zawiodłam sie .

20.10.03, 22:21
2 miesiące temu urodziłam drugą corke.Starsza ma 12 lat.Miało być pięknie,mąż
miał pomagać.Niestety nie zdał egzaminu,jest nerwowy,drażni go płacz
corki,nie mogę nawet się wykapac gdyż nie potrafi małej uspokoic,o wyjściu
nawet do dentysty nie ma mowy.Mała przezzzzzz pierwszy mies.płakała na
dworze,raz poszedł na spacer i wrocił po 10 min.Paranoja,nie tak miło
być.Tłumaczy sie zmęczeniem-pracuje do wieczora i tym że nie umie jej
uspokoić.A ja co?Leżę?Też jestem zmęczona i wracam od lutego do pracy.Coraz
czesciej myślę że wolała bym byc sama,często płaczę.Co mam robić-porozmawiać
z nim?Niestety nic to nie daje
    • mrufkaa Re: zawiodłam sie . 20.10.03, 22:45
      Witaj,
      czy masz jakas mozliwosc pomocy poza mezem? mama, siostra, przyjaciolka?
      Wiesz, ja mieszkam w Londynie, nie mam tu zadnej rodziny, maz ma tylko brata.
      Bywaly takie sytuacje, ze obydwoje padalismy na twarz. Ja juz nie moglam po
      calym dniu z dzieckiem, on po calym dniu w pracy. I klocilismy sie bardzo, ja
      sie czulam taka samotna z tym wszystkim, taka przemeczona.... jak czytam Twoj
      post, to wracaja do mnie tamte uczucia. Mysmy, mimo wszystko, o tym rozmawiali,
      ja nawet plakalam...I wiesz, pomoglo mi to, ze widzialam, ze Alex sie staral.
      Nie bylo to z poczatku duzo, ale robil co mogl. Sam fakt, ze nie bylo mu
      obojetne, ze mi jest tak ciezko.... Choc w sytuacjach podbramkowych, tzn.
      srodek nocy, Julka wyje, to zwykle ja odpuszczalam i posylalam go spac. A wtedy
      wstawal rano z poczuciem winy i dawal mi odespac, tyle ile mogl. Ja wiem, ze to
      truizm, ale zawsze, gdy dalam mu odpoczac, on odciazal mnie przy nastepnej
      mozliwej okazji... Az dzidzia urosla, usiadla, zaczela raczkowac i juz w ogole
      mamy inny nastroj w domusmile))
      • new5 Re: zawiodłam sie . 20.10.03, 23:12
        Fajnie ze napisalas.Niestety nie mam nikogo.Tesciowa mieszka obok w bloku ale
        ja jejnie cierpie.Nawet do nas nie przychodzi.Starsz corka nie raz wyjdzie na
        dwor z mala jak robie porzadki.Ja najlepiej czuje sie w domu sama.Tak jak
        kiedys cieszylam sie na wekend tak teraz marze aby szybko miną i żeby mąz
        poszedł do pracy bo i tak mi nie pomoze tylko przeszkadza i denerwuje mnie.Nie
        raz nawet myslałam o rozwodzie-może to nie powod ale czasami jest mi ciezko,nie
        fizycznie tylko nie moge tego zrozumiec dlaczego on taki jest.
    • addria Re: zawiodłam sie . 21.10.03, 07:58
      Doskonale Cię rozumiem i rozumiem też Twojego męża, a to dlatego, że u nas było
      podobnie.
      Przez pierwsze dwa, trzy miesiące mąż był zdezorientowany i choć starał się
      dobrze spełniać swoją "powinność", to nie za bardzo mu to wychodziło wink
      Synek miał kolki i ciągle płakał, ja w zasadzie nie wychodziłam z domu, no
      chyba że na spacer (na którym też często całą drogę synek płakał), jak szłam do
      łazienki się umyć, to za chwilę mąż pukał w ścianę, że dziecko płacze, a on nie
      potrafi go uspokoić. Tak właśnie było.
      W pierwszym okresie mąż czuł się trochę bezradny, nie wiedział za bardzo jak
      się obchodzić z maluszkiem i dlatego wolał pewne rzeczy zostawić mnie. Też mnie
      to denerwowało, jak szłam do łazienki i w biegu musiałam się myć, bo
      wiedziałam, że za chwilę będę lecieć do dziecka. O nadprogramowym wyjściu z
      domu nie było nawet mowy!
      Mimo to starałam się męża zrozumieć i rozumiałam, chociaż nieraz dostał bluzgi
      za to pukanie w ścianę wink), no ale starał się jak mógł.
      Dopiero około 3-4 miesiąca było lepiej, mąż poczuł się pewniej, zaczął się
      więcej zajmować synkiem i zaczęli się do siebie jeszcze bardziej zbliżać
      emocjonalnie. W tej chwili (synek ma prawie 2 latka) mąż wspaniale się nim
      zajmuje, potrafi wszystko prz nim zrobić, od ugotowania zupki, po zmianę
      pieluchy.
      Daj mężowi trochę czasu, mężczyźni trudniej przyzwyczajają się do nowej
      sytuacji. Boją się, że mogą nie sprostać obowiązkom, nie wiedzą co zrobić jak
      dziecko płacze (praktycznie bez powodu), jak zrobi kupę, czy jak mu się uleje,
      a tu jeszcze praca, żona zła (bo przemęczona) i wogóle tragedia w 100 aktach ;-
      )
      Wiem, że w tej chwili jest Wam ciężko, Ty czujesz się osamotniona w tym
      wszystkim i masz żal, ale może jednak spróbuj na to spojrzec od tej drugiej
      strony.
      Córcia rośnie, z każdym miesiącem będzie lepiej. Mąż się w końcu oswoi, daj mu
      jeszcze troszkę czasu, ale nie pobłażaj, niech uczestniczy w opiece nad
      córeczką, chociażby nieudolnie, ale niech z Tobą kąpie, niech wyjdzie czasem na
      spacer, albo chociaż niech przejmie narazie część innych, domowych obowiązków.
      Trzymaj się i nie daj się złym nastrojom.
      Będzie lepiej smile
    • mag_p Re: zawiodłam sie . 21.10.03, 08:50
      Wiesz ,wydaje mi się , ze wiem co czujesz. Swego czasu tez to miałam. Ale
      spróbuj spojrzeć na to z innej strony. Jesteś zmęczona i masz prawo sie
      denerwować ,.,Ale ( nie usprawiedliwiam Go), pomyśl, ze On jest tez zmęczony i
      jeszcze dochodzi frustracja - ON NIE DAJE SOBIE RADY Z DZIECKIEM.
      Miął być wspaniały , może nawet chciał - ale to maleństwo i fakt , ze nie
      potrafi go uspokoić przerasta Go. Może przez to czuje się nawet pokonany ( w
      swej męskiej ambicji) i ma DUZY problem z tym. Może czuje się odsunięty -
      gorszy. Bo Ty sobie radzisz z dzieckiem ON nie.
      Niektórzy ludzie tak maja . Nie potrafią sobie poradzić z problemem , lub nie
      radzą sobie w pierwszej chwili - to się wycofują, uciekają.
      Może porozmawiać - ze zmęczenie niczego nie tłumaczy -TY TEZ JESTES ZMECZONA!
      Niech chwile pobawi się z mała , postara się . Powiedz wprost – tobie łatwiej
      ja uspokoić , bo wy więcej czasu ze sobą spędzacie. Jeśli zacznie więcej czasu
      poświęcać malej , to powoli i jemu będzie łatwiej. Opowiedz jak najlepiej można
      mała zabawić, ale tak mimo chodem nie w formie nauki . NP Wiesz zauważyłam
      ostatnio , ze mała lubi....". I mów to nie wtedy gdy bawi się z dzieckiem , ale
      gdy rozmawiać o niczym...
      Może to nie są najlepsze pomysły - ale chodzi mi o to, byś w sposób dla niego
      niezauważalny , pomogła mu rozwiązać problem związany z opieka nad mała..


      To wszystko było przy założeniu , ze On chce , tylko mu nie wychodzi , wiec
      woli udać , ze jest zmęczony i nie chce

      Pozdrawiam
      Mag
      • ehhermiona Re: zawiodłam sie . 21.10.03, 09:26
        No chwileczkę, a starsza córka? 12-latka powinna już umieć zrobic podstawowe
        zakupy, wyjść z dzieckiem w wózku na spacer czy popilnowac go, jeśli Ty się
        chcesz np. wykąpać. Chcesz iść do dentysty - bierz starszą za sobą i niech
        jeździ w wózkiem przed gabinetem. Moja córka ma 11 lat, a kiedy urodziło się
        moje drugie dziecko miała 6. I nawet wtedy potrafiła wyjść do sklepiku po
        drugiej stronie ulicy i kupić chleb czy mleko.
        Oczywiście, mąż też powinien się włączyć do opieki nad maluchem, ale pomyśl, że
        jeśli przez 12 lat nie było w Waszym domu niemowlaka, to on się po prostu boi.
        Czy i Ty nie masz wrażenia, jakbyś po raz drugi miała pierwsze dziecko? Dziecko
        2-miesieczne to naprawdę maluszek i wielu facetów odruchowo się odsuwa od
        takiej kruszynki, bojąc się, że nieopatrznie zrobią jej krzywdę. A jak było
        przy pierwszym dziecku? Czy mąż był inny? Może potrzebuje jeszcze trochę czasu
        na oswojenie się z tą sytuacją - w końcu drugie dziecko po tylu latach to
        naprawdę duży stres. Może było mu tak dobrze w Waszej "małej stabilizacji", że
        teraz boi się chaosu, który z pewnością przyniosło za sobą malutkie dziecko.
        Myślę, że po jakimś czasie Twój mąż zacznie brać udział w opiece nad dzieckiem,
        ale uważam, że przede wszystkim powinnaś "zaprząc" do pomoy starszą córkę.

        Pozdrawiam,
        Monika
        • danusia24 Re: zawiodłam sie . 21.10.03, 10:34
          ehhermiona napisała:

          > No chwileczkę, a starsza córka? 12-latka powinna już umieć zrobic podstawowe
          > zakupy, wyjść z dzieckiem w wózku na spacer czy popilnowac go, jeśli Ty się
          > chcesz np. wykąpać. Chcesz iść do dentysty - bierz starszą za sobą i niech
          > jeździ w wózkiem przed gabinetem. Moja córka ma 11 lat, a kiedy urodziło się
          > moje drugie dziecko miała 6. I nawet wtedy potrafiła wyjść do sklepiku po
          > drugiej stronie ulicy i kupić chleb czy mleko.
          > Oczywiście, mąż też powinien się włączyć do opieki nad maluchem, ale pomyśl,
          że
          >
          > jeśli przez 12 lat nie było w Waszym domu niemowlaka, to on się po prostu
          boi.
          > Czy i Ty nie masz wrażenia, jakbyś po raz drugi miała pierwsze dziecko?
          Dziecko
          >
          Czegoś tu nie rozumiem - 12-letnia dziewczynka ma się odnaleźć natychmiast
          jako starsza siostra a ojciec, który w końcu najbardziej "przyczynił" się do
          tej sytuacji - ma mieć na to wiele czasu. Pozatym taka 12-letnia dziewczyna ma
          już też wiele obowiązków szkolnych a i tak można wywnioskować, że wiele
          pomaga. Nie ja myślę, że musisz zacząc jak najwięcej angażować męża - a to, że
          niemowlę często płacze to w końcu normalne i nie usprawiedliwia postępowania
          tatusia. Zresztą jeżeli nie chce zajmować się dzieckiem niech cię odciąży w
          innych pracach - zawsze można znaleźć wyjćie - chyba, że jemu taka sytuacja
          odpowiada.
          • ehhermiona Re: zawiodłam sie . 21.10.03, 11:07
            Nie, Danusiu, nie natychmiast ma się odnaleźć i nie o to chodzi, aby zapałała
            nagle wielką miłością do rodzeństwa,ale żeby jednym z jej obowiązków stało się
            pomaganie mamie tam, gdzie tego potrzebuje, a więc akurat teraz przy dziecku.
            Argument "ona ma naukę" do mnie nie przemawia, bo jeśli będziemy dorastające
            dzieci traktować na zasadzie "nic nie musisz robić,tylko się ucz, bo taki
            jesteś biedny", to któregoś dnia obudzimy się z ręką w nocniku, bo
            kilkunastoletnie dziecko zacznie wychodzić z założenia, że nie musi robić nic,
            co by wymagało od niego większego wysiłku czy rezygnacji ze swoich
            przyjemności. I takim się właśnie stanie dorosłym. To, czy córka zamiast mamy
            obierze ziemniaki na obiad, zrobi zakupy po przyjściu ze szkoły albo kupi bułki
            rano, czy też wyjdzie z maluchem na spacer, to jest sprawa umowy. Jednak
            zdecydowanie powinna brać udział w życiu domowym, a nie "tylko się uczyć".
            • e.beata Re: zawiodłam sie . 21.10.03, 11:27
              hermiona a ja sie zgadzam z danusią.
              I ten niemowlak i 12 latka to dzieci.
              I starsza siostra nie powinna przejmować obowiązków taty, dlatego że on sobie
              nie radzi i nie chce radzić.
              Pomóc owszem, z tym się zgadzam. Ale ta mała przecież pomaga.
              Ale np. jeżdzenie z wózkiem pod gabinetem wink podczas gdy tata siedzi przed TV
              to jednak przesada. Skoro 12 latka może jeździć z wózkiem, to tym bardziej
              dorosły mężczyzna.


              • ehhermiona Re: zawiodłam sie . 21.10.03, 14:46
                eBeato, nigdzie nie jest napisane, że mąż siedzi przed tv, a raczej, że pracuje
                do 18-19-tej. To naprawdę mało czasu,aby oswoić się z dzieckiem. 2-miesięczny
                niemowlak dopiero co przestał być noworodkiem i naprawdę mało który facet od
                razu entuzjastycznie się zajmie takim małym stworzeniem. A jeśli maluch jest
                karmiony piersią, to oczywiste jest, że to mama potrafi uspokoić. Mój mąż był
                chętny do pomocy, ale i on nie potrafił sobie dać rady, gdy nasz synek płakał.
                Ja też musiałam się kąpać w biegu i robić obiad na trzy raty. Nigdy natomiast
                mi nie przyszło na myśl, aby z tego powodu myśleć o rozwodzie. Ale może po
                prostu trzeba zacisnąć zęby i przeczekać? Przecież te pierwsze miesiące zwykle
                oznaczają prawie "niewolnicze" przywiązanie do dziecka, potem zwykle jest
                lepiej.
                New5 nie napisała, czy przy starszym dziecku też tak było - czy mąż również
                zachowywał się w ten sposób. A może ona sama wymaga od siebie za dużo? Można
                sobie odpuścić sprzątanie mieszkania czy prasowanie, a obiad nie musi być z
                trzech dań.
                Uważam, że mąż powinien brać udział w opiece nad dziećmi, ale może warto dać mu
                trochę czasu na oswojenie się z myślą, że czasy pozornej beztroski, pieluch i
                kupek się już skończyły. I porozmawiać. Bez krzyku i pretensji. Bez
                argumentu "zrobiłeś dziecko, to się nim zajmuj".
    • danusia24 Re: zawiodłam sie . 21.10.03, 12:00
      Beato - nic dodać nic ująć - dziewczyna napisała, że córka odnalazła się jako
      siostra i wiele jej pomaga niestety to ojciec nie potrafi albo nie chce się
      odnaleźć.
    • new5 Re: zawiodłam sie . 21.10.03, 12:23
      Dzieki,dziewczyny.Natalia naprawde mi duzo pomaga jednak z placzem malej sobie
      nie radzi.Wychodz na spacery- to naprawde duzo i po zakupy tez idzie ale nie
      zawsze moge ja angazowac.Maz tez nieraz naczynia umyje i podloge ale tylko w
      weekend w tygodniu nie ma mowy ,jak wroci z pracy ,wychodzi z psem;je obiad i
      niedlugo po tym zasypia-jest kolo 18-19.Alke to nie znacz ze ma nas przestawiac
      z kata w kat bo go placz drazni.Co bedzie jak ja wroce do pracy?Tez mam sie
      tlumaczyc ze pracuje i jestem zmeczona a co z mala?
      • kiciakicia Re: zawiodłam sie . 21.10.03, 12:52
        Jesli pozwolisz to podpiszę sie pod twoim postem. Ja równiez sie zawiodłam tez
        miało byc tak pieknie "bedę wychodził z małą na spacery a ty bedziesz się mogła
        w tym czasie zająć sobą pouczyć się"; "bedę jeździł z małą do mamy"; "będę sie
        nią zajmował" ale wtedy chyba nie wiedział co obiecuje. Efekt tego jest taki
        mała ma rok i 4 miesiące i to ja ciągle sie nią zajmuję. Dodam że pracuję (9-
        17) studiuje zaocznie (3 rok i licencjat) no i jestem przysłowiową gospodynia
        domową ale przede wszystkim jestem mamą. Sama nie wiem jak mam to wszystko
        pogodzić w zeszły roku miałam dziekankę więc nauka odeszła a teraz .... rozpacz
        Mąż pracuje w tych samych godzinachale po pracy to on ma prawo być zmeczony ja
        nie. Odkąd zaczęłam semestr to mała dosłownie zawiesza się na mnie jak tylko
        jestem w domu za każdym razem kiedy ubieram kurtkę wpada w panike i zaczyna
        płakać boi się że znowu nie bedzie mnie przez cały dzień - bo teraz juz wracam
        do domu jadę następnego dnia na wykłady nie nocuje w Toruniu (droga do zajmuje
        mi 1.4 H) Mąż więc został zmuszony do opieki nad małą chociaż w weekendy ale
        poza jestem tylko ja sama i też mnie denerwuje że on ma prawo polezeć na
        kanapie bo jest zmeczony a ja po pracy muszę dalej "pracować" tyle że w domu.
        Mała idzie spać o 21 potem szybko sprzatanie mieszkania i najczesciej
        prasowanie albo coś w tym rodzaju a gdzie nauka która juz się zaczęła chyba w
        nocy bo to jedyny wolny czas. Czas dla samej siebie nie znam takie stwierdzenia.
        Czasem myslę że było by mi lepiej gdybym była faktycznie samotna matką bo wtedy
        bym liczyła tylko na siebie a nie na to że może coś zrobi.
        Pozdrawiam Anita
        Ps pociesz się jesteś w lepszej sytuacji niż ja bo masz córkę która choć
        troszke ci pomoże
        • new5 Re: zawiodłam sie . 21.10.03, 13:11
          lepiej sie czuje jak czytam te posty,teraz wiem ze nie tylko moj maz jest taki
          jaki jest
Pełna wersja