nataliam2
04.05.08, 22:03
....swojego męża.
Coraz częściej zastanawiam się czy nie odejść. Mam 24 lata, najładniejsza to
ja nie jestem, brzydka chyba też nie, taka średnia.
Może mogłabym ułożyć sobie życie na nowo?
Coraz częściej o tym myślę, niby jest dobrze ale po prostu czasem nie daję rady.
Przejdę do sedna. Byliśmy z mężem na majówce w Zakopanem od środy (dodam że
jesteśmy z okolic Gdańska). Miał jechać z nami nasz 1,5 roczny synek ale miał
gorączkę i moja mama zaproponowała że się nim zajmie a my mamy jechać.
No i pojechaliśmy...
Dziś wróciliśmy do domu. Bardzo tęskniłam za synkiem. Mój mąż niby też.
Pojechaliśmy po młodego, zabraliśmy go do domu. Ja zaczęłam nas rozpakowywać,
sortować rzeczy, mały trochę "mi pomagał", siedział na podłodze i bawił się
obok mnie. A mój mąż pierwsze co to do kompa.
Fakt trochę pobawił sie z synkiem u rodziców ale wydawało mi się że skoro tyle
go nie widzieliśmy to poświęci mu trochę uwagi.
Młody zaczął mi rozrzucać pranie więc poprosiłam męża żeby sie nim przez
chwilę zajął, dosłownie 10 min a on sie na mnie wydarł (przy dziecku) że
jestem (dosłownie) po.., głupia, i mam zamknąć mordę bo on musi odpocząć.
Fakt jechaliśmy 12 godzin ale ja byłam tak samo zmęczona jak on . Tylko że ja
nie mogłam usiąść tylko musiałam nas rozpakować, małego, ułożyć jedno pranie,
powiesić kolejne itd.
Zaczął się drzeć że nic nie robię (dodam że mąż zawsze kąpie syna) a tym razem
powiedział że ja mam to zrobić, więc sie zgodziłam. Nalałam wody do wany,
zaczęłam go myć i wpada mąż i sie drze że on to zrobi
a ja mam sie wynosić. Powiedziałam że jak jest zmęczony to ja go umyję
(naprawdę bardzo za nim tęskniłam i wszystko sprawiało mi radośc, oczywiście
to co związane było z synkiem). Poszłam po sudokrem a mój mąż zamknął mi drzwi
do łazienki żebym nie mogła wejść do dziecka, znów przy nim krzyczał.
nie chce mi sie dalej tego opowiadać, dostałam się w końcu do łazienki ale
doszło do rękoczynów.
Czasem mam ochotę zostawić męża i wrócić do rodziców. Ale wstyd mi, nie
pracuję, nie mam nic swojego (co mąż wyrzuca mi przy każdej możliwej okazji) a
nie chcę być ciężarem dla rodziców.
Mieszkam w małej wsi gdzie mentalność ludzka nie zna granic, potrafią tu
człowieka zaszczuć.
Nie wiem czy jeszcze go kocham, nie wiem czy chcę z nim być....
Dobra wyżaliłam sie. Tylko błagam nie dobijajcie mnie bardziej, bo dziś nie
mam sił. Jest mi przykro, smutno i chce mi się płakać.