Mam problem ze swoja rodzina.Nigdy nie nalezala do rodzin
tzw.dobrych.Toksyczni rodzice,z ktorymi najchetniej zerwalabym
kontakt.Mimo,ze mieszkam za granica to ich macki wyciagaja sie do
mnie,a ja z nerwow spac nie moge-dlatego pisze.Otoz sprawa wyglada
tak,ze staraja sie mnie kontrolowac poprzez moje dzieci.Mam tego
pecha,ze mam skypa

ciezko bylo sie wykrecic z codziennych
rozmowami z nimi.Jednak tak bardzo sie wtracali w to co robie i
krytykowali przy dzieciach,ze po kilku ostrzezeniach ograniczylam te
rozmowy do 1-2 w tygodniu.Rozmawiaja tylko z dziecmi,ja juz nie mam
ochoty.Byloby wszystko ok,gdyby nie to,ze moja decyzje okraszono w
rodzinie komentarzami,ze jestem chora psychicznie i okaleczam wlasne
dzieci,ograniczajac im kontakt z dziadkami.Moj maz smieje sie z tego
i mowi:nie przejmuj sie,ja natomiast gotuje sie ze
zlosci.Najchetniej w ogole nie wlaczalabym im tego skypa,albo raz na
miesiac,ale ulegam presji-ze okaleczam psychike dzieci

Mam w Polsce
siostre,ktora jest totalnie zdominowana przez dyktatorskich
rodzicow.Pisze do mnie czasami,ze nie rozumie mojego postepowania,ze
(slynne zdanie) okaleczam psychike dzieci itp itd.Ja nie potrafie
sie zdystansowac i szlag mnie trafia,czuje sie ofiara rodzinnej
manipulacji.Dodam,ze dzieci nie cierpia i to ja im przypominam,ze
moze pogadalyby z dziadkami.Smaczku dodaje tez fakt,ze zostalam
wykluczona z rodzinnej imprezy i nikt nie czuje sie wobec mnie nie
wporzadku-przeciez to ja jestem ta zla,ktora trzeba ukarac.Moze
ktoras z Was mi doradzi jak postepowac? jak przestac sie przejmowac?