Dodaj do ulubionych

kryzys w małżeństwie

17.09.03, 13:37
dziewczyny, powiedzcie mi, czy to normalne, że po kilku latach wspólnego
życia człowiek tak obojętnieje na swojego partnera. rozumiem, nie może być
ciągle tak jak na początku, tego dreszczyku, gdy cię dotyka itd. ale nie
wyobrażałam sobie, że to wszystko będzie aż tak beznadziejne. chwilami wydaje
mi się, że gdyby nie dziecko, wspólne zobowiązania, to nie wiem, co by nas
razem trzymało. już nawet kłócić nam się ze sobą nie chce. napiszcie, czy u
was też tak jest, i czy można temu zaradzić, czy to już zawsze tak będzie...
Obserwuj wątek
    • sylwica Re: kryzys w małżeństwie 17.09.03, 13:40
      znam ten bol, tez nie moge sie dogadac z moim, lacznie ze sprawami lozkowymi,
      ktorych unikam, akiedys tak nie bylo, nie znalazlam sposobu, ale wiem, ze
      unikanie to tez nie patent, bardziej odsuwa, bo oni to odbieraja jako kare,
      mamy nawet problem z rozmowami, takimi ot sobie, i wolny czas spedzamy w jakims
      towarzystwie, byle nie tylko w swoim jedynie sad
      • aga11 Re: kryzys w małżeństwie 17.09.03, 14:00
        czyli możemy sobie pogadać... niby wszystko o.k. rodzina funkcjonuje, oboje
        kochamy naszego synka najbardziej na świecie, najgorsze jest to, że poza
        sprawami "organizacyjnymi" nie mamy właściwie o czym ze sobą rozmawiać. oboje
        zdajemy sobie z tego sprawę, nie chcemy, żeby tak było, ale nie potrafimy temu
        zaradzić. żyjemy nie ze sobą, ale obok siebie.
    • zabcia_m Re: kryzys w małżeństwie 17.09.03, 14:27
      Hej,
      Też przez to przechodziłam. Gusła mówią, że 7-my rok małżeństwa jest
      przełomowy - albo w tą albo wewtą. Może coś w tym jest, bo u nas sie poprawiło
      RADYKALNIE, choc nie pamietam, czy był to rok 7 czy 8. Teraz jest super (poza
      małymi wyjątkami, którymi się nie przejmuję). Chyba oboje sie zmieniliśmy,
      dostrzegliśmy chyba wobec nieszczęść naszych znajomych swoje własne szczęście.
      Czasem takim przełomem jest jakieś wydarzenie, które wstrząsnie Wami, czego Wam
      nie zyczę, chyba, że pozytywnie np. kolejny dzieciaczek wink
      Może odkryjcie wspólną pasję: zimą narty, latem kajaki i już zycie toczy sie od
      wyprawy do wyprawy wink

      "Szlachetne zdrowie, nikt sie nie dowie, jako smakujesz aż sie zepsujesz..."

      Powodzenia
      Zabcia
    • macte Re: kryzys w małżeństwie 17.09.03, 21:01
      a to ciekawe z tym 7 rokiem.
      to co moge powiedziec to walcz , zapytaj sama siebie czy bedziesz potrafila
      odpowiedziec nastoletniemu dziecku dlaczego tak wyglada wasze malzenstwo a
      potem walcz. Od poprawnej obojetnosci i zycia obok jest juz tylko jeden krok do
      zycia z kim innym. Tak jestesmy skonstruowani ze potrzebujemy bliskosci innej
      osoby i tylko nieliczne wyjatki posiadaja zkielet moralny, a pozniej juz sa
      tylko kolejne poklady bolu, zal i w koncu to co najgorsze zgorzknienie i brak
      wiady w siebie. Jak nie potrafisz walczyc sama lub po prostu nie wiesz jak idz
      do pssychologa serdecznie polecam sama korzystam wyslalam kilku znajomych to
      pomaga popatzrec na rzeczyswistosc obiektywnie bez emocji nalezc inne
      rozwiazania zrozumie przyczyne reakcji

      trzymam kciuki , mnie sie nie udalo
      • ddorcia Re: kryzys w małżeństwie 17.09.03, 23:06
        hmmm, tez mam podobny problem...
        Własciwie przed chwila czytając wasze posty nazwałam to po imieniu. tez mam
        chyba kryzys. Niby widujemy sie często ale tylko słuzbowo(pracujemy razem), on
        wraca bardzo późno (po 21-22), nie rozmawiamy ze soba o nas (tylko o sprawach
        firmy), nie kochalismy sie od dwóch miesięcy..... (nie ma kiedy, a jak jest to
        sie nie chce).Sama nie wiem co robić, od czego zacząć, czy to sa juz "te"
        problemy.., czy to jakies przejsciowe bo sa problemy w pracy... Po prostu
        ryczec się chce..
        Acha , u nas staz 4 lata. w sierpniu..., zapomnielismy o tym zupełnie...
    • monika.od.werki Re: kryzys w małżeństwie 17.09.03, 23:27
      wiecie co.. nam za dwa dni stuka 'piatka'..
      Na pewno nie jest teraz tak, jak bylo 'kiedys', znacznie wiecej rutyny i..
      wlasnie tej codziennosci, ktora tak daje czasem w kosc i wymecza...
      SA okresy, ze po prostu egzystujemy obok siebie.. Ale wtedy... ktores z nas
      wreszcie tego nie wytrzymuje. Ale w pozytywnym sensie. I np. ostatnio (jakis
      tydzien temu) ja zaczelam na ten temat rozmowe. U nas pomaga ROZMOWA. Ale taka
      szczera. No i trzeba byc wtedy pelnym dobrej woli i... milosci, bez boczenia
      sie, czy checi 'dogryzienia' i nawymyslania tej drugiej osobie.. Trzeba
      otworzyc serce.. Ja naleze do osob, ktore nie potrafia z takim'kacem'
      wewnetrznym zyc. I po prostu TRZEBA to z siebie wyrzucic. A jak taka naprawde
      szczera rozmowa, taka OD SERCA oczyszcza atmosfere... autentycznie same sie
      przekonajcie! Zaczynam przy stole pelna goryczy... konczymy w usciskach na
      kanapce...smilesmile..!
      Pomaga to nam obojgu. Czujemy 'powiew swiezosci', chyba przede wszystkim w
      sercach.
      Dziewczyny, nie dawajcie sie temu!!!Przeciez prawdziwa milosc nie wietrzeje!!!
      Tylko trzeba o nia walczyc...
      Trzymajcie sie cieplutko i powodzenia!
      Monika
    • aga11 Re: kryzys w małżeństwie 18.09.03, 21:02
      dziewczyny dzięki za posty. nie jestem sama, jak widać. też zastanawiamy się
      nad wizytą u psychologa rodzinnego. może przy kimś obcym łatwiej jest
      powiedzieć, wyjaśnić pewne rzeczy. pracujemy razem, co też nie wydaje mi się
      zbyt dobre dla małżeństwa. cały czs mam nadzieję, że to wszystko będzie się
      jeszcze lepiej układać. pozdr
    • szymanka Re: kryzys w małżeństwie 18.09.03, 23:15
      U mnie mija ósmy rok, niby jesteśmy juz po tym decydującym siódmym smile Co z tego
      te Wasze posty równie dobrze mogłabym ja napisać. Niestety z wyjątkiem. Mój mąż
      nie potrafi rozmawiać. Na moje próby reaguje zbywająco, czasami śmiechem że
      przesadzam itd. Ale przecież nie jestem ślepa, żyjemy razem ale obok siebie.
      Tematy naszych rozmów: dziecko i jego sprawy (właśnie synek poszedł do szkoły,
      więc rozmów jest więcej), załatwianie spraw, zakupy, sprzątanie... i właściwie
      nic więcej mi się nie przypomina. Nie kłócimy się, no może czasem sprzeczamy
      czy gniewamy na siebie przez kilka godzin, ale kiedy próbuję przypomnieć sobie
      powód ostatniej sprzeczki... no tak, o bałagan w domu.
      Przygnębia mnie to nasze życie, niby nic złego na mojego męża nie mogę
      powiedzieć, ale to typ który nie okazuje emocji, tłumi wszystko w sobie, a ja
      nie potrafię z niego wydobyć żadnych informacji na temat tego co myśli, czuje,
      czego pragnie. Czasami też myślę o jakiejś terapii dla nas, ale wiem że mój mąż
      absolutnie by się na coś takiego nie zgodził.
      • wb18 Re: kryzys w małżeństwie 19.09.03, 00:10
        Więc umnie jest tak:
        1. moje niezadowolone myśli
        2. moja zła mina
        3. nie patrzę mu w oczy
        4. szuram głośno nogami i trzaskam czym mogę (on już dawno zauważył, że coś
        się kroi ale próbuje przeczekać)
        5. kladę się na łóżku i udaję,że będę już spać np. o 20 godz.
        6. on pyta co się stało
        7. zaczynam się zastanawiać co się stało czyli o co mi właściwie chodzi
        8. wzruszam się wszystkimi wyobrażeniami własnej kszywdy i zaczynam płakać
        9. on juz mnie przytula i próbuje dociec w czym problem
        10. zdając sobie sprawę z własnego galimatiasu , rozżalona na wszystko nie
        mogę mu nic sensownego powiedzieć
        11. w końcu cos ze mnie wyciąga i już w tym momencie sama widzę jak
        przesadziłam
        12. on mówi mi mądre, proste i miłe rzeczy
        13. skrapiamy się łzami wspólnego wzruszenia i ściskamy się
        14. ściskamy się coraz mocniej i całujemy
        15. sytuacja postępuje na uściskach się nie kończy
        16. następnego ranka jestem zadowolona i no problem

        Taki mini kryzysik powstaje mniej więcej raz na pół roku. Zdaje się, ze po
        prostu raz na jakiś czas trza popłakać, żeby się uspokoić.
        A tak poważnie to spróbuj o wszystkim mu opowiedzieć albo napisać w liście.
        Będziesz miała pewność, że on wie co czujesz za czym tęsknisz i może sie wam
        polepszy
        • wb18 Re: kryzys w małżeństwie 19.09.03, 00:12
          sory za błędy ortg. które porażają wasze oczy, niepiśmienna ze mnie gapa
      • zabcia_m Re: kryzys w małżeństwie 19.09.03, 08:55
        Hej Szymanko smile
        A mój to myślisz lepszy był (i jest), ulubione jego słowo to "yhy" wypowiadane
        tylko wtedy gdy o cos pytam. Do poradni żadnej by tez nie poszedł "nie podobam
        Ci się to droga wolna, znajdź takiego co będzie Ci przynosił kwiaty codziennie
        i rozmawiał całą noc" - cytuje wink Ale sie przestałam tym
        przejmowac, "gburowatość" jego przyjełam jako fakt i zaczęłam go rozśmieszać -
        na szczęście ma tą pozytywna cechę charakteru, że umie smiac się z samego
        siebie smile
        Pozdrawiam i powodzenia smile
        Przeczytajcie wątek "pogoda ducha"
        Zabcia
    • evee1 Re: kryzys w małżeństwie 19.09.03, 12:41
      Kochane dziewczyny,
      Ja mam staz prawie 10 letni (malzenstwa, a razem jestesmy od
      1989 roku) i tez musze Wam powiedziec, ze nie prowadzimy ze
      soba rozmow, poza sprawami bierzacymi, ewentualnie planami,
      ale w tym ostatnim przypadku, to sa na ogol monologi (moje),
      bo moj slubny nie cierpi nic planowac i ja jestem od planowania
      i zalatwiania.
      Ale nie uwazam, zeby to bylo cos nienormalnego. Po prostu zyjemy
      razem i laczy nas szare, codzienne zycie. Ja akurat na brak
      czulych slow, czy kwiatow nie narzekam, bo ich nigdy nie bylo.
      Ale, ale, mi sie akurat wlasnie podoba takie zycie, spokojne,
      z kims, kto wiem, ze jest i bedzie, i kocha mnie i nasze dzieci,
      chociaz wlasciwie o tym nie mowi, ani tego tak jawnie nie okazuje.
      Tak sie moge zestarzec i dobrze mi z tym bedzie.
      CIekawa jestem jakie zycie z Waszym mezczyzna by Was zadowolilo?
      Ja mowie, ze musi Was zadowolic to, jakie teraz z nim wiedziecie,
      ale czego tak naprawde chcialabyscie i na czym Wam zalezy.
    • mamadwojga Re: kryzys w małżeństwie 19.09.03, 12:56
      A nam niedługo stuknie 10 lat, ale w przypadku mojego małżeństwa jest coraz
      LEPIEJ. Może dlatego, że życie nas trochę podeptało i pokopało. Doceniamy to
      co mamy, szanujemy się i kochamy bardzo, bardzo mocno. A jak urodziłam synka
      to mąż już kompletnie oszalał na punkcie rodzinki.
    • renataf3 Re: kryzys w małżeństwie 19.09.03, 21:03
      Nie ma reguły, czy recepty na udane małżeństwo... ale wydaje mi się że jest
      ważnych kilka spraw ... Trzeba ze soba rozmawiać !!! trzeba wierzyc we
      wzajemna miłość, trzeba sie starać i walczyć by było lepiej...
      Codzienne sprawy, monotonnie mijające dni...do naszego zycia wkrada się
      szarość, zobojętnienie na drugiego, jakże ważnego człowieka...
      Pomyślcie jak było w nażeczeństwie, dlaczego tak często sie do niego
      odwołujemy..ilez wówczas było energii chęci, pomysłów i optymizmu...
      A teraz mamy mężów, dzieci, dom...nasze marzenia się spełniają a my zamiast
      sie cieszyć tryskac radościa, popadamy w smutek zniechęcenie...jakze często
      pojawiają się pytania czy o to właśnie nam chodziło ??? czy jestem z
      człowiekiem z którym powinnam być ??? czy to wszystko co wydarzyło sie w moim
      zyciu to nie jest jakaś jedna wielka pomyłka ???
      Ale gdy ochłoniemy...zaczniemy sie zastanawiać to dochodzimy do wniosku, ze
      może nie do końca chciałyśmy by wygladało tak nasze życie, ale jestem z
      człowiekiem, którego kocham i który mnie kocha i jeszcze mamy dzieciaki,
      którym chce dac dom, do którego chce sie wracać.. w którym jest miłość...
      Był czas w naszym małzeństwie, ze moje zycie wydawało mi się wielka pomyłka...
      nie potrafiłam odnaleźć w nim nic radosnego...Ciagle chodziłam przgnębiona,
      smutna, wszystko mnie przerastało... i nie potrafiłam o tym rozmawiac z
      męzem... czułam, ze jest mi źle, ale nie potrafiłam tego wypowiedzieć... I
      wówczas przyszedł mi do głowy pomysł, aby zacząć pisać e-maile do męza...
      Początki były bardzo trudne, ale wolno uczyłam się nazywać to co było we
      mnie..pisalam o moich uczyciach, problemach... o tym co się do tej pory we
      mnie "naskładało" a o czym tak trudno było mi mowić. Dla męza było to duze
      zaskoczenie, ale starał sie w domu ze mna "na nowo" rozmawiać... i tak krok po
      kroku zaczeliśmy ze sobą rozmawiać... Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów
      poczułam sie szcześliwa...
      Poniewaz nic u mnie nie trwa wiecznie, dlatego nowym sposobem były telefony...
      czasem krótkie słowo "kocham", "tęsknię" ... dodaje skrzydeł ...
      Ale przychodzi na mnie i taki czas, ze mam wrazenie iz tylko mi zalezy na tym
      by bylo dobrze... zazwyczaj pojawia sie to wowczas gdy mąz ciagle pracuje,
      pracuje... dzieci chorują i wszystko na mojej głowie...
      I wówczas spoda na mnie takie uczucie, ze tez mi nie zalezy, tez mi sie nie
      chce... robie to co musze... Ale wowczas świat traci kolory, muzyka dźwię...
      jest mi znów strasznie źle .... I staram sie wówczas modlić, bo wiem,ze sam
      nic nie potrafie...
      Od dzieciu uczę się zachwytu zwykłymi rzeczami... staram się dostrzegać "małe"
      radości ...i zbieram je aby znów uwierzyć ze moze być dobrze i ze to słońce
      dla nas świeci...
      Czasem pomaga mi spacer, siłownia... czasem musze się w samotnosci
      wypłakać... by nabrać dystansu... by znów podjąć walkę... By znów uwierzyć ze
      bedzie dobrze !
      Dobrze,ze sa dobre wspomnienia... one tez pomagaja w tej walce !
      Ciepło pozdrawiam !
      Renata
      • pysio8 Re: kryzys w małżeństwie 20.09.03, 22:14
        Teraz wiem, że kryzys małżeński okazał się dla mnie zbawienny.
        Nieporozumienia między nami narastały całymi latami. Te wszystkie wydarzenia
        bardzo, bardzo bolesne wyrwały mnie z niemocy, zgnuśnienia, wiecznego
        niezadowolenia na świat, męża, na to jak żyłam. W trzynastym roku małżeństwa
        okazało się, że mąż ma inną kobietę. Nie była to przygoda jednej czy kilku nocy.
        Mąż wyprowadził się do niej, zostawiając mnie z synem. Nie były to żarty,
        straciłam poczucie bezpieczeństwa, nie miałam pracy, a o alimenty nie chciałam
        wystąpić. Przez wiele dni byłam w szoku. Dzięki kochanym znajomym, a właściwie
        przyjaciołom znalazłam płatne zajęcie. Nic takiego- sprzątanie, potem
        opiekowanie się dziećmi, starszą osobą. Zaczęłam "trzeźwieć", zobaczyłam jak w
        naszym związku tylko żądałam, i niewiele dawałam z siebie. Obracałam się wśród
        różnych ludzi, przeżywających najrozmaitsze tragedie. Widziałam jak ludzie nie
        potrafią się odnaleźć w życiu, mając na przykład prestiżową pracę. Syn
        kobiety , u której sprzątałam, pomimo fantastycznego wykształcenia i ciekawej
        pracy w zagranicznej kancelarii adwokackiej, okazał się narkomanem totalnie
        uzależnionym... od matki. Za każdym razem, kiedy do niego przychodziłam sterty
        ubrań leżały w nieładzie,porozrzucane po całym mieszkaniu. Jej córka, piękna,
        majętna, również "wisiała" na matce. Jej życie uczuciowe, związek z mężczyzną
        nie funkcjonował dobrze, czułam, że facet lituje się nad nią i lada moment od
        niej odejdzie. Opiekowałam się również starą, niegdyś znaną aktorką, tak
        samotną, dotkniętą chorobą. Bez przerwy wyczekiwała na jakiś sygnał od syna,
        stęskniona za nim do granic. O wszystkim zapominała, potrafiła przypalić obiad,
        zapominała wyprowadzić czy nakarmić psa. Kochana pomimo wszystko. Obracanie się
        wśród tych ludzi chwilowo pomagało mi przezwycięzyć uczucie wielkiego
        cierpienia. Były chwile, że chciałam umrzeć. Myślałam, że to ponad moje siły i
        nie dam rady żyć, wychowywać , być z synem, zarobić na dom, na nas. Zobaczyłam
        też jaka byłam niewdzięczna, leniwa w działaniu, po prostu "uśpiona". Mąż
        wystąpił o separację... i wycofał się. Po kilku miesiącach ( dla mnie to całe
        wieki )wrócił do mnie i syna. Ja przez ten czas nauczyłam się o sobie bardzo
        wiele. Wiem też, że nie jestem sama i dam sobie radę. Kilka miesięcy temu
        urodziłam córkę. Teraz myślę o tym, by zacząć się uczyć, nadgonić to, co
        zaprzepaściłam. Wszystkich tych moich doświadczeń jednak nie oddałabym i nie
        zamieniłabym się z nikim. Na męża czasami narzekam ,ale doceniam, to co mam,
        cieszę się każdym dniem, chociaż życie wcale mnie nie rozpieszcza i dostarcza
        mi ciągle nowych, nie zawsze " miłych" doświadczeń.Nie zawsze wiem, co
        zrobić ,jak zadziałać albo czego nie robić, na pewno jestem dużo bardziej silna
        niż kiedyś.
        • zabcia_m Re: kryzys w małżeństwie 22.09.03, 08:52
          Poruszył mnie Twój post... Cieszę się, że wszystko się dobrze skończyło i że
          teraz jesteś szczęśliwa... I jednocześnie bardzo Cię podziwiam, że potrafiłaś
          przyznać się do "współwiny" za rozpad waszego związku i wybaczyć mężowi, że
          odszedł... On pewnie też zrozumiał ile stracił...

          Szczęścia życzę...
          Zabcia
          • pysio8 Re: kryzys w małżeństwie 22.09.03, 11:32
            Zabcia - dziękuję za Twoje słowa.
            Wybaczanie było długie i bolesne. Musiało być obustronne.
            Ale najgorszy był smutek w oczach syna i jego krzyki " Czy ty myślisz, że ja
            mogę żyć bez ojca ?"
            Pozostało nam jaeszcze syna prosic o wybaczenie, że musiał przez nas głupców
            przez to przejść.
            Pozdarawiam Cię.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka