Dodaj do ulubionych

kryzys po narodzinach

17.08.08, 10:40
nie wiem czy pytanie jest wlasciwe na tym forum ale chcialam sie
dowiedziec czy ktoras z was tez przechodzi kryzys w malzenstwie czy
w zwiazku po narodzinach dziecka. miedzy mna a moim mezem jest coraz
gorzej od kiedy jest z nami nasza coreczka. na poczatku myslalam, ze
to normalne, nowa sytuacja, nowy czlowiek w domu, bole poporodowe,
problemy laktacyjne, burza moich hormonow itd. ale coreczka z nami
jest juz 5 m-c a ja mam wrazenie, ze atmosfera pomiedzy mna a mezem
jest coraz gorsza. bardzo go kocham i boli mnie to, ze kompletnie
nie mozemy sie dogadac, denerwujemy sie i irytujemy sie soba na
wzajem, staramy sie miec od czasu do czasu chwile tylko dla siebie (
mamy babcie w naszym miescie ) wiedzac ze jest to bardzo wazne ale
pomaga to na dzien lub dwa i potem jest znow to samo. jak usiadziemy
i pogadamy ze soba szczerze to tez to pomaga tylko na chwile.
czasem zastanawiam sie czy w naszym malzenstwie bedzie kiedys
jeszcze dobrze... czy ktoras z was tez tak ma lub miala, czy to
mija... czy taki kryzys to normalka ? smutno mi bo nasza dzidzia
byla taka upragniona, dlugo sie o nia staralismy, wydawalo sie, ze
juz tylko dzieciatka nam brakuje do pelni szczescia a jak jest ono
juz z nami to tak jakby milosci zabraklo...
Obserwuj wątek
    • palina22 Re: kryzys po narodzinach 17.08.08, 11:19
      a o co sie klucicie?nie wiem czy to normalne przez taki dlugi okres
      czasu ja z mezem tez sie klucilam ale ustatilismy pewne zasady i
      jest ok
      • joka772 Re: kryzys po narodzinach 17.08.08, 11:48
        też to przechodziłam, przy drugim dziecku to zjawisko już się nie pojawiło
        (Mika p pisała kiedyś wątek - pierwsze dziecko zmienia wszystko - poszukaj).
        potrzebujecie czasu dla siebie i dużo cierpliwości, tolerancji i miłości. w
        trudnych chwilach warto przypomnieć sobie, jak to było zanim pojawiło się
        dziecko, co was połączyło, dlaczego razem było tak fajnie. powoli sytuacja
        powinna sie ustabilizować. życzę szczęścia i pozdrawiam. Joka
        • lalota Re: kryzys po narodzinach 17.08.08, 12:12
          U nas tez tak bylo. Teraz Krisi ma prawie 6miesiecy i jest dobrze, a nawet coraz
          lepiej. Ciagle staralam sie pamietac o potrzebach meza, ale poczatkowo nie bylo
          latwo. Jak mielismy pomoc przy malym to mi chcialo sie glownie spac. Poprosilam
          meza, zeby mi wiecej pomagal i przestalam sie wtracac kiedy robi cos przy malym
          (krzywdy mu nie zrobi, a przeciez nie musi robic wszystkiego na moj sposob).
          Wszyscy sie do siebie przyzwyczailismy i jest duzo fajniej. Nie ukrywam, ze
          pomogla tez utrata wagi pociazowej. Ale wcale nie mojemu mezowi tylko mnie samej
          smile)) Czuje sie duzo lepiej i atrakcyjniej i mam lepsze podejscie do wszystkiego
          (ciagle troche dietuje, bo dobrze mi z tym). Zauwazylam, ze im Krystian starszy
          tym wiecej sie maz nim interesuje (przyznal, ze wczesniej byl to dla niego
          glownie obowiazek, a teraz zaczyna tez byc przyjemnosc). Mysle, ze znaczenie ma
          tez czestosc i jakosc przytulanka. Teraz jest mi juz tak fajnie jak przed ciaza
          i duzo latwiej znalezc mozliwosc. A mysle, ze to w malzenstwie jest bardzo wazne
          (przynajmniej w moim smile ) No i faktycznie duuuuzo rozmawiania po drodze. Trzymam
          mocno kciuki za ciebie i twoja rodzinke.
          Pozdrawiam
          Troche chaotycznie to wyszlo, ale mam nadzieje, ze mozna zrozumiec o co mi chodzi smile
          • eia1 Re: kryzys po narodzinach 17.08.08, 12:38
            dziekuje za odpowiedzi.
            a problem tkwi chyba tez w tym, ze maz duzo pracuje, ja jak czekam
            az wroci z pracy to mam nadzieje po jego powrocie na dlugie rozmowy
            itd bo tego mi w ciagu dnia przede wszystkim brakuje, on z kolei
            jest zmeczony i chcialby w ciszy i spokoju posiedziec u boku zony,
            no i mamy kolejna wtedy drake. ja mam wybuchowy charakter i sie
            wnerwiam,ze ze mna nie rozmawia, ze jest zmeczony, malomowny. jak
            jest w domu to bardzo mi przy malej pomaga ale wtedy tez mnie to
            denerwuje bo mam caly czas wrazenie, ze cos robi zle. nie wyrzucam
            mu tego bo wiem, ze nie powinnam bo widze, ze sie stara itd, wiec w
            ciszy sobie siedzie, patrze sie na to a w srodku mi sie gotuje. co
            do przytulanka to tez wszystko po porodzie sie popsulo, nic nie jest
            tak jak wczesniej z mojej strony, z tym zreszta tez mam zalamke.
            bardzo czesto mysle o tym jak nam bylo we dwojke, o tych wszystkich
            cudownych chwilach i tyle z tego, ze wtedy rycze, zreszta teraz jak
            to pisze to tez juz zaczynam plakac.
            chyba musimy to jakos przetrzymac, mam nadzieje ze oboje bedziemy
            mieli tyle sily aby to jakos przetrwac a wszystko sie w koncu
            pouklada.
            • lalota Re: kryzys po narodzinach 17.08.08, 13:08
              eia1 nie lam sie. Najwazniejsze ze sie kochacie. Moze sprobuj czyms sie zajac
              jak maz zajmuje sie mala. Moze nawet idz na spacer sama, dobrze ci zrobi i nie
              bedziesz sie irytowac, a oni sobie poradza smile
              Co do przytulanka, to pewnie sama wiesz, ze im wiecej sie stresujesz tym gorzej.
              U nas poczatkowo niezastapiony byl srodek nawilzajacy, ale ostatnio dostalam
              okres i od tej pory jest ok (niestety zdarza sie mlodemu obudzic nie w pore, ale
              wtedy sie smiejemy, bo co innego pozostaje). Ja duzo gadam w ciagu dnia z innymi
              mamami (bo mam duza potrzebe) a jak maz wraca zmeczony, to czesto gadamy na jego
              tematy (polityka, sport) i tylko czasem o nas i dziecku (jak go nie zarzucam
              tematem to sam sie nawet pyta). Jesli masz telefon stacjonarny, to moge
              zadzwonic jak chcesz smile o dzieciolkach moge gadac godzinami. Moze nam cos
              kliknie i tez sie bedziesz mogla wygadac (telefony mam darmowe, wiec nie
              problem) Jak cos to wyslij nr na gazetowego. BEDZIE DOBRZE.
            • golfstrom Re: kryzys po narodzinach 19.08.08, 22:27
              Hej,

              U nas co prawda nie ma kryzysu, ale ja miewam kryzysy i wtedy mój
              mąż miewa gorzej. Dołuje mnie od czasu do czasu zamknięcie w domu,
              ograniczenie świata do pieluch, ciągłe uwiązanie... choć synka
              uwielbiam. Ale dorosły człowiek potrzebuje czasem dorosłego życia,
              dorosłej rozmowy.

              Trochę lepiej się poczułam, od kiedy chodzę raz w tygodniu do pracy,
              ale zanim wróciłam, to miałam taki plan, żeby choć raz w tygodniu
              wyjść gdzieś bez dziecka, pójś z kimś do kina - cokolwiek, co na
              chwilę przyniesie odmianę.

              Myślę, że i Tobie tego brakuje - jeśli znajdziesz raz w tygodniu
              czas, żeby sie odprężyć, spotkać z kimś, z kim nie dzielisz
              codziennych problemów, to nie będziesz kumulować negatywnych emocji
              a mąż nie będzie jedyną osobą do zaspokajania potrzeb towarzyskich.
              Wtedy Ty będziesz miała więcej sił, by sprostać jego potrzebom i on
              będzie mógł podołać Twoim. No i stopniowo nabierzesz do męża
              zaufania, że mimo iz opiekuje się nim po swojemu, to nie robi
              dziecku krzywdy.

              Do tego, co było przed dzieckiem już nie wrócisz - i dzieki Bogu wink
              Po prostu musisz się przystosować do nowej sytuacji.

              Wydaje mi się, że wiele z nas przejawia syndrom pułapki i zaczyna
              się miotać i rozdawać ciosy na oślep. Hormony oczywiście w niczym
              nie pomagają. Ale to minie smile
        • b.bujak Re: kryzys po narodzinach 20.08.08, 21:47
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=572&w=31156185&v=2&s=0
    • mysza1_2005 Re: pocieszenie 19.08.08, 22:01
      mialam dokladnie to samo. Corcia ma teraz roczek, potrafi sama się
      sobą zając ( nie trzeba jej nosic czesto , smiga sama, bawi się
      lalami) a 'nasza' sytuacja wraca do normy,mamy czas na wypicie
      kawy,rozmowy, jest naprawdę super, gdzie wczesniej bylo koszmarnie.
      Cierpliwosci;*
    • katkapak Re: kryzys po narodzinach 19.08.08, 22:38
      nie jest to wcale łatwy moment w życiu... i chociaż dzieciaczki są wymarzone i
      wyczekane zanim się nie przeżyje pierwszych tygodni z noworodkiem to nawet chyba
      trudno to sobie wyobrazić, że tak będzie...
      a Panom - z całym szacunkiem dla mojego męża - trudno przychodzi pogodzić się z
      detronizacją... nawet jeśli rozumowo są w pełni świadomi zmian jakie nastąpiły w
      życiu " w trójkę" to uczuciowo i emocjonalnie nie zawsze za tym nadążają...
      ukochana kobieta nagle nie jest na wyłączność... miałam wrażenie, że nas już
      fizjologia końcówki ciąży uczy ogromnej pokory do świata...i przygotowuje na
      "nowe"...
      poza tym niektórzy panowie pewnie sądzą że dla nas te zmiany są oczywiste i
      wcale nie są ciężkie, że siedzenie w domu z dzieckiem jest takie łatwe... nie
      patrzą na to z naszej perspektywy - dorosłej osoby uwiązanej w czterech ścianach
      z istotką - nawet najukochańszą - z którą raczej sie nie podyskutuje... i te
      same monotonne czynności
      na początku tez u nas było niefajnie... mąż mnie zamordował jednym tekstem: "no
      przecież wracam do domu, abyś sie mogła spokojnie wykąpać..."
      nie pozwól tylko aby rozżalenie nie pozwoliło ci dostrzec racji drugiej strony,
      bo potem kończy się szacunek i rozmowa, a zaczyna wyliczanka kto ma gorzej i co
      komu się należy... i z porozumienia nici...

      życzę CI... raczej Wam aby się wszystko jak najszybciej poukładało!

      • mysza1_2005 Re: kryzys po narodzinach 20.08.08, 11:09
        moze i u katkapak wlasnie tak bylo, u mnie natomiast bylo chyba
        troszkę inaczej, mąż staral sie jak mog, wracal do domu i potrafil
        ugotowac obiad, pomoc przy kąpieli, czasem wydaje mi się, ze
        większosc nieporozumien wynikalo z mojej strony, ze to ja sie o
        wększosc rzeczy czepialam, i to wcale nie jest tak, ze wina lezy po
        stronie faceta, ze to on nagle nie potrafi zrozumiec, ze jest
        jeszcze dziecko... ja poswiecalam córci baaaardzo bardzo duzo czasu,
        zaniedbywalaam meza w kazdym tego stopnia znaczeniu, mialam wieczne
        pretensje, a on to tak po prostu znosil, byl , jest i bedzie
        kochającym mężem i ojcem, nigdy się na nim nie zawiodlysmy.
        Teraz gdy Tosia jest juz większa my porafimy cieszyc się sobą,
        jetstesmy z sobą częściej, mamy na wszystko o wiele wiecej czasu ...
        Kocham go za to i dziękuję mu bardzo, ze byk wyrozumialy i znosil te
        wszystkie pokorzenia!
        teraz wszystko wraca do normywink
        • mysza1_2005 Re: kryzys po narodzinach 20.08.08, 11:11
          z gory przepraszam za literówki, ale corcia pisala razem ze mnąwink
          • monika_maz7 Re: kryzys po narodzinach 20.08.08, 11:36
            Ja mam bardzo podobnie jak mysza1_2005. Mój mąż jest naprawdę kochany. Wraca z
            pracy, pomaga mi z małą, mogę mieć wtedy czas dla siebie. Ale czasem mi się
            wydaje, że wina leży przede wszystkim po mojej stronie. Jestem ciągle tak
            zaabsorbowana córeczką, że czasami samej mi się zdaje że nie zauważam męża. Jak
            wraca do domu koło 17, to jemy obiad, przekazuję mu mała,idę się wykąpać czy do
            sklepu. Zajmuje mi to przeważnie od 0,5-1 godz. a potem to już kąpiel córci
            karmienie, usypianie i padam z nóg. Córeczka ma już pół roku i mam nadzieje, że
            już niedługo się to wyprostuje, bo już strasznie źle się z tym czuję.
            Pozdrawiam
            • ailija Re: kryzys po narodzinach 20.08.08, 12:35
              Ale konkretnie to z czym źle się czujesz? Masz wyrzuty sumienia, że
              mąż Ci pomaga przy Waszym dziecku? Czy może ta 0,5-1 godz to za mało?
              • mysza1_2005 Re: kryzys po narodzinach 20.08.08, 13:49
                wydaje mi się, ze to raczej choci o wyrzuty dot. zaniedbywania
                męża , gdy on nam tak bardzo pomaga, prawda?. Ale to naprawdę mija,
                teraz czujemy się jakbysmy przezywali to co bylo przed kryzysem i
                jest naprawdę dobrzewink
                Powodzenia
                Ps. poza tym, naprawdę ciekawy wątek, do tej pory myslalam, ze tylko
                ja tak mam;|
                • monika_maz7 Re: kryzys po narodzinach 21.08.08, 09:10
                  Dokładnie, chodziło mi o wyrzuty sumienia wobec męża.
                  Pozdrawiam
    • mruwa9 witaj w klubie 20.08.08, 12:45
      Spytaj raczej, ktory zwiazek NIE przechodzi zadnego kryzysu w
      zwiazku z narodzinami dziecka? Bo tych raczej bedzie zdecydowanie
      mniej. Pojawienie sie dziecka to, bez przesady, rewolucja, po ktorej
      nic juz NIGDY nie bedzie tak, jak wczesniej. Dobrze, ze probujesz
      rozmawiac z mezem. Mowilas mu o swoich uczuciach? O obawach, o tym,
      ze go kochasz? Uczucie do partnera czesto tez ulega totalnej
      przemianie po pojawieniu sie dziecka, to, ze teraz pewnie bardziej
      (bezgranicznie i nieskonczenie ) kochasz dziecko uzmyslawia Ci moze
      owa "innosc" uczuc do meza. Fajnie, ze macie czasem okazje spedzic
      troche czasu tylko ze soba. Warto to pielegnowac, a przede wszystkim-
      wprost mowic o tym, co sie czuje, zamiast oczekiwac, az druga
      strona sie domysli, o co chodzi. I sluchac, co maz ma do
      powiedzenia. Czy bedzie lepiej? Jest na to duza szansa, jezeli
      obojgu Wam na tym zalezy i jezeli potraficie o tym szczerze
      rozmawiac.
    • paulina-1 Re: kryzys po narodzinach 20.08.08, 14:21
      Wydaje mi się że większość małżeństw przechodzi kryzys po
      narodzinach, dopisuje się do tych którzy nie patrafili tego uniknąć.
      Dodam że ja mam dwójeczkę. Mąż gdy wróci z pracy zajmuje się jednym
      a ja drugim. Dla siebie nie mamy czasu i to jest powód naszych
      sporów. Gdy dzieciaczki już pójdą spać, mąż siada przed komputerem i
      załatwia prace biurowe które nie wykonał w ciągu dnia a ja ...
      zawiedziona tą sytuacją idę spać. Tak to już jest, ale dzieciaki są
      cudowne i myślę że wytrzymam to dopóki nie dorosną. A później będę
      się realizować jak kiedyś, będę mieć czas na przyjemności i wszyscy
      będziemy szczęśliwi.
      • smerfetka8801 Re: kryzys po narodzinach 20.08.08, 15:11
        w moim małżeństwie było gorzej przed porodem...mąż nie bardzo rozumiał jak
        ciężko jest nie móc się schylić nie bardzo rozumiał ciążę.
        nie chciałam porodu rodzinnego ,ale kiedy ja rodziłam stał pod drzwiami
        porodówki i słuchał moich krzyków smile trauma poporodowa minęła mi na szczęście w
        5 minut mąż cały czas podkreśla jaka jestem dzielna,sam świetnie radzi sobie z
        malutką i wreszcie nie muszę po 10 razy powtarzać żeby zrobił coś w domu bo sam
        z siebie dużo mi pomaga!!!!cieszę się,że gorsze czasy już za nami myślę,że jeśli
        ludzie się kochają to bez względu na to kiedy nadchodzi kryzys to jest on do
        pokonania.
        dobrze na nas wpływa wspominanie dawnych czasów i zdystansowane podejście do
        tego ,ze mała zaczyna płakać akurat kiedy chcę zając się mężem...
        póki co tylko na taką formę intymnego kontaktu biedak może liczyć bo jestem 18
        dni po porodzie smile
        • donciaw Re: kryzys po narodzinach 20.08.08, 21:40
          A czemu większość z Was pisze,że jak mąż coś robi w domu, to WAM
          pomaga?? Przecież to takze jego dom, więc powinno byc naturalne
          to,że cos w nim robi, co??
          A u nas tez mały kryzys po narodzinach drugiego synka, ale dziś
          wieczorem mam nadzieję co nieco naprawić...hmm...smile)
    • mama_frania Re: kryzys po narodzinach 21.08.08, 09:57
      U mnie też tak było. Pierwsze m-ce ok, potem koszmar, kłótnie o wszystko i
      czarne myśli, że to juz koniec naszego związku. Kryzys minął jak synek się
      bardziej usamodzielnił (miał 1,5 roku, skończyły się nocne pobudki, wyszły
      wszystkie zęby, zrobil się bardziej komunikatywny) to i my nieco oddechu
      złapaliśmy. Myślę, ze ten kryzys wynikał głównie z przemęczenia oraz problemów
      finansowych (ja nie miałam pracy, mąż miał marną itp.). Teraz na dniach
      spodziewamy się drugiego malucha (podobno córki) i myślę, że tamto już mamy za sobą.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka