Moja siostra miesiąc temu wyszła za mąż, ślub i weselisko miała bardzo huczne
na 280 osób. Sytuacja finansowa siostry i jej męża w żaden sposób nie
pozwalała im na tak poważny wydatek idący w dziesiątki tysięcy, nie mają
mieszkania, ani super płatnej pracy. wszyscy apelowali do nich o rozsądek,
tłumaczyli, że ślub można mieć skromniejszy i wesele też, ale nie! moja
siostra zaprosiła połowę swojej firmy i chciała się pokazać jako wielka dama w
sukni ślubnej za pięć tysięcy, itp.
teraz miesiąc po ślubie mają ogromne długi do spłacenia z wesela, bo
zapożyczyli się w banku i u ludzi, rodzice obydwu stron nie mogą pomóc, bo nie
są zamożni, zresztą dlaczego mieliby płacić za ekstrawagancje mojej siostry?
Ja wiem, że ślub to taki wyjątkowy i niepowtarzalny dzień w życiu, że każda
dziewczyna marzy o ślubie jak z bajki, ale trzeba mierzyć siły na zamiary, a
nie udawać krezusa jak się nim nie jest.
Siostra ma do mnie żal, że nie chcę jej dać pieniędzy na spłatę długów, a my
sami z mężem mamy kredyt, wykańczamy dom i żyjemy bardzo skromnie, żeby na
wszystko starczyło.
Wyszłam więc na sępa i wyrodną siostrę, bo nie chcę brać udziału w ogólno
rodzinnej zrzutce na spłatę długów weselnych, ale z jakiej racji mam to robić?
Przecież siostra jest dorosłą osobą, chyba wie, że pieniądze z nieba nie lecą,
a jak się od kogoś pożyczy, to trzeba oddać? Ona jednak chodzi po całej
rodzinie i lamentuje, że kasy nie mają i udało jej się nawet coś wyciągnąć od
ciotek, ona chce żeby rodzina jej za wesele zapłaciła,jest mi wstyd za nią.
No powiedzcie dziewczyny, czy ja nie mam racji, czy siostra nie przegina
totalnie? na moje uwagi reaguje wręcz agresywnie i zarzuca mi skąpstwo, bo ja
ponoć taka bogata jestem, bo dom buduję, przykro mi strasznie jak tak mówi.
to się wyżaliłam troszkę