Dodaj do ulubionych

Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna

27.05.08, 21:55
Nr1 Babka lat 38. W zwiazku od 19 lat. Slub, 2 dzieci... on w
wigilie oswiadcza, ze ma mlodsza, odchodzi. Ot, prezent. Ona oglasza
to na placu zabaw, w kazdej jej rozmowie, z kazdym. Jej zal,
wscieklosc, gorycz sa "dobrem publicznym". Trwa to ponad 3 miesiace.
Nr2 Odwoze dziecko do przedszkola i widze, ze sasiadka wychodzi ze
swoim dzieckiem, proponuje podwiezienie. Wymieniamy kilka slow o
pogodzie, nagle jej ciekna z oczu lzy, mowi: maz mnie zdradza z
pania X. Ja zglupialam, nawet nie znam imienia sasiadki, tak na
czesc jestesmy, bo dzieci w tym samym wieku. Oglupiala pytam, jak,
skad wie? Ponoc 3 miesiace juz nie mieszka z nimi. Opowiada nawet o
jej spotkaniu z pania X, policji, skandalu. Ja naprawde niczego nie
zauwazylam, i pewnie tak by pozostalo.
Znam jeszcze kilka przykladow gdzie zdradzone-porzucone afiszuja
swoje emocje, rozpatruja publicznie swoj los.
Nigdy nie bylam w takiej sytuacji, ale wydaje mi sie, ze
ograniczylabym sie do szlochania w 1-2 rekawy a nie calemu swiatu.
Co powoduje, ze te kobiety tak upubliczniaja swoje trudne przejscia,
ze szczegolami? Chca zeby wszyscy wiedzieli jakim on jest bydlakiem?
Oczekuja wsparcia? O co chodzi?
Obserwuj wątek
    • kotbehemot6 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 27.05.08, 21:57
      hmm a po co tym piszesz na forum,nie wystraczy przemówic do ściany??????

      Moze nie mają z kim pogadać>>> Moze tłumią w sobie emocje??????Moze potrtezbują
      zwykłego ludzkiego wysłuchania?????Moze wszyscy zamilnjmy i nikomu nic nie
      mówmy-od tego sa dwa rękawy.
      • abocijawiem Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 27.05.08, 22:00
        Moze wszyscy zamilnjmy i nikomu nic nie
        > mówmy-od tego sa dwa rękawy.

        Mialam na mysli 1-2 obce rekawy, a nie wszystkie pod rzad jak leci,
        znane lub nie.
        • kotbehemot6 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 27.05.08, 22:03
          Może nie mają innych bliskicg rękawów, bo ten im najblizszy własnie wybrał inny
          rękaw.
          • kotbehemot6 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 27.05.08, 22:05
            Ale w sumie to dobrze,ze nie wiesz o co chodzi, widac nigdy nie miałas
            sytuacji,ze chiałaś o swoim nieszczęściu wykrzyczeć całemy światu- i życze zeby
            tak ci zostało.
            • abocijawiem Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 27.05.08, 22:32
              No, chyba tak. Ale ja raczej uwazam, ze ogolnie moje zycie nie
              jest "dobrem publicznym". A i jakie wsparcie moga dac mi obce osoby?
              Ja w tych dwoch przypadkach owszem, wspolczuje, to jest tragedia
              rodzinna, ale nie przytakiwalabym, ze maz swinia, bo nie wiem czy
              taka jest prawda. Nie, nie rozummiem szlochania przy piaskownicy...
              I reszta mamusiek z "cennymi" radami. Nie wystarczy: zostawil mnie
              bydlak dla mlodej laski, czuje sie fatalnie, jestem zagubiona, ale
              sobie poradze?
              Dobra, wiem, emocjonuje sie, bo to dla mnie kompletnie
              niezrozumiale... Sa rzeczy ktorych nie przeskocze sad
              • kali_pso Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 27.05.08, 23:04
                zostawil mnie
                > bydlak dla mlodej laski, czuje sie fatalnie, jestem zagubiona, ale
                > sobie poradze?


                Kochana, to jest już tak wyprane z szarpiących emocji, że takie
                teksty to może rzucać kobieta, która o zdradzie wie od długiego
                czasu i pewne sprawy zdążyła juz poukładać, poczuć, że bez męża da
                się zyć nie płacząc co noc w poduszkę, że znaleziona husteczka
                mężowska nie wywołuje drgań serca itd.

                Nie ten etap, po prostu.
              • tiuia Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 10:00
                Jakie wsparcie możesz dać? Właśnie wysłuchać.
                Kobiety tak mają - muszą się wygadać, wypłakać. Nie trzeba się tu dopatrywać żadnej wyższej filozofii.

                Pamiętam, że jak na studiach miałam problem z facetem, to najlepszym lekarstwem okazało się wygadanie się zupełnie obcemu chłopakowi spotkanemu przypadkiem na rynku (wrocławskim zresztąwink. Dlatego, że go nie znałam, nie musiałam nic ukrywać, niczego się wstydzić. A on chyba zakumał i pozwolił mi gadać. Przy okazji wypiliśmy ze 2-3 piwka hehe...
              • kiraout Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 17:24
                Są w szoku.
    • gabrysia5 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 27.05.08, 21:58
      abocijawiem napisała:
      > Co powoduje, ze te kobiety tak upubliczniaja swoje trudne
      przejscia, > ze szczegolami? Chca zeby wszyscy wiedzieli jakim on
      jest bydlakiem? > Oczekuja wsparcia? O co chodzi?

      Dokładnie tak jak napisałaś.Wspólczucia , fsparcia i niech każdy
      wie,że to bydlak...
      • gabrysia5 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 01.06.08, 22:32
        Wsparcia - miało być sorki.
    • 18_lipcowa1 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 27.05.08, 23:21
      przezylam podobnie. Ex mojego meza strasznie latala po ludziach z
      zalami. On sie nigdy nie tlumaczyl, wiec to on byl zly i to on
      potracil znajomych ( moim zdaniem nic nie wartych )
      Ja bym nie mogla tak, nie znosze jak ludziom mnie szkoda, jak sie
      nade mna lituja a juz nie daj boze z tak zalosna sprawa jak odejscie
      faceta.
      • queen_elizabeth Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 09:56
        Tez to znam. BYła żona mojego faceta. Do tej pory lata po wszystkich
        znajomych, rodzinie i rzuca mięsem na faceta. I to nie jest nawet od
        spotkania do spotkania, ale specjalnie bierze telefon i obdzwania
        wszystkich, którzy chcą i moga słuchać o jej rozpaczy. Obdzwoniła
        już cała swoją rodzinę i znajomych teraz wydzwania po jego rodzinie
        i po jego znajomych, pisze na "naszej-klasie", gg, itp...
    • ik_ecc Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 00:53
      Moze byc zwyczajnie dla zdrowia. Tlumic w sobie jest niezdrowo -
      wyrzucac zdrowo (sposob wyrzucania wazny).

      Ja z tych tlumiacych w sobie, co wpedzilo mnie w rozniste problemy i
      dopiero gadanie o tym mi pomoglo. Teraz czasami zmuszam sie zeby
      costam komus powiedziec, w ramach zrzucenia.
    • sir.vimes Z tych samych powodów 28.05.08, 01:43
      dla których dzielisz się oburzeniam/zdziwieniem na forum zamiast szeptem
      porozmawiać o tym z mężem / koleżanką.

      Naprawdę to takie szokujące, ze ludzie w ciężkich chwilach chcą podzielić się
      smutkiem z przyjazną duszą (lub kims kogo uważają za przyjazną duszę?)
    • myelegans Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 04:29
      Sa ludzie introwertycy i sa extrawertycy, Ci co calemu swiatu musza oglosic, ze
      bydlak, ze nicpon, ze zlamane serce.
      Tak samo jest z chorobami, jeden uwielbia rozmawiac o szczegolach
      fizjologiczno-anatomicznych, drugi nie przyzna sie do cierpienia i choroby,
      chocby byl na lozu smierci.
      Ja np. jestem generalnie ekstrawertyczka, ale jezeli chodzi o moje cialo,
      zdrowie, moj zwiazek, rodzine, to bede trzymala gebe na klodke, z prostego
      powodu, Nie cierpie wspolczucia. Potrafie sobei sama radzic z moim nieszczesciem
      i reszta swiata sie nie dowie.
      Mam kolezanki, przyjaciolki, znajome, ktorym sluzylam za konfesjonal, rekaw,
      towarzysza do wodki, wysluchalam, taksowka do domu odwiozlam, chusteczke dalam,
      wodke postawilam, w eter nigdy nie puscilam, ale w podobnej sytuacji sama
      cierpialam w milczeniu w moich 4 scianach.
    • bea.bea Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 06:51
      jesli w mediach ukarze sie zdjecie pokrzywdzonej i oprawcy...to bedzie sprawa
      publiczna


      a tak jest to po prosyu wykrzyczenie bólu..i to jest zupełnie zrozumiałe...

      i choc zupełnie obce osoby obdarzyły cie zaufaniem ty robisz z problemu sprwae
      publiczną ...pisząc o tym tutaj...
      pytanie dlaczego?
    • bezsensownie Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 07:10
      > Nigdy nie bylam w takiej sytuacji,

      No własnie nigdy nie byłas w takiej sytuacji wiec nie wiesz jakbys
      sie zachowala. Gdybac to sobie mozna ale emocje i to co sie czuje
      jest tak silne ze czlowiek zachowuje sie irracjonalnie. Ty nie
      umialasporadzic sobie z tymi informacjami, zrozumiec kobiety a co
      maja powiedziec one gdy ich tyczy to bezpopsrednio?

      Co powoduje, ze te kobiety tak upubliczniaja swoje trudne
      przejscia,
      > ze szczegolami?


      Cierpia. wali mu sie jakos po ukladane zycie, jest przerazona bo
      czesto nie jest sama a z dziecmi i szuka wsparcia.Nawet u obcych
      ludzi ale przeciez u LUDZI.SZUKA Sprzymierzencow ,poczucia ze nie
      jest sama, potwierdzenia ze uda sie.I nawet gdy powie sie to 101
      osobom to radzic trzeba sobie samemu.





    • kitty4 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 07:46
      Jestem/byłam w takiej sytuacji. I mnie to pomagało (zachowywałam się
      tak samo) po prostu musiałam dac upust swojej wściekłości, goryczy,
      żalowi. Chciałam żeby ktoś mi współczuł, chciałam zostac pogłaskana
      po głowie, chciałam żeby cały świat się dowiedział jakim mój już
      prawie ex jest sk..nem. To takie oczyszczenie się z emocji, dopóki
      nie nauczysz się opanowywać.
      • guderianka Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 07:52
        bo wolą dać odpowiedź nim usłyszą ciekawskie pytania ?
    • iwles Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 08:41


      Bo w środku siedzi taki dusiołek i przydusza serce, gardło i
      wszystkie wnętrzności.
      I jeśli się go z siebie nie wyrzuci - to może udusić.

      A jeśli uważasz, że wygadanie się to chęć wzbudzenia litości - to ja
      uważam, że ona źle trafiła. A wystarczyło powiedzieć... bardzo Ci
      współczuję... ale widzę, że jesteś bardzo dzielna ...

      A plotkarą to Ty jesteś, bo upubliczniasz na forum czyjeś prywatne
      sprawy.
    • ewcia1976 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 08:55
      Zauwazyła, że w trudnej sytuacji, w pewnym momencie kobieta musi się
      wygadać. Trochę dziwiło mnie gdy "luźne" koleżanki zwierzały mi się
      z nieprzyjemnych sytuacji w małżeństwie ... do czasu. Poprostu ( po
      prostu ?) czasami człowiek musi inaczej się udusi.
    • jkk74 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 08:58
      Czasem zwyczajnie łatwiej jest pożalić się w tak trudnej sprawie obcej osobie iż
      przyjaciółce czy komuś z rodziny, bo to wstyd że się nie udało, bo strach ze
      obarczą cię winą, bo to głupio bo "przecież byliście takim udanym małżeństwem"
      itp...
      Ja sama wiem po sobie, że o pewnych kłopotach, problemach łatwiej rozmawiać mi z
      kimś kogo nie znam osobiście a tylko przez meila, iż z przyjaciółką.
      Niektórzy tak właśnie mają.
      I najlepiej w takich sytuacjach po prostu wysłuchać, jeśli czujesz się na siłach
      zaproponować jakąś konkretną pomoc (np odwożenie z przedszkola czy możliwość ew
      wygadania się).
    • jowita771 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 08:58
      Przypomniało mi się, jak tuż przed świętami wielkanocnymi poszłam do sklepu
      osiedlowego. Wchodzę, w sklepie specyficzne poruszenie. Okazało się, że tuz
      przed moim przyjściem rozegrała się bójka szarpana żony i kochanki pewnego pana.
      Pan się włączył, też oberwał. Żona musiała byc zdesperowana, że się tak rzuciła
      na kochankę w miejscu publicznym.
      • kicia031 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 10:15
        bójka szarpana żony i kochanki pewnego pana
        > .
        > Pan się włączył, też oberwał. Żona musiała byc zdesperowana, że
        się tak rzuciła
        > na kochankę w miejscu publicznym.

        A ja bym tez chetnie natlukla. Dla zasady, a nie z desperacji.
        • jowita771 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 11:06
          a ja bym miała ochotę natłuc, ale jednak bym nie natłukła.
          • kicia031 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 11:17
            > a ja bym miała ochotę natłuc, ale jednak bym nie natłukła.

            No w sumie nie ma co gdybac - tez moze bym sie spietrala i
            zrezygnowala z natluczenia jakby przyszlo co do czego wink)
    • przeciwcialo Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 09:23
      Czasem jest to chyba jakaś metoda obrony własnej psychiki. jak na
      mnie trafi taka pani to wysłuchuje ale nie komentuje. Uznaje ze
      widocznie jest jej to potrzebne.
      nie wiem czy ja w podobnej sytuacji nie robilabym tak samo.
    • babsee Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 10:00
      Moim zdaniem,i niech sie na mnie rzucą , to kompletny brak manier.
      Opowiadanie obcym ludziom o swoich prywatnych sprawach świadczy o
      poziomie.Co innego jest powiedziec znajomym, bliskim a co innego
      kłapac gęba na placu zabaw.
      Dla mnie to jest to dokladnei to samo, co rozprawa w sklpie w
      kolejce na temta czyraków w odbycie.
      Acha-i nie ma to nic wspolnego z "oczyszczeniem" siebie
      samego.Czlowiek musi swo zal wyplakac i ale ni9e musie sie to wiązac
      z taka "ekspozycją" uczuć.
      • doral2 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 10:03
        może jej sprawia ulgę takie publiczne rozdrapywanie ran?? może to jej właśnie
        potrzebne by osiągnąć spokój wewnętrzny??
      • bezsensownie Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 10:10
        Dla mnie to jest to dokladnei to samo, co rozprawa w sklpie w
        > kolejce na temta czyraków w odbycie

        No Ty to wspielas sie na wyzyny jesli bol kobiety zdradzonej
        porzuconej porownujesz z czyrakami w odbycie. Nic tylko po
        gratulowac.

        > Acha-i nie ma to nic wspolnego z "oczyszczeniem" siebie
        > samego.Czlowiek musi swo zal wyplakac i ale ni9e musie sie to
        wiązac
        > z taka "ekspozycją" uczuć

        A ta teoria to prawie jak nowa Einsteina.
        CZyli jest tylko i li jedynie jedna wlasciwa reakcja na kazda
        rzecz , czy to pogrzeb czy to urodzenie dziecka a wszystko inne jest
        zle, ba niewlasciwe. Otóz jestes w bledzie tyle ile ludzi tyle
        rekcji Ty mozesz grysc poduszke i opowiadac innym jaki to ten co cie
        rzucil wspanialy czlowiek ale inna kobieta potrzebuje potwierdzenia
        ze byl idiota . Ma do tego takie same prawo jak Ty do tego by nie
        sluchac.
        • babsee Re:Bezsensownie 28.05.08, 14:35
          Zle sie zrozumialysmy-nie chodzilo mi o bol tylko o poziom
          intymnosci.Ze dla mnie tego typu sprawy(porzucenia,rozwody itp)sa
          tak intymne jak choroby zaliczajace sie do grona "wstydliwych"o
          ktoych nie mowi sie publicznie.
          Faktycznie,nie musze sluchac, tyle ze najczesciej te osoby nawet nie
          zastanawiają sie czy ktos chce sluchac.
          • lola211 Re:Bezsensownie 29.05.08, 09:12
            Zgadzam sie z Toba.To brak wyczucia i kultury.
            Powiedzmy, ze wyslucham.I co, powinnam jeszcze przytaknac,
            potwierdzic, ze faktycznie- ten facet to swinia.W ogole go nie
            znajac i nie wiedzac, dlaczego zrobil to co zrobil? Sama fakt , ze
            zostawia zone, nie swiadczy o nim od razu źle.Kwestia- dlaczego to
            robi.Ponoc rozwod to lepsze niz tkwienie z beznadziejnym zwiazku,
            czyz nie tak nas ucza?
            Zdrade mozna przejsc godnie, bez publicznego obnoszenia sie ze swoim
            nieszczesciem.
            A jak ktos ma ochote na wyrzucenie z siebie emocji to do
            specjalisty, na kozetke powinien sie udac, a nie zarzucac
            postronnych swoimi problemami.We mnie takie sytuacje wywoluja
            zazenowanie.
      • kicia031 Babsee 28.05.08, 10:16
        Za to ty pokazalas poziom, jakich malo. Moze ty masz gebe, ale
        wiekszosc ludzi ma twarz i usta, ktorymi nie klapie, tylko mowi.
        • babsee Re: Babsee 28.05.08, 14:36
          Faktycznie,idealistka jesteś.
          To szalenie smutne,ale wiekszośc ludzi ma geby,wlasne lub
          przyprawione.
      • kali_pso Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 10:37
        Acha-i nie ma to nic wspolnego z "oczyszczeniem" siebie
        samego



        No oczywiście, za to ma mnóstwo wspólnego z manieramiwinkP
        I przekonaniem, że fason wszyscy powinni trzymać równo, bez względu
        na psychikę jednostki oraz tego czy problem dotyczy czyraków, zdrady
        kochanego męża czy wyboru kremu na zmarszczkiwink
    • marioladabr Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 10:02
      Baby jak baby uwielbiają gadać... a jeśli zdarzyło się coś takiego
      to podwójnie/potrójnie trzeba obgadać, wyżalić się. Jakoś mnie to
      nie dziwi.
      Ale znam faceta, który rozpamiętuje "odejście" Żony już kolejny rok
      i jak spotka jakąś nową laskę to zawsze opowiada o byłej, jaka to
      niedobra kobieta była... to dopiero szok!
    • kicia031 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 10:12
      Nigdy nie bylam w takiej sytuacji, ale wydaje mi sie, ze

      Slusznie piszesz - wydaje ci sie. Nie zycze, ale jesli sie
      znajdziesz kiedys w takiej sytuacji, to wiele zrozumiesz.
    • morgen_stern Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 11:14
      Ja tam jestem zaskoczona takim zmasowanym atakiem na autorkę wątku.
      Oczywiście, że to dziwne, trochę niesmaczne i wcale nie miałabym
      ochoty być mimowolną powiernicą małżeńskich brudów kompletnie mi
      obcej osoby.
      Wszystko rozumiem, ból, rozpacz, chęć wygadania się, ale
      obdzwanianie kogo się da, opowiadanie ze szczegółami swoich
      intymnych przeżyć wszystkim chętnym na placu zabaw to jest,
      niestety, brak klasy, brak wychowania i zwyczajny egoizm - a może
      ktoś nie ma ochoty wysłuchiwać cudzych łóżkowych historii? Zwłaszcza
      od obcej osoby? Mnie takie rzeczy żenują.

      Natomiast przyjaciółkę, bliską mi osobę wesprę, pocieszę, wysłucham.
      Szarpanie się za kudły i poziom sąsiedzkich zwierzeń na poziomie
      magla niespecjalnie mnie interesują.
      • bezsensownie Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 11:33
        > Ja tam jestem zaskoczona takim zmasowanym atakiem na autorkę
        wątku.
        > Oczywiście, że to dziwne, trochę niesmaczne i wcale nie miałabym
        > ochoty być mimowolną powiernicą małżeńskich brudów kompletnie mi
        > obcej osoby.

        Ale forum czytasz przeciez, no i odpisujesz a tu tez sa calkowicie
        obceosoby i piora swoje brudysmile

        opowiadanie ze szczegółami swoich
        > intymnych przeżyć wszystkim chętnym na placu zabaw to jest,
        > niestety, brak klasy, brak wychowania i zwyczajny egoizm - a może
        > ktoś nie ma ochoty wysłuchiwać cudzych łóżkowych historii?
        Zwłaszcza
        > od obcej osoby? Mnie takie rzeczy żenują.


        Wiele osob takie wynurzenia wprawiaja w zazenowanie. Ale przeciez po
        to mamy jezyk i umysl by wybrnac z takiej sytuacji. Chodzby
        asertywnym, przepraszam ale nie chce wiedziec co u was sie dzieje.
        Egoizm jest wszedzie.Egoistja jest ta co opwiada ,egoistka jest tez
        ten kto nie che pomoc. Ot wszystko zalezy od spojrzenia na
        sprawe.Ona ma prawo wyrzucic bol Ty masz prawo by nie obarczala tym
        Ciebie.
        • morgen_stern Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 11:36
          > Ale forum czytasz przeciez, no i odpisujesz a tu tez sa calkowicie
          > obceosoby i piora swoje brudysmile

          Umówmy się, że to jednak nie jest to samo wink
          Mogę przeczytać, swoje pomyśleć, ale nikt mnie nie zmusza do
          ustosunkowania się, wątku można też po prostu nie czytać. Nie czuję
          się przytłoczona nadmiarem problemów i emocji na forum, chyba macie
          jakiś dystans? W realu ten dystans jest już dużo trudniej zachować.
        • abocijawiem Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 11:53
          > Ale forum czytasz przeciez, no i odpisujesz a tu tez sa calkowicie
          > obceosoby i piora swoje brudysmile

          Ale forum czyta sie calkowicie dobrowolnie i wybiorczo. Nikt nie
          narzuca uczestniczenia w watkach intymnych.

          A to o egoizmie to prawda. Tyle, ze teraz kazde przyjazne "jak tam"
          skierowane do tych pan, jest odbierane jako impuls do dalszych
          wywodow co sie dzieje.
          Dla mnie nie jest problemem wysluchanie takiej historii, ale gdzies
          wewnatrz czuje, ze oczekuje sie ode mnie reakcji. A ja nie umiem
          potepic faceta za to, ze sie zakochal i odszedl do innej. Z jaka
          klasa to zrobil, tez nie wiem. Kiwam wiec smetnie glowa i powtarzam:
          tak mi przykro. Sytuacja dla mnie nowa i troche trudno sobie radze z
          nowosciami.
      • szyszunia11 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 29.05.08, 23:45
        opowiadanie szczegółów prywatnego życia osobie ledwo co znanej uważam po prostu za brak dojrzałości, ale wiem, że tak się zdarza. Ci ludzie maja tak dużą potrzebę uzewnętrznienia swoich uczuć, że nie umieja tego trzeźwo ocenią, kontrolować. Spotkałam się z takimi przypadkami, zazwyczaj takie osoby nie budza mkojego zaufaniasmile
        ale myslę, że to o czym piszesz to trochę co innego. Jak człowiek przezywa jakąs traumę to nie zawsze do końca się kontroluje, jak go bardzo boli, to myśli tylko o tym, żeby choc na chwilę przestało, ulżyło. Jeśli szansę na ulge upatruje w wygadaniu się do byle kogo - to tak robi, nie zastanawiając się specjalnie. Zresztą przypuszczam, ze po jakimś czasie może tego żałować i zastanawiać się "co mnie napadło"
    • figrut Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 12:29
      Ja jestem z tych osób, które potrafią się wygadać zupełnie obcej osobie, a nie
      potrafią najbliższym. Mam bardzo trudną sytuację w domu i jestem w stanie o tym
      napisać na publicznym forum, pogadać z kimś zupełnie obcym na skype, a za nic w
      świecie nie wyjawię szczegółów mojego życia osobom, które są mi bardzo bliskie,
      lub bardzo dobrze mnie znają. Powód jest prosty, muszę to z siebie wyrzucić, bo
      mi z tym cholernie ciężko, ale nie chce współczujących spojrzeń i nie chcę być
      zasypywana radami od najbliższych, więc ci drudzy znają moją sytuację bardzo
      oględnie i bez emocji. Chodzę do psychologa i psychiatry i tam również wygaduję
      się zupełnie obcym osobom. Człowiek czasem musi, bo od nadmiaru tłumionego żalu,
      emocji, może się udusić.
      • kiraout Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 17:32
        Czytałam niedawno o rodzajach zemsty porzuconych. Cóż, pewnie sama
        bym miała opory, ale jednak są babki, które zakładają blogi i
        opisują ze szczegółami (sic!) obiekty zemsty. Wredne to ale ponoć
        daje dziką satysfakcję! smile)




    • 18_lipcowa1 Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 19:07
      dla mnie to obciach tak latac po ludziach i sie zalic
      no ale widac porzuconym to poprawia samopoczucie
      moim zdaniem powinny te energie spozytkowac na co innego ale w sumie
      kij w nie
      • mamamamba Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 20:52
        znam bdb takie sytuacje.w mojej pracy oprocz zawodu mozna by powiedziec,ze
        jestem etatowym psychologiem. nie wiem skad to sie w ludziach bierze.
        • iwles Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 21:19

          bo do niektórych ludzi wyczuwa się do razu zaufanie, a do innych dystans i chłód smile
          czasami od "pierwszego wejrzenia" smile
          pewnie masz w sobie cos, co sprawia, że ludzie ci ufają. Może potrafisz słuchać
          ? Może umiesz powiedzieć coś sensownego, albo właśnie nie powiedzieć nic ?
          smile
          • mamamamba Re: Zdradzona, porzucona- sprawa publiczna 28.05.08, 21:35
            dziekismile moze. w mojej skromnosci rzeknebig_grin
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka