serio, sto razy bardziej wole robic to rzadziej, bo wtedy jest naprawde
namietnie i niesamowicie. 1 na tydzien albo nawet 10 dni. czasami zejda sie 3
tygodnie a wtedy to juz jest taki odlot jakbysmy robili to pierwszy raz razem.
zauwazylam, ze jak robimy to codziennie to jakos mnie to nie kreci, czuje
przesyt, wkrada sie rutyna. wole sobie odraczac nagrode i nakrecac sie na
mojego lubego. i orgazmy wtedy jakby intensywniejsze.
heh, pamietam opowiesc jakiegos seksuologa do ktorego przyszla pani w juz dosc
slusznym wieku skarzac sie, ze przestala miec orgazmy. okazalo sie, ze ona od
kiedy wyszla za maz, czyli od powiedzmy 30 lat codziennie sie kochala z mezem
(pewnie wylaczajac jakies niedyspozycje obojga). no i po tych 30 latach
zdarzylo sie cos dziwnego, orgazmy sie skonczyly... zastanawiam sie, czy mamy
limit
a wy, jak wolicie?