Dodaj do ulubionych

Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :)

08.09.08, 23:07
Np dzwonicie i mówicie "kochanie mialam stluczkę, kochanie zlaplalam gumę,
kochanie nie umiem zatankować może podjechać? " czy sa bardzo cierpliwi i
dzielnie znoszą Wasze niepowodzenia smile)))))))))))))))
Obserwuj wątek
    • figrut Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 08.09.08, 23:12
      Stłuczka go nie rusza w ogóle. Co do tankowania i łapania gumy - to chyba jest
      logiczne, że jeżdżąc samochodem potrafi się robić takie proste czynności.
      • beata985 Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 10:37
        figrut napisała:

        Co do tankowania i łapania gumy - to chyba jest
        > logiczne, że jeżdżąc samochodem potrafi się robić takie proste
        czynności.
        zatankować samochód potrafię, łapać gumę chyba nie...jeszcze mi się
        nie udało oby jak najdłużejsmile))

        o zmianie koła mowy nie ma zjeżdzam na bok i dzwonię-tez mi się nie
        zdazyło. Natomiast raz mi brakło paliwa, do stacji było blisko wiec
        powędrowałam, poprosiłam o ON, nalali mi do flaszki, zatankowałam
        auto\...i nic...musiałam po M zadzwonić, przyjechał słowa nie
        powiedział ale to moze dlatego, ze wtedy ciche dni byłytongue_out. okazało
        się, ze na stacji zamiast ON wlali mi benzynę.
        Czyli ogólnie nie krzyczy, nie denerwuje się.
        sam miał stłuczkę i to on narazie przoduje. Nie nakrzyczałam na
        niego z tego powodu.
        każdemu sie zdazy.
    • jvstys Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 08.09.08, 23:14
      nie krzyczy pyta się tylko czy mnie się nic nie stało. A potem ma
      fajną zabawę jak opowiada znajomym co zrobiłam(ostatnio przez
      przypadek naie zmieściłam się w furtce jak skuterem gdzieś jechałam
      teraz opowiada że naszemu synowi zabawki psuję, a nic się nie stało9
      tylko 1 plastik pękł)
      • edycia274 figrut 08.09.08, 23:15
        no wiesz są takie co tankować nie potrafią i zmieniać opony więc wiesz
    • bswm Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 08.09.08, 23:17
      Stłuczka - pyta czy mi się coś nie stało i od razu przyjeżdza.
      Co do tankowania - bez przesady, prowadzę codziennie i umiem tankować.
      Jeśli chodzi o wymianę koła... mam to w assistance, więc pewnie zadzwoniłabym po
      jakiegoś fachowca, mimo, że wiem co i jak wolałabym się w tym nie babrać.
      • jagoja Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 00:13
        Właśnie miałam napisać dokładnie to samo. Raz złapałam gumę, zadzwoniłam do assistance, powiedzieli, że przyjadą. Mąż był szybciej, więc zgłosiłam, żeby już nie przyjeżdżali. Jeżdżę dużym samochodem,wymiana koła to pewne wyzwanie smile ale nawet gdybym jeździła maluchem, to nie ma mowy żebym zmieniła koło. Nie i już !!!
        • bri Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 13:40
          LOL. Twój mąż tak samo mówi o gotowaniu czy prasowaniu?
          • jagoja Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 13:43
            Nie, on gotuje, prasuje, piecze ciasta i sprząta. A kto powiedział, że w życiu musi być sprawiedliwie ??? Na wypadek złośliwych komentarzy napiszę, że po ślubie jesteśmy 10 lat (plus ładnych parę lat przed ślubem) więc zdążył się przyzwyczaić smile.
    • olamatu Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 08.09.08, 23:21
      Czy Wy macie regularnie stłuczki??? Mnie raz się zdarzyła.
      Przyjechał, aprawę załatwił i pocieszył. Gumy w życiu nie złapałam,
      a tankowanie to chyba żaden problem.
      • edycia274 Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 08.09.08, 23:23
        Nikt tu nie mówi o regularności, tylko o rekcji męża smile. Stluczki jeszcze nie
        mialam - odpukać, gumę raz w sobotę akurat zlaplaam, a tankować akurat umiem wink
        • betty_julcia Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 08.09.08, 23:55
          No to po co pytasz? Mój co najmniej by się zdziwił, ale dlaczego
          miałby krzyczeć to nie wiem...
          Jeżeli tak sobie hipoteycznie na szybko wymyśliłaś pytanie to jest
          ono z lekka mało sensowne...
          • edycia274 Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 00:02
            a po po to pytam bo jestem ciekawa i już, i jest tak sensowne jak 1000 innych
            pytań na forum .. pasi? nie ? nie? to nie odpisuj
      • figrut Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 00:02
        > Czy Wy macie regularnie stłuczki???
        Regularnie może nie, ale raz z własnej winy staranowałam poloneza (błąd starych
        kierowców, czyli jazda na pamięć), raz wpadłam w poślizg na lodzie i zarysowałam
        transportera i nasz samochód, raz urwałam listwę przy drzwiach, lusterko i
        zarysowałam lakier, kiedy wichura odbiła mi bramę.
        • edycia274 figrut :)))))))))))))))))))) 09.09.08, 00:09
          dla niektórych mam to już za dużo stluczek wink))
          ale pamiętam jak wsiadlam w maluszka prawie zaraz po zrobieniu prawka, byla zima
          jechalam na basen, wpadlam w poślizg wpadlam z ulicy na chodnik w zaspę ;/
          • figrut Re: figrut :)))))))))))))))))))) 09.09.08, 02:01
            No patrz, przypomniałaś mi big_grin Zanim zaczęłam chodzić na prawko, musiałam jakimś
            cudem dowieźć mojego dużo starszego ode mnie kumpla i mojego Ojca, bo mi się
            spili niemiłosiernie w restauracji w której się zatrzymaliśmy z trasy. Nie
            miałam zielonego pojęcia o prowadzeniu samochodu. Kumpel chwycił za drążek
            skrzyni biegów, na szybko pokazał mi gdzie jaki bieg, pokazał mi gdzie hamulec,
            sprzęgło gaz i kazał jechać. Wyjeżdżając z pobocza spanikowałam, bo z tyłu
            jechał jakiś samochód. Nacisnęłam na hamulec który okazał się gazem i wjechałam
            przodem dwutygodniowego, kumplowego maluszka pod ramę stojącej z przodu
            ciężarówki.Skasowałam przód malucha, ciężarówka nie draśnięta. Jakimś cudem
            żarówki się nadal świeciły. Rano przyszedł skacowany kumpel ze słowami "jak by
            co, to nie ty prowadziłaś, tylko ja". Miał AC, bo maluszek był nowiutki. Po
            kolejnych dwóch tygodniach już naprawionym maluszkiem uczyłam się jeździć big_grin
    • gacusia1 Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 01:34
      Nie mam kanadyjskiego prawka i pewnie nie zrobie wiec maz nie bedzie
      musial mi pokazywac jak sie wpienia gdy autko dewastuje.
      W Pl moj pierwszy maz zrobil mi taka dzika awanture gdy parkujac
      wgielam lekko rejestracje(kamlot byl z przodu) ze mi sie odechcialo
      prowadzic na dluuugie lata...Wtedy to wlasnie obiecalam sobie,ze
      dopuki nie kupie za WLASNE pieniadze SOBIE samochodu,to nie wsiade
      za kierownice zadnego innego.
      • fogito Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 06:36
        stłuczki nie miałam jeszcze, pomimo, ze mąż twierdzi, ze prowadzę
        niebezpiecznie, bo za szybko - ale jak inaczej można przetrwać w
        dżungli w W-wie. Raz tylko zarysowałam lakier w garażu i o dziwo
        ubezpieczenie wypłaciło mi tak dużo kasy, że starczyło na naprawę i
        na sporo kosmetyków Vichy smile Mąż potem kolegom opowiadał jak to żona
        zarabia na kosmetyki smile
        Koła też nie umiem zmienić, co jest oczywiście porażką dla każdego
        kierowcy, ale trudno. Na szczęście tankuję sama, bo to głównie ja
        jeżdżę samochodem i ktoś musi smile
    • ewcia1980 Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 07:34
      Przez ostatnie 2,5 roku jak jestem mężatka zadna z tych rzeczy nie
      przytrafiła mi sie.
      stłuczki - nie miałam
      gumy - nie złapałam
      tankowanie - zawsze na stacji podchodzi obsługa, ktora tankuje mi
      auto.
      Wiec nie wiem a mówic czysto teoretycznie nie bede.
    • redmiss Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 07:40
      w razie stłuczki, to on dzwoni do mnie, bo w te klocki
      ubezpieczeniowe, itp. jestem lepsza tongue_out
      tankować, no to wybacz, ale chyba każdy kierowca potrafi smile a jak
      nie, to panowie przystojniacy na stacji pomogą (np. gazu to sobie
      sama nie tankuję, bo nie wolno)
      guma, hmmm, nie miałam ostatnio, ale podejrzewam, że bym zadzwoniła,
      bo ciężko by mi było wymienić koło w półtoratonowym samochodzie smile
      pamiętam, że lata temu w CC wymieniałam smile zdążyłam poluzować koła,
      podnieść samochód i raptem zjawili się młodzi chłopcy i mi to
      kółeczko zamienili smile
    • dirgone Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 08:06
      Bardzo nie lubie prowadzić samochodu. I jeśli już to robię, to wszyscy wpadają w
      megazachwyt i boją się odezwać nawet. Mojemu ojcu rozwaliłam 2 samochody (brama,
      krawężnik, słupek), w tym jeden całkiem nowy, a jemu nawet powieka nie drgnęła.
      Luby podobny jest w tym do mojego ojca - jeszcze by zdjęcie zrobił i w ramki
      oprawił, że tak ładnie rysy porobiłam. A do zmiany koła to pół miasta by mi
      leciało pomóc pewnie, więc nie musiałabym do nikogo dzwonić. Bo ja bym sama to
      koło zaczęła zmieniać, a że mała i drobna jestem, a jak odpowiednią minę zrobię,
      to wyglądam na 18 lat, to wzbudzam litość ogromną i nikt koło mnie obojętnie nie
      przejdzie.
    • kalendarzowa_wiosna Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 08:41
      na stłuczkę (miałam raz) nie krzyczał, ale zdenerwowany był i wcale się nie
      dziwię - samochód był służbowy i ja nie powinnam siedzieć za kierownicą

      raz wjechałam do rowu, pół wsi mnie wyciągało, potwornie się śmiał

      2 razy złapałam gumę - za każdym razem dzwoniłam, ale nie wiem po co, chyba żeby
      się pożalić, bo odległość była zbyt duża, żeby przyjechał na pomoc - pomagali
      przygodni faceci

      Odnośnie tankowania: nie wiem jak Wy, ale dla mnie przez kilka pierwszych
      miesięcy stacje benzynowe to był jeden wielki stres. Co wlać?, różne oznaczenia
      na różnych stacjach, tankowanie tylko na wybranych (karta), nazwy stacji mi się
      myliły, piny do kart, kilometraż, generalnie jeden wielki misz-masz. Kiedyś
      fundnęłam firmie paliwo za ponad 2 stówy, bo zatankowałam na niewłaściwej stacji
      smile
      • krzysztof-lis Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 09:34
        > Kiedyś fundnęłam firmie paliwo za ponad 2 stówy, bo zatankowałam na
        > niewłaściwej stacji smile

        Po takim zdarzeniu też bym się pięć razy zastanawiał, czy aby na pewno na dobrej
        stacji jestem...
    • majmajka Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 08:43
      Stluczka? Raz samochodem mi rzucilo n aplot, bo slisko bylo. Rozbeczalam sie(oczywiscie nie na serio) i maz nawet nie wrzasnal. Kola nie tknelabym nawet. Tankowac nie tankuje albo tez o pomoc poprosilabym.
      Czy wrzeszczy? Moze nie wrzeszczy, ale komentuje moj sposob prowadzenia samochodu w taki sposob, ze wolalabym 100 razy, zeby wrzeszczal... Jak ja nie lubie prowadzic, kiedy on jest obok...Brrrrr
      • kalendarzowa_wiosna Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 08:49
        Majmajko, komentarzy mu się zachciewa? a wysadź go w cholerę z samochodu...
        zobaczysz! wystarczy raz i się skończy! Kierowcy nie wolno denerwować, a
        komentarze są najgorsze. Mąż mojej bratowej zawsze komentuje jej jazdę i
        następnym razem chyba ja sama go wysadzę.
    • figrut Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 09:01
      Czytam i jestem coraz bardziej zdziwiona. Jak Wy byście sobie poradziły, gdyby
      Wam samochód na odludziu albo w nocy w lesie gumę złapał ?? O ile tankowanie
      jeszcze przejdzie, bo zawsze na stacji ktoś jest, kto by się ulitował, o tyle
      stanie w lesie w nocy z tą świadomością, że trzeba czekać unieruchomionym, aż
      mąż czy pomoc drogowa przyjedzie mnie przeraża. Nie raz złapałam gumę 200 -500
      kilometrów od domu, na zupełnie obcym terenie, zupełnym odludziu w środku nocy.
      Co, jeśli Was spotka to samo ? Wtedy też nie zmienicie koła, tylko będziecie
      czekać aż ktoś, NIE WIADOMO KTO się nad Wami "ulituje" ?
      • dirgone Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 09:41
        Jeśli to litowanie to do mnie, to ja nigdy nie czekam na coś takiego. Koło
        zmienię bez problemu. Zawsze jednak w takich wypadkach znajduje się nagle koło
        mnie ktoś, kto z radością chce to zrobić za mnie. Ot, takie przyciąganie.
        • figrut Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 09:52
          Akurat nie do Ciebie, bo Ty napisałaś, że się jednak do tego zabierasz. Są
          jednak takie posty "ale nawet gdybym jeździła maluchem, to nie ma mowy żebym
          zmieniła koło. Nie i już !!! ", "Koła też nie umiem zmienić, co jest oczywiście
          porażką dla każdego
          kierowcy, ale trudno.", "Kola nie tknelabym nawet. ". Wszystko jest OK., jeśli
          jest się na własnym terenie czy też w skupisku ludzkim, gdzie nawet jeśli nikt
          za nas tego nie zrobi, to co najwyżej będziemy sterczeć czekając na pomoc.
          Jednak co jeśli złapiemy gumę na odludziu, w lesie, na dzikiej plaży ?
          • bswm Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 10:47

            > Jeśli jest się na własnym terenie czy też w skupisku ludzkim, gdzie nawet
            jeśli nikt
            > za nas tego nie zrobi, to co najwyżej będziemy sterczeć czekając na pomoc.
            > Jednak co jeśli złapiemy gumę na odludziu, w lesie, na dzikiej plaży ?

            Wtedy dzwonisz po Assistance wink
          • jagoja Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 13:41
            Zdania swojego nie zmienię, napiszę dokładnie to co redmiss wyżej, ciężko zmieniać koło w półtoratonowym samochodzie, jest to dla mnie fizycznie niewykonalne. Nie jestem herod babą i nie wyobrażam sobie dźwigać solidnej wielkości koła, już samo zdjęcie go z tylnych drzwi byłoby dla mnie wyczynem smile.
          • annamariamuff Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 14:05
            figrut napisała:

            > Akurat nie do Ciebie, bo Ty napisałaś, że się jednak do tego
            zabierasz. Są
            > jednak takie posty "ale nawet gdybym jeździła maluchem, to nie ma
            mowy żebym
            > zmieniła koło. Nie i już !!! ", "Koła też nie umiem zmienić, co
            jest oczywiście
            > porażką dla każdego
            > kierowcy, ale trudno.", "Kola nie tknelabym nawet. ". Wszystko
            jest OK., jeśli
            > jest się na własnym terenie czy też w skupisku ludzkim, gdzie
            nawet jeśli nikt
            > za nas tego nie zrobi, to co najwyżej będziemy sterczeć czekając
            na pomoc.
            > Jednak co jeśli złapiemy gumę na odludziu, w lesie, na dzikiej
            plaży ?

            Przypominasz troche moja szwagierke, ktora szczyci sie tym ,ze bez
            pomocy meza potrafi pralke przeniesc i nawet ja zamontowac.
            No i coz z tego mysle ,ze kazda z nas jakby sie postarala te
            czynnosci potrafi wykonac.
            Moj maz zrobi to jednak lepiej i wlozy w to mniej wysilku dlatego ja
            bym po niego zadzwonila.
            Podobnie jest z prasowaniem od biedy uprasowalby sobie koszule ale
            ja robie to lepiej i krocej wiec go w tym wyreczam i nie musze nic
            nikomu udowadniac.

            Jakbym byla na bezludnej wyspie sama i jedynym pozywieniem bylby
            kokos na drzewie to bym sie na to drzewo wdrapala chociaz nigdy tego
            nie robilam.

            • figrut Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 15:05
              Annamariamuff, ja tu nie piszę o sholowaniu samochodu, o ustawieniu zapłonu bo w
              trasie coś mu odbiło, o poradzeniu sobie z paskiem klinowym na alternatorze gdy
              go szlag trafi. Ja tu piszę o wymianie koła na inne, a nie o czymś, na czym
              trzeba się znać. Rozumiem dziewczynę, która nie wymieni koła zbyt ciężkiego
              nawet, aby je unieść, ale o zwyczajnych kołach w zwyczajnych osobówkach. Nie
              pisz tu o przeniesieniu pralki i jej zamontowaniu, bo to zupełnie inna bajka. Do
              wymiany żarówki w lampce chyba męża nie wzywasz, a i mąż pewnie po Ciebie nie
              dzwoni, kiedy wąż od pralki spadnie i wodę wyleje - awaria, ale na miarę jego
              wykonalności.
              • burza4 Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 21:55
                nie wiem, czy dałabym radę zmienić koło, bo na szczęście nie
                musiałam. Jednak gdyby coś takiego się zdarzyło, zadzwoniłabym po
                chłopa - co mam sobie ręce brudzić? niech się wykaże, skoro gotować
                nie umiesmile

                moze gdybym miała czekać pół dnia, to bym się zabrała sama, ale
                wiem, że nie ma bata, żebym odkręciła sama śruby w kole, zakręcili
                je przy zmianie tak, że potężny facet na stacji obsługi szarpał się
                kilkanaście minut (miałam gwóźdź w oponie, na szczęscie jej nie
                przedziurawił), ja przy swojej masie nic bym nie zdziałała.

                Aha - nie wymieniałam żarówki od lat, chłop się tym zajmuje; tylko
                on nastawia pranie, więc o wylaniu pralki wiedziałby z pierwszej
                ręki. Do wnoszenia zakupów z samochodu też go wzywam, po co ja mam
                się szarpać?

                umiem sobie radzić - tylko wiem, że jeśli się przyzwyczai gościa, że
                jest zwolniony z jakiejkolwiek pomocy - to kiedy będziesz jej
                potrzebować, usłyszysz "nie mam czasu, nie możesz sama?".
      • dirgone A czy wy krzyczycie na mężów? 09.09.08, 09:43
        Jak wasi mężowie mają stłuczkę, to na nich wrzeszczycie i awanturujecie się?
        Potraficie przez kilka dni boczyć się o jakąś rysę? Bo ja prawdę mówiąc nie
        widzę podstaw żadnych do awanturowania się przez żadną ze stron.
      • majmajka Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 09:46
        Eeeee...Mi to tam nie grozi...Nie jezdze sama w nocy, maz mi nie pozwalawink
        • mama-zuza Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 10:01
          A mi ostatnio samochód padł(poszła skrzynia biegów.....ze starości)
          500km od domu,20km od miejsca docelowego....a zeby bylo jeszcze
          lepiej tel mi sie rozladowal...jak ja sie zdenerwowalam!co zrobilam?
          Najpierw pukalam do domow kolo ktorych samochod padl ale oczywiscie
          nikogo nie bylo to zatrzymalam jakis jadacy samochod....koles sie
          zatrzymal,wychodzi do mnie a ja.....wybuchnelam placzem wink poprostu
          juz nie moglam....ale wszystko dobrze sie skonczylo:zawiezli mnie i
          mala do miejsca docelowego,zalatwili mechanika i to nawet taniego a
          cała skrzynie biegow mialam wymieniana a moj niemaz nawet sie nie
          zdziwil ze mi sie samochod zepsul i ze popklakalam sie przy obcym
          czlowieku,ja zawsze mam jakies ciekawe przygody smile
      • weronikarb Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 09:53
        Figrut - w nocy w lesie napewno bym nie zmieniła opony, ciemno i
        zero latarni - poczekałabym do świtu smile

        Sama koła nie zmieniałam - wiem teoretycznie jak to sie robi, wiec
        pewnie by sie udalo

        Tankowac nie tankuje, bo nie umiem, czekam na obsługe smile
        Gazu nie moge - niemam uprawnien - j.w. czekam na obsługę smile

        Ja w sumie tylko jeżdże - niby wszystko wiem, co i jak - jednak tym
        zajmuje się mąż i ja sie nie wtykam.

        Jak auto mi nie odpala - dzwonie po meza
        Jak auto mi "bebla" - dzwonei do meża

        On nie wyzywa, bo wie ze nawet nei probuje zrozumiec auta - tak jak
        on komutera smile
        • figrut Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 10:05
          > Figrut - w nocy w lesie napewno bym nie zmieniła opony, ciemno i
          > zero latarni - poczekałabym do świtu smile
          Mam za sobą setki tysięcy kilometrów w trasie. Dwa razy miałam taką sytuację, że
          coś mnie uratowało - raz zatrzymał się obok mnie samochód z trzema wyrostkami z
          słowami "lalunia utknęła", za drugim razem uratował mnie radiowóz który akurat
          jechał tą trasą, gdzie gumę złapałam, bo inaczej w starciu z busikiem
          naładowanym urżniętymi facetami nie miałabym żadnych szans. Za pierwszym razem
          nie zdążyłam śrub dociągnąć, tylko wskoczyłam szybko do samochodu, zjechałam z
          lewarka który został pod samochodem i uciekłam do najbliższej miejscowości gdzie
          już było bezpiecznie. Skończyło się tylko wyrwaną klamką od strony kierowcy. Za
          drugim razem radiowóz pojawił się jak zbawienie, bo nie miałabym szans uciec,
          gdyż koło jeszcze leżało na ulicy czekając na zmianę.
          • weronikarb Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 14:58
            Figrut podziwiam. Ja wiem, że póki co to nawet niemam szans na tego
            typu sytuacja, gdyż nie jeżdże nigdzie daleko, tylko dom, praca
            ewentualnie miasto smile

            Niemasz szans na jakas broń? Chociazby pieprz w sprayu - cos takiego
            posiadam w schowku
    • osa551 Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 10:03
      Nie krzyczy, ale on akurat ma pecha bo:

      - stłuczkę miał moim samochodem
      - kamień mu rozbił szybę jak jechał moim samochodem
      - gumę złapał moim samochodem


      Jak wsiada w mój samochód i wraca potem do domu to tylko mi mówi - znowu Ci
      zatankowałem bo na oparach jeździłaś. A on ma chyba takiego pecha, że jak wsiada
      to akurat zaczyna się świecić rezerwa.

      Ja mam niepowodzenia typu - kochanie stoję w mega korku jedź odebrać dziecko od
      rodziców - no i wtedy on wzdycha i jedzie.
    • gaskama Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 10:07
      Nie umiem zatankować? Chyba żartujesz? I krzyczeć??? O co chodzi? A
      Ty na sojego krzyczysz, jak ma stłuczkę???
    • exylia Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 10:10
      Nie krzyczy, bo sama sobie potrafię poradzić w takich sytuacjach. Poza tym mój
      chłop ma więcej cierpliwości ode mnie i myślę, że to ja bym się na niego
      szybciej wydarła niż on na mnie.
    • chicarica Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 10:26
      Jakbym zadzwoniła i powiedziała "kochanie nie umiem zatankować" to chyba pękłby
      ze śmiechu wink
    • wieczna-gosia Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 10:43
      moj maz ma 5 dzieci i nie traktuje mnie jak 6. Zdarza mi sie popelnic glupote,
      wladowac sie w klopoty albo cos takiego, on ma wtedy nastepujace wyjscia:
      nic nie mowi
      czeka na moja reakcje- jesli ja sie sieje i mowi zem kretynka- dolacza sie i
      komentuje, jesli widzi ze mnie zdolowalo- bagatelizuje sprawe.
      Ja robie podobnie- staram sie nie dokladac mu jak widze ze go gryzie. Jak widze
      ze ma do bledu lekki stosunek- jezdze jak po burej suce i dogryzam.
      • wieczna-gosia przepraszam za literowki 09.09.08, 10:45
        nagle sie okazalo ze mam na tyle dlugie paznokcie ze musze nimi pisac a nie mam
        wprawy smile
        no wiec kiedy ja sie smieje i mowie zem kretynka to on sie dolacza smile od
        kretynek mnie nie wyzywa smile
    • beata985 Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 10:48
      jeszcze odnosnie tankowania-początki jak to któraś napisała trauma-
      jak się to ot trzyma i z czym sie to w ogóle je.
      razu pewnego, odpicowana-do pracy czy gdzieś tam, podjeżdzam na
      stację i zafundowałam sobie aromat oryginalnych perfum a'la ONlywink)
      nie pytajcie mnie co zrobiłam. najprawdopodobniej nacisnęłam cyngiel
      zanim wszadziłam rurkę do baku.
      Po jakimś czasie pracowałam na stacji...
    • lola211 Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 13:21
      Takie sprawy staram sie załatwiac sama.

      Raz mi sie zdarzylo ,ze zadzwonilam, zeby mnie sholowal.
      Jak by na mnie krzyknał(za co??) to by byla obraza majestatu na
      blizej nieokreslona przyszlosc.
    • jola9932 Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 13:31
      u mnie to mąż dzwoni że miał stłuczkęsmile ale ja nie krzyczębig_grin
      a jak złapał gumę to musiałam z zapasówką do niego dojechać bo z braku miejsca
      nie wozi..
    • luxure Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 13:37
      Tak sobie teraz próbowałam przypomnieć...w życiu nie słyszałam żeby
      mój chłop podniósł głos. Ja ...to zupełnie co innego. Mój chłop z
      tych co nawet kłócą się na spokojnie. Co mnie jeszcze bardziej
      wyprowadza z równowagi.
      Ale takiej sytuacji o jakiej piszesz jeszcze nie przerabiałam więc
      nie wiem, myślę że też by był opanowany bo to on uczył mnie jeździć
      jak sie poznaliśmy, nigdy się nie zdenerwował. Kilka miesięcy temu
      zarysowałam lusterka przy wjeżdzaniu do bramy. Pewnie widział ale
      zero komentarza.
    • babcia47 Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 14:05
      kiedy podrapałam sobie lakier (było ślisko i wjechałam bokiem na
      słupek bramy) wrzeszczał jak poparzony az mu musiałam przypomnieć,
      ze autko moje(majatek oddzielny) i guzik mu do tego, ale kiedy
      miałam powazny wypadek biegusiem przyleciał do miejscowości gdzie
      mnie shilowano i przedewszystkim sprawdzał czy ja jestem cała..potem
      zresztą bardzo sie opiekował, wszystko pozałatwiał i wogóle..
      Tankowanie nigdy nie sprawiało mi problemów, gumę złapałam 2 razy,
      zdarzyło się utknąć w zaspie, kilka razy zostawiłam samochód na
      światłach i trzeba go było odpalać "na pych"(małż zainstalował mi
      czujnik wreszcie)..ale to było w czasach gdy poprawiony makijaż i
      ładny uśmiech zawsze zwabiał jakiegoś męskiego pomagiera..smile)
    • aluc Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 14:21
      nie krzyczą
      być może dlatego, że zazwyczaj uprzejmie to ja zaczynam od dzikiego
      wrzasku "q, znowu nie mogę właczyć tego pi**** czegoś tam, zaraz
      oszaleję, tak, wiem, że nie możesz nic zrobić, ale się vq** to cześć"

      ja nie mam niepowodzeń, ja się stykam z bezczelną i zlośliwą tępota
      materii żywej i nieożywionej
    • anulkas86 Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 16:09
      No ja prawo jazdy mam od bardzo nie dawna, więc stłuczki jeszcze nie zdążyłam
      zrobić (odpukaćsmile) Ale mąż ma jakieś regularnie i ja na niego nie krzyczę więc
      on na mnie pewnie też by nie krzyczał.
      A co do tankowania czy łapania gumy to zielonego pojęcia nie mam jak to zrobić i
      co z tym zrobić. I dlatego póki co nie wyruszam nigdzie samochodem bez
      mądrzejszego kierowcy oboksmile
    • kawad Re: Czy wasi mężowie krzycza na was jak.... :) 09.09.08, 19:14
      Nie wyobrażam sobie kierowcy, który nie umie zatankować. To d... a
      nie kierowca. Tak samo jak kierowcą nie jest dla mnie osoba, kóra
      zna jedną trasę: praca - dom a gdzie indziej boi się jechać. Nie
      wiem co trudnego jest w tankowaniu????? Zmiana koła to też nie
      czarna magia.
      Moja koleżanka z pracy szczyciła się tym, że zawsze dzwoniła do męża
      gdy miała jakiś problem z samochodem. Nigdy nie tankowała, nie
      jeździła do warsztatów, nawet tyłem nie prakowała bo nie umiała.
      Robiła z siebie biedną dziewczynkę, którą trzeba się opiekować.
      Obecnie jej mąż jest za granicą i nie wróci. Pewnie znudziła mu się
      partnerka tylko z nazwy...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka