melisa1973
31.10.03, 15:43
jestem mężatką od dwóch lat, mam dwoje małych dzieci... i chyba go przestałam
kochać. Właściwie wolę jak go nie ma w domu, jego obecność mnie męczy,
przyzwyczajam się dosiedzenia sama z maluchami i on mi trochę dezorganizuje
troche, wprowadza stres, nerwówkę, dzieci go denerwują, przeszkadzają mu
zabawki leżące na podłodze. Ostatnio czesto pije - nie duzo - jedno dwa piwa
dziennie, zdarza się, że więcej i wtedy robi się dziwny jakiś, agresywny
głównie w słowach i trochę się go boję wtedy. Może przesadzam, ale to chyba
poczatki czegoś większego. ciągle zmęczony nerwowy nie pomaga przy dzieciach
chyba ich nie lubi. miłość między nami była wieeelka, teraz coś się we mnie
wypaliło nie czekam już na weekendy tylko na to kiedy skonczy sie niedziela
bo w poniedziałek wytchnienie sama w domu. Czy to tylko moje zmęczenie? wiem
ze o miłosc trzeba dbac, jakoś nie mam siły, czasami jest dobrze, więcej źle.
Najbardziej niepokoi mnie alkohol - on tłumaczy ze przeciez jedno piwo...
przesadzam?
co robić? trwać? czy skończyć zanim będzie baardzo źle?
melisa