zacznijmy od tego ze od 37 minut jestem bezrobotna

do terminu porodu
zostało mi 31 dni. nie mam męża, moje dziecko jest ułozone zadkiem w dól,
jutro odcinają mi internet, a hemoglobine mam koło 10,5...
moje poczucie wartosci własnej jest kiepskawe, najczestrze pytanie jakie sobie
zadaje to 'po co to zyje?', ogólnie dół jak ch.j - a jak dół to sie ryczy - od
płaczu boli mnie głowa, dreczy katar i hiper zgaga...
do tego okazało sie ze mam astygmatyzm i wade wzroku kwalifikującą sie do
korekcji. kiedys kurna, nie miałam

no i chyba wygladam jakos gorzej bo w autobusie napadł mnie lekarz, zmierzył
cisnienie, zabronił głaskać brzucha i zaprosił na usg...
a moze ja bym jednak dzis urodziła? załapie sie jeszcze na macierzyński