Dodaj do ulubionych

Protekcja w szkole- matki nauczycielki....

09.02.09, 13:32
Sama jestem nauczycielką, ale od lat szkolnych nie mogłam znieść
szczególnego traktowania dzieci nauczycieli (lub innych wpływowych
osób). Gdy moje dzieci były w podstawówce było to zjawisko
powszechne i prowadzone na tzw ''bezczelnego'', ujawniło się
szczególnie pod koniec 6-tej klasy. W gimnazjum jakby nie było
specjalnie tego problemu, ale jednak ciągnie się, jak się okazało,
chć to przypadek tylko jednego ucznia. Matka nie pracuje w tej
szkole, ale kiedyś pracowała. I ''dyskretnie '' czuwa, żeby
synusiowi nie stała się krzywda. Potrafi wykorzystać każdą znajomość.
Ostatnio posunęła się nawet do bardzo poważnego ''przekrętu''., ale
choć mam pewność, to nie mogę nic udowodnić. Zresztą, byłoby, że
czepiam się złośliwie, ale sprawa jest dość poważna, po prostu
brzydzę się czymś takim.
Dodam, że nigdy nie uczyłam w szkołach, do których uczęszczały moje
dzieci i nie ujawniam tego, że sama jestem nauczycielką. Żadne z
moich dzieci nie pójdzie do szkoły, w której obecnie uczę, one tego
po prostu nie chcą, a ja uważam, że tak jest lepiej.
Na wszelki zarzuty, że czasem dziecko nauczyciela ma w szkole
gorzej odpowiem, że zarówno w czasie nauki , jak i przez cały okres
pracy spotkałam się z jednym takim przypadkiem, chłopak był
rzeczywiście szykanowany, matka nie potrafiła go obronić, przeniosła
do innej szkoły.
Obserwuj wątek
    • e_r_i_n Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 09.02.09, 13:47
      Jaki cel ma wątek - pytasz o coś, czy się tylko dzielisz przeżyciami?
      Jestem córka nauczyciela - byłam przez tatę uczona, tata był wiele
      lat dyrektorem mojej szkoły.
      Nie spotkałam się NIGDY z przywilejami z tego tytułu. Za to pare
      razy ja i moje rodzenstwo uslyszelismy, zebysmy sie dobrze za siebie
      ogladali, bo nigdy nie wiadomo, co sie moze stac (to w temacie akcji
      przeciw paleniu/piciu w szkole, egzekwowaniu obowiazku szkolnego
      itd).
    • 18_lipcowa1 Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 09.02.09, 13:55
      azile.oli napisała:

      > Sama jestem nauczycielką,


      jezuuu to wiele wyjasnia!
    • liwilla1 kwestia klasy chyba 09.02.09, 14:03
      mialam kolezanke w klasie, ktorej mama uczyla w szkole polskiego i miala
      niesamowite chody (kolezanka, nie jej mama rzecz jasna) u wiekszosci
      nauczycieli. "powiedz mamusi to, pozdrow mamusie, przekaz mamusi, ze..." to byly
      najczesciej wyglaszane w jej strone komentarze nauczycieli - nie pamietam, by
      nawet siejaca postrach matematyczka na nia krzywo spojrzala, podczas gdy reszte
      klasy wyzywala od nieukow.
      mialam tez kolege, syna historyczycy. spoko chlopak, obrywal jak kazdy smile
    • olinka20 Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 09.02.09, 14:10
      Dokladnie jaki cel ma ten watek?
      Jako dziecko nauczycielki mam troche inne odczucia- byłam zawsze
      obserwowana kilka razy bardziej niż inne dzieci, a że byłam dosyć
      niegrzecznym dzieckiem to nieważne kto co zrobil i tak w rezultacie
      odpowiedzialnosc była zrzucana na mnie.
      Przez nauczyciela oczywiście smile
      • azile.oli Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 09.02.09, 15:37
        Wątek ma w zasadzie taki cel, żeby niektórzy nauczyciele zastanowili
        się, nim swojemu dziecku pokątnie załatwią coś u kolegi po fachu. Bo
        nie wszyscy są tacy, ale widzą, co się dzieje. Widzą to też
        uczniowie, choć nie zawsze powiedzą to głośno, bo nie chcą mieć
        przechlapane. Po prostu takie postępowanie jest nieetyczne i ma
        znamiona korupcji (np udostępnianie wcześniej testów, poprawianie
        prac konkursowych). Ja nie twierdzę, że zawsze tak jest, ale ten
        proceder , niestety się nasila.
        Oczywiście , znajdą się nauczyciele, którzy dziecko kolegi będą
        traktować jak innych uczniów, do nich nikt nie zwróci się
        o ''załatwienie'' czegokolwiek. Bardzo mi się nie podoba taki
        proceder, obserwowany zarówno od wewnątrz, jak i z zewnątrz, bo sama
        jestem matką. Nie uogólniam, bo nie chcę nikogo krzywdzić, jak już
        napisałam nie każde dziecko nauczyciela ma lepiej, ale często tak
        jest.
    • angazetka Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 09.02.09, 23:40
      Za moich czasów (bo nie wiem, jak jest teraz) dzieci nauczycieli
      miały pierwszeństwo przy przyjmowaniu do szkół średnich. To dopiero
      było dla mnie niezrozumiałe zjawisko przyrodnicze!
      • azile.oli Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 08:04
        Rzeczywiście tak było. Teraz już na szczęście nie jest. Co nie
        znaczy, że nie funkcjonuje to w inny sposób, ale przynajmniej już
        nie w majestacie prawa.
      • e_r_i_n Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 08:26
        To chyba było daaaawno, daaaawno temu.
        • angazetka Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 10:10
          Do liceum zdawałam 11 lat temu, czy to dawno?
          • e_r_i_n Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 10:11
            A ja 13 i żadnych przywilejów dla dzieci nauczycieli nie było. Były
            egzaminy i ich wyniki decydowały o przyjąciu bądź nie.
            • angazetka Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 10:15
              Możliwe, decyzja o tym leżała w gestii kuratorium. Miałam w klasie
              córkę nauczycielki, mówiła o tym z wielką dumą - twierdziła bowiem,
              że miała w szkole podstawowej tak ciężkie życie, że jej się należy.
              • e_r_i_n Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 10:16
                Jaka decyzja leżała w gestii kuratorium?
                • angazetka Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 10:41
                  O tym, jak będzie dokładnie wyglądała rekrutacja do liceów na danym
                  terenie.
                  • e_r_i_n Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 10:51
                    No nie jestem tego taka pewna.
                    • angazetka Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 16:19
                      No widzisz, ja jestem.
      • joanna.pio Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 20:04
        W moim mieście jednym z kryteriów pierwszeństwa przy przyjęciu do przedszkola
        jest praca jednego z rodziców w oświacie...
    • truscaveczka Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 08:17
      Jako córka nauczycielki nie miałam nigdy chodów (wręcz poprawiły mi się oceny
      jak mama zmieniła pracę tongue_out) - jednak wielokrotnie zostałam posądzona o
      posiadanie chodów.
      • e_r_i_n Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 08:26
        Taa, dokładnie tak jak ja. A ja nie miałam chodów, tylko wewnętrzną
        presję, żeby zawsze wypadać najlepiej i nie robić tacie obciachu uncertain.
        • pade Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 08:53
          To ja chyba miałam najgorzejsmile
          Nie dość, ze uczniowie komentowali każda moją piątkę (że po
          protekcji dostałam), dokuczali mi okrutnie, ze kujon jestem, to
          jeszcze nauczycielom musiałam udowadniac, ze to nie dzięki mamusi
          mam dobre oceny. Na koniec roku z kilku przedmiotów
          zdawałam "egzamin" przed całą klasą.
          Baaardzo żałowałam, ze moja mama uczy w tej samej szkolesad
          • ib_k Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 09:11
            wychodzi na to, że punkt widzenia zależy od punktu siedzeniasmile, ja też pamiętam (lata 80) że dzieci nauczycielskie miały "lepiej", różne przywileje prawne i umowne, w mojej szkole (jedna podstawówka w mieście) były klasy lepsze i gorsze, dziwne ale dzieci nauczycieli były zawsze w klasach lepszych nawet jak miały problemy z nauką, chcąc nie chcąc zdarzało się że uczyła mama i dziwne było jak Staś czy Kasia mówili na lekcji "mamo" a inni "Proszę pani" no cóż stare czasy!
            Czy teraz też tak jest? W szkole moich dzieci dzieci nauczycielskie są traktowane normalenie ale nie wykluczam że niektórzy rodzice na wyrost piętnują te dzieci podejżewając jakieś niezdrowe układy, z drugiej strony jak był problem to właśnie córka nauczyciela interweniowała u mamy w sprawie klasy...
            Wszystko zależy od ludzi, są tacy którzy nigdy nie pomyślą o kumoterstwie i tacy którzy tylko w taki sposób załatwiają swoje sprawy
            • e_r_i_n Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 09:15
              ib_k napisała:

              > dziwne było jak Staś czy Kasia mówili na lekcji "mamo" a
              > inni "Proszę pani"

              A co w tym takiego dziwnego? Trudno, że dziecko do rodzica
              mówiło 'pan' czy 'pani'.
              • ib_k Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 09:24
                no widzisz erin a u moich dzieci w szkole, nauczycielskie mówią "proszę pani", myślę że tak jest lepiej, "mamo" tworzy właśnie jakąś protekcjonalność i wyróżnia, co może być żle postrzegane przez rówieśników, w każdym razie mnie to zawsze irytowało
              • herriot Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 09:28
                Z chęcią oddałabym z dopłata te "8 lat protekcji" w podstawówce.
                Moja mama nigdy nic mi nie załatwiła, a nauczyciele , którzy mnie nie uczyli i
                nie znali mojej mamy prywatnie nawet nie wiedzieli, ze jestem dzieckiem
                nauczycielskim.
                Za to każda moja lepsza ocena uważana była przez klasę za podciągniętą.
                Natomiast jak dostałam zła ocenę nauczyciel uprzejmie informował moja
                rodzicielkę od razu po lekcji i nie było tłumaczenia w domu "bo wszyscy dostali" wink

                Pamiętam jaka ulgę poczułam w LO kiedy wreszcie byłam po prostu jednym z uczniów
                w klasie a nie córką pani X.

              • angazetka Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 10:12
                No nie wiem. Na lekcji mama nie jest mamą, tylko nauczycielką.
                • e_r_i_n Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 10:17
                  No i? Chore dla mnie jest zwracanie sie do rodzica inaczej, niz mamo-
                  tato. I nie musi to swiadczyc o uprzywilejowaniu.
                  • angazetka Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 10:41
                    Dla mnie chore jest mówienie do nauczycielki "mamo".
                    • e_r_i_n Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 10:52
                      Zycie.
                • elf1977 Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 11.02.09, 08:57
                  Mówienie do mamy per "pani" jest chore, niezaleznie od okoliczności.
                  Jako dziecko 2 nauczycieli (zresztą, również ja jestem nauczycielką)
                  wiem, że starałam się mówić bezosobowo, nie mówiąc ani "mamo",
                  ani "proszę pani".
                  Zakładanie takiego wątku przez nauczycielkę uważam za sr...nie we
                  własne gniazdo. Dzieci nauczycieli bywają faworyzowane, tak jak np.
                  w szkole, w której uczę są faworyzowane dzieci prawników, pana
                  ambasadora itd. Wszystko zależy od ludzi, ktorzy uczą.
                  Uczylam wiele dzieci nauczycielskich, większość nieglupich, więc
                  sobie radziły bez protekcji rodziców, jedna matka próbowała na mnie
                  naciskać - nie uległam. To wcale nie takie trudne!
                  Pzrypominanie przywilejów sprzed lat (np. przyjmowania do liceów w
                  pierwszej kolejności przy takiej samie sumie punktów jak inne
                  dziecko) jest nie na miejscu, system egzaminacyjny zmienił się jakiś
                  czas temu...Na tej samej zasadzie można wypominać górnikom darmowe
                  dostawy węgla, czternastą pensję, które to świadczenia miały
                  przynajmniej wymiar finansowy i nie jednorazowy.
                  Życzę autorce wątku, by pomyślała, jak wzmocnoć solidarność w
                  podzielonym środowisku nauczycielskim, a nie jątrzyła innych, którzy
                  i bez tego uważają nauczyciel za kretynów, ktorzy malo pracują i
                  dużo wymagają.
                  • azile.oli do elf1977 11.02.09, 10:53
                    Nie przesadzaj z tą solidarnością zawodową, bo polega ona na tym,
                    że dziś ty mnie, jutro ja tobie. Faworyzowane są też dzieci
                    osób ''ze świecznika'' i to również bardzo mi się nie podoba. Nie
                    piszę o innych grupach zawodowych, aczkolwiek podobny mechanizm też
                    tam pewnie działa. Tyle tylko, że w szkole uczy się dzieci od
                    małego, że jedni są równi , a inni równiejsi. Ja celowo nie ujawniam
                    w placówkach oświatowych moich dzieci, że jestem nauczycielką,
                    dzięki temu mogę stwierdzić, że są oceniane obiektywnie.
                    Chodzi mi np o to, że w szkole są eliminacje do jakiegoś konkursu,
                    kilkoro uczniów pisze na max punktów, ale szkołę może reprezentować
                    jeden i jest to właśnie dziecko nauczyciela. Udział w tym
                    konkursie , a później reprezentowanie szkoły staje się podstawą do
                    wystawienia uczniowi oceny celującej. Dla mnie jest to
                    niedopuszczalne, zwłaszcza gdy wiem, że ten uczeń jest w zasadzie
                    przeciętny, tyle, że się uczy. Jak trzeba pomyśleć, to już nie
                    bardzo.
                    Ja rozumiem, że dziecko chodzi do szkoły, w której uczy rodzic, bo
                    uczy tam, gdzie mieszka, dziecko chodzi do najbliższej szkoły. Nawet
                    dopuszczam sytuację, gdy ze względów logistycznych rodzic zapisuje
                    dziecko do szkoły , w której uczy, bo mu tak wygodnie , dojeżdża
                    razem z dzieckiem. Ale nie musi to oznaczać, że to dziecko ma jakieś
                    specjalne względy. A ma, bo np typowane jest do konkursów, które
                    odbywają się w macierzystej szkole, pisze bezbłędnie, wygrywa. Nie
                    wysila się natomiast tam, gdzie nie przynosi mu to żadnych korzyści.
                    Nie rozumiem też, dlaczego dziecko nauczyciela ma mieć 6 z plastyki,
                    mimo, że rysuje przeciętnie, nie bierze udziału w żadnych konkursach
                    itp. Tymczasem inny uczeń jest laureatem wielu konkursów
                    plastycznych i też ma 6. Żeby uprzedzić wątpliwości: tylko te dwie
                    osoby w klasie mają ocenę celującą, podczas gdy jest masa innych
                    uczniów, którzy są również bez zarzutu, jak to dziecko nauczyciela,
                    ale oni nie dostaną najwyższej oceny. Idąc dalej- syn nauczycielki
                    jest na wf kompletną łamagą, nie bierze udziału w zawodach, w
                    dodatku bardzo często nie ćwiczy, zwalniany przez matkę. Ma 5 i to
                    jako jeden z niewielu.
                    Jestem przeciwna takiemu wykorzystywaniu stanowiska pracy do celów
                    prywatnych, a zaczynam od oświaty, bo w oświacie pracuję, nie mówiąc
                    już o tym, że nauczyciele ułatwiają też funkcjonowanie w szkole
                    dzieciom, których rodzice sąż przedstawicielami tzw prestiżowych
                    zawodów. Bo a nuż się przyda...Brzydzi mnie taka postawa i tyle.
                    Co do dorosłych dzieci nauczycieli : nie oburzajcie się na mnie,
                    proszę. Ja nie twierdzę, że rodzice wam coś ułatwiali. Chodził ze
                    mną do klasy syn nauczycielki i nie był faworyzowany, wręcz
                    przeciwnie, nie miał łatwego życia, ale już córka innej nauczycielki
                    była. W okresie stanu wojennego została zgarnięta, bo pojechała z
                    koleżanką na wagary, wplątała się w jakąś demonstrację. Sprawę
                    wyciszono, inny uczeń wyleciałby ze szkoły, pomijam już, że była
                    raczej słabżą uczennicą, ale zawsze jakoś tak się działo, że miała
                    świadectwa z paskiem.
                    • elf1977 Re: do elf1977 11.02.09, 16:42
                      A więc umówmy się, że Ty do takiej szkoły trafiłaś, co nie oznacza,
                      że dzieje się tak nagminnie. Gdyby w gimnazjum, w ktorym uczę
                      preferowano np. dzieci nauczcielskie, młodzieź głośno domagałaby się
                      wyjaśnień, pewnie takiemu delikwentowi również bardzo by utrudniłam
                      życie. Możesz nie wierzyć, ale obowiązują równe warunki startu i
                      nauki dla każdego. A z uszy to się pod koniec wyciąga właściwie
                      wszystkich zagrożonych.
                      Tak ja pisałam, 8 lat uczę, sporo dzieci nauiczycielskich mialam w
                      klasach, a tylko jedna mama (zresztą pracująca w bibliotece)
                      probowała wydusić ode mnie test przed sprawdzianem. Wystarczyło
                      odmówić 2 razy i kobieta się odczepiła, synuś miał dwójkę. Z resztą
                      dzieci nie było problemów, z rodzicami takżesmile
                      Ja piszę o prawdziwej solidarności, czyli o mówieniu glośno o tym,
                      co dobre. Czemu nie zalożyłaś wątku, choćby równoległego, który
                      pozałby nas z dobrej strony? Ja np. nie mam sobie nic do zarzucenia,
                      jestem dobrym nauczycielem, wychowawcą, który robi wiele za marne
                      pieniądze. Ale to właśnie lubię, choć średnio 3 razy w roku myślę o
                      zmianie zawodu...
                      Również nie bardzo wiem, o co chodzo z tymi konkursami.
                      Najważniejsze konkursy, czyli np. kuratoryjne są uzaleznione od
                      liczby punktów. Do kolejnego etapu przechodzą wszyscy, którzy
                      odpowiednią ilość osiągnęli. Miałam 2 laureatki konkursów
                      wojewódzkich, paru finalistów - nie było wśród nich dzieci
                      nauczycielskich, choć próbowaly swoich sił.
              • jowita771 Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 10:22
                > A co w tym takiego dziwnego? Trudno, że dziecko do rodzica
                > mówiło 'pan' czy 'pani'.

                A dla mnie dziwne, żeby ktoś na lekcji mówił "mamo". W szkole jest nauczyciel i
                uczeń, a nie rodzic i dziecko.
                • e_r_i_n Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 10:24
                  Twoje prawo.
                  Ja mialam w klasie kilkoro dzieci nauczycieli, kilkoro rodzicow nas
                  uczylo. I wszyscy mowili do swojego rodzica 'mamo', 'tato'. Nikomu
                  to nie przeszkadzalo - a klase mialam taka, ze gdyby bylo inaczej,
                  to bysmy o tym wiedzieli.
                  Jak sa normalne uklady - w sensie nie ma faworyzowanie, a to sie
                  rzuca w oczy bardzo - to nikomu takie zwroty nie przeszkadzaja.
                  • jantarowo Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 12:33
                    a umnie w klasie byla dziewczyna, ktorej mamm uczyla nas i pamietam
                    jak owa kolezana powiedziala -mamo a ja cos tam...dostala taka bure
                    od matki.Pamietam te slowa to o dzis."Mama to jestem w domu, a w
                    szkole nauczycielka i prosze sie do mnie tak zwracac".Jako klasa
                    tez uwazalismy ,ze bardziej w porzadku jest kiedy wszyscy mowia
                    prosze pani...
                    • umasumak A to juz jest chore 10.02.09, 13:36
                      Jeśli matce-nauczycielce przeszkadza fakt, że nie przestaje być matką również w
                      szkole, to może rzeczywiście powinna dać dziecko do innej szkoły niż uczy.
                      Miałam w klasie koleżankę, której mama uczyła nas historii, zwracała się do niej
                      mamo i nigdy afery z tego powodu nie było, ani nikt nie czuł się pokrzywdzony.
                    • e_r_i_n Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 13:39
                      Cóż, na szczęście mój tata nie miał tego typu problemów wink
                      • umasumak Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 13:41
                        e_r_i_n napisała:

                        > Cóż, na szczęście mój tata nie miał tego typu problemów wink

                        Bo to chyba tylko baby coś takiego potrafią sobie ubzdurać ;P
              • memphis90 Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 15:32
                Moja koleżanka miała mamę-geograficę, na lekcjach mówiła do niej "proszę pani".
                Na przerwach już- mamo.
              • truscaveczka Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 11.02.09, 09:05
                e_r_i_n napisała:

                > ib_k napisała:
                >
                > > dziwne było jak Staś czy Kasia mówili na lekcji "mamo" a
                > > inni "Proszę pani"
                >
                > A co w tym takiego dziwnego? Trudno, że dziecko do rodzica
                > mówiło 'pan' czy 'pani'.

                Moja mama zawsze wymagała ode mnie mówienia per "pani" na lekcji. Normalna
                sprawa, po co podkreślać stosunki rodzinne?
                • e_r_i_n Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 11.02.09, 09:09
                  truscaveczka napisała:

                  > Moja mama zawsze wymagała ode mnie mówienia per "pani" na lekcji.
                  > Normalna sprawa, po co podkreślać stosunki rodzinne?

                  A dla mnie nienormalna. Rozumiem jeszcze jakąś ciocię czy wujka. Ale
                  w sumie jak jedna przedpiszczyni ja też starałam się omijać
                  bezpośredni zwrot. Jak się nie dało, mówiłam 'tato'. I jak już
                  napisałam, nikt nie miał w związku z tym problemów.
                  • truscaveczka Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 11.02.09, 11:28
                    No ok, a jeśli poszłabyś na uczelnię, gdzie by wykładała twoja mama, mówiłabyś
                    "pani doktor" czy "mamo"?
                    • e_r_i_n Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 11.02.09, 11:31
                      Pewnie też mamo.
    • majmajka Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 09:35
      Dzieci nauczycieli, dzieci lekarzy, prawnikow, prezydentow.... Cos w tym jest. Ja ze swojego doswiadczenia wiem, ze kiedys mialam taka sama srednia, jak corka dyrektora banku, czlowieka mocno partyjnego. Ona dostala swiadectow z paskiem, ja nie. Bardzo mnie to wtedy bolalo i dlatego tak o tym pamietam.
      Corka zapomniala stroju i uslyszala mile : posiedzisz na laweczce, inna dziewczynka - uslyszala: Znowu??? Daje Ci kropke do dziennika!... Pewnie bylo to spowodowane tym, ze tamta zapomniala "znowu", a moja pierwszy raz. Byc moze.
      Moje szkolne czasy to czasy bardzo odlegle, ale cos w tym bylo.
    • nenia1 Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 09:51
      O, ja doskonale pamiętam takie przypadki.

      W szkole podstawowej chodziłam do klasy
      z dwójką dzieci nauczycieli, a w szkole średniej
      z trójką (wszyscy rodzice uczyli w tych szkołach,
      jedno dziecko było synem dyrektorki szkoły).

      Nie da się ukryć niestety, ale w każdy przypadku
      faworyzowanie dzieci nauczycieli przez innych
      nauczycieli było bardzo zauważalne.

      W jednym przypadku obróciło to się przeciwko samemu
      dziecku.
      Syn dyrektorki był szczególnie hołubiony przez naszą
      nauczycielkę (klasa od 1 do 3), pani przysiadała na tylko na jego ławce zachwycając się jak pieknie pisze, bez przerwy stawiajac go innym dzieciom jako wzór doskonałości we wszyskim, zawsze brała jego stronę, nawet na zdjęciach szkolnych z tych lat chłopiec albo siedzi obok niej, albo na jej kolanach.
      Sądzę, że takie zachowanie spowodowało, że chłopak robił co chciał, nikt z nim nie chciał siedzieć w ławce, bo zawsze skarżył na innych, zabierał przybory szkolne, a jak ktoś się żalił na niego, to pani denerwowała się bardzo i mówiła, że trzeba być koleżeńskim
      i pozyczać koledze swoje rzeczy.
      W końcu na korytarzu szkolnym dostał lanie od innych dzieci, oczywiście szum był potem straszny, pani spazmowała, dostaliśmy wszyscy uwagi do dzienniczka...to znaczy prawie wszyscy, to drugie dziecko, syn nauczycielki oczywiście nie dostałwink
    • kowalikm Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 10:59
      Bywa różnie...
      Ja miałam w ogólniaku bardzo fajnego kolegą, który był synem nauczycielki.
      Uczyła go w podstawówce - oczywiście miał świadectwo z czerwonym pasem.
      W szkole niestety mu nie szło. Był oczkiem w głowie mamy, która na głowie
      stawała, aby przebrnął przez te 4 lata. Niestety ok. 3 klasy przegiął, bo
      zapalił trawę na lekcji... Tego już nie udało się zatuszować. Ze szkoły nie
      wyleciał. Mimo starań nauczycieli, korepecji został na drugi rok. Skończył jakoś
      tam szkołę.
      Poszedł na dobry kierunek na prywatnej uczelni i jakoś tam szybciutko dostał
      pracę dzięki kontaktom mamy, bo akurat w tej "agencji" od lat nie przyjmują, a
      raczej przyjmują na innych zasadach.

      Drugi przypadek to dosyć głośna pomoc anglistki na maturze syna. Synowi nie szło
      więc mama podłożyła mu ściągę. Niestety jakiś nieżyczliwy kolega z pracy, czy
      też "zazdrosny" uczeń doniósł i niestety nie udało się zatuszować sprawy. Mama
      najadła się obciachu, sprawa obiła się o kuratorium, jednak pozostała
      pracownikiem szkoły. Syn chyba zdał maturę.

      Myślę, że każdy kij ma 2 końce. Wspomnianego kolegę znałam dość dobrze i miałam
      wrażenie, że jego lenistwo i nieumiejętność radzenia sobie w życiu z problemami
      były wprost proporcjonalne do starań mamy. Wcześniej czy później przecież Ci
      ludzie zmieniają szkołą i już nie jest tak łatwo... . A z pracą... no cóż sami
      wiecie jak jest, a akurat nauczyciele mają sporo znajomych wink.
    • lilka69 Re: jestem dzieckiem nauczycielki 10.02.09, 11:25
      i nastewienie do mnie jako rzeczonego dziecka nauczycielki bylo
      wrecz negatywne.

      w "dawniejszych" czasach nie trzeba bylo miec ukonczonych studiow
      aby wykonywac zawod nauczyciela. byly szkoly srednie pedagogiczne.
      moja mama jest mgr inż. i spotykala sie z negatywnym nastawieniem
      pan nauczycielek bez tytulu. i ja rowniez. poza tym moja mama byla
      zawsze aktywna , chciala z mlodzieza jezdzic na wycieczki, do kina,
      do teatrow itp a moim owczesnym paniom nauczycielkom nie chcialo sie
      wiec tym bardziej nie lubily mnie i mojej matki.
      kiedys mi to przeszkadzalo a dzis mysle, ze te baby byly glupie.
      • mama-maxa Re: jestem dzieckiem nauczycielki 10.02.09, 12:39
        to musiały byc bardzo dawne czasy, że pani np uczyła historii tylko
        po liceum tak??

        A może antypatia skierowana do ciebie była czym innym pobudzona hmm?
        pomyślałaś o tym?
        • lilka69 Re: jestem dzieckiem nauczycielki-mama maxa 10.02.09, 15:04
          slyszalas o studium nauczycielskim?

          no, to o absolwentkach( i nielicznych absolwentach pisalam. osoby
          konczace to studium nie bylo po studiach i nie mialy mgr przed
          nazwiskiem.
          widac jestes mlodsza ode mnie. i to znaaaacznie skoro nie pamietasz.
          • mama-maxa Re: jestem dzieckiem nauczycielki-mama maxa 10.02.09, 17:18
            jednak studium to trochę więcej niż liceumbig_grin a tak napisałaś
            • lilka69 Re: mama maxa 10.02.09, 19:24
              tyle samo. to jak liceum profilowane bo zaczynalo sie go bezposrednio PO
              podstawowce.
              • mama-maxa Re: mama maxa 10.02.09, 20:57
                lilka to kiedy to było hmmm? paredziesiąt lat temu? Bez przesady, ja
                zaczynałam liceum 11 lat temu i też było to liceum o profilu
                pedagogicznym, z tym że był to juz ostatni rok, ale nie dawało to
                szans na pracę w szkole czy przedszkoluuncertain piszesz najpierw że
                liceum , potem że studium , potem znów że liceum - sorry ale ja się
                pogubiłam już. Ale ok niech będzie twoje - uczyły cię nauczycielki
                po liceum - no pieknie po prostu.
        • angazetka Re: jestem dzieckiem nauczycielki 10.02.09, 16:23
          > to musiały byc bardzo dawne czasy, że pani np uczyła historii
          tylko po liceum tak??

          Czy dawne? Mnie w podstawówce (w mieście wojewódzkim) uczyły dwie
          panie po studium pedagogicznym, a - jak pisałam - ten szczebel
          edukacji zakończyłam 11 lat temu.
          • mama-maxa Re: jestem dzieckiem nauczycielki 10.02.09, 17:20
            jeszcze raz: studium to jednak wyższy stopień edukacji niż liceum
            prawda? No to ja nie wiem, bo ja podstawowkę też kończyłam 11 lat
            temu, a z tego co pamiętam wszystkie nauczycielki od klasy czwartej
            miały mgr, tylko nauczanie początkowe uczyła pani po studium
            nauczycielskim.
            • lilka69 Re: gratuluje zatem mama maxa 10.02.09, 19:29
              dobrej podstawowki gdzie wiekszosc nauczycielek(li) bylo z mgr przed nazwiskiem.
              u mnie to byla polowa. moze 2/3.
              ja chodzilam do przecietnej podstawowki. dopiero pozniej rodzice zadbali o moja
              edukacje i zaczelam prywatne liceum gdzie nawet byli z doktoratami.

              co nie oznacza-aby bylo jasne, - ze mgr lu nawet dr cos wiecej niz tylko
              zamkniety jakis etap edukacji. trzba miec powolanie i lubic dzieci i mlodziez. a
              tego 2 lub 3 litery nie zapewniaja.
              • mama-maxa Re: gratuluje zatem mama maxa 10.02.09, 20:59
                bez ironii ok?

                To nie była żadna prywatna, żadne jakaś wyspecjalizowana szkoła. ot
                normalna podstawówka, jak każda w moim mieście.

                A co do tutyłów przed nazwiskiem to akurat mi nie musisz mówić, to
                akurat wiem, tylko że nie to jest przedmiotem rozmowy - na to załóż
                osobny wątek i wtedy pogadamy o powołaniu (wiem coś o tym, bo też
                jestem nauczycielką)
                • kowalikm Re: gratuluje zatem mama maxa 10.02.09, 23:43
                  W moim mieście (50 tys) do niedawna (5 lat temu) zdarzały się pojedyncze
                  przypadki nauczycieli bez ukończonych studiów wyższych a np. w trakcie robienia
                  licencjatu lub po zdobyciu FC. Dotyczyło to szczególnie anglistów...
                  Na marginesie mam koleżankę. Skończyła polonistykę na UW nigdzie w Wawie nie
                  mogła znaleźć pracy. Po paru miesiącach wykładania słoików na półki, stwierdziła
                  że jednak skorzysta z "przywileju" posiadania mamy nauczycielki. Po powrocie do
                  rodzinnego miasta od razu dostała etat w podstawówce. Nadmieniam, że w moim
                  mieście z pewnością nie brakuje polonistów...
                  Takie wredne czasy mamy...
    • mama-maxa Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 12:41
      u mnie w szkole podstawowej uczyły się córki wicedyrektorki, nie
      wiem, czy miały jakieś fory, bo były inteligentne i teraz o ile
      wiem, każda sobie świetnie radzi w życiu. U mnie znów faworyzowana
      była córka lekarki, neurolog, która pani przepisywała lekarstwa bez
      wizyt. Ta dziewczyna miała długo fory, ale w ostatniej klasie jakoś
      się jej skończyło, bo i mama przestała przepisywać lekarstwa i odtąd
      musiała sobie radzić sama. Niestety jezeli chodzi o społeczność
      klasową było już za późnouncertain
    • ya.hu Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 13:01
      Jako córka nauczycielki nie czułam się w szkole uprzywilejowana. Co
      prawda mama pracowała w innej szkole, ale był osobą "powszechnie'
      znaną i znajomą wielu moich belfrów. Miałam dobre stopnie, ale była
      ot zdecydowanie zasługa moja, nie mamywink po prostu się uczyłam.
      Dla mnie prawdziwy problem zaczął się wraz z pojawieniem się w mojej
      szkole byłej uczennicy moejje mamy w roli nauczyciela. Ha - to była
      jazda!!! Panna 9o ktorej znacznie później dowiedziałam się -
      nienajlepsza uczennica) postanowiła wziąc odwet za lata szkolnych
      upokorzeń i niepowodzeń. Na kim - na mnie, choć nie moja mama akurat
      gnębił ją w szkole najbardziej, ja po prostu byłam najbliżej i pod
      ręką. Wiele satyfsakcji miała. Żeby było smieszniej - nie miałam u
      niej złych ocen, bo na niczym nie mogłam nie przyłapać. Po prostu
      nieustanne złośliwe uwagi - łacznie z takimi poniżej pasa "towja
      mama to miała problem z ucnziami, nie potrafiła zasłużyć na
      sympatię..". Nożesz k.. mać. Co ciekawe - dy widywała moją mamę
      roztapiała się w zachwytach. Sucz wredna. Na szczęście nie trwało to
      długo. Za poszłam do liceum, ona po kilku latach poszła na
      macierzynki i wychowawczy...
      • ya.hu Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 13:02
        Pardon za literówki powyżejwink
    • cudko1 Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 14:33
      miałam w klasie dzieci nauczycilei - w jednym roku aż siednioro (no
      jednego chłopaka mama była wychowawcą świetlicy ale jednak) i było
      doskonale widać która z mam roztaczała nad swoim dzieckiem specjalny
      parasol ochronny - własciwie nie robiła tego jedna, nie biegała do
      nauczycieli żeby coś załatwić, nie usprawiedliwiała pokątnie
      nieobecności a jak jej córka coś narozrabiała to nie ucichało to bez
      echa w cudowny sposób - reszta mam nauczycielek tak niestety robiła.
      Choć nie poiwem nie wszytskie dzieci tychże mam-nauczycielek były
      zadowolone z tego parasola, nie które się go wręcz wstydziły.
    • asia_i_p Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 14:49
      Byłam córką nauczycielki, uczyła w tej samej szkole (duzej co
      prawda). Nie pamiętam szczególnego traktowania na plus ani na minus,
      pamiętam obawę, że cokolwiek egzaltowanego powiem (zdarzało mi się
      czasem palnąć coś "górnolotnego" a la wczesna Ania z Zielonego
      Wzgórza) natychmiast dotrze do mamy. Krępowałam się.
      Do mojej obecnej pracy chodzą dzieci nauczycieli nagminnie (jedyne
      liceum w mieści i jedyne porządne gimnazjum w mieście - przecież nie
      będą ich dowozić 30 kilometrów byle uniknąć wspólnej szkoły) i też
      nie kojarzę szczególnego traktowania. Chociaż raz pamiętam -
      wycieczka, pod opieką mamy córkę koleżanki, no i nie słucha nas
      wieczorem kompletnie, nie chce pójść spać, co zrobimy nalot, siedzi
      i gra z kolegami w karty (a już po północy i chcemy spać, do
      diabła). I jej wychowawczyni i ja rzeczywiście wykazałyśmy większą
      cierpliwość, każdej innej już byśmy zagroziły, że powiemy rodzicom,
      ale jej matkę znałyśmy (postrach szkoły) i wiedziałyśmy, co by miała
      i żal nam było.
    • luska_s Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 15:49
      Taka protekcja jest czymś obrzydliwym, znam wiele takich przypadków
      i to nie tylko dotyczących dzieci nauczycieli. Wystarczy, że
      mamusia/tatuś pracuje w szkolenym sekretariacie. Układy w tym
      środowisku są niewyobrażalne, bardzo dobrze, że nie przynałaś się w
      szkole dziecka, że jesteś nauczycielką.
      W moim środowisku sprawa nie dotyczyła podstawówek, to zjawisko na
      poziomie gimnazjum i liceum. Walka o liceum, prace dyplomowe w
      technikum, nie tak dawno dotyczyło to także matur.
      Znam też przypadki, że dzieci nauczycieli stają się ofiarami innych
      nauczycieli-krętaczy, którzy wszędzie wietrzą interes i jak tylko
      dowiedzą się o kontaktach rodzica z oświatą zaczynają cały cyrk z
      pogorszeniem ocen, zachowania, aby wpędzić rodzica w dół, a
      następnie obudzić w nim potrzebę "odwdzięczenia się" za wkład pracy
      w ratowanie córki/syna.
      • azile.oli Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 17:15
        Widzę, że w 100 procentach zrozumiałaś, o jakiego typu działania
        korupcyjne mi chodziło. Tu już nie wchodzi w grę lubienie czy też
        nie dziecka koleżanki, ale bardzo poważne sprawy.
        • luska_s Re: Protekcja w szkole- matki nauczycielki.... 10.02.09, 17:20
          zrozumiałam, bo wiem z czym masz do czynienia wink Na szczęście te
          czasy są już za mną, za moją mamą też.
          • elf1977 Do autorki 11.02.09, 09:16
            Dobrze, że przyznajesz rację tym, ktorzy się z Tobą zgadzają. Tutaj
            padały różne opinie, nie wszyscy spotykali się z protekcją.
            Nie wiem, w jakiej szkole pracujesz i w jak dużym mieście, ja
            pracuję w prywatnej szkole w stolicy i mogę Cię zapewnić, że dzieci
            nauczycieli, jeżeli się zdarzają są traktowane jak płotki. Jest tyle
            dzieci, które są lepiej ustawione przez rodziców. Jedno wiem, jeżeli
            się nie ulega naciskom, nikt nie jest w stanie na Tobie wymusić
            protekcji. Zakładanie takiego wątku na przykładzie jednego chłopca
            jest trochę na wyrost. Ile dzieci nauczycielskich uczyłaś, wszystkie
            miały chodzy? Dlaczego uogólniasz? Takie wątki denerwują mnie z
            jednego powodu. Dziś społeczeństwo jest bardzo nieprzychylne
            nauczycielom, przeważają negatywne opinie o nich i ich pracy. A ja
            widzę coraz więcej coraz lepszych nauczycieli. Myślę, że my - uczący
            powinniśmy bronić swojego środowiska. Jeżeli widzisz nieprawidlowość
            (pojedynczą) spróbuj ją zwalczyć w swoim środowisku, nie pisz na
            forum o korupcji nauczycieli, bo przykładasz jeszcze jedną cegiełkę
            do gmachu nienawiści przeciwko nam. A np. w środowisku lekarskim
            korupcja jest niepórywnywalnie większa niż w naszym.Znam wielu
            przyzwoitych i uczciwych nauczycieli, lekarzy - pojedyncze sztuki.
            • to.ja.kas Re: Do autorki 11.02.09, 09:32
              Elf zobacz a ja dokładnie na odwrót...nauczycieli w porzadku jak na
              lekarstwo za to wielu , fajnych, oddanych lekarzy.

              Chodziłam do szkoły z córką pani od biologii. Jak my byłysmy tepione
              za strój ona mogła farbowac włosy i nosic mini krótszą niż nasze
              bluzki. Zawsze miała fory.
              POtem została narkomanką.
              A szkoda, bo niegłupia była. Tylko uważała, że świat kręci się wokół
              niej.
            • nenia1 Re: Do autorki 11.02.09, 09:47
              No tak, tylko że w tym wątku nie zgadzają się z autorką
              dzieci nauczycieli i sami nauczyciele. Co akurat nie dziwi.

              Z najlepszego ogólniaka w moim mieście pamiętam syna
              nauczycielki przeciąganego dosłownie za uszy z klasy do klasy.
              Facet miał wszystko gdzieś, bo i tak wiedział, że przejdzie.
              I tak było.

              Inni za podobne wybryki wylatywali (miedzy innymi Wojtka Kuczoka
              z mojej szkoły wywalili, a jak dostał NIKE to dopiero było plucie
              w brodę...).

              Trudno udawać, że pewnych zjawisk nie ma. Nie tylko w zawodzie nauczycielskim zresztą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka