Witajcie...nie było mnie tu dosc dawno

Pisze, bo obserwuje u siebie jakies kurde ciągle zmęczenie i to nie
jest tak, ze to jest kwestia ostatnich tygodni czy miesięcy...Jak
dzieci były młodsze to tłumaczyłam sobie, że intensywnie organizm
przy nich pracuje, wstawałam do nich bardzo długo w nocy itp. Potem
tłumaczyłam sobie że organizm "nadgania" te wszystkie lata i pewnie
dlatego dalej jestem niedospana. A teraz? Naprawde bardzo trudno mi
rano wstac z łozka, kazdego ranka ten sam problem. W weekendy to juz
w ogole jakas masakra, bo nie udaje mi sie wstac przed 9.30. Potem
mi czas gdzies ucieka przez to ze tak pozno wstaje i nie zdąze w
efekcie zrobic wszystkiego co zaplanowalam, wiec sie denerwuje i
kolo sie zamyka, bo sie niepotrzebnie nakrecam jakimis glupimi
nerwami- co tez męczy. W tygodniu, jak pracuje, to o 21.30 zbiera
mnie spanie przed telewizorem jak jakąś wiekową już kobiecine...NIe
wiem, czy to jest kwestia mojej wydolnosci, mojej postury? czy to
moze miec cos wspolnego? jestem bardzo szczupla i generalnie raczej
nerwowa i zestresowana. A moze po prostu źle planuje sobie dzien?
Tylko jak tu cos zaplanowac w tygodniu jak sie wstaje o 7 i wraca o
18? Wstawac jeszcze wczesniej? (niektore moje kolezanki tak robią!)
Zaczelam chodzic na pilates, bo myslalam ze to przez siedzący tryb
zycia moze...poki co zakwasy mam takie ze sie nie moge ruszac za
bardzo

Mozecie cos poradzic??