko ktos
      musi opuscic garde i powiedziec ej sluchasj no juz sie nie klocmy tylko
      pogadajmy spokojnie. Uznaj swoje winy,zobacz czy on uzna swoje, jak nie tommu
      pomoz, na spokojnie, jesli bedzie wam cisnienie skakac- przerwijcie i skonczcie
      kiedy indziej.

      Kobiety maja cudowna umiejetnosc przenoszenia awantur na glebsze pozomy- on byl
      po prostu zmeczony i nawrzeszczal, a ona sie rozwodzi bo nie wie czy go kocha smile
      Tez tak miewiam, ale o tym wiem smile
      • wieczna-gosia Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 10:41
        acha, chcialam jeszcze dodac, ze jestem choleryczka i w sumie jak jestem
        padnieta, to tez mi czasami hamulce zawodza. Cjolerycy nie sa gorszym rodzajem
        czlowieka, tylko sa innym rodzajem czlowieka i kiedy para im idzie w gwizdek to
        trzeba zostawic. No ja znaczy rozumiem ze mezczyuznie nie wolno krzyknac nie
        mowiac o bluzganiu, ale z draznieniem trygrysa cos jest. Jesli za meza/ zone sie
        wzielo choleryka to nie nalezy oczekiwacze klotnie beda kulturalnie. Owszem
        moga- i u mnie np sa, ale moj maz swiety czlowiek, jak widzi ze sie przegrzewam
        po prostu przestaje ze mna dyskutowac. A ja kiedy czuje ze zaraz mi bezpieczniki
        wywali- mowie ze jestem wscieklai jesli teraz nie skonczymy gadac to zaraz
        powiem cos czego bede zalowac a nie bede pamietac.

        Noniestety byc cholerykiem nie jest latwo. Ale da sie takiego delikwenta kochac smile
    • aurinko Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 12:50
      Gdyby mój facet z powodu takiej drobnostki wydarł na mnie ryja i wyzwał, to jego
      walizki zostawiłabym spakowane ale nie w domu tylko za drzwiami.
      • aurinko Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 12:51
        O wyzywaniu i wydzieraniu się z powodu poważniejszych spraw nie wspominam bo dla
        mnie reakcja jest oczywista.
    • hrabina_murzyna Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 14:57
      Dajcie spokój, bo prawda jest taka, że zawsze tam gdzie się kłócą w
      ciszy i spokoju najwięcej syfu zalega. Nie uwierzę, że nikt z was
      nie pokłócił się nigdy z własnym mężem. Myślałby ktosmile A panna
      ewidentnie niedojrzała. Odejść, bo chłopu żyłka pękła i wydarł się,
      bo miał dość. Kurcze nie przesadzajcie.
      • lila1974 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 15:08
        Pokłócić się a pokłócić to jest zdecydowana różnica.
        A "panienka", jak się raczyłaś wyrazić, nie zauważyłam by była
        niedojrzała a raczej że jej się ulało, bo życie z księciuniem to
        jednak nie ejst bajka.
      • iwles Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 15:40

        > Odejść, bo chłopu żyłka pękła i wydarł się,
        > bo miał dość.


        chyba żyłka trzymająca rączki przy sobie pękła....
        • gaja78 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 16:11
          iwles napisała:

          >
          > > Odejść, bo chłopu żyłka pękła i wydarł się,
          > > bo miał dość.
          >
          >
          > chyba żyłka trzymająca rączki przy sobie pękła....
          >

          Prawdę mówiąc nie wiemy komu pękła żyłka trzymająca rączki przy sobie. Autorka
          napisała tylko, że "doszło do rękoczynów".
          • nataliam2 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 17:27
            Ja oberwałam. W łazience ścisnął mi ramię, odepchnął że upadłam.
            W kuchni gdy robiłam mleko i trzymałam dziecko wykręcił mi rękę.
            • kawka74 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 17:36
              No to dziękuję bardzo. Nic nie usprawiedliwia przemocy.
            • gaja78 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 17:45
              nataliam2 napisała:

              > Ja oberwałam. W łazience ścisnął mi ramię, odepchnął że upadłam.
              > W kuchni gdy robiłam mleko i trzymałam dziecko wykręcił mi rękę.

              Aha. No to tylko pogratulować małżonka sad((
    • tosina Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 15:09
      A mój mąż pierwsze co to do kompa.
      > Fakt trochę pobawił sie z synkiem u rodziców ale wydawało mi się
      że skoro tyle
      > go nie widzieliśmy to poświęci mu trochę uwagi.

      pewnie czynmy ziemie poddana ale bez przesady.On niem usi chcec
      spelniac twoich zachcianek , on mogl byc poprostu zmeczony i niemiec
      ochoty .PO cokogos zmuszac? A no ja tez lubie czesto odpoczywac pod
      kompem?...buuuuuuu straszne, zamiast spac , albo pic wole po
      siedziecpo czytac albo odpisacna maile i mnie to relaksuje..wyrodna
      matka ze mniesmile)


      Tylko że ja
      > nie mogłam usiąść tylko musiałam nas rozpakować, małego, ułożyć
      jedno pranie,
      > powiesić kolejne itd.


      No tak nawet gdyby jutra mialo nie byc a twoje pranie rozpierzchlo
      sie w nicosci ty musialas.. A gdybys tak nei zrobila to co??

      swiat umrze w brudzie i balaganie?
      • nataliam2 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 17:19
        Rozumiem
        A kiedy to ja niby miałaby,m odpocząć i zajrzeć do kompa?
        Mi się to nie należy?
        Ciekawe kto w tym czasie zajął by się dzieckiem?
        • hrabina_murzyna Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 17:25
          Przesadzasz, bo dziecko to mogliście wykąpać, nakarmić, bajkę
          włączyć i uśpić. Na pewno mąż by Ci pomogł. Ale to, że w takiej
          chwili priorytetem dla Ciebie były walizki to już inna bajka.
          Dziecko i owszem uwagi wymaga, ale torby pełne brudow poczekać mogą
          nie.
          • nataliam2 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 17:26
            Ciekawe w takim razie co mój mąż by dzisiaj ubrał.
            • kawka74 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 17:31
              > Ciekawe w takim razie co mój mąż by dzisiaj ubrał.

              Zabraliście wszystkie ciuchy z domu na cztery dni majówki...?
              No, dobra, nieistotne.
              Istotne - przynajmniej dla mnie - są wspominane rękoczyny (kto kogo?). Plus
              wyzwiska. To nie jest normalne i tego nie powinno być.
              • hrabina_murzyna Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 17:35
                On ją niestetysad To już przegięcie na całej linii. Olej mężunia i
                wsadź mu w dziob te brudne gacie.
              • nataliam2 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 17:35
                No właśnie wiem że to nie normalne.
                Trzeci raz coś mi zrobił w sensie rękoczynów.
                Wyzwiska padają coraz częściej, praktycznie przy każdej kłótni dlatego nie chcę
                udawać że wszystko jest ok.
                Nie ma prawa tak mnie poniżać, choć by nie wiadomo jak był zmęczony.
                • hrabina_murzyna Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 17:37
                  Oddaj mu, najlepiej jakimś garem i wystaw za drzwi.
                • kawka74 Re: Czasem mam dość....(długie) 05.05.08, 17:40
                  > Nie ma prawa tak mnie poniżać, choć by nie wiadomo jak był zmęczony.

                  Ależ to jasne!
                  Ty to wiesz, ja to wiem, i jeszcze parę innych osób. Tylko małżonek ma z tym
                  problem. Nie istnieje wytłumaczenie dla przemocy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka