buzka25
20.07.08, 20:37
wszytsko legło w gruzach, pisalam juz kiedys ze bede sie rozstawac z mezem, ze
sapkowany juz itp, ale jakos sie dogadalismy, jakos bo z nim nie idzie pogadac
powaznie, jak juz rozmowa bre dlaje to on ja konczy i tak zawsze jakis ułamek
problemu zostaje nierozwiazany i gdzies sie gromadzi a potem wszytsko zostaje
wywalone naraz. Obraza sie o byle co, teraz ma fajny humor a za chwil kilka
ma humor do bani, gada z toba miło i niby jest super i OK, a jak powiem mu cos
co jest nie pojego mysli to od razu obraza majestatu.i takie inne sprawy
wszytskie jakos zawazyły na rozstaniu, te kłotnie,ciche godziny,
przeklenstawa, wyzywanie sie nawzajem. kazałam mu sie wynosic, ale powiedział
ze poczeka do ostatniego az wypłate dostanie bo kasy nie ma, albo mam za dobre
serce albo ze mna cos nie tak ale jakos sie zgodziłam ale co chwile mu
wygaduje ze ma sie wynosici zeby nie zapomniał o swych rzeczach WSZYSTKICH bo
nie mam zamiaru go widywac jak bedzie zabierał rzeczy na raty. Małzenstwo mu
sie wali a on nic nierobi, czeka az samo sie rozwiaze, ja nie mam juz siły
zeby walczyc, prosic o rozmowy ktore sie urywaja "chcesz mnie znow
wku.....ić?" jak juz niby sie dogadamy ale sa inne jeszce tematy do
rozwiazania, sama nie wiem co jest lepsze,znow sie dogadac i poczekac az za
kilka dni bedzie to samo, i tak z akcji do akcji,czy sie rozstac i miec swiety
spokoj, a nie przesiewac słow czy aby jasnie pana nie uraziły i miec spokojne
dni. niech mnie która oswieci,gdyby chciał sie poprawic, zmienic to by to juz
dawno uczynił.tymbardziej ze juz kilka razy postanowilismy sie rostac ale
wszytsko w klotniach, nigdy nie umiemy pogadac normalnie, no bardzo rzadko.
Juz sie czuje samotna a co bedzie za te 2 tyg jak sie wyprowadzi, ale w sumie
chyba lepiej bo juz nie bede widziec, a teraz mam przedsmak tej samotnosci!!!