Dodaj do ulubionych

11 września

11.09.03, 15:14
Wisława Szymborska
"Fotografia z 11 września"

Skoczyli z płonących pięter w dół
- jeden, dwóch, jeszcze kilku
wyżej, niżej.
Fotografia powstrzymała ich przy życiu,
a teraz przechowuje
nad ziemią ku ziemi.
Każdy to jeszcze całość
z osobistą twarzą
i krwią dobrze ukrytą.
Jest dosyć czasu,
żeby rozwiały się włosy,
a z kieszeni wypadły
klucze, drobne pieniądze.
Są ciągle jeszcze w zasięgu powietrza,
w obrębie miejsc,
które się właśnie otwarły.
Tylko dwie rzeczy mogę dla nich zrobić
- opisać ten lot
i nie dodawać ostatniego zdania
Obserwuj wątek
    • adasari Re: [^] [^] [^] [^] 11.09.03, 16:47
      realną świeczkę zapalę pod ambasadą

      wieczne odpoczywanie....
      • mariajolanta1 Re: [^] [^] [^] [^] 11.09.03, 20:53
        Ciągle o Nich pamiętam...o wszystkich co zginęli tam pod gruzami....

        Mariola
    • domali REFLEKSJA 11.09.03, 21:43
      Dwa lata temu mój synek był jeszcze w brzuszku... i oglądając na zmianę TVN24 i
      CNN zastanawiałam się, na jaki świat on niedługo zawita...
      A ten nasz dzisiejszy świat, mimo technologii, postępu, jest smutny sad(((
      Bliski Wschód
      wczoraj Szwecja
      dzisiaj nasza Warszawa

      Pomyślmy o nich... ja jeszcze dzisiaj, oglądając zdjęcia z NY z trudem
      powstrzymuje łzy...
      sad((((((
      • jagasz Re: REFLEKSJA 12.09.03, 10:18
        Domali, miałam dokładnie takie same myśli jak Ty.
        Dwa lata temu byłam w 7 m-cu ciąży i dosłownie zaczęłam się bać o dziecko.
      • madziarek_edziecko Re: REFLEKSJA 12.09.03, 12:20
        Ja 2 lata temu byłam w 5 miesiącu ciąży, miałam podobne myśli co Wy, bałam
        się.. przede wszystkim się bałam, jaki będzie ten świat...
        Tyle się dzieje złych rzeczy... Czy tak musi być? Czemu ? Dlaczego? sad

        Madzia
        • florydka Re: REFLEKSJA 12.09.03, 20:26
          Ja 2 lata temu bylam w 6 miesiacu ciazy i mieszkalam w New york tylko nie na
          manhattanie tylko na brooklynie-moj maz pracowal niedaleko WTC na budowie i
          przyjechal caly i zdrowy -caly w szoku
          teraz mieszkam w Miami ale gdy ogladam wspomnienia z tego okresu to placze-choc
          nikt z mojej rodziny nie zginal-a co czuja rodziny zmarlych?to jest powyzej
          mojego wyobrazenia-nie potrawie wyobrazic sobie ich bolu
          pamietam ludzi podchodzacych do mnie ze zdieciami bliskich i pytajacych czy ich
          widzialam.......
          ewa mama Iski
          • pesteczka5 Re: REFLEKSJA 12.09.03, 23:26
            Mój synek dostał wtedy nocnik. Tuptał z tym nocnikiem na swoich tłuściutkich
            nóżętach. Zadzwoniła siostra męża, ze jakieś samoloty... na Manhattanie... że
            w RMF-ie... Pomyślałam - idiotka. Moje dziecko nocnik dostało, a ona mi tu o
            samolotach...

            Nigdy tego nie zapomnę. Nagle nasz dom, ten bezpieczny świat, gdzie właśnie
            nocnik był tematem nr 1, rozpadł się, jakby jednej ściany brakowało, i przez
            tę dziurę całe popołudnie, wieczór i noc leciały nan nas samoloty zła, tamten
            gruz i pył. Wisiały nad łóżeczkiem Bartusia, a we mnie tłukło się serce
            oszalałe ze strachu i bezsilności. Zasypiałam w rozpaczy, że w takim domu, na
            takim świecie stoi łóżeczko mojego dziecka... Ja je tu postawiłam i niewiele
            mogę zrobić!
            • edytkus Re: REFLEKSJA 13.09.03, 07:31
              Tamtego ranka smacznie sobie spalam, zadzwonil moj maz zebym koniecznie
              wlaczyla telewizor, samolot wlecial w Empire State Building (z przejecia
              pomylil budynki). Ja calkiem zaspana (do switu przygotowywalam sie do testu)
              kazalam mu sie odczepic i odlozylam sluchawke. I juz mialam zasypiac gdy nagle
              zaswitalo mi w glowie ze moze jednak powinnam sie obudzic. Na kablowce nic nie
              moglam znalezc a wiekszosc kanalow podstawowych nie dzialala. W koncu mi sie
              udalo, zobaczylam plonacy wiezowiec, zerwalam sie do odbiornika w kuchni,
              znalazlam jeszcze jeden kanal, tak mi bylo zal tych ludzi chociaz nie
              wiedzialam dokladnie co sie stalo. I wtedy pokazano na zywo nastepny samolot -
              to bylo takie dziwne uczucie patrzec na to wszystko jak na film wiedzac ze to
              sie dzieje naprawde a mimo to niedowierzajac. I natychmiastowa mysl: to
              niemozliwe, to nie jest przypadek, CO SIE DZIEJE?! Pamietam gdy walila sie
              pierwsza wieza komentatorka krzyknela, ja sama stalam przed telewizorem z
              dlonia na ustach, a potem byl grobowy komentarz "ladies and gentlemen, we are
              wittnessing distruction of Lower Manhattan..." To juz dwa lata a pamietam jak
              dzisiaj. Na drugi dzien bylo czuc swad "palonej smoly." We czwartek moj maz
              pojechal do pomocy w szukaniu ofiar. Przyjechal pozna noca, kompletnie
              przemokniety (lalo jak z cebra) i niesamowicie cuchnacy spalonymi przewodami,
              opowiadal o czesciach ludzkich cial w gruzach... na drugi dzien juz nie
              pojechal. Tylu ludzi zginelo bez powodu... I pomyslec ze bylismy na Manhattanie
              dzien wczesniej, ze moja tesciowa pracuje w wiezowcu "next block," ze to byly
              takie kolosy... Na pamiatke zostal mi odcinek z biletu wstepu na taras widokowy
              i pare zdjec.
              • ela1975 Re: REFLEKSJA 14.09.03, 11:31
                W roku 2002 otrzymałam wizę do USA i znalazłam prace w Pensynlwanii w okolicach
                Pitsburga. Miałam wyjechać we wrześniu ale dwa miesiące wcześniej okazało się
                że jestem w ciąży, nie planowanej. Może to przypadek ale chyba się cieszę że
                nie przezywałam tej tragedii w Stanach tylko w Polsce.
                ER
                • xena_music Re: REFLEKSJA 17.09.03, 12:33
                  W dniu kiedy stała się tragedia byłam od rana w domu, wieczorem miałam grac
                  bankiet dla jakichś szych...właczyłam tv i zobaczyłam uderzający
                  samolot...pomyślałam -wypadek, to takie wielkie kolosy...zawadził
                  skrzydłem....i w tym momencie zobaczyłam drugi samolot wbijający sie w
                  budynek.nie rozumiałam co się dzieje. już musiałam wychodzić na granie...W
                  tramwaju panowała dziwna przejmująca cisza..mimo godzin szczytu..Tramwaj
                  zatrzymał sie na przystanku przy świetokrzyskiej, facet w samochodzie miał
                  właczone radio na wiadomości ...usłyszałam ludzi wołających"niech pan to
                  odgłosni!@!niech pan weżmie głosniej!!!!!!"po chwili czyjs szloch, czyjeś
                  przerażenie.....przybyłam na ten bankiet bo musiałam..umowa podpisana...ale
                  wierzcie mi, nikomu z obsługi nie chciało sie szykowac stołów, nam-zespołowi
                  nie chciało się grać...siedzieliśmy w ciszy przed odbiornikiem radiowym....
                  Do domu wróciłam w nocy, kolega prosił o zdjęcia na jutro...otworzyłam szafkę i
                  pierwsze co znalazłam to zdjecie tatusia(zmarł 10 lat temu) na tle WTC jak był
                  na turnee...popłakałam sie..ja ...a co dopiero musieli czuć bliscy tych
                  ludzi...będacych tam wysoko...
                  xena
    • aniamode Re: 11 września 18.09.03, 22:05
      11 września 2001 roku byłama z moją Julią na szczepieniu.
      Nigdy nie zapomnę tego dnia - nie z powodu szczepienia.
      Tylko z powodu ogromu tragedii.
      Dziewczyna mojego brata była wówczas w Nowym Yorku. Na szczęście nie
      ucierpiała.

      Pozdrawiam , Ania
    • mmilki Re: 11 września 24.10.03, 02:04
      11 wrzesnia 2001 roku
      bezradnie,przez lzy patrzylam na przemian -
      w ekran telewizora i na spiaca twarzyczke mojego malutkiego synka,
      nic nie moglam zrobic,bylam bezsilna...
      telefon w pracy mojego meza nie odpowiadal,komputer nie dzialal,
      jakakolwiek komunikacja zamarla w przestrachu -
      zreszta i tak nie moglam ruszyc sie z domu - dziecko spalo w lozeczku,
      a na zewnatrz nie bylo zbyt bezpiecznie...

      widzialam w TV,jak runal wiezowiec,
      ten,w ktorym od kilku lat na 71 pietrze pracowal moj maz
      -nie wiedzialam,czy byl w srodku
      zawsze rano wychodzil do pracy i wracal...tego dnia mogl nie wrocic...
      minuty leku,godziny samotnosci...
      i wkoncu zadzwonil telefon -
      Michal,to ty,na pewno ty ? nic ci sie nie stalo!
      rozplakalam sie,i poczulam ulge...
      trudno to zrozumiec,ale w tej calej tragedii bylam szczesliwa...


      P.S.
      z pracy mojego meza zginelo kilku znajomych,
      wiele osob przezylo szok,niektorzy ucierpieli fizycznie,
      ale sa tez tacy,ktorzy odzyskali wiare w sens i radosc zycia,
      do nich nalezy nasza mala rodzinka...matka,syn i ojciec...

      - nigdy nie zapomne o tych,ktorzy tego dnia odeszli,
      mysle o nich,o tym,jak probowali sie ratowac,
      skaczac z okien,do ktorych ja,z moim lekiem wysokosci
      jeszcze niedawno nie chcialam podchodzic zbyt blisko ...
      -rozwazam,o czym mogli wowczas myslec...

      nigdy nie zapomne o ich najblizszych,
      i mam nadzieje,ze po 2 latach tej strasznej tragedii,
      choc troszke sie odnalezli...

      pozdrawiam z Nowego Jorku, milki
    • johana2 Re: 11 września 24.10.03, 07:34
      A ja 11 września 2001r byłam w szpitalu i robiłam intensywne przysiady, żeby
      już urodzic ( termin na 9). Mąż mi zaczął coś opowiadać o jakiś samolotach 0-
      trochę posłuchałam radia i... zaczęłam się coraz bardziej denerwować - co
      właściwie się dzieje? Dostałam silnych bóli brzucha... Kilkanaście godzin
      później byłam mamą. Tego dnia na pewno nie zapomnę

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka