kalifi
06.11.08, 16:48
Wybrałam się wczoraj z mężem na późny obiad w restauracji, zabraliśmy
trzyletnią córeczkę. Weszliśmy, kelnerka wskazuje stolik, wszystko bez
problemu, dziecko dostaje specjalne krzesełko, siedzi z nami. I tutaj
zaczynają się schody. Staraliśmy się zamówić córce jakieś mało przyprawione,
odpowiednie dla niej jedzenie. Zapytałam kelnerkę, czy da się przyrządzić
pomidorową, która w karcie była opisana jako "z serem żółtym", żeby była bez
sera i ostrych przypraw (restauracja meksykańska). Oczywiście nie ma problemu,
proszę bardzo, będzie jak pani sobie życzy. Po czym przyniesiono standardową
zupę z karty z żółtym serem, którego miało nie być (córka nie lubi) i
śmierdzącą przyprawami z daleka - za ostre. Już się zdenerwowałam, zapytałam,
czy nie mogę dostać drugiej zupy - takiej, jaką zamawiałam. I się zaczęło.
Kelnerka oburzona, że jak ja śmiem jej zwracać uwagę, zaczęła robić miny,
zabrała zupę. W międzyczasie Kasia się rozpłakała, próbowałam ją uciszyć, ale
nawet nie miałam szansy - nie minęło 30 sekund, kiedy wstał pan ze stolika
obok i powiedział, że nie przyszedł do restauracji po to, żeby wysłuchiwać
wycia bachora, tylko żeby w spokoju zjeść i że mam uciszyć gó...arza. Mąż
zaczął z nim ostro dyskutować, ja mówię, że przecież uspokajam, afera na
całego, facet żąda rozmowy z kierownikiem (poprosił o książkę życzeń i zażaleń
- taki czarno-humorystyczny akcent popołudnia). Kierownik przyszedł i
powiedział, że jednak to miejsce publiczne i że przeszkadzamy gościom, żeby
uciszyć dziecko (przez stres Kasia rozpłakała się jeszcze głośniej). Jakaś
para w ogóle demonstracyjnie wyszła z restauracji - mówiąc właśnie "terror
matek z dziećmi". Wyszliśmy w efekcie i my, prawie niczego nie zjedliśmy, a
rachunek i tak nam wystawiono.
Miałyście kiedyś taką sytuację? Czy tylko ja myślę, że to skandal??