Dodaj do ulubionych

Mój tata ma białaczkę

03.12.03, 17:14
Tak sobie myślałam kilka dni temu, że za dużo na tym forum nieszczęść, a
teraz sama piszę.
Mój tata źle czuł się od kilku tygodni. Początkowo mówiono o infekcji, potem
o zapaleniu oskrzeli, płuc .... od dwóch tygodni leży w szpitalu, zrobiono mu
wiele badań, jego stan nie poprawia się i dzisiaj moja mama usłyszała
diagnozę. Siedzę w pracy, rozmawiałam w mamą przez telefon godzinę temu i nie
mogę się uspokoić. Lekarz nie kazała tacie dawać niczego do zrozumienia (jest
bardzo przygnębiony, nie wiem, czy podejrzewa, ale psychicznie siada pewnie
przez sam fakt pobytu w szpitalu). Fakt, jest już starszym człowiekiem, ale
nie mogę się z tym pogodzić. W niedzielę mi opowiadał, że jak zrobią mu
wszystkie badania to już wyjdzie w tym tygodniu...., jak ja mu spojrzę w oczy
i będę udawać, że wszystko jest OK? Co ja powiem czteroletniemu synkowi,
który czeka, aż dziadek wróci ze szpitala?
Nie wiem...
Marzena



Obserwuj wątek
    • guga74 Re: Mój tata ma białaczkę 03.12.03, 17:55
      Mój Boże, bardzo Ci współczuję, zupełnie jakbym słyszała siebie. Mój tata też jest chory. Ma raka jelita grubego. Przez długi czas czuł się nie najlepiej, zaczęły się badania, trafił pod nóż w ostatniej chwili... Operacja uratowała mu życie, ale okazało się iż są przerzuty. Został poddany chemioterapii, ale bez większych efektów. Wyniki się systematycznie pogarszają, my, rodzina, wiemy iż nie ma już szans na wyleczenie. Jemu nie można tego powiedzieć, bo to by go zabiło...Tacie największą radość sprawiają teraz wnuki: 15-sto i 5-cio miesięczny. Tylko kiedy jest przy nich zapomina o chorobie. Ostatnio powiedział,że te święta przeżyje, ale następnych chyba już nie...To bardzo bolesne.
      Marzenko, ądź blisko niego i trzymaj się cieplutko. Czego i sobie życzę. Buziaki, Aga
      • evee1 Re: Mój tata ma białaczkę 03.12.03, 18:23
        Dziewczyny strasznie Wam wspolczuje. I rozumiem wasz bol, bol z powodu
        prawdopodobnie nieuchronnego odejscia kochanej osoby. Moj Tata odszedl
        juz bardzo dawno, co prawda stalo sie to nagle, ale tez po chorobie.

        Chcialam tylko o jednej rzeczy napisac. Moze to sie wydac kontrowersyjne,
        ale trudno.
        Wydaje mi sie bledem to co sie tak powszechnie praktykuje, a mianowicie
        nie mowienie pacjentowi prawdy. Przeciez Ci ludzie bardzo dobrze wyczuwaja,
        ze ich stan nie jest najlepszy i prawdopodobnie w duchu wiedza co ich czeka.
        Wy wiecie, oni przeczuwaja, ale obie strony jakby oklamuja sie nawzajem.
        Nie moga o tym spokojnie porozmawiac, nie moga powiedziec rzeczy, ktore
        moze chcieliby powiedziec, nie moga ulozyc spraw, ktore chcieliby moze
        ulozyc, kiedy jeszcze maja na to czas i sile. Bo wszyscy udaja. A fakt
        nadal pozostaje faktem, niestety.

        Trzymajcie sie dziewczyny i sily ducha zycze.
    • aha44 Re: Mój tata ma białaczkę 03.12.03, 21:48
      Dlaczego lekarz nie kazał" nic dać do zrozumienia " i czy Wy się z tym zgadzacie.Tak się składa,że widziałam wiele takich sytuacji , że nie daje się do zrozumienia.A w jaki sposób wytłumaczycie tacie konieczność agresywnego leczenia.Od kogo ma się dowiedzieć , i czy się nie domyśla.W mojej rodzinie od lat jest zwyczaj nie mówienia , z fikcyjną dokumentacją włącznie.Mój dziadek umarł na raka płuc , i do końca ,do śmierci wszyscy grali , on wiedział,my wiedzieliśmy,ale wszyscy do końca udawali ,że tak naprawdę nic się nie stało.Myślę ,że efektem jestpotworne osamotnienie obu stron ,a szczególnie osoby chorej.Oczywiście nie zmienia to faktu , że powiedzenie prawdy jest potwornie, niewyobrażalnie bolesne.I nikt nie wie czy to kogoś zabije, czy wzmocni.Takie jest moje zdanie ,ale chę podkreślić ,że każdy ma prawo postąpić jak mu dyktuje serce.Inną sprawą jest fakt , że zdaje się ,że istnieje prawny obowiązek poinformowania pacjenta o jego stanie zdrowia przez lekarza.Zyczę całej Twojej rodzinie wszystkiego co najlepsze.
    • amj02 Re: Mój tata ma białaczkę 04.12.03, 05:53
      Nie rozumiem dlaczego lekarz nie pozwolil powiedziec. To on to powinien
      zrobic. Dwa lata temu okazalo sie ,ze mam guza. Zdecydowlam bez dodatkowych
      badan na operacje (mialam do wyboru biopsje albo usuniecie). Lekarz powiedzial
      mi zadwon za 3 dni bedziemy mieli wyniki z patologii. Pamietam to byla sroda.
      Od samego poczatku bylo cos nie tak. Na poczatku nie moglam sie dodzwonic ,
      pozniej lekarza nie bylo, zostawialam wiadomosc. Po ktoryms moim telefonie
      powiedzilam dziewczynom w recepcji,ze dluzej tego napiecia nie wytrzymam. Moj
      lekarz natychmiast zadzwonil. W jego glosie czulam ,ze ciezko mu bylo mi to
      powiedziec. On naprawde nie wiedzial jak mi to powiedziec a jak juz powiedzial
      to ja nie moglam uwierzyc. Caly swiat mi sie zawalil. Tak bylo prawie miesiac
      do nastp.operacji. Liczylam dni ile mi pozostalo, chodzilam po katach i
      plakalam.Martwilam sie jak sobie moj maz poradzi z 3 malych dzieci zdala od
      rodziny. Martwilam sie o moje dziewczynki. I tak sobie myslalam jakie zycie
      jest niesprawiedliwe. Tyle walczylam o moje dzieci a teraz jak je mam to mam
      odejsc. Nie bede mogla patrzec jak dorastaja. Jeden wielki koszmar.Potem byla
      nastp.operacja,terapia, wrocila chec do zycia i wiara . Patrze na to z drugiej
      strony. Strony pacjetki. Wowaczas cale moje zycie stanelo mi przed oczyma.
      Mysle ,ze w takich sytuacjach nie ma znaczenie wiek ale osoba ,ktora jest
      chora powinna wiedziec i byc przygotowana nawet na najgorsze. Zawsze jest
      jeszcze cos do zrobienia do powiedzenia.Masz racje jak mu spojrzysz w oczy ,
      ty wiesz a on nie. To nie wporzadku. Niech sie cieszy wnukami i rodzinka
      dopuki moze. Synkowi mozesz to wytlumaczyc on na swoj sposob to zrozumie. Moje
      dziewczynki do dzisiaj pamietaja a mialy niespelna 3 latka jak ja
      zachorowalam. Za kilka dni mija 2 lata od mojej ostatniej operacji. Teraz jak
      wracam od kontroli pytaja sie "mamusiu nie jestes juz chora?" albo jak sie
      czujesz? Ostatnio moja smerfetka powiedziala "mamusiu zrob sobie goracej
      herbaty to lepiej sie poczujesz". Odwaga i wiara mozna duzo pomoc drugiej
      osobie. Bedzie tego b.potrzebowal. Bron Boze zalamania , smutku, litosci z
      waszej strony.Pod kazdym wzgledem wsparcia i zachowujcie sie jak gdyby nic sie
      nie stalo.Mowie to dlatego ,ze sama przez to przeszlam. Pamietam jak wazny byl
      dla mnie telefon od najblizszych ,znajomych z pytaniem jak sie czujesz? Nie
      martw sie bedzie dobrze. Sa to banalne slowa ale dla chorej osoby maja ogromne
      znaczenie.
      POzdrawiam Gosia
      • irminka2 Re: Mój tata ma białaczkę 04.12.03, 07:32
        Przede wszystkim nie zamartwiaj się tak strasznie. Mój tata żyje z białaczką
        już 8 lat. Białaczka szybko zabija nieraz młodych ludzi, w wieku starszym
        wielokrotnie przechodzi w stan przewlekły. Daje co jakiś czas nawrót choroby,
        pacjent jest poddawany wtedy chemioterapii. Tato przeszedł chemioterapię trzy
        razy. Dopiero po tym trzecim razie nie doszedł w pełni do siebie, w tej chwili
        słabnie z dnia na dzień, ale przyplątały się inne choróbska i wszystko razem
        daje taki efekt. Musicie bardzo uważać na wszelkie infekcje , organizm z
        białaczką ma bardzo słaba odporność-ostra infekcja dróg oddechowych może zabić.
        Mój tata ma 75 lat.
        Niestety ukryć tego nie dacie rady, położenie pacjenta na hematologii i
        agresywne leczenie i tak dadzą mu odpowiedź co mu jest. Musicie go podbudowac
        psychicznie.Musi chcieć walczyć , chcieć żyć. To naprawdę możliwe.
        Po drugiej chemii mój tata był w takim stanie, że lekarze rozłozyli ręce - z
        niego nic nie będzie.Ale on chciał żyć. Wyszedł z tego.
        Dziś , niestety mam wrażenie , że stracił swoją siłę psychiczną , już nie chce.
        Ale 8 lat życia to sporo.
        Pozdrawiam, życzę Wam dużo siły,będzie Wam bardzo potrzebna
        Irmina

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka