Bliska mi osoba jest takim "typowym singlem", aczkolwiek nie zamkniętym na
związek. Chętnie związałaby się z odpowiedzialnym fajnym facetem, stworzyła
rodzinę, ale .. jakiś brak urodzaju na takich mężczyzn. To naprawdę fajna
kobieta, pracuje, ma hobby, lubi wychodzić na imprezy, do kina, teatru, jest
otwartą osobą, ale nie może znaleźć tego jedynego.
Co się porobiło z facetami, że są tak nieskorzy do żeniaczki mówiąc wprost?

Przecież jak mężczyzna stanu wolnego widzi fajną dziewczynę, i intryguje
go ona, to przecież powinien podejść, zagadać, poprosić o kontakt, albo
chodzić w to miejsce codziennie przez miesiąc lub dłużej licząc, że znowu ją
tam spotka. Ale nie - nic, faceci chyba myślą, że im dziewczyny same wskoczą w
ramiona. Owszem mamy nowoczesne czasy, niby dziewczyna też może pierwsza
podejść, ale jednak chyba rzadko to się zdarza, ciągle jest stereotyp, że
kobieta zagadująca mężczyzn to jakaś "łatwa" czy lafirynda, więc jednak
oczekujemy, że to facet przejmie inicjatywę. Ja już jestem zamężna dla
uściślenia, dzieci mam, i tak przykro mi patrzeć, że ta osoba nie może w tym
względzie ułożyć sobie życia. Co się z tymi facetami porobiło, że nie mają
odwagi podejść do kobiety?!
Znacie może takich mężczyzn-singli, jakie oni mają spojrzenie na te sprawy?
Czy facet około 30-tki nie myśli o poważnym związku, a jeśli tak to czy robi
coś w kierunku by taki stworzyć? Czy po prostu chodzi do pracy, w weekendy
napić się do klubu, poderwać "laskę" i na tym koniec? Puste to życie. Przecież
mniej stresujące jest mieć stałą partnerkę, nawet nie mówię już o mieszkaniu
razem, ale tak najpierw, zanim się znajomość rozwinie - chce wyjść i się
zabawić - nie musi myśleć czy kogoś pozna, czy uda mu się, tylko dzwoni do tej
"swojej", idą i bawią się razem. Chyba lepiej poznać i polubić jedną osobę -
co daje możliwość miłego spędzania czasu nie jeden raz a wielokrotnie, niż
skakać z kwiatka na kwiatek?
No więc co takiego mają w głowie faceci, już dorośli, samodzielni, koło 30 a
nawet po trzydziestce, że nie szukają stałej partnerki? A może się mylę i moje
obserwacje są błędne i jednak jest po staremu, a to pojęcie "single" dotyczy
znacznej mniejszości, a ta większość jednak układa sobie życie "tradycyjnie"?