protozoa
24.03.09, 15:42
W watku o dylemacie czy pożyczyć przyjaciółce pieniądze na aborcję czy nie,
pojawiają się głosy oburzonych przeciwniczek usuwania ciąży.
Proponuję spojrzec na to inaczej - aborcja jest złem, nie powinna być środkiem
antykoncepcyjnym, jest w zasadzie w Polsce nielegalna, ale.... są sytuacje gdy
jest mniejszym złem niż urodzenie niechcianego dziecka. Przy czym niechciane
dziecko nie musi być maltretowane. Moze po prostu swym przyjściem na świat
mocno pokrzyżować życie rodzicom. I uszanujmy to, pozwólmy wybierać tym
najbardziej zainteresowanym bez moralizowania i katolickiej indoktrynacji.
Przyznaję się- dokonałam aborcji!!! Bylam juz matką sporych bliźniaków, miałam
warunki socjalno-bytowe całkiem dobre, pracę, męża , ustabilizowaną sytuację
rodzinną i życiową itd. I choć stosowałam antykoncepcję - dotąd skuteczną-
przydarzyła nam się wpadka. Dla jasności - wpadka z mężem. Byliśmy na urlopie,
inny klimat, duża zmiana stref czasowych i.... stało się.
Nie bylismy zachwyceni perspektywą kolejnego dziecka tym bardziej, że byłam w
okolicach 40 urodzin. Zdecydowaliśmy się na aborcję. Gdzie, jak - to juz nasza
sprawa. Ważne, ze bezpiecznie.
Nie czuję wyrzutów sumienia, choć pewnie będziecie chciały mi to wmówić. Źle
się stało, ze doszło do nieplanowanej ciąży, zwłaszcza, że wiedzę na temat
płodności mamy całkiem dobrą, jednak czasem tak jest. Współżycie seksualne
wiąże się z ryzykiem nieplanowanego poczęcia. I pozwólmy ludziom decydować czy
chca mieć kolejne dziecko.
Nie żałuje tej decyzji, była ona nasza, wspólna, po rozważeniu wszystkich za i
przeciw. Nie wpłynęła na nasz związek, no może teraz zamiast 1 stosujemy dwie
metedy zapobiegania niepożądanej ciąży.