amoreska
15.01.09, 13:07
Wspominałam jakiś czas temu w czyimś wątku o pewnych właścicielach pewnego psa, którzy regularnie wypuszczają swojego czworonoga przed (dużą, notabene) posesję w celu załatwienia potrzeb fizjologicznych. Oczywiście bez smyczy i bez kagańca. Pies obsikuje i obsrywa ogólnodostępne chodniki i pobocza. Szłam kiedyś z córką, która po ugryzieniu przez psa lubi psy, ale z daleka, a pies jak zwykle sobie biegał po ulicy i chodnikach (a właścicielka stała w bramie), podbiegł też do nas. Córka się wystraszyła, ja dość ostro, ale kulturalnie do kobiety, by natychmiast zabrała psa, po czym usłyszałam standardowy tekst "ale on nie gryzie". Po ponowieniu mojego polecenia baba ostentacyjnie zawołała psa. Proceder trwa nadal. Za każdym razem obiecuję sobie,że coś z tym zrobię i nie robię, bo zazwyczaj się spieszę. Czy warto się pyszczyć przed strażą miejską, robić szopki ze zdjęciami psa,czy też odpuścić?