Dodaj do ulubionych

Rozpada się - tylko nasz problem?

21.07.05, 18:19
Cytat z magazynu dla kobiet:
Mam małe dziecko
To nie przypadek, że tak wiele związków rozpada się rok po urodzeniu
pierwszego dziecka. Zaburzenia seksualne ma wtedy prawie 86 procent kobiet.
Najczęstsze powody to przemęczenie i miłość do maleństwa, która każe
nasłuchiwać z niepokojem każdego szmeru, dochodzącego z jego łóżeczka. Wpływ
na poziom libido mają też hormony. Stosunek płciowy może być w tym czasie
bolesny (bo ścianki pochwy są cienkie i nie produkują dostatecznej ilości
nawilżającego śluzu). Nic dziwnego, że tracisz chęć na seks.
Poproś o pomoc lekarza

Wydaje mi nasze kobiety prędzej odsyłają swoich partnerów do diabła (czytaj w
cęce innej) niż pojdą z tym do lekarza.
Na wszystko gotowa odpowiedź: ty myślisz tylko o seksie. A tak naprawde to ja
myśle tyle co kiedyś to ty przestałaś mysleć o tym zupełnie.
Obserwuj wątek
    • kas2 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 19.08.05, 11:16
      to pobadz z dzidzia troche daj zonie odsapnac i czekaj cierpliwie a jak nie to
      niestety nie nadajesz sie na ojca i meza ja po 12 godzinach z maluchami nie mam
      juz sily ani oczoty na nic poprostu wysiadam sprobuj zobaczysz ale po co???\\

      • ak70 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 19.08.05, 13:48
        Faceci uwazaja, ze ich zony po calodziennym zajmowaniu sie dzeckiem i domem
        powinny byc jeszcze piekne, pachnace i chetne na seks. Nie da rady... Z calym
        szacunkiem do wszystkich panow, ktorzy jak moga pomagaja swoim zonom (a jest
        ich niestety garstka) - nie macie zielonego pojecia jak to jest byc po porodzie
        i przezywac stres zwiazany z wychowaniem dziecka. Wiem, ze sa kobiety, dla
        ktorych dziecko nie jest najwazniejsze - ma byc czyste, nakarmione i spac - ale
        dla wiekszosci to jest olbrzymia odpowiedzialnosc, zwiazana z czesto
        sprzecznymi emocjami i z dodatkowymi, meczacymi obowiazkami. Oczekujemy od
        naszych partnerow, aby zapomnieli na chwile o swoim rozbudowanym "ego" i
        popatrzyli na swiat przez pryzmat calodobowej opieki nad maluchem. Moze warto w
        sobote lub niedziale zostawic tatusia na caly dzien z dzieckiem, a samej wyrwac
        sie z domu na spacer i kawe z kolezankami - niech sie przekona na wlasnej
        skorze jak to jest, moze dzieki temu cos do niego dotrze i nabierze do nas
        wiekszego szacunku i zrozumienia.
        • qsa Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 24.08.05, 09:48
          Jak moge pomagam zonie, i efekt jest raczej taki jakbym i nie pomagal. Pracuje, po pracy opiekuje sie dzieckiem ile tam moge, w nocy tez wstaje na zmiane, w weekend jak wolny dzien mam to praktycznie i caly dzien sie dzieckiem zajmuje, obowiazki domowe tez na spole, i moge byc potem jeszcze "chetny". Choc w sumie ostatnio juz zaczynam chyba tej checi miec coraz coraz mniej, juz mi sie nie chce sluchac "nie". Niestety raczej to jest tak ze dziecko kobietom na glowe pada (predzej pewnie hormony, ale jakie to ma znaczenie) i tak na prawde to raczej nie ma znaczenia czy maz bedzie pomagal czy nie, i tak schodzi dla zony gdzies na daleki plan, choc wyjatki kobiet na pewno sa, ale to co widnieje na forach raczej potwierdza, ze taki jest ogol.
          Takze wiem jak to jest zajmowac sie dzieckiem caly dzien, zajmowac sie domem i wiesz co ak70, "nie rozumiem" jednak kobiet.
          • syla113 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 17.10.05, 11:01
            bo nie nosiles nie urodziles nie musisz schudnac nie rozumiesz co czuje matka,
            nie rozumiesz ze kobieta musi dojsc do siebie ze wie ze jest zanidbana i musi
            to zmienoc i w zwiazku z tym i mnostwem innych rzeczy jest tymczasowo
            niedysponowana!!!!!
            wkurzaja mnie faceci ktorzy nie maja zadnego szacunku dla kobiety.
            czy wy wogule wiecie jak hormony rujnuja nas kobiety po porodzie ? my same nie
            mozemy sobie poradzic .cierpilowsci
            • yeanne Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 18.10.05, 21:57
              rzygać się chce jak się to czyta - jak słowo daję!
              posiadam bliźniaki urodzone przez cc i karmione piersią. Pomimo braku śluzu,
              totalnego wymęczenia /jestem z nimi sama/ i buzujących hormonów, ochota na seks
              jest. A nawet jesli nie ma - lubię kiedy mojemu męzowi jest dobrze ze mną w
              łóżku
          • weronikarb Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 02.12.05, 13:39
            qsa a ja Cie w pelni rozumiem.
            Maz mi pomoaga, razem pracujemy. Jednak mimo wszystko i tak jestem zmeczona.
            Zal mi mojego meza bo wiem ze brakuje mu tej bliskosci.
            Staram sie walczyc z tym jak moge, maz na szczescie rozumie ze niby doszlam do
            siebie po ciazy ale nadal walcze z hormonami smile Za tydzien ide do gin, bo tak
            dalej byc nie moze.
            Porozmawiaj niech ci powie dlaczego? I razem znajdzcie rozwiazanie.
        • bf109g Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 24.08.05, 17:32
          > dla wiekszosci to jest olbrzymia odpowiedzialnosc, zwiazana z czesto
          > sprzecznymi emocjami i z dodatkowymi, meczacymi obowiazkami. Oczekujemy od
          > naszych partnerow, aby zapomnieli na chwile o swoim rozbudowanym "ego" i
          > popatrzyli na swiat przez pryzmat calodobowej opieki nad maluchem

          Ile to jest chwile? 3lata? 5lat? a może 18?
          Ego matki jest po urodzeniu dziecka w wiekszości przypadków nierozłaczne z
          dzieckiem. Czyli do partnera zostaw swoje ego i zajmij sie na pare lat moim
          (naszym ale tylko z punktu widzenia kobiety)

          > Moze warto w
          > sobote lub niedziale zostawic tatusia na caly dzien z dzieckiem, a samej wyrwac
          > sie z domu na spacer i kawe z kolezankami - niech sie przekona na wlasnej
          > skorze jak to jest, moze dzieki temu cos do niego dotrze i nabierze do nas
          > wiekszego szacunku i zrozumienia.

          Ani troche nie nabierze. Bo zachowa sie jak te kobiety co dziecko dla nich nie
          jest najważniejsze o których pisałaś, ma byc czyste, nakarmione i spać i nie
          zajmuje to całego dnia!
      • rapitus Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 24.08.05, 10:11
        kobiety maja ochote na seks gdy chca mieć dziecko, dzieci, poźniej już gdy
        maja dość obciążenia i czuja że wysiadaja , dla dobra żyjącego potomstwa w
        psychice załancza sie im taka automatyczna blokada - NIE

        taki jest juz swiat i tyle

        lekarstwem na to wszystko jest nie pić wogle alkoholu, pewnie wielu pomysli ,
        że to nie ma zwiazku- czasem trzeba komus po prostu bez wyjasnień zaufać, bez
        tego tez może być fajnie

        pozdrowienia

        wojtas
    • borys32 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 25.08.05, 12:33
      Ej panowie,
      pisałem o tym kilka razy, napiszę jeszcze raz.
      Inaczej postrzegamy sex niz kobiety. Nam wystarczy że zobaczymy ładny biust czy
      zgrabny tyłeczek i już nam się chce. Jeśli dłużej tego nie mamy chce nam się
      bardziej. Proste.
      Kobieta najpierw musi się sama sobie podobać. Umalować, uczesać,
      ubrać, "upachnić" (żeby było na u- ). Następnie oczekuje gry wstępnej.
      Wychowani na Wisłockiej wyobrażamy ją sobie jako powolne pieszczenie różnych
      miejsc na ciele. Jednak najpierw powinna ta gra wstępna odbyć się w głowie tzn,
      nastrojowa konwersacja, muzyczka, świece, winko (niby klasyka, wszyscy to
      wiemy). I gdy ona poczuje się kochana, pożądana, piękna, uwodzona i
      uwodzicielska (do wyboru lub wszystko razem) ma ochotę.
      A teraz praktyka.
      Przed dzieckiem miała na to wszystko czas, po urodzeniu jest zwykle taka
      rewolucja że bez względu na to czy mąż pomaga czy nie ona i tak nie ma ochoty
      bo nie ma czasu na wymienione wyżej punkty. Ponadto stały nasłuch czy dziecko
      nie płacze i inne.
      Więcej.
      Stale niewyspana, dom nie dokońca sprzątnięty, To nie tak miało być w jej
      małżeństwie. Jest znerwicowana i niezadowolona. Uwiązana do domu i dziecka.
      Pretensje do kogo? A kto zwykle jest pod ręką? A kto się przyczynił czynnie do
      tego że tak właściwie teraz jest nieszczęśliwa?
      I co obwiniony robi? Najbezpieczniej chodu z domu, do roboty, jakieś piwo z
      kumplami. A jak wróci to......
      Kolejny problem to oczywiście kobiety dużą część miłości przekazują dziecku
      olewając męża (ale obiektywnie małe jest mniejsze od nas i trzeba mu wybaczyć,
      a ponadto nie należy wykluczać że to nasz krewny). Jesteśmy o to trochę
      zazdrośni. Może nawet nie o tę małą osobę co o te czasy które były przed
      urodzeniem.
      Oczywiście jest też spadek libido po urodzeniu ale nie trwa to znowu tak długo.

      To był oczywiście zarys sytuacji,
      podejmę dyskusję na forum.
      pozdro
      • qsa Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 25.08.05, 12:54
        No tak, ile to razy się próbowało jak kiedyś, zrobić super kolację przy świecach, efekt taki że po kolacji dostaje się coś ala "nawet nie licz na to".
        Prezenty co jakiś czas, romantyczne smsy, itd. itd. I tak dalej dziecko przyćmiewa to wszystko, w sumie jak to też było "bo widać dziecko wypełnia jej potrzebę miłości".
        Oczywiste że dziecko nie jest tu winne, choć trudno czasem nie być na nie złe też za to, za co potem przychodzą wyrzuty sumienia.
        Mąż jeśli pomaga w domu i przy dziecku, to też jest zmęczony nic mniej, a jednak ma chęci i siły.
        Czy też zazdrość o czasy, tato chce też miłości tak jak dziecko, chciałby jej dostawać tyle samo co dziecko, po równo.
        Po czytaniu nie tylko tego forum, z tym czasem spadku libido to nie jest jednak chyba tak fajnie, pytanie co to jest nie tak dlugo: rok, dwa, dziesięć ??
        Najzabawniejsze jeszcze dyskusje o kolejnym dziecku, ciekawe jak, jesli libido jest prawie zero, no choc pewnie na wtedy wroci, ale to mi bardziej przypomina czysty biologizm jak zwierzatka, a nie milosc.
      • qsa Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 25.08.05, 13:14
        Przydałoby się chyba, żeby na zajęciach w szkołach rodzenia były też właśnie poruszane kawetsie kryzysu pierwszego dziecka, aby uzmysławiać te kwestie przyszłym matkom zawczasu. Kiedyś słyszałem że gdzieś tak właśnie pani położna radziła przyszłym matkom aby sobie nad łóżeczkiem powiesiły karteczkę, coś mniej więcej "Moje małżeństwo jest dla mnie najważniejsze".
        • sally.spectra Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 18.11.05, 13:58
          >Przydałoby się chyba, żeby na zajęciach w szkołach rodzenia były też właśnie
          poruszane kawetsie kryzysu pierwszego dziecka,
          aby uzmysławiać te kwestie przyszłym matkom zawczasu<

          *****************************
          Dlaczego tylko przyszlym matkom?!?
          Do szkoly rodzenia chodza tez przyszli ojcowie i im w takiej samej mierze
          powinni zostac uswiadamiani jaki maja wplyw na seksualnosc kobiety i caly
          zwiazek ciaza, hormony, przemeczenie, stres!! To tatusiowie sa najbardziej
          zaskoczeni i rozgoryczeni zmianami "pociazowymi".
      • bf109g Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 25.08.05, 13:38
        > Przed dzieckiem miała na to wszystko czas, po urodzeniu jest zwykle taka
        > rewolucja że bez względu na to czy mąż pomaga czy nie ona i tak nie ma ochoty
        > bo nie ma czasu na wymienione wyżej punkty.

        Dobbrze że na to zwróciłaś uwage bo w zasadzie 90% komentarzy kobiet skupia sie
        wokoło tematu "mąż nie pomaga". A moje doświadczenie jest takie że jak
        niewiadomo jak pomaga to nie ma to znaczenia. Kobieta chciałaby żeby mąż był
        równie idealnym wpatrzonym w dziecko ojcem jak ona matką. A tak z paru powodów
        nigdy nie będzie. Pół biedy jak jeszcze jest dziewczynka.
    • borys32 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 25.08.05, 16:18
      Taaak,
      Moim zdaniem geneza tego obniżonego libido przez dziesięciolecia jest
      następująca:
      Para, poznają się, okres fascynacji itd. Gdy spotykają się to się do tego
      przygotowują (ubierają, czeszą, perfumują) a następnie mają czas tylko dla
      siebie.
      Potem ślub.
      Miodowy okres. Zaczynają co prawda wchodzić w schematy pt. on pracuje, ona dom
      i czasem też pracuje ale sytuacja wiele się nie zmienia. Gdy spotykają się są
      tylko ze sobą. Godzinami rozmawiają, znają się, swoje potrzeby itd.

      Poczęcie.
      Pierwsze trzy miesiące zwykle OK. Potem zaczynamy odczuwać obecność dziecka ale
      w inny sposób. Kobieta je fizycznie czuje, zaczyna dbać o siebie, zmienia się.
      My obserwując to z boku przez skórę przeczuwamy kłopoty. Ona coraz grubsza,
      coraz bardziej skupiona na sobie a my zaczynamy czuć się odtrąceni. Bo to
      trzeba pomagać, zaczynamy być traktowani jak popychadło a o sexie zapomnij.
      Dobra, bierzemy na przetrzymanie, w końcu pół roku to nie wieczność a i
      poniekąd żeśmy się do tego stanu przyczynili.
      Urodziła.
      Pierwsze 2-4 tygodnie młyn. Pół biedy gdy małżeństwo jest skazane na siebie
      wówczas lepiej rozumiemy co się dzieje. Ale gdy pojawią się babcie, ciocie i
      inne zostajemy odstawieni i od żony i od dziecka.
      Po kilku tygodniach te opiekunki znikają i wówczas my mamy je zastąpić. Ni
      cholery nie wiemy jak. Wkurzona żona cały czas krytykuje: źle tzrymasz, za
      gorąca woda, za zimne jedzenie, jeszcze nie byłeś na spacerze, brak pieluszek,
      ja wszysko muszę robić, dlaczego ci nie wyrosły piersi i ja muszę karmić itd.
      A i sexu ci się chce, a tu nie odkurzone, prasowanie czeka...
      Instynkt samozachowawczy mówi: tak właściwie to trzeba na to wszystko zarobić
      więc chodu do roboty. Byle dalej z domu. Przetrzymamy i to.
      No i zaczynamy żyć koło siebie.
      Kobieta żyje dzieckiem, jest usprawiedliwiona, przez 24h jej życie toczy się
      wokół niego. Godzinami może opowiadać o nim. Temat jej życia.
      My to dziecko znamy po pierwsze o 9 mieś. krócej. Potem dalej bywamy odstawieni
      i nie będąc w temacie i nie żyjąc nim ile można słuchać jaka kupę zrobiło albo
      jak się ulało. Nie będąc fascynatem chemii też długo nie wytrzymamy opowieści o
      moczniku czy fosforanie wapnia. Nasze zainteresowania drastycznie się rozchodzą.
      My jesteśmy usprawiedliwieni bo trzeba zarobić, ona zajmuje się domem. Tylko
      nie mamy o czym pogadać. Gdy jesteśmy obrotni życie towarzyski prowadzimy w
      pracy lub po pracy tak że nam tego nie brakuje. Znikneła tylko gdzieś ta fajna,
      interesująca i piękna dziewczyna z którą żeśmy się ożenili. W jej miejcu jest
      matka dbająca o dziecko, gospodyni dla której odkurzanie i wyniesienie śmieci
      ważniejsze jest od nas.
      I co dalej?
      co mamy zrobić?
      może jakaś Pani napisze?
      • iurandum Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 25.08.05, 17:40
        Kobiety poszukują w życiu bliskości a faceci seksu. Kobiety za pomocą seksu
        doświadczają bliskości od swoich partnerów, ale po urodzeniu dziecka sytuacja
        zmienia się diametralnie. Bliskość jaką zapewnia urodzone dziecko jest nagle
        wystarczająca i partner najczęściej przestaje być uczuciowo potrzebny. Taka
        nieuświadomiona sytuacja jest bardzo częsta i osłabienie libido często jest
        tylko dodatkiem.
        • rapitus Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 25.08.05, 22:22
          jeszcze raz, chłopaki, są na swiecie rzeczy o ktorych sie największym filozofom
          nie sniło, nie wolno pić alkoholu, bez miego też może być fajnie


          kurcze niech niech choć jeden z was załapie, bo to trzeba załapać


          a nasze dziewczyny, są mądre, i po urodzeniu dziecka , dzieci wiedzą czego
          chcą, w wiekszości wiedzą, znaja kolejny etap ludziej ewolucji, to nie jest
          tak że sie stoi w miejscu, tu pokłon dziewczyny w waszą stronę, mało tego ,
          nie dość że wiedzą , to jeszcze zdają sobie sprawę z możliwej przyjemności do
          osiągniecia, ale do tego rzeczywiście trzeba aby dwie strony chciały.
          oczywiście nie wszystkie kobiety biorą w tym udział, ale to sa rzeczy o
          których sie nie sniło najwiekszym filozofom,

          trzeba tylko troche uruchomic swoja wyograźnie, a nie tylko seks i seks, on
          jest fajny i ofszem, ale.........

          na to trzeba samemu wpaść, wiec nie pytajcie


          nie wolno pić alkoholu, wogóle


          tez może byc fajnie


          wojtas
          • qsa Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 26.08.05, 11:06
            Tylko ciekawe gdzie jest tez instynkt samozachowawczy kobiet, maja takiego kogos przy sobie kto zarobi na zycie, pomoze, itd. a w taki sposob prowadza do tego zeby zostac same ze wszystkimi problemami. No i oczywiscie potem to jest jaki ten facet wstretny, zdradzil, zostawil kobiete z dzieckiem i znalazl sobie inna, a nikt nie pomysli choc chwile dlaczego, moze w tym wszystkim to on jest ofiara.
            Jak narazie jakos kobiety nie chca za bardzo podjac z tym wszystkim tu dyskusji, szkoda, moze w koncu zrozumialbym o co w tym wszystkim chodzi im.
            • iurandum Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 26.08.05, 13:21
              Burza hormonalna w organizmie kobiety powoduje stan podobny do zakochania,
              człowiek nie myśli wtedy racjonalnie. Inne problemy się nie liczą. Pół biedy
              jak w takim stanie są obie osoby, znacznie gorzej jak tylko jedno z partnerów
              (bo spotkałem się że i faceci zakochiwali się na zabój w córeczce a mama była
              obojętna i chciała żyć jak do tej pory: dziecko nakarmione, przewinięte,
              położone spać i wystarczy uwagi).
              Dziecko zwłaszcza syn dla wielu kobiet jest idealnym zamiennikiem partnera:
              wypełnia potrzebę bliskości, jest zależne i podporządkowane (potrzeba władzy)
              daje się kształtować (ile z kobiet zadręcza się że nie jest w stanie zmienić,
              wychować męża), zawsze wysłucha, mama jest dla niego najważniejsza. Przez
              pierwsze lata instynkt macierzyński jest przy tym dużo silniejszy niż seksualny.
              To też forma egoizmu. Zaspokojenia własnych potrzeb pod pozorem rzekomych
              potrzeb dziecka (Hellinger).
              No i zostają same.
              A winny zawsze i tak jest facet.
              Bo macierzyństwo to sacrum z którym nikt nie będzie dyskutował.
              A potem z takich dzieci wyrastaja mamisynki nad którymi załamują ręce następne
              pokolenia kobiet - ich potencjalne partnerki.
              Partnerstwo jest sztuką - także panowania nad własnymi instynktami. A nie każdy
              rodzi się utalentowany...
              • ewa216 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 27.08.05, 12:35
                Niektórzy z Was piszą o kolacji przy śiwiecach itd. I super tylko musicie
                wiedzieć , że każda kobieta zorientuje się, że nie chodzi Wam o wspólne
                spędzenie czasu tylko o to co będzie potem. Spróbujcie tak: kolacja, dłuuugie
                rozmowy (okażcie zaiteresowanie jej osobą, jej myślami itd) a po kolacji nie
                oczekujcie seksu tylko zróbcie żonie zwykły masaż pleców i idźcie spać.
                zobaczycie ze podziała po pewnym czasie.
                pozdrówki
                • bf109g Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 27.08.05, 18:23
                  Zaraz zaraz, jak nie ma wspólnych potrzeb pragnień potrzeb, to po co sie męczyć
                  razem?
                  Skoro inne podnieca myśl o intymnych chwilach ze mną a moja żona widzi tylko
                  opiekuna dla dziecka, moze niech sobie poszuka takiego co krecą dzieci i razem
                  bedą sie opiekowali.
                  Skoro ona ma w dupie moje potrzeby dlaczego ja musze padać na kolana przed jej
                  potrzebami?
                  Ja też ma swoje hormony!
                  • ewa216 bf109g trudno się z Tobą nie zgodzić tylko 27.08.05, 19:37
                    pytanie czy odpowiadało by Ci to że żona bzyka się z Tobą nie mając na to
                    najmniejszej ochoty? Myślę że może Twoja żona nie widzi w Tobie jedynie
                    opiekuna do dzieci tylko przestała czuć się atrakcyjną kobietą w Twoich oczach?
                    Mój facet często burczy do mnie w ciągu dnia, odzywa się nie tak jak powinien,
                    a wieczorem jest wielce zdziwiony że nie mam ochoty na sex.
                    Pozdrówki.
                • qsa Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 29.08.05, 10:35
                  Do ewa216: Czy chcesz wierzyc czy nie, wcale kolacja nie byla z myslem o wydebienu seksu, po prostu zeby moglo byc troche milo jak kiedys, zjesc, porozmawiac, poprzytulac sie, byloby cos jeszcze to by bylo, nie to nie. Sie czlowiek napracowal, zeby byla jeszcze niespodziewanie troche w takich warunkach (przy dziecku), i zamiast jakies dziekuje po kolacji takie haslo i do lozka spac. Kiedys takie kolacje, wieczory przy swiecach, niekonieczne w celu seksu, byly przez obie strony inspirowane, teraz mamusi juz nie w glowie zrobienie czegos takiego samej, pomyslec tez cos troche zamiast tylko o sobie i o dziecku tez cos troszke o swoim mezu, sprawic mu tez jakas przyjemnosc.
                  Fajnie bybylo milo wspolnie spedzic czasem troszeczke czasu, bez myslenia chwile o dziecku, ale o sobie nawzajem, no ale mamie w glowie juz tylko jedno.
                  • ewa216 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 29.08.05, 11:33
                    Jeżeli tak to faktycznie problem. Pisałam na podstawie własnych doświadczeń
                    kiedy mój niemąż myślał i mówił tylko o seksie. Były chwile że nie miałam
                    ochoty nawet się do niego przytulić bo wiadomo było, że to mu nie wystarczy.
                    Ale rozmowa miedzy nami dała wiele. Wyjaśniłam mu że czasami chciałabym by mnie
                    przytulił czy pogłaskał bez podtekstu erotycznego, że ja też mam ochotę na seks
                    ale pod taką presją każdemu się odechciewa. Zrozumiał i od tamtej pory było
                    super. Może spróbuj porozmawiać z żoną szczerze choć pewnie już to zrobiłeś.
                    Pozdrówki i mam nadzieję, że jakoś dojdziecie do porozumienia.
                    • bf109g Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 29.08.05, 12:07
                      > ale pod taką presją każdemu się odechciewa. Zrozumiał i od tamtej pory było
                      > super. Może spróbuj porozmawiać z żoną szczerze choć pewnie już to zrobiłeś.

                      Zrozumiał i od tej pory popęd seksualny przestał go zupełnie dotyczyć?
                      • ewa216 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 30.08.05, 20:54
                        Nie!!! Tylko potrafił zachowywać się normalnie, a nie sugerować mi każdym
                        gestem że chce się kochać. Od tego momentu to mi się poprawiłosmile jego popęd
                        się nie zmienił. A ostatnio mamy małą zamianę ról i to ja chcę częściej ale
                        wiem, że ciężko pracuje, często wraca ok 23.00 i jest zmęczony.
                    • qsa Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 29.08.05, 12:33
                      Pytanie gdzie jest granica presji, bo sadze ze dla takich mam to raz na tydzien wzmianka juz jest spora presja i jest to dla nich myslenie juz tylko o jednym. Do przytulanek, glaskania to tez nie specjalnie jest ochota, dziecko "zaspokaja potrzebe milosci", w tym takich rzeczy, wiec po co.
    • kasia9939 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 27.08.05, 23:30
      Z perspektywy kobiety wygląda to tak...
      facet po kilku latach małżeństwa rzuca - np. kiedy ja zmywam w kuchni, albo
      prasuje ciuszki małego, albo właśnie usiadłam po 10 godz. ciężkiej pracy
      fizycznej z dzieckiem "co myslisz skarbie o szybkim numerku", albo jeszcze
      gorzej - "kochanie może zrobiłabyuś mi małego loda".... I co? Ona ma się słodko
      odśmiechnąć i lecieć zrzucając po drodze ciuszki? Kiedy jeszcze była zakochana
      pewnie i by poleciała, ale teraz .... i do tego kiedy ma inną małą istotkę,
      którą darzy - wierzcie mi - nigdy dotąd niespotkaną, bezinteresowną i
      bezgraniczną miłością - wystarcza jej przytulenie się do bobaska, żeby
      zaspokoić ewentualne potrzeby bliskości. I ... niestety często dziecko jest po
      prostu wytłumaczeniem zamiast sławnego "bólu głowy". A obniżone libido - jest
      i owszem ale wynikające tylko i wylącznie z niezbyt dobrych relacji miedzy
      małżonkami. I nie chodzi tu o pomaganie. To słowa szyfry. raczej chodzi o
      docenienie tego co ona robi. Pochwalenie za jej poświecenie i kobiecosc. Jeśli
      facet rzeczywiście potrafi zapewnić kobietę, że jest pożądana i kochana a nie
      chce tylko ulżyć swoim hormonom, to z pewnością nie musi namawiać swojej żony
      na seks. Jeszcze sę od niej nie opędzi... ale niestety często jest tak, że
      facet mimowolnie patrzy na nią po ciąży inaczej i ona to czuje i czuje, że
      staje się coraz mniej atrakcyjna i godna pożądania. Do tego jest nieszczesliwy,
      ze musi jej pomagac, co wychodzi jeszcze gorzej niz jesli w ogole nieczego by
      nie robil... A przy tym jest jeszcze maluch, który daje tak wiele... i koło się
      zamyka.
      U mnie tak nie jest, choć mój mąż należy do tych typów, o których wspommniałam
      na początku. Ja jednak próbuje bez tego dawać dużo bliskości i cieszę się, że
      seks po ciązy jest dużo fajniejszywink)
      • bf109g Re: Rozpada się - tylko nasz problem?Rozwiązanie? 28.08.05, 00:25
        Z tego wnoisek: one potrzeb seksualnych prawie nie mają, a potrzebę bliskości
        zaspokajają gdzie indziej. Idź ty chłopie i swoje potrzeby zaspokój gdzie
        indziej (do budelu, obskocz niedopchnięte kolezanki z pracy)tylko tak zeby nie
        dowiedział się o tym i nie zatruwaj życia swojej ślubnej, bo inaczej będziesz
        chodził zły i naburmuszony i realacje jeszcze bardziej sie popieprzą. Bo
        jeszcze nie widziałem faceta na seksualnym głodzie tryskającego radością i
        widzącego same pozytywy w otaczającym go świecie. A wtedy jak wrócisz do domu
        wykrzesaj z siebie co najlepsze. Bo i tak nie ma gorszej trucizny niż ciągłe
        okazywanie sobie niezadowlenia żalów i rozczarowania.

        Kiedyś już to w zasadzie słyszałem od kumpli z pracy. Starszych. I myślałem że
        są głupkami. A wychodzi po latach że głupkiem idealistą byłem ja
      • ak70 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 28.11.05, 12:04
        Kasia9939 napisała:

        > raczej chodzi o docenienie tego co ona robi. Pochwalenie za jej poświecenie i
        kobiecosc. Jeśli
        > facet rzeczywiście potrafi zapewnić kobietę, że jest pożądana i kochana a nie
        > chce tylko ulżyć swoim hormonom, to z pewnością nie musi namawiać swojej żony
        > na seks. Jeszcze sę od niej nie opędzi... ale niestety często jest tak, że
        > facet mimowolnie patrzy na nią po ciąży inaczej i ona to czuje i czuje, że
        > staje się coraz mniej atrakcyjna i godna pożądania.

        No właśnie... kiedy facet dobiera sie do żony, której na codzień okazuje, że
        nadaje się tylko do dzieci i garów, niech sie nie dziwi, że ona tak reaguje!
        Kiedy facet nie docenia kobiety i jej starań, tylko wypomina jej wieczorem
        (kiedy ona jest najbardziej zmęczona po całym dniu zasuwania), że nie kupiła
        tego czy tamtego (bo po prostu jej to umknęło lub uwazała, że ta ilość, która
        jest, wystarczy), że podłoga nie umyta lub nie przyszyty guzik do koszuli - a
        potem pyta o seks, no to sorry, ale nie tędy droga!
        Kiedy jeszcze daje jej ultimatum: będziesz się ze mną kochać, albo znajdę sobie
        inną - to już jest gwóźdź do trumny ich związku. Bo przecież łatwiej stawiać
        wymagania niż pomyśleć co i dlaczego jest nie tak, co JA mógłbym zmienić -
        prawda Panowie?? Lepiej zwalić winę na kogoś, kto nie wyrabia na zakrętach, bo
        tyle ma pracy i na dodatek nikt jej nie docenia, na kogoś, kto czuje się
        brzydki, gruby, niekobiecy i przegrywa w porównaniu z fotomodelkami z kobiecych
        pism - niż zrobić coś, aby to zmienić!
        Panowie... więcej empatii, a mniej narzekania, więcej konstruktywnych działań i
        rozmów!
    • joga250 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 28.08.05, 18:51
      ooo wiec problem istnieje a myslalam ze tylko ja jestem zla oziebla zona, ktora
      to nie ma ochoty. coz moj staz malzenski jest krotki i nie znam tez zbyt duzo
      malzenstw a jak juz to nie rozmawiamy na podobne tematy...
      z moim mezem kochamy sie a raczej "robimy to" hmmm mozna by policzy na palcach
      obu rak jak czesto w miesiacu a na jednej ile ja mam z tego przyjemnosci czasem
      po prostu zeby mniec spokoj bo mysle se ze on MUSI to robic bo inaczej nie wiem
      oszaleje czy cos wink
      problem zaczal sie jak zaczelismy ze soba mieszkac ot tak juz nie mialam
      ochoty, wczesniej moglam to robic non stop przez caly dzien tylko wtedy nie
      mielismy calego dnia tylko raptem pare godzin...
      nie wiem dlaczego tak sie dzieje z nami kobietami mi wystarczy ze maz jest moge
      sie przytulic popiescic ale zeby od razu sex big_grin ale dlaczego WY musicie i skad
      bierzecie na to ochote non stop tez bym tak chciala ale nie moge i juz, nie
      uwierze w to ze potrzebujecie bliskosci i terefere...
      Pozdrawiam
      • corolla1 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 30.08.05, 00:52
        U mnie tez jest ten problem. Niestey dla mnie seks moze nie istniec....Jesli
        chodzi o mnie to bede rozmawiac ze swoja lekarka na ten temat, bo wiem, ze to
        we mnie siedzi. Zmiana nastapila po urodzeniu pierwszego dziecka.
        Ale chcialabym Was sie spytac dlaczego nie mozna z Wami pogadac na jakikolwiek
        temat bez wspominania o seksie....
        • bf109g Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 30.08.05, 09:10
          > Ale chcialabym Was sie spytac dlaczego nie mozna z Wami pogadac na jakikolwiek
          > temat bez wspominania o seksie....

          Rozmawiać - można.
          Budować wspólnej przyszłości - nie można.
          Dlaczego. Natura, instynkt, chemia. Tak jakby tobie kazać nie rozmawiać, mysleć
          cały czas o twoim dziecku, po prostu uznać że go nie ma. Byc może przeżyłabyś
          to, ale chodziłabyś kwaśna obrażona na byle co i rozżalona. Znasz to skądś?
        • qsa Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 30.08.05, 11:14
          Jasne ze mozna, nie generalizujmy ze kazdy facet mysli tylko o seksie, wlasnie fajnie by czasem bylo tak "porozmawiac", ale na inny temat niz dziecko i nie myslac przez ten czas o dziecku, ale tego juz niestety mamy nie potrafia.
          A ze myslimy o seksie. Jesli kocham zone, to jej pragne, milosc to rowniez porzadanie, jesli nie porzadam zony, to juz jest to raczej inna relacja a nie malzenstwo, zwiazek zakochanej pary. "Kochaj mnie, ale nie porzadaj", to jak mam kochac?? jak siostre ?? Chyba nie o to chodzi w takim zwiazku dwojga ludzi.
    • makoc Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 30.08.05, 09:55
      rozpada sie bo nie ma seksu? dla kobiet to absurdalne.Dla kobiet seks nie jest
      najwazniejszy! malzenstwo ma zapewniac kobiecie bezpieczenstwo, pomoc jej
      spelnic sie w roli matki, dac dom i rodzine. seks jest tylko "skutkiem"
      ubocznym. dla mezczyzn wrecz przeciwnie. stad te problemy. kazdy mysli tylko o
      sobie, a moze sprobowac jednak pomyslec o tym co potrzebuje nasz partner?
      • borys32 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 30.08.05, 11:21
        No i zaczynamy dochodzić do sedna.
        "sex jako skutek uboczny małżeństwa",
        "małżeństwo ma zapewnić kobiecie bezpieczeńswo, pomóc jej spełnić się w roli
        matki, dać dom i rodzinę".

        Do roboty. Potrzebny dom nad głową, coś do gara, coś na grzbiet. Od czasu do
        czasu pogłaskać żone, przytulić psa, pobiegać z dzieckiem.

        To co panowie, jednak dać się przekonać że bez kochanki ani rusz? (tylko
        panienki, te zamężne mają bezpieczny dom, dzieci i na pewno się nami nie
        zainteresują)
        • jasmina29 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 30.08.05, 18:33
          panowie, czy wiecie, ile kobiet marzy o seksie??? i mam tu na myśli zony z
          małymi dziecmi... ale skoro nie mozna się dogadać z własnym mężem, to co
          dopiero z obcym (to tak a propos kochanek i ... kochanków). moim zdaniem
          problem nie leży w kwestii ze jej wystarcza dziecko, ale w kwestii
          pourodzinowych nowych problemów, zamętu, obowiązków, braku czasu, obojga
          rodziców, nie tylko matek czy ojców. Jak mój sobie z niczym nie radzi, jest
          opryskliwy i nieprzyjemny, to i ja sobie moge o seksie raptem pomarzyć. A
          szkoda!

          lilypie.com/baby1/051026/3/5/1/+1[/img]
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=19052133&a=20295051
          • qsa Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 31.08.05, 11:22
            Pourodzinowe nowe problemy dotycza zarowno jednej jak i drugiej strony, i jakby wziac wszystkie problemy na siebie to i tak chyba znalazloby sie cos dalej do wymowek. Ja jednak stwierdzam ze jej wystarcza dziecko i tu jest cala kwestia, zreszta to slowa wielu mam.
            Podoba mi sie jak jeszcze w trakcie seksu, jak sie juz zdarzy raz na 2 miesiace, w trakcie nagle slyszysz "zaraz sie chyba obudzi", albo cos w tym stylu zwiazane z dzieckiem, odechciewa sie odrazu skutecznie. I jak tu nie stwierdzac ze w glowie tylko dziecko ??
              • iurandum Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 07.09.05, 09:56
                Najbardziej rozczarowujące jest to że jak wyczytałem w paru publikacjach na ten
                temat takie problemy przy dziecku dotyczą tym bardziej harmonijnych związków w
                których mężczyzna starał się zaspokajać oczekiwania i wychodzić naprzeciw
                potrzebom kobiety, starał się bardzo lub jak niektórzy piszą za bardzo.
                Kobieta spełniona w takiej miłości potrzebuje nowych uczuciowych wyzwań i nowego
                spełnieni i najczęściej staje się nimi miłość macierzyńska.
                Dranie co trzymają kobiety w niepewności, napięciu, zazdrości, przy dziecku
                wygrywają na tym, bo takie uczucie pozostanie na pierwszym planie.
                • alisek88 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 10.09.05, 08:34
                  czytam i oczom nie wierze - i te straszne rzeczy maja dotyczyc takze i mnie,
                  jak sie dzieciak urodzi? bogini, ratuj przed takimi frustracjami!!!

                  mysle, ze faceci tez nie bywaja w tym ukladzie bez winy - jak znam zycie to w
                  zwiazku dwojga ludzi podzial na "podla-babe-ktorej-tylko-dziecko-w-glowie"
                  i "biednego-wykorzystywanego-materialnie-i-emocjonalnie-faceta, ktory charuje
                  dzien i noc" jest zupelnie nieprawdziwy.
                  a czemu zaden z panow nie napisal, jak sie zachowywal wobec partnerki w czasie
                  ciazy i po porodzie: czyzby sama troskliwosc, opieka i adoracja, czy moze
                  jednak leki, frustracje i pretensje, ze zaciazyla?
    • misinka81 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 10.09.05, 19:14
      nie wiem, może jestem dziwna, ale........
      po porodzie nie straciłam ochoty na sex, a nawet przeciwnie: mam coraz większą
      ochotę...........
      chętnie sobie wyjdę wieczorem z mężem bez dziecka, nawet na całonocną imprezę
      oczywiście jeśli wiem, że mam z kim zostawić dziecko
      ale pewnie, że się rozpada, skoro mój mąż uważał, że jak już przyjdzie z pracy,
      to nic nie musi robić, bo musi sobie odpocząć, posłuchać muzyki, pograć w gry,
      odstresować się, posiedzieć na internecie...
      a nie wyjść gdzieś z dzieckiem i ze mną, pomóc mi w czymś, zająć się dzieckiem,
      podczas gdy ja coś innego zrobię...
      jeśli mąż nie może zrozumieć, że skoro karmiłam piersią, to nie mogłam
      wychodzić, a on w tym czasie wychodził sam (za moją zgodą) i przez to uznał,
      że ja już nie chcę wychodzić z domu, a jak poimprezował przez parę dni w
      akademiku, to uznał, że ma przechlapane, bo inni nie mają takich obowiązków, a
      on biedny, bo musi tyle rzeczy robić...
      wtedy nie mam ochoty na seks...nie dlatego, że mogę być zmęczona, ale dlatego,
      że czuję się olana i pozostawiona sama sobie, postawiona na którymś miejscu za
      jego przyjemnościami i w ogóle za JEGO prawem do samodzielnego życia
      tyle
    • your_and Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 14.09.05, 16:49
      A ja w innym magazynie znalazłem też gorzkie słowa na ten temat w któych jest
      dużo prawdy:

      Dzieci są w istocie największym zagrożeniem dla trwałości małżeństwa. Z
      przykrością trzeba przyznać, że te miłe małe istoty, które kochamy
      bezgranicznie, sprawiają, że małżeństwo znajduje się niekiedy nad przepaścią.
      Zwłaszcza wtedy, gdy jednym z istotnych powodów, dla których zawarło się związek
      było posiadanie dzieci. Rzeczywistość jest okrutna - w świecie, w którym oboje
      partnerzy są przepracowani, zestresowani i nie spędzają wspólnie zbyt dużo
      czasu, pojawienie się w rodzinie dzieci zwykle stresuje jeszcze bardziej i
      pochłania tę resztkę czasu i emocjonalnej energii, którą miałoby się dla partnera.

      Wychowanie dziecka to czas wielkiej próby i nieustannej walki o dobro i trwałość
      związku. Może to zabrzmi paradoksalnie, lecz jeśli chcesz, by dziecko
      wychowywało się w zdrowej i pełnej rodzinie, należy na pierwszym miejscu
      postawić dobro... współmałżonka, a nie dziecka.
      • adellante1 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 15.09.05, 10:18
        > Może to zabrzmi paradoksalnie, lecz jeśli chcesz, by dziecko
        > wychowywało się w zdrowej i pełnej rodzinie, należy na pierwszym miejscu
        > postawić dobro... współmałżonka, a nie dziecka.

        Chyba naprawdę chcesz by cię tu zlinczowano... No przecież jak dopadnie cię
        Towarzystwo Wzajemnej Adoracji Matek Polek to zaraz ci stos usypią... Heretyk...
        • your_and Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 15.09.05, 12:12
          Wiem że to iście heretycki głos...
          Pod tym heretyckim sztadarem pisze też współczesny guru psychologii Bert Helliger

          Dla związku ważne jest, ze ma pierwszeństwo przed byciem rodzicami, bowiem bycie
          rodzicami jest kontynuacja związku. Jeśli jakaś para ma trudności i prosi mnie o
          rade, wtedy często pytam: „Co ma dla was pierwszeństwo:­ bycie rodzicami, czy
          bycie para?”. Albowiem jeśli para ma dzieci, często bycie rodzicami zabiera cala
          energie i dla pary niewiele wówczas pozostaje. Miłość rodziców do dzieci karmi
          się miłością pary, jest jej kontynuacja. Jeśli wiec relacja pary znów może zająć
          pierwsze miejsce, wtedy udaje się tez lepiej bycie rodzicami. A przede
          wszystkim: dzieci, które widza, ze ich rodzice się kochają, czuja się bardzo
          szczęśliwe.

          Miłość szczęśliwa. Terapia par Berta Hellingera.
          • borys32 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 15.09.05, 20:35
            madrego czlowieka az przyjemnie poczytac
            tylko ze zwykle interesujemy sie tematem po... a nie przed...

            Madry Polak po ... pierwszej zonie????

            A wiecie ze ja tez zaczynam miec juz tego wszystkiego dosc?!
            Nie wiem czy to jesien czy brak polskich znakow?
            • alisek88 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 16.09.05, 01:12
              podpisuje sie pod tym, co pisze your_and: partner najpierw, bachorek potem.
              bachorek w cudzyslowiu = przeciez "wszystkie dzieci sa nasze". pewnie to
              nielatwe, ale moze nie da sie inaczej? mysle, ze dziecku byloby przykro
              uslyszec za lat 20: "moje malzenstwo sie rozpadlo, twoj tatus nie dorosl do
              swojej roli, ale ja poswiecilam dla ciebie wszystko" - w domysle: a ty potem mi
              sie zrewanzujesz.
              • golumello Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 24.09.05, 14:41
                Hellinger mądrze prawi...

                Bez wątpienia dziecko to próba dla związku: patrząc od strony ewolucyjno-biologicznej, małżeństwo jest po to, żeby dziecko wychować i usamodzielić, a nie po to, żeby kobieta (lub mężczyzna) zaspokajali swoje potrzeby emocjonalne - to się "załatwia" z partnerem. Bo potem dochodzi do takich absurdów, ze to dziecko jest dla rodzica partnerem, który daje mu siłę do działania, co się niestety wiąże z niczym nieuprawnionym obciążaniem tego dziecka dorosłymi problemami.
                Ja myślę, że warto o to aby związek był na pierwszym miejscu dbać - a jak jedna strona tego nie rozumie to tłumaczyć, bo często to błędy wynikają z nieświadomości wagi problemu i mechanizmu funkcjonowania związku a nie ze złej woli.

                -----------------------
                Bez odrobiny szaleństwa nie ma prawdziwego geniuszu.
                /Albert E./
    • edi77 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 30.09.05, 00:16
      Bolesna prawdasad Ja jesem wlasnie z tych zon, co swiata poza dzieckiem nie
      widza, tym bardziej ze to syn. Maz w ogole moglby nie istniec, gdyby nie to, ze
      przynosi kase. Wiem, ze robie zle, ale to jest tak silne uczucie, ze nie moge
      nad nim zapanowac. Wyobrazcie sobie, ze jestem z dzieckiem caly dzien i czesc
      nocy, a i tak zazdroszcze mezowi tych 4 godzin, ktore on spedza z nim w nocy,
      (zebym ja mogla lepiej sie wyspac). Dziecko jest jak narkotyk wciaga cie i nie
      myslisz o nikim i niczym, tylko ono sie liczy. Nie wiem, moze hormony to jakies
      naturalne narkotyki. Moze powinny istniec grupy psychoterapeutyczne dla kobiet,
      moze powinno sie robic jakies badania poziomow hormonu i jak jest za duzy to go
      neutralizowac (byloby to z korzyscia i dla meza i zony i przede wszystkim
      dziecka).
      W kazdym razie efekt jest taki, ze maz zaczyna lazic po sexczatach, na razie
      internet, a potem....wole nie myslec.
      A ja wiem, ze robie zle, ale nie mam sily z tym walczyc.
      Jednak dzieki Waszym postom troche otrzasnelam sie i zobaczylam jak wyglada to
      z punktu meza. Moze zawalcze, kto wie....
      • 30martyna Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 30.09.05, 09:45
        oj Edi77, ale się narobiło. To Twoje uczucie do dziecka nie jest zdrowe - żebyś
        go tylko nie wychowała na małego terroryste?! Ja, mam 3,5 miesięczną córeczkę i
        bardzo ją kocham, ale nie jestem zazdrosna o to, że 4 godziny spędza z ojcem!!
        ja, nawet tego nie mam - mąż pracuje od 8.00 do 22.00 i niestety nie ma czasu
        na bycie z małąsad W nocy nigdy do niej nie wstał, bo jest zmęczony! Myślę, że
        za bardzo Cie ten Twój facet rozpieścił i uważaj żeby Ci szybko nie zwiał. Może
        jak maluszek uśnie, to zainteresuj się mężem - spytaj co u niego? zrób pycha
        kolacyjkę i później bądź tylko dla niego - może i Tobie wróci miłość do męża.
        Życzę powodzenia i pozdrawiam Cie serdecznie
        • edi77 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 30.09.05, 19:28
          No wiem 30martyna, wiem...moze gdybym miala corke byloby mi latwiej...
          Sprobuje to troche naprawic. Dzisiaj kupilam mu (tzn mezowi) prezent z okazji
          Dnia Chlopca, powinien byc mile zaskoczony, bo nigdy tego dnia nie
          obchodzilismy, no i oczywiscie go wyprzytulamsmile
          Widzisz, moj facet to z tych co nie doceniaja sniadanek do pracy, wypranych
          koszul itp., ale za to jak gdzies wyjde bez dziecka,na caly dzien (rzadko sie
          to zdarza) ooo...to wtedy lata podjarany i mowi ze mi GPSa zalozy w
          samochodzie. On musi miec myszke, ktora bedzie mu caly czas uciekac,a on ja
          bedzie lapal. Musi czuc ze mnie moze stracic, a w tej sytuacji, gdy jest
          dziecko to raczej to nie mozliwe.
          Jedyne co moge jeszcze zrobic, to posluchac sie mojej kolezanki, ktora namawia
          mnie na studia podyplomowe, zajecia co drugi weekand, od pazdziernika, wiec nie
          za czesto ale moze wystarczy zeby myszke lapac...
          Pozdrawiam
          • your_and Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 06.10.05, 11:31
            Myślę ze zbyt wiele osób nie ma pojęcia że w ogóle jest coś takiego jak kryzys
            pierwszego dziecka, uważa że, (szczególnie kobiety) że dziecko może jedynie
            zbliżać i nie zwraca uwagi na żadne niepokojące sygnały rozłamu i oddalenia. A
            przecież typowy opis takiego kryzysu jest w każdej książce o małżeństwie (o
            dzieciach już nie!) i o tym że OBIE strony musza włożyć wysiłek aby go rozwiązać.
            A jeżeli narastający konflikt jest ignorowany przez partnerkę która potrafi
            podsumować jedynie ze to facet nie dojrzał do sytuacji, to rozwiązana zaczyna
            się szukać poza związkiem. Kobieta inwestując wszystkie uczucia i bliskość w
            dziecko, a mężczyzna w inna kobietę, szukając tego co utracił – kochanki i
            wybranki serca.
    • marta.m2 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 07.10.05, 12:43
      Co do tezy Berta Helligera, że pierwszeństwo powinna mieć relacja partnerska
      przed rodzicielską to zgodzę się z tym, kiedy dotyczy ona par posiadających
      starsze dzieci. Żadna normalna matka niemowlaka i małego dziecka nie postawi
      swojego męża (partnera) przed dzieckiem. Co nie oznacza, że przestała męża
      (partnera) kochać. Kiedy dziecko dorasta te relacje się zmieniają, ponieważ
      zmienia się również stosunek ojca do dziecka. W przeważającej większości
      przypadków ojciec zaczyna „łapać kontakt z dzieckiem dopiero kiedy ma ono
      jakieś 2 – 3 latka. Wówczas matka może trochę „odpuścić” i ma więcej i czasu i
      siły dla swojego chłopa.
      Z własnego doświadczenia mogę wam powiedzieć, że mnie najbardziej wkurzało to,
      że mój niemąż nie fascynuje się naszym synkiem tak jak ja. Wracał z pracy i
      jego pierwsze kroki nie były skierowane do dziecka, nie denerwował go trochę
      inny kolor kupek niż zwykle, nie wpadał w panikę gdy dziecko dostawało wysypki,
      itd., itp. I nie chodziło tu nawet o odciążenie mnie (chociaż czasem padałam na
      pysk ze zmęczenia, bo oprócz zajmowania się dzieckiem i domem jeszcze
      pracowałam zawodowo w domu) tylko o ten brak kontaktu z dzieckiem. Naszą
      receptą na przetrwanie były po prostu szczere rozmowy. Każde z nas mówiło co go
      boli, co denerwuje i z czasem jakoś się ułożyło. Mój niemąż starał więcej
      interesować się synkiem, a ja nim. Paradoksalnie dużo dobrego wniosło też
      urodzenie drugiego dziecka (18 miesięcy po pierwszym). Wydaje mi się, że kiedy
      matka musi dzielić miłość i uwagę na dwoje dzieci, łatwiej jej znaleźć serce
      dla tej trzeciej osoby w domu. Poza tym starszy syn był już w takim wieku, że
      ojciec spędzał z nim więcej czasu, mieli już swoje sprawy, a ja się
      przekonałam, że to nie było tylko takie gadanie ze strony niemęża, że ojcowie
      bardziej interesują się starszymi dziećmi.
      Teraz Młodszy ma 1 rok, a Starszy 2,5, o 19.30 obaj idą spać, a my mamy cały
      wieczór tylko dla siebie.
      Jeżeli chodzi o sprawy seksu to u nas jest inny problem – mój chłop nie cierpi
      prezerwatyw, a dopóki karmię piersią naszego młodszego synka nie ma innej
      alternatywy. Dlatego najczęściej jest tak, że to ja się dopraszam o zlitowanie.
      Może wy macie jakiś pomysł jak przełamać jego opory???
      Pozdrawiam i życzę cierpliwości
      Marta
      • your_and Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 07.10.05, 14:50
        > Paradoksalnie dużo dobrego wniosło też
        > urodzenie drugiego dziecka (18 miesięcy po pierwszym). Wydaje mi się, że kiedy
        > matka musi dzielić miłość i uwagę na dwoje dzieci, łatwiej jej znaleźć serce
        > dla tej trzeciej osoby w domu.

        Też widzę że przy dwójce dzieci jest łatwiej.
        Dlatego właśnie nazywa się to kryzys pierwszego dziecka.
        Najgorzej gdy to tylko jedno zbiera wszystko i matka nie zauważa w tym nic
        niewłaściwego i to niekoniecznie przez pierwsze parenaście miesiecy...
    • your_and Re: Rozpada się - tylko nasz problem? - Nie tylko 10.10.05, 14:27
      W życiu wielu par po narodzinach dziecka często przychodzi kryzys. I to nie
      tylko wówczas, gdy kobieta nie najlepiej znosi początek macierzyństwa. Młodzi
      ojcowie także mogą czuć, że znaleźli się w potrzasku. Nie potrafią cieszyć się
      tym, co daje im kontakt z maleństwem, są przygnębieni, rozdrażnieni, nieobecni.
      O tym, że również mężczyźni przeżywają depresję po narodzinach dziecka,
      wspominali już kilka lat temu autorzy poradników dla rodziców. Takie poglądy nie
      są jednak popularne, bo wyklucza je stereotyp szczęśliwej sielanki, jaka ogarnia
      świeżo upieczonych rodziców.
      Być ojcem i przetrwać
      polki.wp.pl/kat,1678,katn,Partnerstwo,wid,5185249,widn,By%E6%20ojcem%20i%20przetrwa%E6,wiadomosc.html
      i jeszcze

      Może warto, by ojciec, zamiast czekać do letniego urlopu, właśnie po porodzie
      wziął miesiąc wolnego? Szkoda czasu? Proszę spojrzeć na szwedzkie statystyki:
      poporodowy urlop ojca o 30 proc. zmniejsza możliwość rozpadu małżeństwa. Nadmiar
      obowiązków, brak snu, napięcie, zmęczenie kumulują się, nie ma sił na cieszenie
      się dzieckiem, coraz więcej czynności wykonuje się automatycznie.
      polki.wp.pl/kat,1678,wid,7983067,wiadomosc.html?P%5Bpage%5D=2
      • halszkabronstein Re: Rozpada się - tylko nasz problem? - Nie tylk 04.01.06, 03:40
        Popieram pomysł z urlopem , to świetny moment by się zbliżyć do siebie w tych
        trudnych chwilach . Dziecko nie jest ważne tylko dla matki ale i dla ojca wiec
        powinni w miare możliwości brać równy udział w jego pielegnacji i wychowaniu .
        Po porodzie małżeństwo zaczyna też dzielić się na osoby z zupełnie 2 światów -
        ktoś siedzi w domu , ktoś nadal prowadzi np. aktywne życie.

        Ja licze , ze mój ukochany bedzie przy mnie po porodzie (pomoc babc i cioc mam
        zapewniona ale to nie to samo co mój partner sad ) Tak czy tak oboje musimy
        wracać jak najszybciej sie da do pracy i na studia wiec to w ogóle bedzie dla
        nas ciężki rok by pogodzić ze sobą wszystko .

        Z tą sielanka też bardzo popieram , z matkami jest to samo - jak tylko gdzieś
        napisze , że np nie widze w porodzie samym w sobie niczego wyjątkowego , mam
        bardzo wrazliwe piersi wiec karmienie bez laktatora kojarzyłoby mi sie z
        krwią , bólem itp albo , ze mężczyzna wcale nie musi znieść dobrze porodu to
        zaraz patetyczne uwagi, ze to wszystko jest i ma być cudowne , jak nie to
        jesteś mieczakiem albo wyrodną matką . Rzeczywistość niestety jest jaka jest -
        para powinna sie wspierac , a ja majac swiadomosc tego wszystkiego postaram sie
        by mój partner nigdy nie musiał napisać na tym forum - mój związek rozpadł się
        przez dziecko itp (on sie mna tak cudownie opiekuje gdy tylko sie gorzej
        poczuje , jest cierpliwy i wiem , ze moge na niego zawsze liczyc ) Co ja
        mówie , on napewno tak nie napisze ! Zycie to w ogóle nie jest silanka i
        bajka , a ta cała propaganda wzmaga tylko poczucie winy u ludzi którzy jakos
        nie do końca moga sie wpasowac w te wszechobecne mity..
    • cimka1 Re: Rozpada się - tylko nasz problem? 10.10.05, 23:06
      U nas problemy z seksem zaczely sie gdy zaszlam w ciaze - maz kompletnie stracil zainteresowanie mna gdy zmienily sie moje ksztalty. Mowil ze boi sie o dziecko, choc wszytko bylook!!DLACZEGO.........?
      Czulam ze po prostu sie mu nie podobam! A ochote na seks mialam wprost straszna, niczym seksoholik - non stop czulam podniecenie, doprowadzalo mnie to do rozpaczy!!!!
      Do tego dochodzilo zwatpienie we wlasna atrakcyjnosc - przez cala ciaze wogole mnie nie widzial nago, zazdrosc (tak, ogomna obsesyjna wrecz zazdrosc - nie chcial mnie, bo bylam "gruba", a przeciez z kims musial...?!), tesknota za byciem naprawde blisko...slowem horror.
      Po porodzie, z super plaskiego jedrnego brzuszka i ksztaltnego biustu, zostaly mi niezbyt urodziwe wspomnienie.. podobnie jak z ogromnego pozadania ktore odczuwalam bedac w ciazy..
      Po tym wszystkim czuje sie brzydka nieakceptowana i WYPALONA. Niech sobie wiec oglada te gole laski z jedrnymi cialam i narzeka ze musi sobie znalezc jakas do "tych" celow" ale niech nie liczy ze potym wszystkim bede znowu boginia seksu.

      Tak wyglada nasz kryzys - glownie seksualny - i rzutuje na caly zwiazek.
      Co macie Panowie do powiedzenia na ten temat?
      • ankamk78 do marta.m2 24.11.05, 19:58
        kochana u jakiego gina bylaz ze nie policil ci tabletek czy wkladki?? to pewne
        i skuteczne srodki. Cerazette jest nieszkodliwe dla dziecka. Wiem bo sama
        stosuje i karmie.
        Pozdr

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka