Dodaj do ulubionych

Dlaczego...

24.08.08, 00:04
Mija 10 lat od śmierci mojej Mamy.
Mimo, że przez ostatnie dwa lata życia była sparaliżowana bez nadziei na
poprawę - Jej odejście było ciosem. Ten cios złagodziło mi później zawarcie
małżeństwa i w następstwie tego zmiana mieszkania i urządzanie nowego
mieszkania według własnej koncepcji, choć w dużej części meblami wziętymi z
domu rodzinnego.
W każdym razie - ból, poczucie straty - z latami słabnie...

Dwa lata przed śmiercią Mamy odeszła ode mnie Pani Profesor, która
doprowadziła mnie (zresztą jako jednego jedynego ucznia) do doktoratu. Była
rówieśniczką mojego Taty, niegdyś jego koleżanką ze studiów - przy wyborze
promotora doktoratu wyszło tak, że to ona mnie "znalazła".
Układ Mama-dziecko powstał tutaj samoczynnie. To była nieco inna Mama, niż Ta
prawdziwa:
Mama mająca bardzo dużo za złe, Mama wymagająca, Mama strofująca co i rusz,
Mama absorbująca, wymagająca pomocy w różnych sprawach, także najbardziej
codziennych -
- a równocześnie Mama wiedząca więcej, niż prawdziwa,Mama, przy której czasem
czułem się lepiej...
Kiedy odeszła - najpierw czułem ulgę: teraz będzie spokój, nikt nie będzie
zawracał mi głowy sprawami do natychmiastowego załatwienia, nikt nie będzie
żądał ode mnie, bym rzucał swoje sprawy i szedł robić co innego...
A dziś żal, ból, poczucie braku - narasta właśnie z tej strony. Wolno - ale
rośnie. To jest ten jeden jedyny człowiek na świecie, którego chciałbym mieć
przy sobie z powrotem.
Dlaczego?
Obserwuj wątek
    • luccio1 Re: Dlaczego... 25.08.08, 23:16
      Dodam jeszcze:

      To chodzi, czy też może chodzić o coś innego.
      Mama na krótko przed chorobą prowadzącą już prosto do śmierci po
      dwóch latach zdążyła mi powiedzieć, a ja potem doczytałem się
      jeszcze więcej porządkując po przeprowadzce papiery pozostałe po
      Rodzicach -

      że jeszcze przede mną poroniła samoistnie inne dziecko - zdaniem
      Taty to powinien być syn, i ja potem wziąłem po nim imię (Łukasz);
      i mówiła też, że kiedy już byłem u niej wewnątrz, to lekarze
      przestrzegali, że ta ciąża może ją kosztować życie;
      że przyszedłem na świat z trudnościami (m.in. odwrotną stroną, niżby
      należało) -
      i że krótko po moim urodzeniu przeszła wstrząs, po którym mogła by
      znaleźć się już wówczas, 40 lat wcześniej, na drugim świecie.
      (Przez cały czas nie pamiętam Mamy inaczej, jak z pudełkami lekarstw
      i nogami w bandażach).

      Pani Profesor zresztą też dużo chorowała - i mówiła o tym otwarcie, co Jej w
      danej chwili dolega.
      Także za to ją kochałem.
      • luccio1 Re: Dlaczego... 24.10.08, 19:24
        I chciałbym zapytać:
        czy kiedyś zobaczę moją nieznaną Siostrzyczkę / nieznanego Braciszka?
    • luccio1 Re: Dlaczego... 09.10.09, 01:14
      Pozwoliłem sobie podciągnąć wątek - może ktoś dopisze się do niego?
      • akatr Re: Dlaczego... 21.10.09, 15:29
        W chorobie matki jest coś, co człowieka zmienia na zawsze. Ja przed chorobą
        mojej, byłam kimś innym. Potem już nic nie było pełne, szczęśliwe. Moja mam
        jeszcze żyje. Po 14 latach tej okropnej choroby, jest jak roślina. Jej życie
        jest podtrzymywane przez karmienie sondą i różne zabiegi. Mam tysiące pytań,min,
        czy takie życie ma sens. Co ciekawe, mimo jej stanu nie jestem gotowa na moment,
        kiedy dowiem się, że umarła. No, i jak już pisałam, jestem tak daleko i nie
        odwiedzam jej. Ona raczej o tym nie wie, ale czasem, kiedy pomyślę, że jednak
        odczuwa to, że całe dni jest sama i tylko ojciec ją odwiedza, to strasznie mi
        źle. Kilka lat temu, zanim się pogodziłam z faktem tej choroby, przeszłam
        dwuletnią depresję. Dzięki lekom wyszłam na prostą. Teraz myślę o swoich
        dzieciach. Od tygodnia mam ich dwoje. Staram się nie wspominać za dużo, bo tak
        tęsknię za czasami, jak mama była zdrowa, mieszkałam w Krakowie i wszystko miało
        inny wymiar, że natychmiast jestem rozbita i nie mogę się pozbierać.

        Choroba matki zmienia wszystko. Czytam poezję Tkaczyszyna Dyckiego, który
        ostatnio dostał NIKE,( co bardzo mnie ucieszyło ) i ten wątek chorej matki jest
        mi wyjątkowo bliski.
        • luccio1 Re: Dlaczego... 22.10.09, 16:36
          Widzisz, moja Mama była do końca przytomna, w każdym razie na tyle, że
          wiedziała, kim jest, i kim my jesteśmy. Tylko "coś" się popsuło na drodze między
          myślą a mową - Mama myśląc jedno, mówiła co innego; z czasem nauczyłem się
          łapać, o co chodzi.
          Jeszcze ostatniej jesieni, kiedy Mama już leżała, przyniosłem Mamie pierwsze
          kasztany. Tak jak zawsze - ze słowami: zobacz, Niedźwiedziu - o tu, jest takie
          brązowe (w sam raz jak futro Misia), w zielonym...
    • luccio1 Re: Dlaczego... 22.10.09, 17:52
      Natomiast z "Drugą Mamą" było tak:
      żegnaliśmy się, miała za parę dni iść do szpitala na operację.
      Powiedziała: "być może już się nie zobaczymy".
      Ledwo to usłyszałem.
      Dwa tygodnie później stało się.
      • akatr Re: Dlaczego... 23.10.09, 22:19
        Dziś nic nie napiszę, bo mam tzw doła. To chyba książkowa depresja poporodowa.
        ...a temat jest ciężki.
    • luccio1 Re: Dlaczego... 24.10.09, 00:12
      Jeśli będziesz czuła się lepiej, to napisz, proszę, na wątek o "ostatnim dniu
      pracy".
      Ta sprawa jest dla mnie w tej chwili znacznie pilniejsza.

      A jak się ma Twoje Dziecko?
      • akatr Re: Dlaczego... 24.10.09, 15:20
        Dziś lepiej z moim nastawieniem Jakiegoś dystansu może nabiorę. Moja córeczka ma
        się dobrze Jest zdrowa i kochana. Nie sprawiła mi wielkiego bólu, urodziła się
        szybko a i teraz jest spokona, jak dotąd nie wymagająca. Oczywiście nie
        spodziewam się, że nadal tak będzie. W środę skończyła tydzień, więc jeszcze
        trudno ją opisać.
    • luccio1 Re: Dlaczego... 24.10.09, 16:39
      Cieszę się, że dziś czujesz się lepiej.
      Nie jestem w stanie wczuwać się w to, co teraz czujesz - i płeć nie ta, i - co
      ważniejsze - nie miałem, nie mam i najprawdopodobniej nie będę już miał własnego
      dziecka; Córkę, którą mam teraz, dostałem "gotową", już na progu dorosłości -
      wraz z Żoną.
      Kiedyś, ponad 30 lat temu, studia (które szły mi ciężko, i z oporami)
      pochłaniały całość sił, potem doktorat, podjęty "z marszu" tuż po studiach...
      Potem przyszedł przełom r. 1989 - i zacząłem funkcjonować na bocznym torze, nie
      tam, gdzie myślałem (miał być etat w Instytucie Historii PAN z prostą ścieżką
      awansową aż do profesora - wszystko się wówczas rozwiało).
      • capribb Re: Dlaczego... 06.11.09, 15:15
        Czesc! Moj Tato lezal kilka lat z powodu parkinona. Ostatnie dwa lata w 100%
        zalezny. Gdy odszedl poltora roku temu, niby powinnam byc przygotowana...
        ale nie.

        Stracilam trzy ciaze (po 6, 7 i 8 tyg). Mysle, ze kiedys, Tam poznam Ich. Nie
        mowilam o tym moim dzieciom- sa jeszcze malutkie (przedszkole). Myslisz, ze
        powinny wiedziec?
        • luccio1 Re: Dlaczego... 07.11.09, 20:29
          Mama powiedziała mi na krótko przedtem, zanim dopadł Ją paraliż, że przede mną
          było Dziecko, poronione samoistnie w 6. tygodniu. Grubo później znalazłem
          informację o tym w dziennikach prowadzonych przez Tatę.
          Tamten Ktoś odszedł w sam raz 8 grudnia. Według chciejstwa Taty miał to być syn
          - było już gotowe imię dla Niego, to samo, które ja noszę:
          Łukasz.
          • luccio1 Re: Dlaczego... 07.11.09, 22:27
            No i patrz:
            odpowiadając Tobie, Capribb, nie spostrzegłem się, że o sprawie napisałem kilka
            postów wyżej.
            Ale mam nadzieję, że dodałem coś nowego do tamtej wypowiedzi.

            No i trochę mi głupio. Prawdopodobnie nie będę już miał fizycznie własnego
            dziecka - nawet jako ojciec...
    • luccio1 Re: Dlaczego... 16.12.13, 20:07
      Tato odszedł 24 lata przed Mamą. Wylew - wszystko trwało nieco więcej niż 12 godzin. Wówczas Mama zrobiła wszystko, aby ten wstrząs był i dla mojej młodszej Siostry, i dla mnie, jak najlżejszy. Wszystko, aby Dom szedł tak, jak poprzednio. Jedyne, co było inaczej przez pierwsze 10 lat po: nie mieliśmy Wigilii w Domu, lecz chodziliśmy do Przyjaciółki Mamy. Nasz własny barszcz z uszkami i rybę jedliśmy w Pierwszy Dzień Bożego Narodzenia - jako "obiadokolację" ("śniadanioobiad" to były w ten Dzień zawsze ciasta).
    • luccio1 Re: Dlaczego... 30.04.14, 00:19
      Wspomnienie Mamy wraca, kiedy patrzę na kartkę-widokówkę, którą mi ofiarowała moja młodsza Siostra.
      Jest tam wizerunek niedźwiedzicy prowadzącej dwa niedźwiadki.

      Myśmy z Mamą byli dwoma Niedźwiadkami przy Dużej Niedźwiedzicy. Do samego końca.
    • luccio1 Urodziny Ojca 27.08.14, 00:49
      Jutro przypadają Urodziny mego Ojca - już 93. Z tych 93 lat niecałe 53 przebył tutaj (+ 28.06.1974) - i 40 już Tam.
      Z moimi niespełna 60 laty jestem już prawie 7 lat starszy od Niego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka