Dodaj do ulubionych

Urodziłam i nie pokochałam....

    • figrut Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:26
      > Do lekarza nie pójdę bo co powiem? Że jestem wariatka, która nie potrafi zaakce
      > ptowac takiego stanu rzeczy jaki nastał? Dostanę jakieś tabletki ziołowe i po w
      > szystkim....
      G...no prawda. Dostaniesz prawdopodobnie tabletki blokujące wypływ serotoniny z
      mózgu jakie i ja dostałam, o ile zgłosisz się do specjalisty, czyli do
      PSYCHIATRY. Tobie potrzebna jest pomoc psychiatry, a nie zamiatanie problemów
      pod dywan i wysłuchiwanie, że samo sobie przejdzie. Psychiatra to lekarz i żaden
      wstyd się tam leczyć. Wbrew pozorom nie dostaniesz ziołowych pastylek, a
      tabletki które naprawdę Ci pomogą. Dostaniesz też skierowanie do psychologa, ale
      musisz to wszystko brać na poważnie jak chorobę nerek, wątroby czy czegoś tam
      jeszcze co oznacza - chodzisz do lekarza, chodzisz na terapię, bierzesz tabletki
      według przepisu.
      • figrut Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:28
        No i jeszcze jedno - to JEST depresja nie koniecznie poporodowa, choćbyś nie
        wiem jak bardzo sobie wmawiała, że nie jest.
    • undomestic_goddess Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:56
      Szczerze do bólu, galopem do lekarza. Bo to jest depresja i lekarz Ci pomoże.
      Nic innego mądrego nie potrafię napisać poza tym jeszcze, żebyś się naprawdę
      pospieszyła, bo depresja to bardzo groźna choroba.

      Nie daj też sobie wmówić bzdur, że tak masz, bo sama tak chcesz. Tego stanu nikt
      dobrowolnie nie wybiera. Na niego się składają hormony, przemęczenie, zmiana
      trybu życia itd.

      A dla swojego synka jesteś najlepszą mamą świata, przeczytaj swój post jeszcze
      raz - nawet napisałaś, że go kochasz i jest fajny smile

      B współczuję i rozumiem.
      • ewelsia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:04
        popieram przedmówczynie, potrzebujesz specjalistycznej pomocy i
        terapii, osobiście też jestem w trakcie ( nie z powodu depresji
        poporodowej), naprawdę polecam. A rady typu idź do fryzjera , sory
        ale są po prostu śmieszne.
        Trzymaj się.
        • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:09
          ewelsia napisała:

          A rady typu idź do fryzjera , sory
          > ale są po prostu śmieszne.

          hm powiesz mi co w tym takiego śmiesznego? przypomnij sobie w życiu
          taki dzień w którym miałaś doła i zakupy, fryzjer lub kosmetyczka
          poprawiły Ci humor. Na pewno wiele razy tak było. Więc nie mów że to
          jest śmieszna bo takie rzeczy znacznie porawiają nastrój.
          • ewelsia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:17
            Kobieto, Ty chyba nie umiesz czytać, lub nie rozumiesz, co czytasz.
            Autorka wątku ma powazne problemy , a nie chwilowego doła. Takie
            rady od parady typu zakupy fryzjer to można wciskać
            czytelniczkom "Pani domu" , czy innej "Chwili dla Ciebie", a nie
            osobie , która pisze takie rzeczy. A ja nigdy lub prawi nigdy nie
            poprawiałam sobie humoru zakupami, no ale ja to inna bajka.
            • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:24
              ewelsia napisała:

              > Kobieto, Ty chyba nie umiesz czytać, lub nie rozumiesz, co
              czytasz.
              > Autorka wątku ma powazne problemy , a nie chwilowego doła. Takie
              > rady od parady typu zakupy fryzjer to można wciskać
              > czytelniczkom "Pani domu" , czy innej "Chwili dla Ciebie", a nie
              > osobie , która pisze takie rzeczy. A ja nigdy lub prawi nigdy nie
              > poprawiałam sobie humoru zakupami, no ale ja to inna bajka.

              nawet już mi się nie chce za bardzo tego komentować. Skoro autorka
              watku ma poważny problem to niech nie przesiaduje na forum tylko
              idzie do lekarza.. boże..
              • ewelsia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:29
                to nie komentuj, po czytając Twoje wcześniejsze wypowiedzi w wątku
                stwierdzam, że są po prostu żałosne (zwłaszcza te, że chorzy na
                depresję wmawiają sobie chorobę i nie umieją wziąć się w garść).
                A forum jest m.in. od tego, żeby się wyżalić czy poradzić. Przed
                obcymi jest nam łatwiej.
              • mond33 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 21:00
                mloda19877 napisała:
                > nawet już mi się nie chce za bardzo tego komentować. Skoro autorka
                > watku ma poważny problem to niech nie przesiaduje na forum tylko
                > idzie do lekarza.. boże..

                To nie komentuj. Spokój przynajmniej będzie.
              • artdesign84 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 23:36
                a Ty do egzorcysty
              • madami Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 14:55
                mloda19877 napisała:
                > nawet już mi się nie chce za bardzo tego komentować. Skoro autorka
                > watku ma poważny problem to niech nie przesiaduje na forum tylko
                > idzie do lekarza.. boże..

                moze swoją radę zastosujesz do siebie? Zamiast przesiadywac na
                forum i się ośmieszac może zajmij się jakś pożyteczną pracą?
          • agni71 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:27
            Ty sie mloda juz nie osmieszaj. Poczytaj o depresji, moze
            podrecznikom uwierzysz. Nie mam depresji, ale bliska mi osoba miała -
            podkreslam - depresja to nie chwilowe przygnebienie, zły nastrój.
            To choroba, która trzeba leczyć.
            • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:41
              dobrze już dobrze nie bulwersujcie się tak bo wam żyłki popękajątongue_out
              • mond33 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 21:17
                mloda19877 napisała:

                > dobrze już dobrze nie bulwersujcie się tak bo wam żyłki popękajątongue_out

                Zamelduj to we własnym pamiętniku. Jako jedyny Cię wysłucha.
              • artdesign84 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 23:37
                czytając głupotie teksty, jaki Ty piszesz ciężko być spokojnym

                Dzieciaku, waź się ogarnij !!
          • artdesign84 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 23:38
            z tym akurat się zgazam, mi fryzjer pomaga na doła ( w prawdzie
            krótkotrwale, ale to zawsze coś)
    • yenna_m Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:05
      Nie jestem psychiatrą/psychologiem.
      Ale wiesz, pokazalabym sie na Twoim miejscu komus mądremu.
      To moze byc depresja poporodowa.
      Wbrew pozorom chorzy na depresje moga byc bardzo nerwowi, agresywni.

      Jesli to nie depresja - fachowiec pozwoli uporac Ci sie z problemem.
      • wieczna-gosia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:28
        zgadzam sie z yenna- idz pokaz sie fachowcowi. Nie diagnozuj siebie sama- OD 7
        MIESIECY MECZYSZ SIE Z TAKIMI UCZUCIAMI SAMA!!! NO, POGIELO CIE I ZYCIA CI NIE
        SZKODA????? Do lekarza ale juz.
        • krwawakornelia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:43
        • krwawakornelia A gdzie u licha jest twoj maz????? 31.03.09, 20:44
          mozki mu odcielo ze sie dzieckiem zajac nie moze (chociazby w
          nocy????) jezeli w dzien pracuja?
    • galikowa Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:47
      Dobrze, że zdajesz sobie sprawę z tego że jest jakiś problem i potrafisz sie do
      tego przyznać. Moim zdaniem opiekunka (albo babcia czy tata na wychowawczym)
      pomogłaby. Potrzebujesz pracy chyba. Jak bedziesz wracala z pracy do domu to
      moze zatesknisz i pokochasz. Trzymam za Ciebie kciuki zebys pokochała i zeby sie
      ułożyło!
    • mika_p Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:48
      Owszem, wygląda to własnie na depresję poporodową, bo ona nie pojawia się od
      razu po porodzie, tyulko kilka mieisęcy później.
      Żłobek, pójście do pracy, mogłoby ci pomóc, gdyby to był zwyczajny przypadek
      niepasowania do roli matki domowej.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=572&w=31156185&a=31156343
    • kicia031 Depresja poporodowa 31.03.09, 21:24
      Wszelkie objawy ktore opisujesz to typowy obraz depresji poporodowej - moize ona
      trwac bardzo dlugo, u mnie przy 2 dziecku ponad 2 lata, dopoki nie przestalam
      karmic i nie zaczelam brac lekow przeciwdepresyjnych.
      Idz szybko do lekarza!
      • emilly4 Z twoim synem wszystko jest OK 31.03.09, 22:03
        Tak jak w temacie, z Twoim synkiem wszystko jest wporzadku! Zachowuje sie jak na
        malca przystalo, jest malutki, zdany tylko na Ciebie, nie umie za bardzo wyrazic
        co chce, wiec marudzi, placze, wyje, i marudzi 24/h.
        Problem jest z Toba i to o siebie powinnas teraz zadbac...radzilabym znalezc
        jakiegos fajnego, dobrego specjaliste i wybrac sie do niego razem z mezem.
        Musisz komus powiedziec co w Tobe siedzi, i ktos musi cie naprowadzic na dobra
        droge tzn jak radzic sobie ze stresem, ktory siedzi w Tobie. Wpadlas w bledne
        kolo i nawet zwykla rada, uwaga meza doprowadza cie do furi, bo przeciez to Ty
        siedzisz z tym "dzieciakiem" caly dzien, a on obija sie w pracy i zarabia na
        wasza rodzine...w 99% przypadkach tak to wlasnie wyglada.
        Aha! Depresja po porodowa, nie musi nastapic od razu w pierwszych dniach "po".
        Zycze powodzenia, zadbaj o siebie- szkoda zeby taki fajny chlopak patrzyl na
        smutna mame.
        smile
      • gabi683 Re: Depresja poporodowa 01.04.09, 08:21
        kicia031 napisała:

        > Wszelkie objawy ktore opisujesz to typowy obraz depresji
        poporodowej - moize on
        > a
        > trwac bardzo dlugo, u mnie przy 2 dziecku ponad 2 lata, dopoki nie
        przestalam
        > karmic i nie zaczelam brac lekow przeciwdepresyjnych.
        > Idz szybko do lekarza!


        I dla mnie to na to wyglada ,nprawde nie czekaj zgłos się .
    • osa551 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 21:58
      Masz najprawdopodobniej depresję poporodową, lepiej zgłoś się do specjalisty
      zanim skończysz jak butterfly ...
      • mamaemmy Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:13
        Ojej tez pomyslałam o butterly sad
        Idz do specjalisty,depresja poporodowa nie jest tylko miesiac po porodzie,moze
        trwac o wiele dłuzej!
        To sa hormony..które niestety rządza człowiekiem,zwłaszcza kobietą..
        Sama sobie z tym nie dasz rady...
        A mysle ze wszystkie na tym forum chcemy usłyszec ze lepiej sie czujesz,a nie
        zeby mąz z Twojego konta potem powiadamiał nas o tym ze stało sie
        nieszczescie-tak jak u butterfly sad
        • mamaemmy Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:17
          Acha-i idz do pracy.Załatw opiekunkę,nawet jesli będziesz pracowac tylko na te
          opiekunke.
          I nie daj sobie wmówic ze jestes zlą matką-uwierz mi-niejedna z nas to
          przezywała,są matki które kochaja dziecko od pierwszych ruchów,od porodu,a sa
          matki które kochają dziecko od momentu kiedy powie im to dziecko kocha cie.Czyli
          to ok 2 latka..
          Jak bedziesz miała ochote,napisz do mnie na maila,znajde zawsze czas,aby
          odpisac,a na temat depresji mam cos niecos do powiedzenia ..
    • niiikaa Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:57
      To bardzo przykre, że Ciebie też to spotkało.

      Nic sobie nie wmawiasz - masz depresję, nie poporodową tylko normalną. Idź do psychologa - zamiast słuchać męża, który nie ma zielonego pojęcia o czym mówisz - posłuchaj siebie. Nie idziesz do lekarza - idziesz do psychologa. Psycholog jest potrzebny osobom w takiej sytuacji jak Ty. On po to jest - tak jak dentysta jest od leczenia zębów a szewc od naprawy obuwia.

      Miałam to samo - bo moje plany pourodzeniowe wzięły w łeb. I zamiast planowanych 4 miesięcy z Młodym spędziłam 15. I to był koszmar. Ze strony męża nie miałam żadnego wsparcia. I nie mam do tej pory. Ma za to wspaniałych rodziców i teściową. I tylko dzięki nim nie skończyło się to dla mnie kiepsko. I ma to szczęście, że moja mama jest psychologiem smileWiem, że terapia u osoby spokrewnionej to nie najlepszy pomysł ale kto mnie wysłucha o 23:15 jak nie matka.

      Jeżeli nie chcesz (choć moim zdaniem dobrze by było) iść do psychologa spróbuj zrobić to co ja.
      Żeby odpocząć od Młodego jeździłam w sobotę na obiad do rodziców a w niedzielę do teściowej. I samo to , że jestem z dorosłymi było super. Może spróbuj tak samo. Tylko pamiętaj - Ty do nich a nie odwrotnie.
      Może jakaś Twoja koleżanka też siedzi z dzieckiem. Nie musi być bliska koleżanką. U mnie okazało się, że moja koleżanka ze szkoły podstawowej ma dziecko w tym samym wieku co moje i mieszkamy na tym samym osiedlu. I razem chodziłyśmy na spacery. Nawet dialog o dzieciach jest lepszy niż monolog smile

      Poszukaj w swojej okolicy "klubu mam " - wpisz w googla "klub mam " i zobacz co się pokażę. Chodzi o dziewczyny w Twojej sytuacji, które spotykają się razem z dziećmi. One mogą trochę pogadać a dzieciaki się bawią. Jak Twoje dziecię ma 7 miesięcy to już może pobawić się z innymi dziećmi.

      Trzyma kciuki i mam nadzieję, że będziesz się czuła lepiej. Choćby dzięki świadomości, że nie jesteś sama w swoim kłopocie.

      Pozdrawiam
      • memphis90 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 18:28
        Przepraszam, ale się nie zgodzę...
        Nie idziesz do lekarza - idziesz do psychologa. Psycholog j
        > est potrzebny osobom w takiej sytuacji jak Ty. On po to jest - tak jak dentysta
        > jest od leczenia zębów a szewc od naprawy obuwia.
        Właśnie IDZIE do lekarza, bo lekarz jest od leczenia depresji. Psycholog może
        wspomóc terapię, ale jeśli problem leży w fizjologii mózgu, a nie w róznych
        konfliktach wewnętrznych- to bez leków się nie obejdzie.
        • niiikaa Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 20:09
          Nie przepraszaj smile

          Podobnie jak ty sądzę, że w tym przypadku skończy się wizytą u psychiatry i lekami.
          Psycholog może jej pomóc wyjść z tego koszmaru w którym teraz siedzi. Same leki
          niestety nie załatwią sprawy, sam psycholog też nie.

    • selavi2 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 23:01
      To co piszesz o sobie, ma wszelkie symptomy depresji.
      I to przewlekłej.
      Ale od oceniania tego jest psychiatra.
      Nie Ty, nie ja.
      Szoruj Matka do lekarza,najlepiej do dwóch, a jak Ci sie diagnozy pokryją, to
      nie bedziesz przed sobą sie wykrecac. Potem pomału wprowadzaj zmiany, najlepiej
      w kontakcie z psychologiem.
      Inaczej będzie jeszcze gorzej.
      Bo depresja to stan, który może ciagnać sie nawet latami.
    • mloda19877 Re: Whoa, cherie! 31.03.09, 23:57
      a tak ogólnie to w którym momencie ja napisałam że mam wspaniałe
      życie? ja tak nie twierdze i nigdzie tak nie napisałam. Napisałam
      tylko że potrafię się cieszyć z tego co mam i to docenić. I wcale
      nie mam wspaniałego zycia bo wiele mnie przykrych spraw spotkało ale
      mimo to nie wpędzam się w dół bo wiem że to mi nic nie da.
      Nie przekręcaj moich słów.
      • too.good.to.be.god Re: Whoa, cherie! 01.04.09, 00:02
        No fakt, wszak napisałaś, że byłaś za głupia na polonistykę. Jedną samokrytykę masz zaliczoną, dawaj więcej!
        • mloda19877 Re: Whoa, cherie! 01.04.09, 00:06
          too.good.to.be.god napisała:

          > No fakt, wszak napisałaś, że byłaś za głupia na polonistykę. Jedną
          samokrytykę
          > masz zaliczoną, dawaj więcej!

          ty jesteś za głupia żeby czytać moje wypowiedzi bo nawet tego nie
          potrafisz. Taaa. Napisałam coś zupełnie innego. Pozwól że nie będę
          się zniżać do Twojego poziomu i zakończe z tobą tą mało interesująca
          dyskusje.
          • too.good.to.be.god Re: Whoa, cherie! 01.04.09, 00:16
            Nie wątpię, że zakończysz smile Ale jeśli się martwisz, że mnie rozczarowałaś, uspokoję Cię - od początku wyglądałaś na taką, która umie dowalać tylko tym, co się bronić nie mogą. No suprises there. Choć nie powiem, miałam nadzieję, że drzemie w Tobie trochę więcej sportowego ducha. No, trudno.
            • mloda19877 Re: Whoa, cherie! 01.04.09, 00:26
              nie chcę z Tobą się przekomarzać tylko z jednego powodu. Wkładasz mi
              w usta słowa których nie wypowiedziełam/nie napisałam. I w tym
              wypadku dyskusja jest bez sensu. Ponadto ja się z nikogo nie nabijam
              i nie dwrwie z czyjegoś zycia tak jak Ty z mojego.
              • too.good.to.be.god Re: Whoa, cherie! 01.04.09, 00:37
                Ależ, cherie, robię dokładnie to, co Ty, tylko sprawniej. Ty twierdzisz, że depresja nie istnieje i walisz między oczy byle mocniej, ja twierdzę, że ktoś z takim poziomem wiedzy i empatii jak Ty nie istnieje - i też walę. Jedyna różnica dotyczy końców, na których stoisz. Tam, gdzie to Ty walisz, jest przyjemniej, nie?
    • too.good.to.be.god Re: Whoa, cherie! 01.04.09, 00:01
      Nie wiem, czy zazdrościć nie, ale kompensujesz sobie aż miło i to kosztem dziewczyny, która ma poważny problem. So, cherie, dlaczego nie iść krok dalej, hę? Jeszcze trochę historyjek o ciężkim życiu, może się któraś nabierze, a Tobie samoocena wzrośnie. Dawaj, dawaj, drugiej takiej szansy mieć nie będziesz. Załóż swój wątek, wpiszemy miasta, kture Cię popierajom big_grin
    • semi-dolce Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 01:07
      To własnie jest depresja poporodowa.

      Nie wiem jak karmisz, jesli butelka to żadnego problemu nie ma, jesli piersią to
      własciwie tez nie - wiele leków przeciwdepresyjnych mozna brac przy karmieniu
      piersią. Gdyby nie było mozna, pewnie dużo mniej matek by karmiło...

      Nie ty jedna. Takie problemy dotykaja wielu młodych mam. Rzeczywistość bardzo
      różni sie od naszych wcześniejszych wyobrażeń. Przykładem niech będzie
      wypowiadająca sie tu młoda. Piąty miesiąc ciąży? To akurat ten czas, gdy dostaje
      sie wielkiego kopa energetycznego, nastrój jest fantastyczny i góry chce sie
      przenosić... Tak, całe życie mogłabym byc w 4-5 miesiącu ciąży... Potem
      przestaje być tak różowo.

      Sa dwie drogi w twoim wypadku lewenstein. Albo nie rób nic i sytuacja sie
      pogorszy. Byc może minie samo - za miesiąc albo za 10 lat. Być może skończy sie
      tragicznie. Być może dojdzie do tego, że twoje dziecko będzie wyć z głodu i
      zasikania, a ty będziesz leżeć nie mogąc się ruszyć. Tak, do tego prowadzi
      depresja - w końcu nie tylko zrobienie posiłku jest przedsięwzięciem, ale i
      wstanie z łóżka czy nawet zmiana pozycji leżenia. Często nieleczona depresja
      kończy się samobójstwem.
      Druga droga to udanie się do specjalisty, czyli lekarza psychiatry. Psycholog
      tez, ale potem. Na razie potrzebne jest wsparcie farmakologiczne, a tego może
      udzielić jedynie lekarz medycyny. Jeśli karmisz piersią zapytaj na forum
      karmienie piersią o lekarza w swojej okolicy, który zajmuje sie mamami
      karmiącymi, dziewczyny i pani Monika pomogą ci.

      I jeszcze jedno - pamietaj, że leki nie działaja od razu. Musi minąć kilka
      tygodni, zazwyczaj od 2 do 4 żeby zadziałały tak, jak powinny. Te tygodnie to
      taki okres przejściowy. W tym czasie twoje samopoczucie nie poprawi się, ale
      mogą wystapić efekty uboczne - zaburzenia apetytu, senność, ogólne złe
      samopoczucie. One mijaja, trzeba przeczekać. Warto byś w tym czasie miała kogoś
      do pomocy.

      Pamiętaj o jeszcze jednej rzeczy - to nie jest twoja wina. Nie jesteś złą matką.
      Tego w ogóle nie mozna rozważać w kategorii winy. Depresja jest chorobą. Gwoli
      ścisłości choroba afektywna, nie psychiczną. Jest taka sama chorobą jak nowotwór
      czy choroba zwyrodnieniowa stawów. Nie mozna powiedziec sobie "ja na pewno nie
      dostanę z tego powodu depresji". Tzn powiedziec mozna, tak samo jak mozna
      powiedzieć "ja na pewno nie dostanę raka". Tyle że to czcze gadanie. Depresję
      trzeba ją leczyć. I w wielu przypadkach udaje się zapobiec kolejnym epizodom
      depresyjnym.
      • luna333 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 10:46
        miała miała coś takiego, że mam depresję od wielu lat to też wiem/
        co Ci radzić? poproś o pomoc kogoś jak możesz, mamę teściową,
        odpocznij i nie powiem Ci że będzie lepiej - ja po prostu musiałam
        zrozumieć że dacydując się na dziecko dostałam dożywocie i
        zaakceptowałam ten stan rzeczy i olałam sprawy mniej istotne/ na
        szczęście dzieci są coraz starsze i nie wymagają z czasem tyle
        poświęcenia (mój się darł od rana do nocy - z czasem zrozumiałam że
        nie muszę od razu rzucać wszystkiego i pędzić na jego każde
        kwęknięcie jeśli jestem pewna że nic mu się nie dzieje, że mam prawo
        zrobić siusiu i umyć zęby a nawet krótki prysznic bez wyrzutów
        sumienia) cóż życzę spokoju
      • bogoosia podpisuję się nt. 01.04.09, 11:22
        i nie przejmuj się, radami typu "psychiatra, to psychotropy, a to
        ostateczność"... teraz farmakologia się tak rozwinęła, że lekarz
        (dobry!) dobierze leki, które Cienie otumanią, pozwoląfunkcjonować,
        choć rzeczywiście początek przyjmowania często powoduję np. senność
        lub inne efekty uboczne...
        w sytuacji, jakiej jesteś ważne jest by działać szybko, dla dobra
        Twojego i malucha i męża itd...potem przyjdzie czas na zastanawianie
        się, analizę, psychologa itd. najważniejsze dla Ciebie i dziecka,
        żeby zrobić coś z tym szybko!!!
        no i postaraj się skorzystać z czyjejś pomocy przy maluchu, żeby
        mieć dla siebie choć godzinkę, toż już duży chłopak i poradzi
        sobie wink

        uszy do góry, idzie wiosna, będzie lepiej smile
        • bogoosia aczkolwiek nim psychiatra... 01.04.09, 11:43
          w sumie oceniamy sytuację na podstawie niewielu informacji, więc
          może jeszcze nim do psychiatry się wybierzesz poczytaj, co mądrego
          napisała cofe-tee w tym wątku i kolejnych w temacie, bo kurza stopa
          nigdy nic nie wiadomo:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=92794931&a=92798570
        • mloda19877 Re: podpisuję się nt. 01.04.09, 16:38
          bogoosia napisała:

          > i nie przejmuj się, radami typu "psychiatra, to psychotropy, a to
          > ostateczność"... teraz farmakologia się tak rozwinęła, że lekarz
          > (dobry!)

          no właśnie DOBRY! a zdajesz sobie sprawe jak ciężko jest trafić na
          takiego dobrego lekarza?
          • memphis90 Re: podpisuję się nt. 01.04.09, 18:32
            Taaa, więc lepiej pisać dziewczynie, że ma depresję na własne życzenie, bo inne
            matki sobie radzą, a Ty to już w ogóle depresji mieć nie będziesz, bo tak
            zaplanowałaśuncertain

            Leki potrafi dobrać nawet lekarz pierwszego kontaktu, nie wymaga to wybitnych
            umiejętności. Dla mniej umiejętnych są nawet ściągawki z leków- co, przy jakich
            objawach,w jakiej dawce. Mniej sprytni mogą sprawdzić w necie.
          • bogoosia Re: podpisuję się nt. 01.04.09, 21:10
            no a co Ci chodziło konkretnie?
          • bogoosia Re: podpisuję się nt. 01.04.09, 21:13
            a wiem, że ma iść do tego fryzjera i sama wziąć się w garść? użalać
            się nie powinna, ryzykować póścia do lekarza też nie... kobieto kup
            sobie trochę mózgu!!!
            • mloda19877 Re: podpisuję się nt. 02.04.09, 01:29
              bogoosia napisała:

              > a wiem, że ma iść do tego fryzjera i sama wziąć się w garść?
              użalać
              > się nie powinna, ryzykować póścia do lekarza też nie... kobieto
              kup
              > sobie trochę mózgu!!!


              a może to sobie powinnaś zaproponować? Jeśli nie jesteś w stanie
              zrozumieć o co mi chodzi to moje tłumaczenie będzie zbędne.
              • bogoosia Re: podpisuję się nt. 02.04.09, 15:33
                ależ ja rozumiem, tylko Ty jesteśza tępa, by zrozumieć, że Twoja
                rada ma się jak "pięść do nosa", rozumiesz metaforę czy wytłumaczyć?
          • bogoosia zaraz, zaraz 01.04.09, 21:16
            mloda19877 napisała:


            > no właśnie DOBRY! a zdajesz sobie sprawe jak ciężko jest trafić na
            > takiego dobrego lekarza?

            a Ty skąd wiesz? przecież Ty nie masz i nigdy nie będziesz mieć
            takich problemów. w Pani domu pisali czy w telenoweli było?
            • bogoosia młoda, zdaje się, że masz poważny problem... 01.04.09, 21:26
              poszperałam i proszę:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=586&w=91171778&a=91321400
              Ty się nie broń i sama idź migiem do specjalisty!!! o ile za póxno
              nie jest!!! to już nie chodzi o brak poczucia humoru, nieumiejętność
              czytania między wierszami, ale jesteś agresywna i wydaje się, że
              sobie z tym nie radzisz... i czepiać się kobiety, która prosi o
              pomoc w prawdopodobnej depresji, samej odstawiając takie cyrki... Ty
              siedzisz i buczysz? niemożliwe, kłamałaś!
              • mloda19877 Re: młoda, zdaje się, że masz poważny problem... 02.04.09, 01:33
                bogoosia napisała:

                > poszperałam i proszę:
                > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=586&w=91171778&a=91321400
                > Ty się nie broń i sama idź migiem do specjalisty!!! o ile za póxno
                > nie jest!!! to już nie chodzi o brak poczucia humoru,
                nieumiejętność
                > czytania między wierszami, ale jesteś agresywna i wydaje się, że
                > sobie z tym nie radzisz... i czepiać się kobiety, która prosi o
                > pomoc w prawdopodobnej depresji, samej odstawiając takie cyrki...
                Ty
                > siedzisz i buczysz? niemożliwe, kłamałaś!
                >


                hahahahaha widze że jakiejś obsesji dostałyście na moim punkcie
                głupie gąskitongue_out nawet szukacie już moim wypowiedzi. No nieźle nieźle.
                A tak przypadkiem to wam żal d...y nie ściska bo ja jestem jako
                chyba jedyna normalna na tym forum i co lepsze bez depresji?? no
                chyba was rozgryzłam. Mam takie wrażenie bo każda która się
                wypowiedziała przeciwko mnie miała jakieś tam zaburzenia. Biedne
                dziewczynki z depresją och jak mi przykro.
                • babcia47 Re: młoda, zdaje się, że masz poważny problem... 02.04.09, 03:02
                  A tak przypadkiem to wam żal d...y nie ściska bo ja jestem jako
                  > chyba jedyna normalna na tym forum i co lepsze bez depresji??
                  słoneczko jedynym, który nie powie, że zwariował..jest sam
                  wariat smile))..te które sie wypowiedział przynajmniej wiedziały, ze
                  maja jakiś problem i mogły z nim powalczyć, ty nie masz zadnych
                  szans..a sprawdzanie z kim się ma do czynienia, jego wczesniejszych
                  wypowiedzi jest normalne (jezeli pamietasz, co to okreslenie oznacza)
                • memphis90 Re: młoda, zdaje się, że masz poważny problem... 02.04.09, 09:46
                  > A tak przypadkiem to wam żal d...y nie ściska bo ja jestem jako
                  > chyba jedyna normalna na tym forum i co lepsze bez depresji??
                  Skoro Ty jesteś wyznacznikiem "normalności", to ja wolę być "nienormalna".
                  Zdecydowanie.
                • zasluzony_dzialacz Re: młoda, zdaje się, że masz poważny problem... 02.04.09, 09:55
                  > A tak przypadkiem to wam żal d...y nie ściska bo ja jestem jako
                  > chyba jedyna normalna na tym forum i co lepsze bez depresji??
                  > chyba was rozgryzłam. Mam takie wrażenie bo każda która się
                  > wypowiedziała przeciwko mnie miała jakieś tam zaburzenia. Biedne
                  > dziewczynki z depresją och jak mi przykro.
                  ROTFL.
                  Żal mi dupę ściska, że takie prymitywne siksy są częscią mojego społeczeństwa.
                  > chyba was rozgryzłam. Mam takie wrażenie bo każda która się
                  > wypowiedziała przeciwko mnie miała jakieś tam zaburzenia. Biedne
                  > dziewczynki z depresją och jak mi przykro.
                  Taaa, te zaburzenia pracy mózgu myśleniem się zowią.
                • bogoosia oj głupiutka 22 letnia gąsko!!! 02.04.09, 15:32
                  obsesję mam, na punkcie bezgranicznej głupoty, ale Twój mały móżdżek
                  nawet w tej kategorii się nie łapie, trzeba jeszcze rozszerzyć
                  skalę...

                  przeczytaj swoją wypowiedź, którą podlinkowałam, może z perspektywy
                  (trudne słowo) czasu spojrzysz na to inaczej i przyznasz, że
                  kompletny debil mógł coś takiego napisać... a Twój stan wydał mi się
                  niepokojący nie jako osobie z zaburzeniami, ale wyobraź sobie, jako
                  komuś, kto ma większe pojęcie niż Ty o temacie, o którym mowa, nie z
                  autopsji (jeszcze trudniejsze słowo), ale z racji wykształcenia...
                  po Twoich błędach ortograficznych sądząc, to cud, że Cię z
                  podstawówki prosto do wojska nie wzięli...

                  i na tym kończę, bo nie chce mi się dyskutować z gó...arą, która
                  zachowuje się na mniej lat niż ma, uważa, że zjadła wszystkie rozumy
                  (oczywiście oprócz swojego)...


                  pozdrawiam i mimo wszystko miłego dnia
                  Bogusia
            • mloda19877 Re: zaraz, zaraz 02.04.09, 01:30
              bogoosia napisała:

              > mloda19877 napisała:
              >
              >
              > > no właśnie DOBRY! a zdajesz sobie sprawe jak ciężko jest trafić
              na
              > > takiego dobrego lekarza?
              >
              > a Ty skąd wiesz? przecież Ty nie masz i nigdy nie będziesz mieć
              > takich problemów. w Pani domu pisali czy w telenoweli było?


              a to trzeba mieć takie problemy żeby wiedzieć o takich sprawach? ot
              wymyśliła
    • azi-77 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 11:20
      Czytając Twój post, widzę swoją historię z tym że u mnie trwa to 2
      lata,kocham bardzo swoje dziecko i nigdy nawet nie pomyślałam ,że je
      mogłaby je nie kochać.Problem w tym, że nie mam wsparcia u
      nikogo,sama z dzieckiem 24h.Są gorsze i lepsze dni.Jestem
      nerwowa,wszystko mnie denerwuje,klnę,kłócę się z M bo on mie nie
      rozumie (pracuje bardzo dużo, wyjeżdza rano wraca w nocy)zdarz mi
      się dać klapsa małemu,(zaraz tego żałuję),krzyczę, nikt mnie nie
      rozumie (jedynie mama).Nie byłam u specjalisty ponieważ karmię
      piersią i w związku z tym żadnych psychotropów nie będę mogła
      brać.Jestem wykończona psychicznie i fizycznie więc doskonale Cię
      zozumiem.Marzy mi się jeden dzień wolny bym mogła wstać kiedy będę
      chciała, wykąpać się na spokojnie, zjeść, pójść na zakupy,poczytać.
      To co napisała niiikaa ŚWIĘTE SŁOWA.
      Do młodej19877 życzę Tobie aby depresja Cię nie dopadła. Ja będąc w
      ciąży, czytając książki na temat depresji poporodowej przez myśl mi
      nie przeszło że będzie mnie to dotyczyć,mnie wesołej, cieszącej się
      z życia dziewczyny,pragnącej tego dziecka, a jednak więc niebądź
      taka pewna, wiele się zmieni w Twoim życiu,wszystko odwróci się o
      180stopni i nie będzie tak różowo jak Tobie się wydaje...Pozdrawiam
      • bogoosia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 11:23
        tak w ciąży, jak przy kaprmieniu można brać niektóre psychotropy -
        zapytaj po prostu lekarza... tyle, że jeśli jest to potrzebne, a
        specjalista to oceni...
      • triss_merigold6 IMO w takiej sytuacji 01.04.09, 11:35
        IMO w takiej sytuacji należy przestawić dziecko na butelkę i brać
        leki dobrane przez lekarza. Dziecku od przestawienia się na mleko
        modyfikowane nie stanie się nic złego a matka może odzyskać zdrowie
        i normalne samopoczucie. Bilans zysków i strat. Gdyby depresja
        dopadła mnie w okresie kiedy jeszcze karmiłam naturalnie to
        odstawiłabym dziecko wychodząc z założenia, że w tym momencie należy
        przede wszystkim ratować siebie.
    • moni4444 dla pocieszenia;) 01.04.09, 11:50
      Ja tez jestem sama z czworka dzieci,jest trudno maz w paracy calymi
      dniami,wraca pozno wieczorem,nic mi nie pomaga,czasem tesciowa
      przyjdzie ton popilnuje maluchow.A ja musze sama targac zakupy
      wlazic i zlazic z wozkiem ubierac dzieci gotowac obiad
      podac ,pozmywac,posprzatac nakarmic najmlodsza 9msc,pouzerac sie z
      diablica 5latkawinkodrobic lekcje z 9latka(niemam cierpliwosci bo
      zabardzo nie kuma tego co czytawinka jeszcze najstarsz ze szkoly
      przychodzi i tez mnie denerwuje bo czsem pysknie.A meza jak niema
      tak niema,na spacer sama z dziecmi jego niema.A jak mam dola to
      kupuje piwo mniammm i zaraz lepszy chumore,albo do kolzanki
      lece.Kochana glowa dogory masz 1 maluch z nim mozesz wszedzie pojsc
      do kol i na spacer.Taki nasz loswinkpozdrawiam
    • bernimy Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 12:34
      Dużo Ci już mądrego dziewczyny wyżej napisały, nie jesteś
      osamotniona w swoich odczuciach, nie jesteś dziwolągiem, nie jest to
      niespotykane itd.
      Dużo z nas miało/ma "szansę" na takie odczucia, wszystko zależy od
      okoliczności/sprzyjających warunków. Wydaje mi się, że problemem
      może być jednak właśnie depresja, mimo, że jak piszesz dziecko ma
      juz 7 m-cy. Dodatkowo niezrozumienie przez męża Twoich rozterek oraz
      chyba jednak bardzo "marny" Jego udział w opiece i wychowaniu.
      Po pierwsze radziłabym jednak udać się do lekarza, to normalne. Po
      drugie radziłabym przeorganizować Twoje życie: skoro mąż w tygodniu
      zapracowany, to Ty powinnaś mieć sporo czasu tylko dla siebie w
      weekendy! No i te noce, doskonale wiem o czym piszesz, też nieraz
      już ryczałam z braku sił, koniecznie mąż też musi poczuć się ojcem!
      Trzymaj się smile
    • inguszetia_2006 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 13:15
      Witam,
      Powtórzę za dziewczynami; musisz iść do lekarza.
      I to jak najszybciej, póki wychodzenie z domu nie jest wiekszym
      problemem. Miałam depresję po wypadku samochodowym i dopiero jak
      przestałam wychodzić z domu, to się wszyscy rzucili na ratunek.
      A mi wszystko już zwisało totalnie. Nawet myślałam, że fajnie byłoby
      umrzeć, że to byłoby najlepiej dla mnie, bo by się wszyscy odczepili
      i dali mi spać. Nie odczepili sie jednak. I dobrze;-D
      Pomogły proszki,ale bynajmniej nie ziołowe.
      Zadziałały piorunująco. Zaczęłam się uśmiechać, a nie tylko krzywić
      twarz. Pamiętam,że było mi wesoło i jakoś to poszło.
      Trzymaj się i pędź po swoje cudowne pigułki;-D
      Pzdr.
      Inguszetia

      • black_memento Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 15:31
        Nie jestes sama,ja mialam podobnie. Jeszcze teraz,czasami,mam takie
        mysli,zeby wyjsc z domu i nie wrocic. Nie ma lekko. Musisz do
        lekarza isc przede wszystkim.Naprawde. POza tym moze jst taka
        mozliwosc ,żbys zaczela pracować? Ja postan oddać dziecko do
        przedszkola. Nie dostal sie do publicznego-zapisalam do prywatnego.
        Wiekszosc mojej pensji na to pójdzie,ale mam nadzieje,że poczuje sie
        lepiej wśród ludzi. Trudno,siedząc w domu i tak nie zarabiam,a tak
        przynajmniej zmienie otoczenie,nie tylko pieluchy,zupki i plac
        zabaw. Może Tobie tez pomogloby cos takiego? Dodatkowo
        psycholog,moze jakas farmakologia i zobaczysz,ze kochasz swoje
        dziecko. Kazda z nas ma momenty zwatpienia,ja tez często
        myslalam "na co mi to bylo?". I do tej pory mam wyrzuty sumienia
        czasami. Ale jestesmy tylko ludźmi. Daj sobie pomóc,idź do lekarzasmile
      • ewelsia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 20:39
        na te " cudowne proszki " moja terapeutka mówi witaminy smile
        jak pierwszy raz tak powiedziała , nie kumałam, o jakie witaminy jej
        chodzi, przecież ja nic nie biorę smile
    • atowlasnieja Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 19:22
      Znam Twój ból, mój mąż mówi że mam "fanaberie i wybrzydzam".

      Ja już zaczęłam podejrzewać rówież moją mamę że nie wierzy że mam
      problem tylko lituje się nad moimi fochami...

      Ciągle słyszałam "weź się w garść!", "nie wygłupiaj się! życie jest
      cudowne a dziecko to aniołek!". Nikt mnie nie chciał wysłuchać.

      Poskarżyłam się dziewczynom na forum. Tak jak i tobie poradziły mi
      żebym się wzieła i poszła do lekarza... Pomyślałam w sumie ok ale
      jak mam się leczyć to chce wiedzieć że to jest dla kogoś ważne.
      Poszłam do męża i mówie że wygląda na to że jednak mam problem ze
      sobą. Wyśmiał mnie... Odechciało mi się lekarza.

      Minął już rok od tamtego czasu a ja nadal jestem zamarznięta. I już
      nie widze w tym problemu.
    • demonii.larua Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 19:23
      > Niewiem co robic, bo mój stan nie mija...
      Do lekarza, dobrego lekarza który Cię wysłucha i podpowie kierując na badania
      lub zaleci spotkanie z dobrym psychiatrą. Szkoda życia na trwanie w takim stanie
      (który może się pogorszyć), za krótkie jest. Naprawdę.
      • oli.nek Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 20:05
        Jesteś w depresji. Szkoda, że nie jesteś moją sąsiadką, wzięłabym twojego synka
        na cały dzień, by się z moimi dziewczynami pobawił a ty byś mogła odpocząć.
        Trzymam kciuki za was. Musisz koniecznie pobyć SAMA. I tak, idź do pracy. A
        synek... dobrze, że go masz, bo praca ci herbaty nie przyniesie (przenośnia).
        Nigdy nie wiemy co nas czeka i co z nami będzie za te dziesiąt lat.
    • vibe-b Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 20:57
      Zwykle bardzo wspolczuje kobieto, ktore borykaja sie z depresja
      poporodowa, bo sama przez to przechodzilam i wiem co to znaczy.
      Ale nad toba nie jestem w stanie wykrzesac ani grama wspolczucia,
      sama nie wiem dlaczego. Moze dlatego, ze nie widze tu kobiety w
      depresji tylko kobiete rozzloszczona. Rozzloszona ze dziecko
      przestawilo priorytety. Bo trzeba wstawac w nocy ...piszesz ze
      mieszkasz z matka i ta ci pomaga, wiec chyba az taka przemeczona nie
      jestes? Bo nie pasi Ci ze jestes z dzieckiem 24 godziny na dobe ? Bo
      najwyrazniej palasz zloscia na tych, ktorzy , jak piszesz, moga
      wrocic do domu i spokojnie zjesc i wykapac sie?
      Serio, nie wspolczuje ci ani troche. Najwyrazniej myslalas ze
      dziecko to kukielka, ktora si wsadzi do wozka i z glowy. A tu
      zonk!
      • figrut vibe-b 01.04.09, 21:56
        Mnie depresja dopadła nie wtedy, kiedy miałam dwójkę maluchów na karku i mało
        pomocy. Mnie ona dopadła dużo później, kiedy dzieciaki same sobie do babci
        schodziły i nie byłam już tak zaganiana. U mnie to akurat wynik sytuacji
        życiowej. To, że tutaj depresja pojawiła się ileś tam miesięcy po urodzeniu
        dziecka nie oznacza na mur beton, że to depresja poporodowa, choć może takową być.
      • asia_i_p Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 21:58
        Depresja może przejawiać się złością.
        Ludzie różnie znoszą brak snu.
        A kiedy się cierpi zazdrość wobec tych co nie cierpią jest naturalna.

        Tak samo jak niestety, co skonstatowałam dosyć późno i z dużym
        przerażeniem, naturalne jest to, że niektórzy słabo współczują tym,
        którzy przechodzą to, z czego oni już wyszli.

        I tak to trochę odbieram, Vibe, jakbyś uważała, że niektóre depresje
        są lepsze od innych, niektóre negatywne emocje bardziej
        dopuszczalne - przygnębienie OK, złość paskudna. No i kobieta
        pozbawiona pomocy ma prawo do depresji, a kobieta, która ma pomoc
        już nie.
        • vibe-b Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 22:02
          > I tak to trochę odbieram, Vibe, jakbyś uważała,

          i uznalas za niezbedne poinformowanie mnie, jak odbierasz moje
          odbieranie? Co sprawilo, ze sadzilas iz mnie to zainteresuje?
          • asia_i_p Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 02.04.09, 09:32
            Myślałam, że jak się toczy dyskusja, to jesteśmy nawzajem
            zainteresowane swoimi poglądami.
            Jeśli nie masz ochoty rozmawiać, oczywiście kończę.
          • malila Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 02.04.09, 09:57
            vibe-b napisała:
            > i uznalas za niezbedne poinformowanie mnie, jak odbierasz moje
            > odbieranie? Co sprawilo, ze sadzilas iz mnie to zainteresuje?

            To nie wymiana prywatnej korespondencji, tylko ogólnie dostępna
            dyskusja. Ciebie to nie musi interesować. Mnie interesuje.
      • mloda19877 no brawo!! 02.04.09, 01:39
        vibe-b napisała:

        > Zwykle bardzo wspolczuje kobieto, ktore borykaja sie z depresja
        > poporodowa, bo sama przez to przechodzilam i wiem co to znaczy.
        > Ale nad toba nie jestem w stanie wykrzesac ani grama wspolczucia,
        > sama nie wiem dlaczego. Moze dlatego, ze nie widze tu kobiety w
        > depresji tylko kobiete rozzloszczona. Rozzloszona ze dziecko
        > przestawilo priorytety. Bo trzeba wstawac w nocy ...piszesz ze
        > mieszkasz z matka i ta ci pomaga, wiec chyba az taka przemeczona
        nie
        > jestes? Bo nie pasi Ci ze jestes z dzieckiem 24 godziny na dobe ?
        Bo
        > najwyrazniej palasz zloscia na tych, ktorzy , jak piszesz, moga
        > wrocic do domu i spokojnie zjesc i wykapac sie?
        > Serio, nie wspolczuje ci ani troche. Najwyrazniej myslalas ze
        > dziecko to kukielka, ktora si wsadzi do wozka i z glowy. A tu
        > zonk!


        wkońcu ktoś napisał coś mądrego a nie to co wszystcy bo tak
        wygodniej. Jestem tego samego zdania co Vibe. Autorka wątku
        zwyczajnie się rozczarowała że to aż tyle obowiązków przy dziecku i
        tyle. Ot cała filozofia. Ale nie! wy depresyjki jesteście innego
        zdania och wzruszające.
        • babcia47 Re: no brawo!! 02.04.09, 02:45
          > wkońcu ktoś napisał coś mądrego a nie to co wszystcy bo tak
          > wygodniej.
          nie!! na tym polega rozdarcie młodej matki, ze z jednej strony kocha
          dziecko z drugiej strony jest zła, że do tego stopnia zmieniło się
          jej zycie, zcego sie nie spodziewała nawet gdy ją uprzedzano, ale z
          drugiej strony jest całe stado romantycznych stereotypów na temat
          wiezi matki z nowonarodzonym dzieckiem... że jest uwiązana, na
          dożywociu bez szansy na ułaskawienie..którego nie chce, bo kocha
          swoje dziecko..zaklety krąg, z którego jak sadzi nie ma wyjścia i
          szansy na ułaskawienie..w tym czasie nie dociera do niej, ze to sie
          zmieni, ze tak nie będzie do pełnoletnosci dziecka..ma wrażenie, ze
          została pogrzebana żywcem..znajoma mi dziewczyna, duzo młodsza ode
          mnie, po porodzie wpadła w taka depresję, ze jak sama opisywała,
          gdyby ja dopuszczono (dla dobra dziecka przez kilka miesiecy,
          decyzja lekarzy zawsze obecna była osoba trzecia), dano by jej
          dziecko to po prostu chciała je zabić, udusić,..trzeba było długiego
          czasu i pomocy lekarzy by z tego wyszła..poznałam ją gdy syn miał 5
          lat..była już dla niego wspaniałą, troskliwą mamą, choc wspomniany
          dualizm jeszcze się czasem odzywał..z jednej strony żyły dla niego
          wypruwała, z drugiej byle co w zachowaniu syna wpędzało ją w złość,
          choc zdawała sobie sprawe z nieracjonalnosci tych reakcji..z
          trzeciej dla jego dobra gotowa była zrównać kogoś z ziemią.
          • nglka babcia 02.04.09, 12:29
            Nie tłumacz.
            Nie dotrze.
        • triss_merigold6 No cóż 02.04.09, 10:05
          Potwierdzasz moją tezę, że dresiarstwo nie powinno się rozmnażać.
          • blackglass Re: No cóż 02.04.09, 13:32
            triss_merigold6 napisała:

            > Potwierdzasz moją tezę, że dresiarstwo nie powinno się rozmnażać.
            Gdyby dresiarstwo nie mogło się rozmnażać nie byłoby Ciebie smile
      • memphis90 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 02.04.09, 09:49
        Mój dobry przyjaciel choruje na chorobę dwubiegunową. Depresja objawia się u
        niego właśnie tym, że staje się drażliwy, nerwowy, przeklina. Więc różnie jest.
    • selavi2 Sie zastanawiam- 02.04.09, 11:05
      gdzie autorka tego posta?
      Mam nadzieję, że się odezwie...
      • mniemanologia [...] 02.04.09, 13:41
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • mloda19877 Dziewczyny... 02.04.09, 15:27
          nie wiem od czego mam zacząć...
          mniej więcej rok temu miałam konkretnego doła życiowego który
          przylazł z nikąd. Mieszkałam wtedy we wrocławiu z moim mężem,
          wynajmowaliśmy kawalerke, ja studiowałam on pracował. I tak sobie
          żyliśmy spokojnie i szczęśliwie. Nie wiem co się stało ale dziwne
          rzeczy się ze mną działy jak nigdy dotąd. Nie chciało mi się chodzić
          na zajęcia, ugotować obiad, posprzątać a nawet wstać z łóżka. Bywało
          że kiedy mój facet wracał z pracy to ja jeszcze spałam... Przez to
          nie zaliczyłam studiów co mnie jeszcze bardziej dobiło. Musiałam
          szukać szybko pracy no i udało się. Znalazłam prace w intermodzie w
          centrum handlowym. No ale nie potrafiłam się z tego cieszyć. Dwa
          tygodnie później miałam już iść od pracy. To był Maj. W pewien
          weekend który już zapamietam do końca życia mój mąż pojechał na
          weekend do rodziców bo miał sprawy załatwiać jakieś tam -nie
          pamietam. To była sobota, w niedziele miałam iść do pracy. Tego
          wieczoru posprzeczałam się z mężem o jakąś pierdołe a że byłam sama
          w domu to nie bardzo potrafiłam sobie z tym poradzić... skutkiem
          było to że podciełam sobie żyły. Uratowało mnie tylko to że
          właściciel mieszkania przyjechał do domu (to była kawalerka w domku
          jednorodzinnym, my mieliśmy wejście od ogrodu) No i zwyczajnie
          przyszedł do mnie po rachunki. Noc wtedy spędziłam w szpitalu bo nie
          chcieli mnie samej puścić, na drugi dzień przyjechali moi rodzice i
          mąż. No i taka jest właśnie moja historia. Zostały mi po tym tylko
          złe wspomnienia i dwie piękne blizny na lewym nadgarstku.
          Dlaczego to wam pisze? bo chciałam was przeprosić i chciałam
          żebyście zrozumiały za dlaczego was przepraszam. Nie wiem czy to
          była depresja bo nie chodziłam na żedne terapia ani nic w tym
          radzaju, antydepresantów też nie brałam. Napisałam wam to też
          dlatego że coś mnie tkneło kiedy otworzyłam profil na nk męża
          butterfly i zobaczyłam jego zdjęcie z synkiem. Po tym wszystkim co
          wam wipisywałam możecie mi nie uwierzyć ale nie na zalezy mi na tym,
          lepiej mi że to z siebie wyrzuciłam. Nie zalezy mi też na waszym
          współczuciu bo też nie po to wam o tym pisze. Nie chodzi też o szum
          wokół mnie czy coś. Chciałam was zwyczajnie przeprosić -
          przepraszam... Nie wiem tak na prawde skąd się wzieły moje
          wcześniejsze wypowiedzi bo wszystko to co pisałam to nie są moje
          myśli nt depresji itd. Może chciałam się branić przed tym co mnie
          spotkało -nie wiem. Aha i przepraszam tez te dziewczyny które
          obraziłam w jakiś sposób.
          Myślcie co chcecie, ale to co napisałam wyżej to prawda. Przez
          mojego (tak to nazwe) życiowego doła straciłam wiele, studia, szanse
          na lepsze życie w duzym mieście (w czerwcu wprawadziliśmy się do
          rodziców) no cóż pozostaje mi na prawde modlić się żeby to nie
          wróciło po urodzeniu dziecka.
          Przepraszam raz jeszcze i przepraszam autorkę watku.
          • bogoosia Re: Dziewczyny... 02.04.09, 15:41
            skoro tak, to zakopuję topór...
            pamiętaj, że zawsze na forum można oberwać - ot wolność słowa, tak
            Twoja, jak i reszty... dwie strony medalu...
            • mloda19877 Re: Dziewczyny... 02.04.09, 16:08
              dzięki ja również zakopuje topór. I przyjme z pokorą wszystko to co
              mi napiszecie.
              • bogoosia Re: Dziewczyny... 02.04.09, 16:13
                oj przestań, nie o to chodzi, jak pisałam, by kopać leżącego, gdybym
                wiedziała, co Ci się przydarzyło wielu rzeczy bym nie napisała, ot
                wkurzyło mnie Twoje zachowanie i pojechałam...
              • babcia47 Re: Dziewczyny... 02.04.09, 23:30
                przeprosiny przyjęte i nie zmieniaj nika..mało kto ma odwage na tym
                forum "odszczekać" swoje słowa, gdy czuje, że przeholował..masz za
                to u mnie plus
                • id.kulka Re: Dziewczyny... 03.04.09, 11:23
                  Młoda... Jeśli prawdą jest, co piszesz, to według mnie masz jednak
                  problem. Bo z Twoich wypowiedzi w tym waciku wynika, że nie bardzo
                  sobie radzisz z sobą, z tym, co się stało i tym, co dzieje się
                  teraz. Zatem to może Tobie jednak przydałoby się wsparcie.
          • asia_i_p Re: Dziewczyny... 02.04.09, 22:46
            Nie przepraszaj.
            Człowiek jak się wkręci w dyskusję, to się upiera, też tak mam.
            Bez urazy, też przepraszam, jeśli było za ostro.

            Trzymaj się. Jest duża szansa, że nie wróci. A jak wróci, znasz już
            gada, z punktu do lekarza i zdusisz w zarodku.smile
          • gaja78 Re: Dziewczyny... 03.04.09, 00:31
            Skoro masz za sobą takie doświadczenia.
            I jesteś w ciąży.
            I "tamte" emocje i wspomnienia odzywają się w formie takiego a nie innego głosu
            w tym wątku.

            To IMHO pozostaje chyba prosić cię o ostrożność, czujność, dbanie o siebie. Bo
            burza hormonów przed tobą niejedna. I może wizyty u psychologa właśnie teraz
            byłyby bardzo na miejscu. Aby uporządkować, znaleźć dystans, zamknąć tamten
            smutny rozdział.

            pozdrawiam i życzę spokoju ducha smile
    • kiddy Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 10.04.09, 10:42
      Lewenstein, nie do pracy, idź koniecznie do lekarza. Koniecznie! Idź
      do psychiatry, bo ewidentnie jesteś w depresji, do tego pewnie
      dołączyła się silna nerwica. Masz myśli samobójcze, a to juz źle,
      bardzo źle. Konieczne są dobre leki, ale nie żadne ziołowe, bo na to
      za późno. Niezbędny jest też dobry terapeuta. Gdzie mieszkasz?
      Przytłoczył cię ogrom problemów, z którymi zostałaś praktycznie
      sama. Do tego posiadania dziecka okazało się inne i trudniejsze, niż
      myślałaś.
      Lewenstein, twoje życie może się zmienić, ale musisz się leczyć.
      Jesteś młoda, życie ma ci wiele do zaoferowania, ty jemu też. Nie
      pozwól sobie tego odebrać.

      I jeszcze jedno. Zakomunikuj mężowi, że nic sobie nie wymyślasz -
      nie chce ci się żyć, tak źle się czujesz. Porozmawiaj z mamą, z tego
      co piszesz, może być dla ciebie oparciem.

      Pozdrawiam i życzę ci powodzenia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka