azile.oli
09.02.09, 13:32
Sama jestem nauczycielką, ale od lat szkolnych nie mogłam znieść
szczególnego traktowania dzieci nauczycieli (lub innych wpływowych
osób). Gdy moje dzieci były w podstawówce było to zjawisko
powszechne i prowadzone na tzw ''bezczelnego'', ujawniło się
szczególnie pod koniec 6-tej klasy. W gimnazjum jakby nie było
specjalnie tego problemu, ale jednak ciągnie się, jak się okazało,
chć to przypadek tylko jednego ucznia. Matka nie pracuje w tej
szkole, ale kiedyś pracowała. I ''dyskretnie '' czuwa, żeby
synusiowi nie stała się krzywda. Potrafi wykorzystać każdą znajomość.
Ostatnio posunęła się nawet do bardzo poważnego ''przekrętu''., ale
choć mam pewność, to nie mogę nic udowodnić. Zresztą, byłoby, że
czepiam się złośliwie, ale sprawa jest dość poważna, po prostu
brzydzę się czymś takim.
Dodam, że nigdy nie uczyłam w szkołach, do których uczęszczały moje
dzieci i nie ujawniam tego, że sama jestem nauczycielką. Żadne z
moich dzieci nie pójdzie do szkoły, w której obecnie uczę, one tego
po prostu nie chcą, a ja uważam, że tak jest lepiej.
Na wszelki zarzuty, że czasem dziecko nauczyciela ma w szkole
gorzej odpowiem, że zarówno w czasie nauki , jak i przez cały okres
pracy spotkałam się z jednym takim przypadkiem, chłopak był
rzeczywiście szykanowany, matka nie potrafiła go obronić, przeniosła
do innej szkoły.