..tak mnie naszło, bo czytam właśnie o Henryku VIII i jego
żonach..wyobrażacie sobie, jak otrzymujecie ofertę małżeńską od
kogoś, komu z zasady się nie odmawia a kto dwie żony skrócił o
głowę, z dwiema się rozwiódł( jedną z nich nazywał pieszczotliwie -
"flamandzką kobyłą"), z jedną ożenił się w 11 dni po egzekucji
poprzedniej, a która zmarła wkrótce po wydaniu na świat upragnionego
syna..czy należy dziwić się, że Katarzyna Parr(Latmier) głośno
płakała i żegnała z życiem, kiedy król postanowił ją "zaszczycić"
własną osobą, jak szóstą żonę?

P
Straszne czasy..ale kto tutaj tak naprawdę był ofiarą? Może właśnie
król, obsesyjnie dążący do przedłużenia rodu, poświęcający kochane
kobiety dla przyszłości kraju? A one? Nie miały przecież żadnego
wyboru....
Jeśli ktoś ma zamiar po przeczytaniu tego zapytać" Ale o co Ci
chodzi"?- odpowiadam- o nic konkretnie

P Ot takie luźne
spostrzeżenia...