Dodaj do ulubionych

do mam z mrozacych krew sytuacji z psami

29.04.09, 20:55
gdzie wy nienawidzace psow mieszkacie i gdzie chodzicie skoro tyle mrozacych
krew w zylach przezywacie?

ja nie mialam zadnej. przez 30 lat swojego i kilka lat zycia dziecka?

mialam psa. nie "umilalam" nim zycia tym, ktorzy nie chcieli. dziecko ucze
ograniczonego zaufania do psow.

ale wasza fobia mnie przeraza!! albo koloryzujecie swoje historyjki.
Obserwuj wątek
    • figrut Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 29.04.09, 21:00
      fotoforum.gazeta.pl/photo/5/gg/hj/swog/a7HoW6Uada1nOJZonB.jpg" border="0" alt="https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/gg/hj/swog/a7HoW6Uada1nOJZonB.jpg">
      Po takim przeżyciu można się bać psów, choć akurat mój syn się nie boi, ale
      gdyby się panicznie bał, nie byłoby w tym nic dziwnego.
      • figrut Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 29.04.09, 21:04
        Chyba nie umiem wklejać tongue_out
        fotoforum.gazeta.pl/3,0,1663231,2,6.html
    • karra-mia Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 29.04.09, 21:09
      lilka ja bardzo kocham psy, od zawsze miałam psa i zawsze będę mieć,
      po prostu życie bez psa jest dla mnie troszkę puste i psów się nie
      boję, młody tez, ale jak widzę debila, szablonowego sterydowca z
      jakimś psem groźenj rasy, który sobie idzie bez smyczy albo bez
      kagańca, którego pan jeszcze wkurza szarpiąc smycz, popychając,
      wrzeszcząc na niego, to sorry, ale w tym momencie boję się, że pies
      mający tak zwichrowanego właściciela, sam ma zwichrowaną psychikę i
      Bóg jeden wie, co mu strzeli do głowy, albo jak odbierze jakiś mój
      czy młodego gest. Wkońcu to tylko zwierzę, u którego przede
      wszystkim rządzi instynkt. I wcale nie zależy to od miejsca
      zamieszkania czy od stopnia przewrazliwienia (choc pewnie w dużej
      mierze u niektórych mam też). Ja się po prostu obawiam właściciela,
      a potem dopiero jego psa.
    • insomnia0 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 29.04.09, 21:12
      ach my złe matki..przeciez pieski sa takie niegrozne...
      tiny.pl/zjpp
      • bsl Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 29.04.09, 21:15
        wina włascicieli
        i dlatego nigdy nie wiemy co sie moze stac , więc uważac trzeba
        zawsze
        tez mam psa
        • insomnia0 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 29.04.09, 21:17
          wlasnie dlatego sie obawiam.. bo nie zawsze wlasciciele psow zdają sobie sprawe
          z niebezpieczenstwa i sie dziwia ze matki boja sie o swoje dzieci..
      • fogito Re: lilka 29.04.09, 21:16
        A ty na księżycu mieszkasz, że takie pytania zadajesz?
        Ja mieszkam przy Parku Praskim w W-wie. Jak ci brakuje mocnych
        wrażeń to zapraszam. Zresztą ten park niewiele różni się od innych.
        W ostatni weekend zaatakowały mnie 3 psy przy Kępie Potockiej. A
        pogryziona zostałam jako dziecko przez 2 psy na wsi. Na szczęście
        dla mnie były szczepione.
        Ja mam tylko jedną fobię a właściwie alergię - NA GŁUPOTĘ LUDZKĄ - a
        ta nie ma granic.
        • maroco1977 Re: lilka 29.04.09, 23:16
          mnie tylko jedno ciekawi, co ty robisz, ze psy cie atakujauncertain mialam mnostwo ze
          swoimi i nie swoimi psami do czynienia i nigdy zaden mnie nie zaatakowal, choc
          przeciez wiekszosc z nich mnie nie znala.Wrecz przeciwnie bestia mojego kolegi,
          ktora rzuca sie na kazdego jak leci, kto wejdzie do domu, do mnie byla jak
          aniolek.Nie twierdze, ze nie ma bezmyslnych wlasciceli psow, ale istnieja tez i
          bezmyslni rodzice, ktorzy niestety jeszcze swoim podejsciem wychowujacym dziecko
          na paranoika tylko przysparzaja problemow wlascicelom psiakow. Bo otoz niektore
          dzieci nauczone strachu przed zwierzakiem, z tego tez strachu podnosza pierwszy
          lepszy kijek w obronie albo uciekaja.Co robi wtedy pies, odruchowo broni
          wlasciciela i atakuje agresora albo goni ''kroliczka''. Czy wy na serio nie
          mozecie nauczyc dzieciakow respektu przed zwierzetami i nie przeginac ani w
          strone pies jest be, ani w strone pies jest cacy?????????
          Kiedys bardzo zbulwersowala mnie historia pewnego psiaka, ktory musial zostac
          uspiony. Otoz rodzice pozwolili dziecku za kazdym razem na spacerze draznic psa
          przez prety, uwazali to za rodzaj zabawy, ze pies sie wsciekal, pech chcial, z
          psu udalo sie pewnego razu wydostac i ugryzc tego dzieciaka, ale winny
          oczywiscie byl wlascicieluncertain to jest wlasnie przyklad, ze bezmyslnych ludzi nie
          brakuje ani po stronie psow ani po stronie rodzicow. Obowiazkiem wlascicela jest
          trzymanie psa, obowiazkiem rodzica trzymanie dziecka i wtedy nie bedzie takich
          problemow jak zaistnialy w jednym z watkow.
          • fogito Re: lilka 30.04.09, 06:59
            co ja robię? Chodzę po parku. Powinnam przestać twoim zdaniem?
            Piszesz tak jakby winę za gwałt ponosiła ofiara gwałtu - typowo
            polskie podejście do sprawy surprised
            Ja dziecko nauczyłam respektu do zwierząt. Problem polega na tym, że
            większośc właścicieli psów nie uczy ich respektu do ludzi. I mamy
            potem przysłowiowe gonienie króliczka. Jak ktos nie umie zapanować
            nad psem, który ma tendencję do gonienia za każdym to powinien
            trzymac go bezwzględnie na smyczy. To proste i skuteczne rozwiązanie.
          • bri Re: lilka 30.04.09, 10:54
            Mieszkam w Warszawie, kiedyś pod Warszawą. Mnie osobiście żaden pies
            nigdy nie pogryzł. Najwyżej obszczekał na ulicy, co też nie było
            przyjemne. Ale tak na szybko mam w pamięci takie wydarzenia:
            Pies znajomej rodziców ugryzł ją w twarz, kiedy go karmiła. Musiała
            robić operację plastyczną.
            Pies kolegi w trakcie zabawy ugryzł go w nos rozrywając skrzydełko
            tegoż.
            Pies innego kolegi, całe życie spokojny i przyjazny, w pewnym wieku
            zaczął rzucać się na swoich właścieli. Bali się wchodząc do własnego
            mieszkania.
            Jamnik ciotki wściekle szczeka, prawie bez ustanku, bardzo nie lubi
            dzieci i wyrywa się do nich ze śliną na pysku nawet kiedy jest u
            opiekuna na rękach.
            Pies znajomych dziabnął mojego męża, którego zna i któremu jadł z
            ręki. Na szczęście przez grube spodnie nie przeciął skóry.
            Pies znajomych (labrador) ugryzł siostrę domowniczki, która również
            była w tamtym domu niemalże domowniczką, w łydkę. Do krwi i boleśnie.
            Na moich oczach dwa wilczury, które przeskoczyły przez siatkę na
            nasze podwórku zagryzły na śmierć naszego ratlerka.
            W bloku w którym kiedyś mieszkałam, jeden z mieszkańców miał dwa
            pieski. Chodził do pracy chyba na nocną zmianę, albo nocował u
            koleżanek, nie wiem. Pieski wyły całymi nocami uniemożliwiając sen
            sąsiadom. Wzywanie straży miejskiej nic nie dawało, bo właściciela
            nie było w domu.
            Nawet ratlerek moich rodziców gryzłby rowerzystów po kostkach, gdyby
            tylko był wypuszczony na ulicę.

            Słabo? I wcale nie nienawidze psów. Nienawidzę ich głupich
            właścicieli, którzy uważają, że nie odpowiadają za czyny, odchody,
            hałas emitowany przez swoje pupilki.
          • daga_j Re: lilka 30.04.09, 14:07
            Bez przesady z tym trzymaniem dziecka, mżę tez na smyczy po parku chodzić z
            dziećmi? Dzieciom mówi się, nie uciekaj od psa, nie wbiegaj na ulicę, ale to
            tylko dzieci i czasem reagują spontanicznie, nie w głowie im rozsądek gdy się
            boją i chcą od zagrożenia uciec. Moja 5 letnia córcia nie wiem czemu boi się
            piesków, nawet małych i nie reaguje w 100% poprawnie. Jakiś niezrównoważony pies
            mógłby kiedyś uznać jej zachowanie za dziwne i "interesujące" a to już krok od
            tego by rzucić się na takie dziecko. Oczywiście tłumaczę dziecku jak powinna
            robić, ale to właściciele psów powinni trzymać swoich pupili na smyczach a co
            groźniejsze sztuki i w kagańcach. Może Ci się to nie podoba, ale ludzie mają
            więcej praw (np. w parku).
            • maroco1977 Re: lilka 01.05.09, 13:27
              owszem sa specjalne smycze da dzieci, znajdziesz je w kazdym sklepie z
              artykulami dla dzieci, wole by moj syn mial smycz niz zebym go musiala spid kol
              martwego wyciagac, bo ucieknie na ulice przed czyms tam
              • insomnia0 hahhah 03.05.09, 10:28
                no tak czyli wyszło, ze dziecko lepiej na smyczy trzymać, bo piesek chce
                poganiać luzem.. zdowa jestes psychicznie? bo po tym poscie zaczynam w to wątpić..
                Pies nie musi, ale mamusie powinny trzymac dzieci na smyczy.
                Takiej głupoty nie słyszałam.
            • franczii Re: lilka 02.05.09, 08:53
              Jak widze psa bez smyczy to pierwsza moja mysla nie jest egzekwowanie obowiazkow
              wlasciciela psa tylko to, czy moje dziecko jest bezpieczne, staram sie
              przewidziec i zapobiec przykrej sytuacji. Wiem, ze to jest obowiazkiem
              wlasciciela zwierzaka ale jakos w takiej chwili swiadomosc ze to ja mam racje
              ma jakby mniejsze znaczenie i sama musze sie zatroszczyc o bezpieczenstwo
              swojego dziecka. Dla mnie to zadna pociecha i satysfakcja, ze prawo stoi po
              mojej stronie, ze bezmyslny wlasciciel moze zostac ukarany bo to moje dziecko i
              ja poniesiemy prawdziwe konsekwencje jego glupoty, bo to moje dziecko bedzie
              narazone na niebezpieczenstwo albo na nieprzyjemnosci i potem bedzie
              histerycznie reagowac na kazdego psa.
              Kilka dni temu mialam takie zdarzenie, ze wychodzilam z moim psem z bramy i
              zauwazylam, ze w naszym kierunku idzie facet z wielkim psem na smyczy, z daleka
              i w ciemnosci nie widzialam, czy pies ma kaganiec. Postanowilam pojsc w innym
              kierunku ale co z tego, ze tamten pies byl na smyczy skoro to on prowadzil pana
              a nie pan psa i zwlaszcza, kiedy zobaczyl nas zaczal ciagnac tak, ze zmusil
              faceta do biegu, z odleglosci 30 m slyszalam nie wrozace nic dobrego sapanie.
              Nie chcialam zakladac, ze wlasciciel to madry facet i agresywnemu psu zalozyl
              rozsadnie kaganiec tylko cofnelam sie do bramy i przeczekalam az sobie pojda.
              Nie zaryzykowalabym przejscia obok nich. Wiem, ze gdyby doszlo do starcia, to
              facet ponioslby odpowiedzialnosc, kare ale prawdziwe konsekwencje ponioslabym ja
              i moj pies.
          • yenna_m Re: lilka 02.05.09, 09:22
            1. nie potrafie zrozumiec, jak pies wyprowadzany na smyczy moze gonic czyjes
            dziecko (u mnie w miescie z psem trza na smyczy, a jesli pies nie na smyczy, to
            znaczy, ze wlasciciel winny)
            2. dziecko, tak jak pies, ze strachu dziala odruchowo

            przepraszam, dlaczego mam tlumaczyc czyjegos psa, ktorego ktos zle ulozyl i
            ktorego ktos nie trzyma zgodnie z przepisami na smyczy? i ktory atakuje
            bezbronnego, malego czlowieka?

            jesli ktos nie dorosl do odpowiedzialnego zajecia sie psem - niech tego psa nie
            bierze - proste
            • maroco1977 Re: lilka 02.05.09, 09:25
              przepraszam, dlaczego mam tlumaczyc czyjegos psa, ktorego ktos zle ulozyl i
              > ktorego ktos nie trzyma zgodnie z przepisami na smyczy? i ktory atakuje
              > bezbronnego, malego czlowieka

              my nie piszemy tu o atakowaniu, pies najczesciej podbiega, by sie pobawic i
              przywitac, ale jak zareaguje dziecko nikt nie wie
              • yenna_m Re: lilka 02.05.09, 09:55
                psa na wybieganie nie powinno sie prowadzic do parku pelnego biegajacych,
                halasujacych i piszczacych dzieci; pies powinien byc na smyczy

                z perspektywy bylego juz wlasciciela psa (bokserka, prawie 50 kilo psa) powiem,
                ze bylam chyba jedynym wlascicielem psa, ktorego pies byl ulozony, ktory
                wiedzial duzo o psach (czytalam mase rzeczy na temat psychiki i ukladania psa,
                ogladalam programy na discovery i te de)

                przeciez to zbrodnia puszczac duzego psa w parku

                przepraszam, ale male dziecko nie ma za wiele szans przy kontakcie z, wprawdzie
                przyjaznie nastawionym, ale rozpedzonym 50-kilowym psem

                sorry, jesli na mnie, doroslą i ciezka wink osobe wpadala rozpedzona, rozbawiona
                suka, obijala mi sie o kolana tak, ze nogi sie pode mna nie raz ugiely, a na
                pewno zabolalo, to przyjaznie nastawiony, rozpedzony piesek w najlepszym
                przypadku jedynie stratuje takie dziecko

                jesli dziecko upadnie, zacznie krzyczec ze strachu i piszczec - nieszczescie gotowe

                a dzieci zachowuja sie instynktownie, tak jak psy

                park jest dla dzieci, plac zabaw rowniez, wiec na placu zabaw dzieci NIE MUSZA
                biegac na smyczy
                natomiast pies w parku fukcjonowac moze jedynie na smyczy i w kagancu
                no i z wlascicielem zaopatrzonym w woreczek i lopatke do zbierania odchodow wink
                takie sa przepisy i nalezy je wziac pod uwage biorąc psa - proste


                dlatego uwazam, ze idealnym miejscem na wyprowadzanie psa jest las, łąka i ze
                biorac psa nalezy przemyslec dobrze, czy damy rade psu zapewnic ruch (konieczny
                do prawidlowego funkcjonowania psa - rowniez spolecznego) w warunkach
                komfortowych dla psa, siebie i otaczajacych nas innych ludzi
                • maroco1977 Re: lilka 02.05.09, 12:27
                  dlatego uwazam, ze idealnym miejscem na wyprowadzanie psa jest las, łąka i ze
                  > biorac psa nalezy przemyslec dobrze, czy damy rade psu zapewnic ruch (konieczny
                  > do prawidlowego funkcjonowania psa - rowniez spolecznego) w warunkach
                  > komfortowych dla psa, siebie i otaczajacych nas innych ludzi
                  >

                  my nie bralismy psa, sam do nasz przyszedl, pobity i zmaltretowany i go
                  przygarnelismy, mialam go rozumiem wyrzucic, bo nie mam pod oknem lasu ani laki,
                  i nie mam takowej w poblizu.

                  Park jest dla wszystkich a nie tylko dla dzieci

                  moj pies nie jest ulozony, nie wymagam od doroslego psa, ktory tak wiele krzywd
                  doswiadczyl, ze nagle zacznie kochac ludzi, jest jaki jest i tyle.ciesze sie, ze
                  jest na tyle mdry, ze rozumie, ze nie ma ani atakowac ani uciekac przed ludzmi.

                  moj pies nie nosi kaganca tylko smycz bo kaganiec sobie sciaga, nie wazne jaki
                  • yenna_m Re: lilka 02.05.09, 15:12
                    po co ta agresja?

                    wiesz, podjeliscie taka a nie inna decyzje - Wasze prawo
                    ale:
                    1. nie mozecie terroryzowac swoim wyborem calego spoleczenstwa
                    2. musicie przestrzegac przepisow dotyczacych wyprowadzania psa, sprzatania po
                    psie i te de (tak jak matki musza przestrzegac przepisow dotyczacych
                    wychowywania dzieci, kierowcy zasad ruchu drogowego i te de, i te pe)

                    ja,poniewaz uznalam, ze nie jestem teraz w stanie w sposob odpowiedzialny zajac
                    sie psem, zapewnic mu spacerow w przyjaznym dla psa otoczeniu (mieszkam w
                    centrum W-wia), dalam sobie spokoj i psa nie biore, choc, nie ukrywam, marzy mi
                    sie pies w domu

                    tylko widzisz, u nas park nie jest dla wszystkich, trawnik wokol bloku rowniez,
                    poniewaz wlasciciel terenu postawil tam znak zakazu wyprowadzania psow

                    no i uchwala rady miasta W-wia jest jasna - w obrebie miasta pies musi byc na
                    smyczy, rowniez musi byc w kagancu i wczesniejsze zmaltretowanie psa nie ma tu
                    nic do rzeczy

                    poza tym wybacz, ale psu zmaltretowanemu nie umialabym tym bardziej zaufac na
                    100 procent (zwlaszcza, ze ludzie, no i dzieci czesto glupio sie zachowuja) i
                    wypuszczac go swobodnie miedzy ludzi. Dlatego, ze nie jestes w stanie
                    przewidziec zachowania zwierzecia w 100 procentach i nie jestes w stanie znac
                    psa traumatycznych doswiadczen i nie wiesz, na jaki bodziec pies zareguje tak
                    silnym lękiem, że zdecyduje się bronić.

                    Nie twierdze, ze pies z przeszloscia nie ma prawa do domu i do milosci. Ma. Ale
                    zwierze kochac trzeba mądrze. A fakt, ze Ty ufasz psu nie znaczy, ze wszyscy
                    musza mu ufac i go znosic (czy kochac). Nie musza.

                    Tak jak Ty nie musisz kochac szczurow, kotow, innych ludzi czy cudzich dzieci
                    (na przyklad).
                    Tak jak
                    ___
                    Przepraszam za ewentualne literówki, dzieci mi klawiature zepsuly, w
                    szczegolnosci - wyrwaly spacje wink

                    Takie tam różne
                    • maroco1977 Re: lilka 03.05.09, 12:13
                      alez ja nigdzie nie napisalam, ze wyprowadzam psa bez smyczy, mojego psa nie da
                      sie wyprowadzic bez smyczy, bo on roznie reaguje
                      • babcia47 Re: lilka 03.05.09, 12:22
                        ..ale wyprowadzasz bez kagańca..pies zawsze moze się
                        wyrwać..Nawiasem mówiąc jestem wrogiem kagańców metalowych, bo pies
                        nawet gdy chce okazać swoją sympatię może takim kagańcem zrobić
                        więcej krzywdy niż gdyby był bez niego(uderzenie o piszczel przez
                        moją wilczycę mało go nie złamało)..dziwne, ze ciężko w Polsce
                        dostać miękkie kagańce na wszystkie pyski(obejmujace cały pysk jak
                        pokrowiec) lub "rzemykowe", zamykajace przez zadzierzgnięcie pysk,
                        stanowiące przedłuzenie smyczy przechodzącej przez kółko pod brodą i
                        powodujace wrecz wywrócenie się psa w momencie nagłego ataku lub
                        szarpniecia przez osobe prowadzaca go na smyczy (nawet jak są
                        dostepne to są koszmarnie drogie..a takie skuteczne)
                        • maroco1977 Re: lilka 03.05.09, 12:27
                          rozumiesz, ze moj pies nie ma praktycznie uszu o ktore ten kaganiec moglby sie
                          zaczepic, wszystkie mozliwe kagance zostaly wyprobowane, wszystkie jak jeden
                          zostaly sciagniete, jaki ens ma kaganiec ktory i tak moj pies sciagnie w
                          sekunde.w ten sposob pogryzl sasiadke, ktora go drznila, wyrwal sie, sciagnal w
                          biegu kaganiec ja chapnal. w sumie wreszcie, bo sie babsku nalezalo za
                          wymachiwanie kijem i proby byicia, a takze draznienie przez prety.
                          • babcia47 Re: lilka 03.05.09, 12:37
                            od kiedy to kaganiec trzyma się na uszach? widać wybrałaś zły model,
                            niedopasowany do jego ciałą..jeżeli pies był na włąsnym terenie
                            (drażnienie przez prety) wystarczy zrobic zdjęcie komurką i złożyć
                            doniesienie do SM lub na policję..mówimy tu pozatym o wyprowadzaniu
                            psów w miejsca publiczne, ogólnie dostępne..w takich miejscach,
                            zgodnie z zarządzeniami wiekszości rad miejskich lub gminnych psy
                            bezwzglednie maja byc na smyczy i w kagańcu
                            • maroco1977 Re: lilka 03.05.09, 12:42
                              trzyma sie na glowie, ale jesli pies nie ma chrzastek w uszach to przechodzi
                              przez glowe jak maslo, wystarczy tylko poruszenie lapa, z reszta moj üies umie
                              wszystkie kagance sciagac, a modeli mielismy od groma i metalowe i skorzane i
                              pol na pol, i te tak zwane tutki na morde, wszystkie sciagnal
              • mama303 Re: lilka 02.05.09, 22:48
                maroco1977 napisała:

                >
                > my nie piszemy tu o atakowaniu, pies najczesciej podbiega, by sie
                pobawic i
                > przywitac, ale jak zareaguje dziecko nikt nie wie.

                Chyba przede wszystkim nikt nie wie jak pies zareaguje!
                Panie znawco psów niestety wiele psów nie lubi dzieci. Wczoraj byłam
                świadkiem jak "miły" psiak sąsiadów ugryzł chłopczyka, który sobie
                poprostu wybiegł do innych dzieci. Dlaczego to zrobił?????nikt nie
                wie i pewnie sie nie dowie. Właściciel pieska zawsze zapewniał że
                piesek łagodny jak baranek. Chłopczyk go nie drażnił!

                Dzieciak bardzo to przeżył - uraz psychiczny pewnie na długo
                pozostanie.
              • babcia47 Re: lilka 03.05.09, 10:45
                > my nie piszemy tu o atakowaniu, pies najczesciej podbiega, by sie
                pobawic i
                > przywitac, ale jak zareaguje dziecko nikt nie wie
                jak zareaguje pies, nawet ułozony a nie tylko przygarniety "po
                przejsciach" nie wiemy tym bardziej..dziecko czy człowiek nie jest w
                stanie przy spotkaniu w parku zrobic krzywdy psy, bo nie został
                odpowiednio wyposażony przez naturę, pies ma taka mozliwość..do tego
                jest ona lekcewazona przez włascicieli, bo czesto nie zdają sobie
                sprawy z tego, ze pies bawiąc sie z nimi jest baardzo delikatny,
                nawet gdy skacze na nich lub ich "podgryza". Zeby psów sa bardzo
                skuteczne przy rozrywaniu ludzkiego ciała, wchodzą jak w masło. A z
                innej beczki..wystarczy poczytac fachową lekturę lub zapytac psiego
                psychologa..psy boja się ludzi..którzy sie ich boją i reaguja na
                takich osobników wręcz irracjonalnie, atakuja ich lub okazuja im
                niepohamowana agresję, co miałam okazję zaobserwować zarówno u
                świetnie ułozonego psa jak i przygarnietego kundla po przejsciach.
                Paradoksalnie gdy człowiek przestaje na nie panicznie reagowac
                równiez one przestaja go "zauważać" i wykazywac agressję. Prowadząc
                psa w parku bez smyczy lub kagańca nigdy nie wiemy czy na przeciwko
                nie idzie taki ludzki osobnik..i to właściciel psa ma obowiązek
                dopilowac by nie doszło do niebezpiecznej konfrontacji. Mam psa "po
                przejsciach", który jest agresywny wobec innych psów..w razie walki
                potrafi boleśnie ugryźć rówwnież osoby interweniujące w tym
                mnie..pamietając, ze czasem z psami na smyczy wychodza małe dzieci
                nie wypuszczam go poza wlasny ogródek(a i na ogródku pilnuje go ktos
                dorosły), bo mimo małych gabarytów może komus zrobić krzywdę
                • maroco1977 Re: lilka 03.05.09, 12:16
                  od kiedy moim obowiazkiem jako wlascicielki psa jest pilnowanie cudzych
                  bachorow? owszem moge je ostrzegac, ale gdy taki dzieciak podbiegnie do mojego
                  psa na smyczy to co mam zrobic? bede go odciagac, a dziecko dalej bedzie
                  podbiegac i probowac dotknac, juz mi sie taka historia pare razy wydarzyla, i
                  gdy pies warknal, mamusia do mie z ryjem, ze co to za pies:/niech kazdy pilnuje
                  swoich obowiazkow, ja psa, mamusia dziecka
                  • babcia47 Re: lilka 03.05.09, 12:31
                    jeżeli pies nie lubi dzieci, źle reaguje na próby spoufalenia, to
                    Twoim obowiązkiem jest psa wyprowadzac w miejsca odludne, gdzie nie
                    dojdzie do takich spotkań..ja swoje trzymam we własnym ogródku..i
                    dopiero kiedy przechodzące "bachory" je zaczepiają i drażnią mam
                    prawo zrobić "awanturę" ich rodzicom i ostrzec, ze dzieci moga
                    doznać uszczerbku "na własną prośbę". Z poprzednią suka mogłam
                    chodzić wszędzie..obleziona swego czasu przez dzieci w wieku 10-m-cy
                    do 3 lat pomalutku uwolniła sie spod trzymających ja łapek (by
                    zadnego nie wywrócić)i dopiero wtedy odbiegła..niektóre łapki nie
                    tylko ja trzymały ale i szarpały za sierść..ale to był wyjatkowy
                    typ..gdy widziała, ze mama karci dziecko w jej obecnosci, to właśnie
                    mama była obszczekiwana i obwarkiwana..moje dzieci traktowała jak
                    swoje szczeniaki
                    • maroco1977 Re: lilka 03.05.09, 12:40
                      moj pies lubi dzieci, ale sa granice spoufalania, nie ma obowiazku lubic
                      podbiegajacych gowniarzy, tez nie lubie cudzych bachorow. Rozumiem, ze mam
                      przeleciec na skrzydlach z centrum miasta na obrzeza tylko po to by wyprowadzic
                      psa w miejsce odludne.
                      dla mnie jest jasne, ja pilnuje psa, a matki dzieci, a jesli tego nie potrafia
                      to niech sie nie dziwia po tem, ze dziecko zostanie pogryzione.
                      • babcia47 Re: lilka 03.05.09, 12:45
                        Rozumiem, ze mam
                        > przeleciec na skrzydlach z centrum miasta na obrzeza tylko po to
                        by wyprowadzic
                        > psa w miejsce odludne.
                        biorąc psa, bierzesz też za niego odpowiedzialność niezaleznie od
                        potencjalnych niedogodności..takie życie..Parki są tworzone dla
                        ludzi nie dla zwierząt
                        • maroco1977 Re: lilka 04.05.09, 07:52
                          jak juz gdzies pisalam, ja psa nie bralam, sam sie przypaletal, a w dodatku
                          brala go moja matka, bo ja wtedy lat 13mialam.parki sa tworzone dla wszystkich,
                          bo z psem chodzi tez czlowiek
                          • babcia47 Re: lilka 04.05.09, 07:56
                            mój agresywny egzemplarz "po przejsciach" też się przypętał..nie
                            narażam ludzi na kontakt z nim
    • mor_lena Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 30.04.09, 10:26
      lilka69 napisała:

      > gdzie wy nienawidzace psow mieszkacie i gdzie chodzicie skoro tyle
      mrozacych
      > krew w zylach przezywacie?
      >
      > ja nie mialam zadnej. przez 30 lat swojego i kilka lat zycia
      dziecka?

      Ale wiesz, Twoje życie to nie jest wzorzec z Sevres. Każdy ma inne
      doświadczenia. Ja np. nie dostałam cegłą w łeb, ani też nie złamalam
      nogi, ale jestem w stanie pojąć, że komuś innemu się to przytrafiło.
    • kotbehemot6 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 30.04.09, 10:36
      Moja droga, starczy mi slalom miedzy psimi gównami, i szczekające bydlaki bez
      kagańca żeby znielubiec psy i ich właścicieli. jka rozumiem tobie psie gówne i
      potencjalni psi mordercy bez kagańca nie przeszkadzają?????
    • isa1001 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 30.04.09, 10:59
      Lilka, a gdzie ty mieszkasz? Pytam, bo w mojej okolicy tak
      agresywnych i ograniczonych umysłowo kobiet nie ma! Twoja fobia mnie
      przeraża!
      • krwawakornelia przeciez pies to tez czlowiek. 30.04.09, 11:57
        • isa1001 Re: przeciez pies to tez czlowiek. 30.04.09, 12:15
          Taaak? A po ilu butelkach wódki albo "Mamrota" byłaś, jak to
          zauważyłaś? Bo ja patrzę na trzeźwo i pies to cały czas pies.
    • lineczkaa [...] 30.04.09, 13:00
      Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
      • czar_bajry Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 01.05.09, 15:02
        jeszcze mnie zaden pies nigdy w życiu nie zaatakował
        ale ja je po prostu lubie i sądzę że one mnie teżsmile
    • lacitadelle Kobieto, obudź się 30.04.09, 13:40
      Bardzo lubię psy, i zwierzęta w ogóle, ale zawsze pamiętam, że to tylko
      zwierzęta, nieprzewidywalne i potencjalnie groźne.

      Wyobraź sobie, że moją koleżankę na przywitanie (takie same, jak co dzień)
      ugryzł jej własny pies, w usta, ma szramę na całe życie.

      Ja też byłam pogryziona, pies bezpański (bawiliśmy się normalnie na placu
      zabaw), miałam w związku z tym bolesne szczepienia p. wściekliźnie, żaden uraz
      mi nie został, psy bardzo lubię i pozytywnie jestem do nich nastawiona. Jak mnie
      jakiś ugryzie, to nie umrę.

      Ale jak idę z dzieckiem przez osiedle, a do wózka zaglądają czy próbują wskoczyć
      psy, to normalnie szlag mnie trafia. Staram się nie panikować, tylko delikwenta
      odgonić i upomnieć właściciela, ale chyba jednak wybiorę się do straży miejskiej
      i zapytam, co z tym fantem zrobić. Bo dziecko się samo nie obroni, ja też - w
      przypadku dużego psa - nie będę mogła mu pomóc. I może nie skończyć się na
      pogryzieniu czy bliźnie.
    • anorektycznazdzira nie mogę 02.05.09, 09:16
      Następna która w pojedynkę stanowi uniwersalną próbę badawczą dla
      całego społeczeństwa.
      Mnie się nie zdarzyło, to z wami jest coś nie tak, że wam się zdarzyło.
      Albo opowiadacie bajki.
      Rozumowanie godne przedszkolaka.
      • roksanaa22 Re: nie mogę 02.05.09, 10:27
        Mnie też nigdy pies nie pogryzł.Co nie znaczy,że ufam każdemu.Sama
        mam psa,któremu nie pozwalam zbliżać się do nieznajomych bez zachęty
        z ich strony.I to jest chyba rozsądne.
        Co do zalinkowanego pogryzienia przez bulla:NIE WIERZĘ,że łagodny
        pies bez ostrzeżenia,ni z gruchy ni z pietruchy rzuca się na
        dziecko.Dla psiarza jest oczywiste,że pies zawsze wysyła sygnał-
        tylko trzeba to dostrzec.Jego
        zaniepokojenie,zestresowanie,minika.Zawinili jak zwykle ludzie...
    • nangaparbat3 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 02.05.09, 10:50
      W Czechach chcą gazowac gołębie (moze już zaczęli?), Turcy wywieźli kiedyś
      wszystkie bezdomne psy z Istambułu na niezamieszkala wysepkę, i tam zostawili -
      domyslcie się, co sie z nimi stało. Strach rodzi okrucieństwo, jak widac.
      Z psami sytuacja jest paradoksalna - im bardziej sie go boisz, tym większe
      prawdopodobieństwo, że zaatakuje. Dla dzieci najlepsze by było, zeby zamiast
      uczyc strachu przed psami i agresji wobec nich (czy wobec ich wlascicieli) uczyc
      szanowania ich granic. Zasad bezpiecznego kontaktu. I nie jest to ani
      niemozliwe, ani szczególnie trudne, za to pozyteczne przede wszystkim dla dziecka.

      A tak na marginesie, przypomnialo mi sie sprzed paru lat: z wiejskiej zagrody
      wypadl na mnie mieszaniec chyba owczarka z dogiem, siegał mi do biustu, stanąl
      przy mnie i warczal bardzo cicho, "z brzucha", a to (wiedzialam dobrze majac
      wlasne psy) naprawdę groźny sygnał. Zamarlam, naprawdę sie balam, starałam sie
      nie oddychac, i nagle iluminacja - powiedzialam cicho, spokojnie, jak
      najlagodniej: idź do domu. Spojrzal z pewnym zdziwieniem i wrocil za płot.
      • roksanaa22 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 02.05.09, 11:20
        Bo jak patrzysz psu w oczy i piszczysz czy machasz rękami on uznaje
        to za prowokację.Ja szczekaczy i podbiegaczy olewam.
        ale rzecz rozchodzi sie o to,że to właściciele maja nie dopuszczać
        do takich sytuacji a nie my mamy szukac bezpiecznego
        rozwiązania "konfliktu"!
        • franczii Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 02.05.09, 11:28
          obowiazek obowiazek, niestety to slowo staje sie pustym haslem w chwili kiedy
          staniesz oko w oko ze spuszczonym ze smyczy psem i nie masz pewnosci, ze
          wlasciciel nad nim potrafi zapanowac. W takiej sytuacji dla wlasnego dobra
          starasz sie szukac bezpiecznego rozwiazania chyba ze wolisz egzekwowanie swoich
          praw z pogryziona twarza czy inna czescia ciala.
          • nangaparbat3 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 02.05.09, 11:48

            No i wlasnie.
            Niedawno po moim osiedlu biegal duzy pies, ktory ewidentnie "dał nogę" - to sie
            zdarza.
            Zdarzaja się też psy porzucone przez włascicieli.
            Oraz takie, ktore chodza bez smyczy, bo wlasciciel wie, czego sie po nich mozna
            spodziewac.
            Sama mialam strasznego histeryka, ktory bedąc na smyczy rzucał sie ujadajac na
            kazdego przechodzącego psa (wyjawszy mniejsze od siebie). No i budzil ogólny
            postrach. Weszcie zaczęlam go puszczac bez smyczy, za to w kagancu (zeby sie
            ludzie nie bali - choc sa i tacy, co psa w kagańcu boja sie bardziej niz bez) -
            nigdy na nikogo (wliczajac w to inne psy) nie napadl, wprost przeciwnie, a małe
            dzieci, wiedziony chyba jakims cudownym instynktem, omijał szerokim łukiem.
            Mnie sie zdaje, ze psy są o wiele mniejszym zagrożeniem niz ludzie - ale my
            reagujemy jakos podobnie jak do lotu samolotem i jazdy autem.
            • insomnia0 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 10:05
              nie rozumiem ciebie.. cyli ludzie muszą sie przyzwyczaic do psow puszczanych
              luzem? i na dodatek to ich wina kiedy zostaną pogryzieni?.. no to jesli tacy są
              wlasciciele psów, ktorzy nie potrafią zrozumieć, ze ktos obawia sie zwierzecia,
              ze obawia sie pogryzienia.. to faktycznie nic sie nie zmieni.. Powinni was karac
              duzymi kwotami.. moze to by was czegos nauczyło.. bo przeciez pogryziony
              człowiek zapewne sam sobie był winny albo prowokował - albo sie bał.. a piesek
              jak siweta krowa jemu przeciez nie załozysz smyczy bo nie lubi...
              normalnie jakaś paranoja..
              • nangaparbat3 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 12:39
                Ja juz nie jestem włascicielką psa, i nie zamierzam, wiec mnie zadna kwotą
                ukarac nie mozesz - chyba że zaczną karac za poglady.
                A poglady mam takie, ze strach częściej rodzi sie w głowie człowieka niz wynika
                z rzeczywistego zagrozenia.
                Co do meritum - moja corka miala trzy, gora cztery lata, kiedy od domowej kotki
                oberwala pazurami po buzi - niezbyt mocno, ale skutecznie. Przybiegla do mnie do
                kuchni, pokazala zadrapanie: popatrz, mamo, kicia mnie podrapała. Ale miała rację.
                Małe dziecko rozumialo juz to, do czego Tobie wciąż daleko.
                Że zrownowazone domowe zwierze bez wyraźnego powodu nie atakuje - i że warto
                samemu wiedziec, tudzież uczyc dzieci, jakie to są powody i jak ich nie dawac.
                Czego sie nauczą, to ich - i ja wole polegac na umiejetnosciach mego dziecka,
                niz skutecznosci kar nakladanych na innych ludzi.
                • babcia47 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 12:59
                  > Czego sie nauczą, to ich - i ja wole polegac na umiejetnosciach
                  mego dziecka,
                  > niz skutecznosci kar nakladanych na innych ludzi.
                  jedno nie wyklucza drugiego..a raczej nie usprawiedliwia zaniedbań
                  właścicieli. Moje dzieci od małego wychowywały się z kotami i
                  psami..ale wiedziały, że do obcego zwierzaka nie nalezy podchodzic,
                  a gdy jest w towarzystwie własciciela należy włąsnie jego zapytać
                  czy można, bo pies może obcych ludzi nie lubić lub właściciel nie
                  życzyć sobie z nimi spoufalania, o tym jak przejawiają zdenerwowanie
                  rózne zwierzaki opowiedziałam, pokazałam na przykładzie włąsnych.
                  Jako własciciel zwierzaków zdawałam sobie sprawę z tego ze nie każdy
                  rodzic tego uczy, czasem dzieci podbiegały gdy rodzice tego nie
                  zauwazyli..wtedy zachowywałam wyjatkowa czujnośc w stosunku do
                  swojego zwierza i przerywałam kontakt gdy widziałam jego niepokój
                  lub dziecko zachowywało się nieodpowiednio. Zamykałam tez w domu psa
                  gdy kiedyś w moim sasiedztwie gosciła osoba panicznie bojąca się
                  psów (pies wręcz dostawał amoku na jej widok) by mogła bez obawy
                  minąć moją posesję, mimo, ze pies był za ogrodzeniem i zawsze pod
                  opieka kogoś dorosłego..mnie to kosztowało niewiele, więc dlaczego
                  miałam tego nie robić?
                  • nangaparbat3 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 13:15
                    Masz racje, mnie jednak smuci, ze myslenie idzie tylko w jedna strone i nie
                    dotyczy wylacznie zwierzaków. Nasze wlasne dzieci tez trzymamy juz na
                    smyczach-komórkach, w szkołach montujemy kamery, sadzamy ochroniarzy i wydaje
                    nam sie, ze to zabezpieczy nasze dzieci przed rozlicznymi nieszczęściami, przed
                    którymi tak naprawde nieporownywalnie lepiej zabezpiecza je rozsądek i intuicja.
                • insomnia0 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 19:02
                  czy ty w ogole roumiesz o co chodzi? oczywiscie, ze moje dziecko tez bedie
                  wiedziało i wie jak ma sie zachowywac w stosunku do zwierzat głupich
                  wlascicieli, ktorzy psy wyprowadzają bez smyczy. Nie mniej uwazam, ze pies to
                  pies i jego miejsce jest z dala od mojego dziecka. Nie zycze sobie kontaktow
                  obcych zwierzat z moim dzieckiem. Dla mnie pies ktory leci do dziecka jest
                  nieprzewidywalny i szkoda ze wlasciciele niektórych psów nie myslą i puszczaja
                  luzem psa..takze karac i tylko to pomogłoby ich zdyscyplinować.
      • anorektycznazdzira Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 02.05.09, 22:18
        Fajna historia z tym psem (serio!), choć ja miała odwrotną:
        na synka ok. 2 lata wyparował mi naraz pies sięgajacy mu do twarzy.
        Nie wiem skad sie wział, dziecko było na trawniku przed blokiem, parę
        metrów ode mnie, bo otoczenie wydawało się 100% bezpieczne. Pies był
        czyjś, ale chyba wypuszczony z domu, żeby się "sam wyspacerował".
        Dziecko wydało z siebie jakiś dźwięk więc z charczeniem wyskoczył
        prosto do niego. Jaki jest refleks 2-latka? Jakie mozliwości
        odskoczenia lub choćby osłonięcia twarzy reką? Każdy wie. Ja byłam w
        takiej odległosci, że rozpędzony pies miał nade mną przewagę(a wiele
        czasu nie było). Więc zrobiłam jedyne, co mi pozostało: rozdarłam
        pysk jak tylko mogłam (NIE RUUUSZ!!!!!!!!!!), a że adrenalina
        skoczyła mi o 1000%, więc wyszło. Pies jak pędził tak stanął w
        miejscu, podwinął ogon i poszedł.
        • nangaparbat3 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 02.05.09, 22:32
          No widzisz!!!
          Psycholodzy wciąż powtarzają: trzeba rozmawiac. Nawet z psem smile
    • natixb Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 02.05.09, 11:33
      ja napisze tylko ze takie ataki niekoniecznie sa wina psa a rozwydzonego
      gowniarza-podam przyklad: oczywiscie moj pies jest zrownowazony i nie zareagowal
      ale no sorry nie mam oczu z tylu glowy i gdyby moj pies mial sklonnosci do
      agresji jestem przekonana ze zareagowalby chociazby warknieciem-nie mowiac juz o
      ugryzieniu, mianowicie-mam sasiadow ktorzy widzac mojego psa--a tak apropo to
      seter irlandzki wiec nie jest niebezpieczna rasa- spieprzaka jak glupki, takie
      zachowanie tez moze rozdraznic, ale niewazne-zdaje sobie sprawe ze psa mozna sie
      bac, wtedy trzymam mocniej smysz i psa przy nodze, zeby takie osoby mialy jakims
      tam komfort czyli zeby az tak bardzo nie czuly sie zagrozone, szlag mnie trafia
      jednak kiedy ide sobie z psem--dziecko tych osob robi wielka panike a pozniej
      kiedy je mijam dotyka mi psa w jego wrazliwe miejsce, a kiedy sie odwracam
      struga glupa ze nic nie zrobilo. gdyby cos sie stalo to kto za glupote i
      niedouczenie rodzicow ponosi odpowiedzialnosc-oczywiscie ja, bo mam okropnie
      agresywnego psa. no przepraszam bardzo-skoro juz rodzice ucza paniki na widok
      czworonoga to powinni uczyc ze sa pewne zachowania, ktore moga spowodowac
      rozdraznienie psa, np nie zachowywac sie jak postrzelony czyli nie urzadzac
      biegow i krzykow na widok psa a przechodzic kolo niego obojetnie, nie dotykac go
      w okolice tylka-psy tego nie lubia, nie poklepywac po glowie-to tez moze wywolac
      agresje. co taki wlasciciel ma zrobic skoro idzie sobie spokojnie, trzyma psa
      przy nodze a jakis gowniarz podbiega i maca mi psa po tylku a pozniej udaje ze
      nic nie zrobil.ja oczu z tylu glowy nie mam wiec nie moglabym nawet zapanowac
      nad psem gdyby sie wkurzyl, na szczescie mam zwierzaka spokojnego jak owieczka.
      ja zdaje sobie sprawe ze psu do konca nie mozna ufac, wiem ze mozna psa sie bac
      i nalezy ograniczac jego poczynania, poniewaz nie kazy psy lubi i po co
      niepotrzebnie stresowac ludzi, no ale psosze o wiecej rozwagi matek panikarek i
      ich potomstwo bo wlasnie w taki sposob jaki sie zachowuja moga rozdrazniac zwierze!!
      • yenna_m Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 02.05.09, 12:15
        wlasnie z tego powodu pies powinien chodzic na smyczy w kagancu
        • maroco1977 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 02.05.09, 12:34
          wlasnie dlatego mamusie powinny sowje bachory pilnowac. tez mialam taka babke co
          pozwalal drznic dzieciakowi mojego psa i rzucac w niego i we mnie kamykami,
          zapwiedzialam jej, ze jesli jeszcze sie raz taka styuacja wydarzy spuszcze psa
          • yenna_m Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 02.05.09, 15:15
            rozumiem zaangazowanie w temat, jednak nie rozumiem agresji slownej; no,
            generalnie nie rozumiem doboru slownictwa wink

            oczywiscie mialo prawo Ci sie to nie spodobac, oczywiscie dzieciak zachowal sie
            zle,jednak nie wiem, czy madre bylo to strasznie psem...

            w taki sposob robisz psiarzom zly PR
            • nangaparbat3 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 02.05.09, 22:42
              Wiesz, Yenna, naprawdę są ludzie, ktorzy innych argumentow nie rozumieją.
              Juz to chyba przywoływałam, ale przypomnę: chłopiec na oko siedmio-osmioletni
              kopie psa uwiazanego pod sklepem (cudzego).
              Tatuś: Jacusiu, nie kop psa, bo cie ugryzie.
              Ale w kagańcu by - wg wyobrażeń tego pana - nie ugryzł. To wtedy mozna kopac, tak?
              Sama mialam doswiadczenia z dzieckiem wtykajacym memu psu palce do oczu, a na
              moja kolejną uwagę, juz nerwową, zeby przestało, mamusia stojaca obok: przecież
              pani mówiła, ze on nie gryzie!
              No mowilam, fakt.
              Inna sytuacja: trzymam psa na smyczy, pies wali kupe tyłem do publicznosci, ja
              patrze w jakąs inna strone i nagle katem oka widze mniej wiecej dwuletnie
              dziecko rzucajace się z piesciami na grzbiet mojego kundla.
              Mamusia obok, patrzy ze stoickim spokojem.
              Mój pies byl bardzo łagodny, ale histeryk, i to dziecko naprawdę mogło było
              zginac. Bo pies mógl zareagowac zanim by sie zorientował, ze ma do czynienia z
              dzieckiem, ze nikt nie chce jego zagryźc.

              Wiec nie dziw się, ze psiarze reaguja nerwowo.
              • yenna_m Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 02.05.09, 22:53
                no i tu juz sa ewidentne niedopatrzenia rodzicow

                wiesz, nie pochwalam znecania sie nad zwierzetami czy bezmyslnego okrucienstwa w
                wykonaniu dzieci, ale przyznasz, ze problem nie jest czarno-bialy i (z tym
                bardzo trudno) psiarze tez powinni postarac sie zrozumiec, ze nie kazde miejsce
                nadaje sie do wyprowadzania psa luzem (tak jak rodzice powinni uczyc dzieciaki
                szacunku dla zywych stworzen)
              • insomnia0 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 10:22
                oczywiscie jestem przeciwna takim sytuacjom, bo pies zyje- pies czuje, nie
                wolno robić mu krzywdy, tego powinno uczyc się dzieci.
                Szacunek do drugiego zywego stworzenia.
                Rozumiem Twoje oburzenie i nerwowość wobec takich rodzicow. W takim razie
                zrozum, że rodzice - normalni, ktorzy trzymaja sie z dala od obcego psa, tez
                chcą by wlasiciele psów nie dopuszczali do takich sytuacji, w ktorych pies
                podbiega do ich dziecka, wklada psyk do wozka, leci do dziecka z wyszczerzonymi
                zebami.. bo to nie fair..
                A pies bywa nieprzewidywalny, bo wlasnie moze byc rozdrazniony, moze miec zły
                humor, moze nie lubić dzieci, moze byc źle ułożony..
                I agrument , ze pies źle sie czuje na smyczy czy nie lubi jej.. nie przemawia do
                mnie. Nie przemawia tez ze pies chce sie wybiegac- to trzeba jeździć za miasto i
                puszczac tam gdzie nie ma ludzi.. A nie puszczac psa na spacerze, gdzie idą
                rodzice z dziecmi, jadą rowerzyści, idą starsi ludzie. Wychodi na to, ze oni
                wszyscy musza podporzadkować sie psu..i w danym momencie zatrzymać sie, zejsc z
                roweru, nakazać dzieku pzrestac biegać.. bo pies??!!
                No ludzie... to pies powinien isc na smyczy..a nie my ograniczac swoje zachowanie.
                • nangaparbat3 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 12:55
                  Chwila.
                  Ani przez chwile nie uzylam argumentu, ze pies na smyczy "źle sie czuje" - ale
                  ze na smyczy moj pies (konkretnie: jeden z moich psow) robił się agresywny. Z
                  czasem zrozumialam dlaczego: psy porozumiewaja się mową ciala w o wiele wiekszym
                  stopniu niz my, pies uwiazany jest pozbawiony mozliwosci komunikowania sie z
                  innymi. Dla bardzo inteligentnego, wrażliwego i tchorzliwego psa jest to
                  koszmar, wiec zachowuje sie agresywnie, histerycznie i kompletnie
                  nieracjonalnie, zakłocajac spokój otoczenia i budzac strach.
                  Ten sam pies nieuwiazany zachowywał sie zawsze łagodnie, spokojnie, a dzieci i
                  psy potencjalnie agresywne omijal. Przypomne, ze chodził w kagańcu, tam gdzie
                  mieszkał byl zreszta znany i nie było problemu.

                  Oczywiście pies wtykajacy nos do wozka czy rozpedzony i biegnacy w kierunku
                  naszego dziecka moze wystraszyc.
                  Ale Bog mi świadkiem - miedzy 2 a 6 rokiem zycia córki nie mielismy wlasnego
                  psa i nie przypominam sobie żadnej, ale to żadnej sytuacji podobnej do tych,
                  jakie opisujesz. A mieszkamy na osiedlu, gdzie psów jest naprawdę wiele.
                  I powiem rzecz straszną: im częsciej pies jest od małego spuszczany ze smyczy,
                  tym racjonalniej i spokojniej sie zachowuje. Ani nie wpada pod auto (bo wie, ze
                  moze jechac), ani nie biegnie rozpedzony w strone dziecka (moze nauczył sie z
                  daleka rozrożniac dzieci od psich kumpli?)
                  Oczywiscie póki co idziemu w strone: smycz + kaganiec, a najlepiej usunac psy z
                  naszej rzeczywistości. I ten trend na pewno bedzie sie tylko wzmacniał. Bo
                  zyjemy w swiecie, w ktorym ufamy już tylko
                  zewnetrznej kontroli. Deprecjonujemy za to (i w zwiazku z tym nie rozwijamy)
                  własnych umiejętnosci rozpoznania zagrozenia i poradzenia sobie z nim.
                  Problem psów to jedynie mały kamyczek w mozaice, niestety.
                  • babcia47 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 13:07
                    to co opisujesz jest zrozumiałe dla psiarzy..ale i to tylko dla ich
                    części!! Wiekszość nie zdaje sobie sprawy lub nie zadaje trudu by
                    poznać psia psychikę, nauczyc sie mowy ich ciała, psich
                    zwyczajów..Piszę o osobach posiadających psy..tym bardziej nie znaja
                    i nie musza ich znać osoby, które z psami maja niewiele wspólnego,
                    nie lubia ich lub sie ich boją. Zapominasz, ze to psy w takich
                    przypadkach wchodzą, a raczej sa wprowadzane przez włascicieli do
                    świata ludzi i to na nich spoczywa obowiazek sprawienia by kontakty
                    przebiegały bezkonfliktowo. Pies to nie tylko przyjemność, pies to
                    także OBOWIĄZEK!!
                    • nangaparbat3 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 13:48
                      Az za dobrze wiem, ze pies to obowiazek.
                      W zwiazku z tym póki co nie zamierzam.
                      I wiesz, przyszło mi do głowy - dlaczego w szkolach uczy sie z taka precyzja o
                      sinicach, pantofelkach i wyplawkach - a o psach jesli, to pewnie na poczatku
                      podstawowki?
                      To pytanie z gatunku - dlaczego tak wiele czasu i wysiłku poswięcamy sprawom,
                      ktore w ogole nie wpływaja na nasze rzeczywiste zycie, a najprostsze sprawy
                      zupelnie zasadnicze umykaja?
                      Ze zdwojona siła przyszło mi to na myśl wczoraj, kiedy w zwiazku z zupelnie inna
                      sprawą przeczytalam wypowiedź matki, ktorej dwulatek sika co chwile, matka
                      podejrzewa "przeziebiony pecherz", i ZASTANAWIA SIĘ, czy isc z dzieckiem do
                      lekarza, a o badaniu moczu w ogole nie myśli. A sądząc z tego jak pisze, jest to
                      inteligentna, rozsądna i wyksztalcona pani.
                      • babcia47 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 14:15
                        > I wiesz, przyszło mi do głowy - dlaczego w szkolach uczy sie z
                        taka precyzja o
                        > sinicach, pantofelkach i wyplawkach - a o psach jesli, to pewnie
                        na poczatku
                        > podstawowki?
                        tu zgodze się w całej rozciągłości z Tobą..zamiast uczyć budowy
                        plechowców, grzybów i innych pantofelków(pomagałam młodemu gdy
                        zaliczał na stopien odpytując)właśnie takie wiadomosci przydały by
                        się bardziej i przystawałyby do potrzeb w późniejszym zyciu..o dziwo
                        matematyka (z którą zawsze byłam na bakier), chemia i fizyka
                        baaardzo przydały mi sie w codziennym życiu, co do pani, która
                        się "zastanawia" to odpuszczę sobie komentarz
                        • maroco1977 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 04.05.09, 08:00
                          no zobacz mi sie matematyka, fizyka i chemia w zyciu nie przydaly i szczerze
                          mowiac te przedmioty zrujnowaly mi polowe szkolnego zycia, bo zanim wreszcie
                          stwierdzono,ze mam dyskalkulie to musialam siedziec na lekcjach dodatkowych,
                          korepetycjach, nad ksiazkami 24 na dobe praktycznie i uwazna bylam i tak za
                          nieuka. W szkolach uczy sie nie tego co potrzeba, tylko tego co ministrzy
                          wymysla.Na biologii uczymy sie wszystkich czesci zaby,a nie wiemy jak zachowywac
                          sie w stosunku do psa, kota, papuzkisad
                  • insomnia0 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 19:14
                    Cytat
                    pies uwiazany jest pozbawiony mozliwosci komunikowania sie z
                    > innymi. Dla bardzo inteligentnego, wrażliwego i tchorzliwego psa jest to
                    > koszmar, wiec zachowuje sie agresywnie, histerycznie i kompletnie
                    > nieracjonalnie, zakłocajac spokój otoczenia i budzac strach.
                    > Ten sam pies nieuwiazany zachowywał sie zawsze łagodnie, spokojnie, a dzieci i
                    > psy potencjalnie agresywne omijal. Przypomne, ze chodził w kagańcu, tam gdzie
                    > mieszkał byl zreszta znany i nie było problemu.

                    Rozumiem tą teorię.. oczywiscie.
                    I co z tego? jesli są psy ktore rzucają się na przechodniow.. co mi po tej
                    teorii, skoro są wlasciciele, ktorzy miec psów nie powinni bo nie potrafią ich
                    odpowiednio wyszkolić czy wychowac?
                    Pies to zwierze, i nawet jesli tysiące razy bedzie spokojne RAZ moze ugryźć
                    .. dlatego powinny byc na smyczy.. Dlaczego ja mam ufac obcemu psu?
                    Pies ma zęby i jest niebezpieczny w stosunku do małych dzieci - szczegolnie, bo
                    one biegają, podskakują, krzyczą.. ja uwazam na moje dziecko..ale niestety tu
                    gdzie mieszkam ( osiiedle na białołęce) jest wiele wlascicielow psów , ktorzy
                    mają w nosie moje obawy i puszczają psy.. rezultat taki.. pies leci do wozka
                    chce włożyc pysk a wlasciciel sie smieje i woła, ze pies nie gdryzie!!! jak
                    zwykle ten sam tekst!!! wiec mówie prosze zabrac nie zycze sobie.. i foch!!!
                    Moze tobie sie nie przydazyły takie suyuacje, co nie oznacza, ze innym sie nie
                    zdazają.
                    • nangaparbat3 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 20:00
                      To nie teoria, tylko praktyka. Ale nic sie nie martw, kundel o ktorym mowa
                      zszedl z tego padolu.
                      A ilez Ty widzialas psow rzucajacych sie na przechodniow?
                      Bo ja nie widzialam, a na pewno jestem ze 20 lat od Ciebie starsza, więc tak
                      jakbym miała wiecej okazji.
                      • insomnia0 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 20:34
                        no tak najlepszy argument, ze jestes starsza i wiesz lepiej.wink
                        wyobraz sobie, ze widzialam wiele razy psy, ktore na spacerze leciały do nog
                        czy rąk przechodniow.
                        A to ze ty nie bylas swidkiem nie oznacza, ze takie przypadki nie istnieją.. a
                        taka lekkomyslność ktora prezentujesz.. jest wlasnie dosyc czesta. Piesek
                        nie ugryzie.. nie nie..a jak ugryzie.. ooo boszze.. on zawsze był spokojny. A
                        przeciez mozna było przewidziec sytuacje..ale po co?
                        • nangaparbat3 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 20:58
                          1. Prosze Cie, trzymaj sie tekstu, nie piszę, ze jako starsza wiem lepiej, tylko
                          że dluzej obserwuje świat i więcej mialam - prawdopodobnie - okazji zobaczyc.
                          2. Jak ugryzie, to wlasciciel powinien odpowiadac przed sądem. Albo od razu
                          płacic wysoki mandat.
                          • insomnia0 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 21:08
                            to ze dłuzej obserwujesz swiat..nie oznacza, ze miałas szansę i wiecej okazji
                            zobaczyc pewne sytuacje wiecej razy..
                            Poza tym widziałam takie akcje i mi wystarczy... to ze na co dzien nie widze jak
                            zabijają czy kradną.. nie oznacza ze taki proceder nie istnieje...
                            CO to w ogole za argument... co najwyzej bardzo smieszny.
            • maroco1977 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 12:18
              a ile razy mozesz grzecznie prosic, by wtlumaczyla dziecku, ze w psa sie
              kamoeniami nie rzuca? raz, dwa,. trzy razy? ja powtarzalam to za kazdym razem
              gdy spacerowalam z psem a oni sie zjawili, niestety do niektorych nie docieraja
              prosby
              • yenna_m Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 04.05.09, 21:01
                w takim wypadku dzwonic na policje i zglaszac znecanie sie nad zwierzetami

                to, ze uwazam, ze pies powinien byc wyprowadzany na smyczy, nie znaczy, ze
                zezwalam na znecanie sie nad zwierzeciem

                w koncu rzucanie kamieniami w zywe stworzenia najzwyczajniej na swiecie jest
                przestepstwem i rodzajem bestialstwa
      • anorektycznazdzira polecam! 02.05.09, 22:21
        Polecam używanie kropek oraz innych archaicznych oznaczeń pozwalających
        się zorientować, gdzie są końce zdań.
      • insomnia0 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 10:10
        wiec skoro wiesz ze takie zachowania moga rozdraznić, psa nalezy trzymac na
        smyczy- nic sie nie stanie.
        • maroco1977 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 12:23
          wiec skoro wiesz ze takie zachowania moga rozdraznić, psa nalezy trzymac na
          > smyczy- nic sie nie stanie.
          >

          rozumiem, ze to do mnie...wyobraz sobie, ze moj piesek nie ma 20cm wzrostu i
          jest wielkie bydle, jesli go ktos rozdrazni ciezko go utrzymac, sorry jakby ktos
          we mnie kamieniami rzucal tez bym lagodna nie byla, jesli pies mi sie wyrwie,
          albo pociagnie tak,ze tego dzieciaka pogryzie, to oczywiscie moja wina
          bedzie.Draznienie psa powinno byc tak samo karalne jak spuszczanie ze smyczy
          • babcia47 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 12:43
            moja suka miała 64 kg..ja 46, gdy kładła mi łapy na ramionach była
            conajmniej o głowe wyzsza..nigdy nie udało jej się zaatakować nikogo
            gdy trzymałam ja na smyczy (próbowała gdy była jeszcze b. młodym
            psem ale juz o tych gabarytach), nawet gdy chciała..po pierwsze
            kolczatka, po drugie odpowiedni chwyt smyczy..trzymana w lewej ręce
            koncówka,skórzana petla opleciona na nadgarstku (mozna przy okazji
            nieść w niej np. siatke z zakupami) prawą trzymałam w połowie smyczy
            utrzymując psa przy nodze..nawet gdy wyrwał mi się niespodziewanie z
            prawej reki mogłam szarpnąć porzadnie lewą zniechecając do dalszego
            ataku
            • maroco1977 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 04.05.09, 08:04
              akurat moj pies jest z tych co kolczatka go nie powstrzyma, juz nie raz w ataku
              szalu sie nia poranilm,ale nie zatrzymalo zto jego zapedow, a jak probowal sie
              wyrwac to ja jechalam na brzuchu za nim.oczywiscie moja wina, powinnam sie
              przywiazac z psem do jakiegos slupa, a dzieciek czy sasiadka niech go draznia,
              bo im wolno
    • agao_72 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 02.05.09, 11:44
      cóz mam powiedzieć:
      a/ miałam 11 lat, szłam sobie po chodniku grzecznie i nagle do łydek rzuciła mi
      się jamniczka, która jakoby była bardzo łagodna. może była, ale właściciele
      pojechali na wczasy i zostawili ją z dochodzącą babcią i pies ześwirował trochę.
      efekt zastrzyk przeciwtężcowy. pies na szczęście był szczepiony

      b/ w centrum mojego miasta, obok centrum kultury jest placyk z huśtawkami, tam
      też miłośnicy piesków wyprowadzają je. hehehehe. idę sobie wieczorem, a tu
      biegnie w moją stronę doberman z otwartą paszczą i dzikim charkotem. za
      dobermanem biegnie pan i woła (sic!) "niech pani uważa bo sunia jest nerwowa".
      no ja też jestem nerwowa i wpuściłam psu w mordę cały pojemnik gazu łzawiącego.
      pan się bardzo zdenerwował, że mogłam uszkodzić pieska.

      pytanie, kto ma nie w porządku z głową. ja? czy właściciele piesków?

      ścieżka rowerowa. jadę sobie wieczorem. obok są łąki i tam właściciele
      wyprowadzają pieski. i leci na mnie wilczur lub coś takiego podobnego,
      szczekając. może chce się bawić, może mnie ugryźć - nie wiem, wolę nie
      sparwdzać. zatrzymuję się, złażę z roweru. za psiskiem leci pańcia, która z
      anielskim uśmiechem wyjaśnia, że piesek nie lubi rowerzystów. to po co głupia
      baba wyprowadza skowyra obok ścieżki, pytam.

      psów się nie boję. po prostu nie lubię.
      • nangaparbat3 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 02.05.09, 22:45
        Na drugi raz, jak zobaczysz biegnacego psa, po prostu na chwile sie zatrzymaj i
        nie ruszaj. I tyle.
        Na temat chodzenia po świecie z gazem nie wypowiem się, bo bylabym nadmiernie
        przykra.
        • insomnia0 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 09:55
          no tak bo zamiast uzyc gazu dziewczyna powinna dac sie pogryźć ! ty sie
          zastanow.. skoro wlasciciel psa nie pomyslał.. to ktos musiał pomyslec za
          niego.. ja rowniez uzyłam nie raz gazu.. mam nadzieje, ze wlasciciele wycigną
          wnioski.
          Ostatni przyklad kultury:
          majowy spacer.. idę z wózkiem.. za mna dwie osoby z piekiem bez smyczy.. jedzie
          rowerzysta pies mu leci do stóp, chłopak o mały włos a wywaliłby się...-
          zaznaczam, ze jechał wolno spacerowo, mowi do panci " prosze trzymać psa na
          smyczy" na co pancia" zamknij gębe"!
          ot kulturalni wlascicicele psów..
      • wiola160 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 02.05.09, 22:51
        Ja psy lubię i nie mam żadnych złych doświadczeń. Mieszkam teraz na wsi i to co wyczynia mój sąsiad jest... nie wiem nawet jak to określić.Posiada około 30 sztuk , w tym są również suki i ta sfora mnoży się. Co jakiś czas widzę gromadę maluchów. Te zwierzątka nie są zamykane i raczej same starają się o pożywienie, bo są okropnie chude. Dobrze że mam posesje ogrodzoną, ale za ogrodzenie to tylko samochodem można wyjechać. Mam małe dziecko(2 latka),które już próbuje wychodzić za ogrodzenie. Rozmowy z właścicielem,.aby trzymał hodowlę na swojej posesji nie przynosiły rezultatu. Zgłosiłam sprawę na policję. Policja upomniała i nic się nie zmieniło. Po drugim zgłoszeniu dzielnicowy mówi,że jak chcę coś z tym zrobić to powinnam sama założyć sprawę w sądzie. Co ja mogę jeszcze zrobić oprócz sądu ? Może to to nie ten temat ale gdyby jeden z tych głodnych psów zaatakował reszta ...i to by na pewno była sprawa mrożąca krew w żyłach
        • panirogalik Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 02.05.09, 23:08
          zgłoś sprawę do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, zaznacz tylko, ze zwierzęta
          są głodzone (same starają się o pożywienie i są okropnie chude), nie mów na
          początku ze stwarzają dla ciebie niebezpieczeństwo tylko że są bardzo źle
          traktowane.
          • wiola160 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 04.05.09, 14:30
            Dzięki. Też myślałam o takim rozwiązaniu.
    • gaja78 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 00:30
      W parkach na moim osiedlu widuję psy biegające luzem, a za nimi gdzieś daleko
      ich właścicieli ze zwiniętą smyczą w ręku. Jeśli mijam takiego delikwenta -
      zwracam grzecznie uwagę. Dla mnie to nie do pojęcia - spuszczać psa ze smyczy w
      miejscu publicznym.

      A już do pasji doprowadzają mnie teksty właścicieli psów - "nie bój się, on ci
      nic nie zrobi". Nosz k... uncertain
      • nangaparbat3 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 13:04
        gaja78 napisała:

        > A już do pasji doprowadzają mnie teksty właścicieli psów - "nie bój się, on ci
        > nic nie zrobi". Nosz k... uncertain

        Ale dlaczego zaraz "k..."?
        Zdarzaja sie psy, ktore atakują ludzi. Najczęściej są to psy trzymane za
        ogrodzniami, majace bronic domu. A nie przygłupie pokojowce prowadzane do parku.
        Moze spróbuj pomyślec: jesli ktoś odważył sie puscic psa luzem, to ma pewnosc,
        ze jest łagodny i nic nikomu nie zrobi. Ten ktos go zna, a nie ja.
        • babcia47 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 13:15
          Najczęściej są to psy trzymane za
          > ogrodzniami, majace bronic domu.
          błąd w założeniu, psy trzymane dla obrony zazwyczaj biegają po
          własnym terenie..gdy mieszkałam jeszcze w bloku największy popłoch
          budził niewielki, "psychiczny" foksterier, typowy kanapowiec..miał
          skłonność do dominacji, trzeba było pinować dzieci bawiące się na
          podwórku,gdy był wypuszczany, bo nawet bieganie w jego obecnosci
          prowokowało atak z jego strony..nawiasem mówiąc jego własccicielka,
          starsza pani, wyladowała w szpitalu z rozerwanymi żyłami na nogach,
          bo osmieliła się przechodzic przez przedpokój gdy on obgryzał kość i
          uznał ją za napastnika
          • nangaparbat3 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 13:53
            Nigdy nie mialam zaufania do foxterierow wink
            Pogryzienie we wlasnym domu , z reguły dziecka, to chyba druga pula zagrozeń, fakt.
            Teraz bedzie dygresja skrajnie seksistowska: uwazam foxteriery psy za wredne i
            foxterierki suczki za najbardziej urocze i przyjacielskie psy.
            serio.
            Takie mam doswiadczenia.
            • babcia47 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 14:09
              ja tam w psim seksiźmie pójdę dalej..kazda suczka jest
              lepsza,łatwiejsza w dostosowaniu do rodziny, ułożeniu, ma naturalny
              odruch bronienia własnego terytorium (posesja, mieszkanie) przenosi
              instynkt macieżyński na młodszych i słabszych członków "stada":
              dzieci, koty, nie da się okraść mieszkania przyprowadzając samca w
              czasie gdy ma ruję..bo potrzebuje czasu na zapoznanie z potencjalnym
              partnerem (chodziłam ze swoja na "randki" 3 tygodnie, właściciel
              samca zaczął juz budzic moje zainteresowanie smile)samiec leci za
              przyprowadzoną samicą w rui, stary złodziejski sposób)
              • nangaparbat3 dla rownowagi 03.05.09, 14:56
                Wszystko prawda, ale też: jeden z moich psów, zreszta wyżel, chowal sie razem z
                kotka, ktora miala dzieci. Zostawilam jedno kocię (przyznam się: uspil resztę
                kolega pod moja nieobecnosc, kolejne kotki miały juz podwiazane jajowody). Pies
                dbał o nie jak rodzona matka, wlasciwie tylko czyhal na moment, kiedy kotka
                zostawi malego samego, i natychmiast zaczynal go wylizywac, z wielka
                delikatnoscią zresztą.
                Widzialam tez kiedyś na ulicy kundla opiekujacego sie dwoma kociakami.
                To wspominam tez na wypadek gdyby ktos z nadmierna prostotą wyciagal wnioski z
                socjobiologii wink
                • insomnia0 Re: dla rownowagi 03.05.09, 19:31
                  Ale ja tego nie neguję.. wiele razy słyszy sie informacje, ze np.dzieko przezyło
                  bo pies sie opiekował zagubionym dzieckim, ze pies wychował koty..i ok..zgadzam
                  się.
                  Ale nie moge miec zaufania do obcego psa na ulicy.. ja zaufam on mi ugryzie
                  dziecko i co? Moją najwiekszą wartością i miłością jest moje dziecko - dbam o
                  nie..o jego bezpieczenstwo.
                  Pies to zwierze, ktore moze zagrazać( nie musi) ale moze zagrazac zdrowiu czy
                  bezpieczenstwu dziecka.. dlatego chronie.. i nie ufam.
                  Pies na spacerze ok.. ale tylko na smyczty.. nawet w kagancu nie wystarcza..
                  moze np dziecko popchnąć - zwlaszca duzy pies- skoczyc na niego.. to są jawne
                  niebezpieczenstwa.
                  • nangaparbat3 Re: dla rownowagi 03.05.09, 20:08
                    To o kocietach było a propos dygresji seksistowskiej, dlatego - dla rownowagi.

                    Co do milosci macierzyńskiej - oprócz zapewnienia dziecku bezpieczeństwa dobrze,
                    kiedy da mu także podstawową ufnosc, zaufanie do świata - inaczej ono samo nigdy
                    nie bedzie mialo poczucia bezpieczeństwa, a zycie bez poczucia bezpieczeństwa to
                    katorga.
                    To bardzo trudne - miec poczucie bezpieczeństwa w świecie obiektywnie pelnym
                    zagrozeń. I trudno wywazyc, co juz jest zagrozeniem, a co nam sie nim tylko
                    wydaje. A co może byc, ale statystycznie jest naprawdę malo prawdopodobne.
                    Moja mama powiedziala kiedyś, że przestala sie bac, kiedy cegła spadla z dachu
                    obok lawki, na ktorej ona siedziala ucząc sie do matury.
                    • insomnia0 Re: dla rownowagi 03.05.09, 20:42
                      stosuję zasadę ograniczonego zaufania do obcych zwierzat.


                      https://tickers.tickerfactory.com/ezt/d/1;20722;109/st/20091016/k/0486/preg.png
                      [/url]
                    • yenna_m Re: dla rownowagi 04.05.09, 21:18
                      psy sa wspanialymi zwierzetami i ludzie naprawde wiele im zawdzieczaja
                      (psom-ratownikom, psom-przewodnikom, psom-terapeutom chociazby) i mysle, ze nikt
                      tego faktu nie neguje

                      tylko nie do wszystkich zwierzat mamy zaufanie - do obcych zwierzat w
                      szczegolnosci. I mysle, ze wlasnie o to chodzi wszystkim wypowiadajacym sie na
                      temat psich ataktow. O to, zeby nie wymuszac na nas, rodzicach, beztroskiego
                      podejscia do bezpieczenstwa dzieci wypuszczanych na place zabaw. Bo przy
                      nieodpowiedzialnym wlascicielu (nie twierdze, ze wszyscy sa niedopowiedzialni,
                      ale kazdy psiarz zna pewnie choc jedna osobe, ktorej chetnie psa by zabral, bo
                      nie nadaje sie na odpowiedzialnego przewodnika psa) wspanialy pies moze stac sie
                      powaznym zagrozeniem dla dzieci. I zaden rodzic nie chce miec poczucia, w razie
                      ataku psa, ze nie zapobiegal takim sytuacjom.
        • gaja78 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 19:08
          nangaparbat3 napisała:

          > Ale dlaczego zaraz "k..."?
          > Zdarzaja sie psy, ktore atakują ludzi. Najczęściej są to psy trzymane za
          > ogrodzniami, majace bronic domu. A nie przygłupie pokojowce prowadzane do parku
          > .
          > Moze spróbuj pomyślec: jesli ktoś odważył sie puscic psa luzem, to ma pewnosc,
          > ze jest łagodny i nic nikomu nie zrobi. Ten ktos go zna, a nie ja.

          Ale tu nie chodzi o psa, tylko o moje dziecko, w kierunku którego takie teksty
          ktoś wypowiada. Ja wałkuję temat ostrożności wobec zwierząt, jak się zachowywać,
          nie dotykać, a taki delikwent w parku mówi do dziecka, że ma się nie bać i
          pogłaskać, bo przecież "nic ci nie zrobi". Dziecko dostaje w ten sposób
          sprzeczne komunikaty.

          Zachęcanie obcych ludzi, zwłaszcza dzieci, do bliższych kontaktów czy nawet
          pozbycia się obaw wobec psa to głupota właściciela i tyle.
          • nangaparbat3 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 20:10
            Ale przecież nawet całkiem male dziecko jest w stanie zrozumiec, ze wolno
            dotykac tylko wtedy, kiedy wlasciciel jasno na to zezwoli.
            Zreszta - ja sama zawsze w takich razach dodawalam: tylko pamietaj, każdy pies
            jest inny i zawsze trzeba spytac, czy wolno poglaskac.
            • gaja78 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 04.05.09, 12:41
              nangaparbat3 napisała:

              > Ale przecież nawet całkiem male dziecko jest w stanie zrozumiec, ze wolno
              dotykac tylko wtedy, kiedy wlasciciel jasno na to zezwoli.

              To wymaga założenia, że każdy właściciel psa zna swojego zwierza bardzo dobrze.
              I że przemyślał sprawę bardzo dokładnie, zanim pozwolił swojego zwierza dotknąć.
              I nie występują tu czynniki emocjonalne typu "właściciel psa czuje nieodpartą
              potrzebę pochwalenia się swoim psem tak bardzo, że zaciemnia mu to zdrowy
              rozsądek". Słowem - wymaga to założenia, że można każdemu właścicielowi psa ufać.

              A tymczasem ja uważam, że nie można.
        • insomnia0 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 19:25
          a dlaczego mamy tak myslec? a moze wlasciciel jest chory psychicznie? moze bije
          psa w domu i on jest agresywny..ale oczywiscie jego pies na smyczy chodizc nie
          bedzie?
          Poa tym naprawde nie rozumiem, jak mozna gwarantowac ze pies nie ugryzie.. to
          tylko zwierze i moze byc nieobliczalne..czy wlasciciele psów posla choc troszke?
          ja stosuje sie zasadą taką jak na drodze..ograniczonego zaufania.. nie
          mam zamiaru wierzyc obcej osobie, czy obcemu psu.. czy mozna to zrozumiec???
          A i wlasciciel psa nie zna kadego zachowania.. naprawde opowiadasz bajki!


          https://tickers.tickerfactory.com/ezt/d/1;20722;109/st/20091016/k/0486/preg.png
          • nangaparbat3 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 20:12
            To opowiem jeszcze jedną - bajkę: każdy człowiek jakiego spotykasz moze byc
            patologicznym seryjnym mordercą. Nawet takie kobiety sie teraz zdarzają.
            I co w zwiazku z tym?
            • insomnia0 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 20:36
              no faktycznie ta bdzurka osiągneła szczyt.. nie bede komentowac bo nie ma czego..
            • fogito Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 22:13
              Seryjni mordercy raczej w biały dzień nie atakują i nie podgryzają
              łydek.
              • nangaparbat3 Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 03.05.09, 22:26
                jak to nie?
                najczesciej w szkolach - wtedy co prawda chyba nie "seryjni", a
                "masowi". Nawet u nas biegal chlopczyna z nozem i dźgał nauczycielki.
                • fogito Re: do mam z mrozacych krew sytuacji z psami 04.05.09, 09:29
                  ale w parkach to raczej psy gryzą a nie ludzie. A do szkół to ja nie
                  wchodzę, bo tam masę frustratów można spotkać
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka