Dodaj do ulubionych

komantarze mojej mamy

25.06.08, 02:25
Od paru dni jest u nas moja mama. Przybyla pobyc z Nina i przy
okazji troche pomoc, bo na co dzien daleko (1000km), a ja musze sie
spiac i skonczyc pisanie pracy mgr. Ale do rzeczy: Nina jest
niejadkiem. Poza tym, ze malo je i kaprysnie (raz pare dni z wielkim
apetytem, potem slabiej, choc nie tragicznie) ma ostatnio trudny
okres p.t. 'only mama'. No i te dwie sprawy staly sie problemem w
kontaktach z moja mama. Co chwila slysze komentarze, ze a. dziecku
cos na pewno jest, skoro nie chce sie klasc spac i woli siedziec w
towarzystwie do 22.00 (kiedy czekam chwile, czy przestanie plakac)
b. pozwolilam sobie na to/ zrobilam z siebie
niewolnika, skoro nie sie klasc spac i woli siedziec w towarzystwie
do 22.00 (kiedy ja biore z lozeczka, skoro placze juz zbyt dlugo).
Cokolwiek, ale wszystko to ja robie zle.
Rzecz druga-
jedzenie. Wyprobowalam juz wszystko- rodzaje jedzenia, konsystencje,
zmiany por posilkow- generalnie nie ma regul, jak nie chce, nie je i
koniec. To oczywiscie moja wina. Wczoraj byla gadka, ze 'skoro lubi
ziemniaki z sosem, to ona by codziennie te ziemniaki gotowala'.
Dobra, ugotowalam, choc wiem, ze czy zje- to juz kwestia szczescia,
setki razy wyrzucalam przygotowane misternie pysznosci. Ugotowalam,
bo mama miala dzis zostac wieczorem z dzieckiem, a ja po raz
pierwszy od ponad roku wyszlam na koncert. Wracam i mama na mnie z
'morda', ze Nina ziemniaki porozrzucala, nie zjadla i ze musze wobec
tego zmienic pory posilkow.

Mam juz tego dosc. Doszlo do klotni, w ktorej poprosilam, zeby nie
wtracala sie w moje metody wychowania i karmienia dziecka, tym
bardziej, ze cale zycie slyszalam, jakim to ja bylam niejadkiem do 2
roku zycia, jaka to bylam niegrzeczna (taka, ze musiala mnie bic i
bila) oraz ze moja babcia wtracala sie we wszystko, co ja
doprowadzalo do szalu i do dzis sa skonfliktowane. Powtarza wiec
bledy swojej matki, totalnie
tego nie zauwazajac, a mnie wcale nie wspiera, tylko ciagle
krytykuje. Zreszta na wsparcie i empatie nie mam co liczyc- jesli w
rozmowie telefonicznej zale sie, ze jestem zmeczona (bo jestem-
pracuje, koncze studia i mam absorbujace dziecko), to ona sie
oburza, jak ja moge byc zmeczona czy mowic, ze mam czasem
wszystkiego dosc.

Gdyby to byl dla mnie wzor- ktos, kto wychowywal dzieci w
cierpliwosci, spokoju, a nie w nerwach, krzyku i niestety biciu-
moze bym te uwagi uwazala za cenne. Ale wszystko mi opada, jak je
slysze od kogos, kto sie zmagal z podobnymi problemami i nie umial
sobie poradzic, a teraz nagle o wszystkim zapomnial...Zreszta
mniejsza o to, jaka ona byla matka.

Po prostu 'dobre rady' dawane w
taki sposob (na kazdym kroku podkreslanie, co robie zle- przy czym
nie ma zadnego problemu: dziecko jest niejadkiem, poza tym super
wesole, zdrowe i aktywne, choc zarazem w wieku trudnym, ale to same
najlepiej wiecie, jak dzieci sie zachowuja przy mamie i osobie
trzeciej, ze staja sie bardziej rozkapryszone, jakby probowaly, na
ile moga sobie pozwolic i to wcale nie oznacza, ze mama popelnila
jakies bledy- przeciez dzieci po prostu bywaja kaprysne i
nieznosne!) nie przynosza przeciez zadnego rezultatu, a
tylko poglebiaja moja frustracje.

Jak sobie radzicie z takimi uwagami?


--
Obserwuj wątek
    • reninka72 Re: komantarze mojej mamy 25.06.08, 03:24
      > Jak sobie radzicie z takimi uwagami?
      No coz, to na pewno dosyc czesty przypadek, taka mamusia. U mnie bylo troche
      podobnie choc nie do tego stopnia. Tez mieszkam daleko od domu i jak mama
      zjechala to od razu na miesiac. Nigdy niczego nie krytykowala bezposrednio, bo
      wie, ze to by nie przeszlo ale zawoalowane komentarze slyszalam nie raz.
      Staralam sie je ignorowac bo jak sie widzimy raz na rok to dobrze i nie oplacalo
      sie robic afery.
      Wg mnie masz dwa wyjscia:
      1. ignorowac i robic swoje grzecznie przekonujac do swoich racji jesli zajdzie
      taka potrzeba
      2. konfrontacja. Nawet jesli bedziesz dyplomatyczna, mama z pewnoscia sie
      obrazi, bo ona "chce dobrze." Gdybym miala czestsze spotkania z mama, wybralabym
      te opcje. Mama na pewno nie obrazi sie na cale zycie, a moze dotrze do niej, ze
      nie bedziesz tolerowac krytykanctwa. To jest twoje dziecko i ty masz prawo
      decydowac o jego wychowaniu.

      Niestety, obawiam sie, ze innej opcji nie ma. Powodzenia i wyrazy wspolczucia.
      • mamciulka-nikulka Re: komantarze mojej mamy 25.06.08, 11:51
        > > Jak sobie radzicie z takimi uwagami?

        "widzisz mamusiu, teraz możesz dokładniej przyjrzeć się swoim
        błędom, nie umiałaś mnie wychować, a teraz ja nie umiem swojego
        dziecka"
        "do kogoś musiałam się wrodzić"
        "skończyłaś już? bo mi się wydaje, że jakieś 20 lat temu!"
        spójrz na siebie i przypomnij sobie jaką ty byłaś matką?"
        To tak w złości, a poważnie to powinnaś stanowczo upomnieć mamę, że
        nie życzysz sobie nieprzyjemnych uwag z jej strony, bo równie dobrze
        ty możesz jej wytykać błędy wychowawcze, które odbijają się na tobie
        w życiu dorosłym i ona jest za to odpowiedzialna. A jeśli czuje się
        winna i niezadowolona ze swojego macierzyństwa, to niestety jej czas
        już minął i na naprawianie błędów już za późno. Ona jest babcią i
        niech się zachowuje jak na babcie przystało, wychowanie dziecka
        niech zostawi tobie a dla Ciebie ma być wsparciem, a nie ciężarem, a
        jeśli nie potrafi się zachować to niestety nie będziesz jej
        zapraszać do siebie. Musi wiedzieć, że takie zachwowanie będzie
        miało konsekwencje. Jeśli się nie postawisz i nie potraktujesz mamy
        twardo to wejdzie ci na głowę i będzie cie dołować przy każdej
        okazji. Pokaż jej, że tytuł "matki" nie daje jej prawa do poniżania.
        Musi sobie zdać sprawę z tego co robi, musisz odciąć pępowinę, bo
        inaczej sama będziesz robić dokładnie to samo!!!
    • donna28 Re: komantarze mojej mamy 25.06.08, 06:39
      Moja mama jest ok i takich uwag nie rzuca, ale moja babcia jest mistrzem tego
      rodzaju uwag. Już jak Inga była malutka i miała kolki, to babcia dostawała szału
      i krzyczała, że dziecko męczymy, że z nią trzeba do szpitala, bo na pewno jest
      coś nie tak, jej dzieci takich kolek nie miały, wpadała w szał przy każdym
      choćby jęknięciu małej. Kolki przeszły, ale teraz nadal babcia marudzi - a to,
      że Inga za głośno "gada" po swojemu, a to że taka żywa i czemu ja jej wszystko
      daję dotknąć, że nie powinnam jej dawać łyżeczki, żeby sama próbowała jeść, bo
      to za wcześnie itd.
      Powiem, jak ja sobie poradziłam. Na początku bardzo sie tym przejmowałam i byłam
      roztrzęsiona. W pewnym momencie, jak mała miała dwa miesiące i się darła z
      powodu kolki, a babcia wyskoczyła ze swoim jazgotem, to jej przerwałam i
      powiedziałam krótko - że to moje dziecko i ma się nie wtrącać, bo będę z nim
      postępować tak jak chcę. Zaniemówiła, powiedziała, że się do mnie nie będzie
      odzywać i poszła. Po 15 minutach normalnie przyszła i gadała, więc chyba
      przemyślała. Teraz jak już widzi, że przegina, to sama zmienia temat i cichnie.
      Może raz się postaw - ale nie jakoś bezczelnie, tylko spokojnie. Ja bym nie
      wytrzymała ciągłych uwag nt, mojego wychowywania dziecka. Aha, z babcią widuję
      się 3-4 razy w tygodniu, więc da się to wszystko znieść, Ty masz gorzej, bo mama
      jest codziennie, ale tym bardziej powinnaś jej jasno uświadomić, że ona już
      miała okazję wychować dziecko, teraz Twoja kolej.
    • mama-ola Re: komantarze mojej mamy 25.06.08, 08:25
      Współczuję Ci trudnej sytuacji.

      Najlepszym chyba wyjściem byłoby posiadanie sztywnych zasad i
      trzymanie się ich choćby nie wiem co. Na przykład, że obiad jest
      zawsze o 15 i nie masz zamiaru tego zmieniać ani z powodu braku
      apetytu córki, ani z powodu sugestii mamy. Albo że zawsze siedzisz
      przy córce, aż zaśnie, i nie zamierzasz tego zmieniać nawet gdy
      córka jest śpiąca, czy jak Twoja mama radzi odejść od łóżeczka.

      Jak Twoja mama zobaczy, że jesteś osobą zdecydowaną, poukładaną, że
      wszystko masz przemyślane i na amen postanowione, że się ze swoimi
      radami nie da rady przebić, to w końcu przestanie doradzać, a
      zacznie pytać, jak ma być. A jak widzi, że się wahasz, że każda jej
      uwaga chwieje Twoją pewnością, to uderza tym bardziej. To taki typ,
      z nim trzeba ostro, władczo.

      Nie daj się mamie wink Życzę dużo siły i wytrwałości.

      A co do córeczki. Nawet naujukochańsze dzieci bywają trudne,
      irytujące. Na szczęście to mija. Koło 3 roku życia mój syn stał się
      ideałem, a jak miał 2 lata, to czasem czułam bezsilność. U Ciebie
      też tak będzie, minie...
    • lilka69 Re: jak daje sobie rade 25.06.08, 09:53
      z podobnymi komentarzami?

      rzadko widuje sie ze swoja mama i rzadko dzwonie.
    • nullik Re: komantarze mojej mamy 25.06.08, 11:01
      Może mam szczęście i ani moja mama ani moja teściowa nie
      komentują... albo może nie słucham komentarzy i robie swoje.
      Mieliśmy konflikt z babcią mojego męża czyli z prababcią synka,
      kiedy był jeszcze bardzo malutki. Karmiłam go mlekiem modyfikowanym
      i zdarzały mu sie zaparcia. Nie robił kupki po kilka dni. Nie
      zauważyłam, żeby mu to jakos specjalnie przeszkadzało. Za to
      prababcia miała do nas ogromne pretensje, że nie idziemy z nim do
      lekarza... Bo ona nie pamięta, żeby któres z jej dzieci ( dzisiaj
      60 - latków ) miało takie problemy i to na pewno nie jest normalne.
      Wystarczyło, żeby mały zapłakał i sie zaczynało gderanie... wiadomo
      jesli dziecko płacze to tylko z jednego powodu, bo kupki nie może
      zrobic i brzuszek go boli... Najlepiej potraktować takie gadanie z
      humorkiem.

    • bj32 Re: komantarze mojej mamy 25.06.08, 11:10
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=567
    • babcia47 Re: komantarze mojej mamy 25.06.08, 13:54
      Jak sobie radzicie z takimi uwagami?
      ..nie radzę sobie, a raczej juz unikam takich sytuacji..mam blisko
      50-tke i mimo, że dzieci dorosłe, odchowane, i zdrowe dalej sie
      wcna..jak nie w moje życie to próbuje w ich, do czego ja sie staram
      nie dopuscic i bronie jak mogę..mimo wielokrotnych "tupnięć" nogą i
      przywoływania do porządku, że jestem dorosła, maką, a teraz babcią
      twierdzi ze ma niezbywalne prawo..efekt? mieszkamy w jednym miescie
      ale bywa, ze przez miesiac sie nie widzimy, jedynie dzwonie by
      sprawdzic czy wszystko w porzadku..do siebie nie zapraszam (bo
      potrafi napaść i nie chce wyjśc nawet jak widzi, że doprowadziła
      mnie do ostatecznosci).. jak jestem u niej często wychodzę przed
      czasem, by nie musiec znosić jej gderania i obrażania mnie, nie chce
      mi sie juz z nią kłócic czy cos wyjaśniać..oczywiscie mam u niej
      opienię wrednego i "zboczonego" dziecka bo: "inne córki to sa z
      matkami jak przyjaciółki"..nie zauwazyła tylko, ze od ponad 30-tu
      lat nie mozna jej przekonać, że słowna (kiedyś i fizyczna)agresja i
      obrazanie najbliższych takim uczuciom nie sprzyja, a "dobrymi
      chęciami" piekło jest wybrukowane
    • mim288 Re: komantarze mojej mamy 25.06.08, 14:54
      Powiedz po prostu, że ty postepujesz jak uważasz (i uważasz, że tak
      jest dobrze), jesli mama uważa inaczej (jej prawo) to w chwilach,
      gdy zajmuje się dzieckiem niech robi po swojemu (jeśli Ty idziesz
      na koncert, albo piszesz pracę magisterską może połozyć spać i o
      7ej, gotowac ziemniaki z sosem, czy czym innym itd). Uwaga "Ty mamo
      swoje dzieci juz wychowałaś, daj teraz mnie szansę" działa czasem
      dobrze. Z drugiej strony - przynajmniej ja - nie oczekuję, że inni
      w stosunku do moich dzieci będą zachowywali sie identycznie jak
      ja.
      Daj mamie "wolną rękę", może po pewnym czasie dojdzie do tych
      samych wniosków co Ty (że np. nie ma sensu gotować ziemniaków i
      ganiać z łyżeczką za wnuczką, albo na siłę kłaść spać).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka